ansag
26.06.07, 16:02
Przy okazji dzisiejszej kłótni zapytałam go, czy jest coś, cokolwiek,
związanego ze mną, co by chciał zrobić. Czy w ogóle jest coś takiego.
Odpowiedział, że jest. Wyjazd tylko we dwoje. Zapytałam więc, czy nie szkoda
mu na mnie pieniędzy, czy na pewno nie jest mu wygodniej bez wyjazdu i
marnowania na mnie kasy (KAŻDY jego argument przeciw na jakąkolwiek moją
propozycję to: "Szkoda mi na to pieniędzy, bo ..."). Powiedział, że prawdę
mówiąc to wolałby przeznaczyć te pieniądze na coś innego, np. na kontynuowanie
kursu języka angielskiego, ale skoro już się uparłam...
To się nazywa związek. Pseudo-związek. Pseudo-miłość.
On nawet nie chce ze mną wyjechać, bo szkoda mu pieniędzy (chociaż ja przecież
za siebie bym zapłaciła)...
Co byłoby dalej? Boję się pomyśleć.
TO COŚ, co nazywam związkiem, to chyba tylko jakieś złudzenie...
TO COŚ rozpadnie się szybciej, niż sądziłam...
3 lata z życia poszły się je.ać...