I co mam teraz powiedzieć?

26.06.07, 16:02
Przy okazji dzisiejszej kłótni zapytałam go, czy jest coś, cokolwiek,
związanego ze mną, co by chciał zrobić. Czy w ogóle jest coś takiego.
Odpowiedział, że jest. Wyjazd tylko we dwoje. Zapytałam więc, czy nie szkoda
mu na mnie pieniędzy, czy na pewno nie jest mu wygodniej bez wyjazdu i
marnowania na mnie kasy (KAŻDY jego argument przeciw na jakąkolwiek moją
propozycję to: "Szkoda mi na to pieniędzy, bo ..."). Powiedział, że prawdę
mówiąc to wolałby przeznaczyć te pieniądze na coś innego, np. na kontynuowanie
kursu języka angielskiego, ale skoro już się uparłam...

To się nazywa związek. Pseudo-związek. Pseudo-miłość.
On nawet nie chce ze mną wyjechać, bo szkoda mu pieniędzy (chociaż ja przecież
za siebie bym zapłaciła)...
Co byłoby dalej? Boję się pomyśleć.

TO COŚ, co nazywam związkiem, to chyba tylko jakieś złudzenie...
TO COŚ rozpadnie się szybciej, niż sądziłam...

3 lata z życia poszły się je.ać...
    • ansag Re: I co mam teraz powiedzieć? 26.06.07, 16:07
      Gdyby ktoś nie wiedział o co chodzi:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=64571300&a=64571300
    • chicarica Re: I co mam teraz powiedzieć? 26.06.07, 16:12
      Myślę, kochana, że czas rozejrzeć się za kimś nowym.
      Serio.
      Każdy dzień z tym panem to dzień stracony. Nawet samej będzie Ci lżej.
      Przerabiałam to, po zerwaniu odczułam tak wielką ulgę, że podobną czułam tylko
      po obronieniu magisterki :)
    • g0sik Re: I co mam teraz powiedzieć? 26.06.07, 16:59
      >Najlepiej spotkać się na jedną noc 1-2 w tygodniu i pouprawiać wymuszony seks
      >(bo ja w większości wypadków nie i chcę i się zmuszam - tak, wiem to głupie,
      >ale mam wrażenie, że jak Go nie zaspokoję, zacznie się oglądać za inną...). Na
      >rozmowy zwykle nie ma czasu ani ochoty.

      Po co dalej ciągniesz ten gowniany związek? Potem takie jak Ty płaczą, że facet
      jest h..wym mężem i h..wym ojcem.....albo, że na wieść o dzidziusiu w drodze
      bierze nogi za pas....
    • plutoniczna infantylnej ignorancji moje stanowcze NIE!!! 26.06.07, 20:12
      przeczytałam link i stwierdzam, co następuje:
      ty - zapatrzona w siebie , egoistyczna ignorantka bez ambicji (Studia?
      Rozpoczęte i nie zakończone. Może kiedyś w końcu się zbiorę, żeby mieć
      jakiś tytuł...) wymuszająca bez końca na facecie decyzje, z którymi jest mu nie
      po drodze.
      Ogólnie nie lubisz mężczyzn, którzy stawiają ci jakiekolwiek wymagania (Dziś
      rzuciłam pracę, firma prywatna, szef okropny i chamski, non stop mnie
      kontrolował i wisiał nad głową. Odeszłam. Pewnie nawet mi za ostatni miesiąc
      nie zapłaci, bo go nawyzywałam na odchodne. Chrzanić to........ i
      dalej.......Wypomina mi niedokończone studia, wyżywa za rzucenie pracy (bo
      przecież "Jak można się przejmować szefem, trzeba go olać."). - syndrom
      rozkapryszonej panienki;)?
      no a teraz szczyt niekonsekwencji:...On generalnie jest typem
      olewacza. Wszystkiego. Lada dzień dostanie tytuł, ma pracę, dobrze wygląda (w
      jego mniemaniu) - jak był olewaczem to nie zależałoby mu na studiach ,,,tak jak
      tobie np. i kto tu jest olewaczem? ty czy on?
      ...i dalej piszesz...Nie wiem czemu On mnie nie rzuci, skoro tak nie cierpi
      mnie i tego, co robię ze swoim życiem...
      no właśnie! dlatego cię jeszcze nie rzucił? Ano dlatego, że mu zależy na tobie.
      Jeszcze....


      dalej piszesz…….Chciałabym, żeby gdzieś mnie zabrał, rozweselił, zaprosił do
      siebie na noc (z reguły nie odwiedzam go) i podał śniadanie do łóżka... no
      tak...rozkapryszona panienka.
      a co robisz dla niego?
      Niestety w życiu nikt nikogo nie kocha tylko dlatego, że istnieje. Twój facet z
      tego co piszesz ma ambicje , chce sie kształcić, zdobywać nowe umiejętności,
      dobra pracę, nic dziwnego, że chce mieć przy swoim boku równie jak on ambitną
      kobietę. To jest powinowactwo waszych życiowych celów. Nie interesuje go
      wiązanie się z modliszką, dlatego zwleka z decyzją.

      Być może znalazł sobie dość niefortunny sposób na mobilizowanie cię do
      działania, ale może innego nie zna, lub inne sposoby na ciebie ( w jego
      mniemaniu) już nie działają.
      I jeszcze jedno:
      ….Odpowiedział, że jest. Wyjazd tylko we dwoje. Zapytałam więc, czy nie szkoda
      mu na mnie pieniędzy, czy na pewno nie jest mu wygodniej bez wyjazdu i
      marnowania na mnie kasy…..
      Najpierw chcesz żeby cię gdzieś zabrał, a jak już się zdecydował to
      dyskredytujesz jego decyzję….
      Każdy najlepiej się uczy na własnych błędach. Widocznie musisz sknocić jeszcze
      kilka związków, żeby to wszystko pojąć.
      • ansag ... 26.06.07, 23:25
        > ty - zapatrzona w siebie , egoistyczna ignorantka bez ambicji (Studia?
        > Rozpoczęte i nie zakończone. Może kiedyś w końcu się zbiorę, żeby mieć
        > jakiś tytuł...) wymuszająca bez końca na facecie decyzje, z którymi jest mu nie
        > po drodze.

        Na studia wracam od października. Zrobiłam sobie roczną przerwę z powodów
        osobistych - fakt, że nie chce mi się tam wracać, ale wiem, że muszę.

        > Ogólnie nie lubisz mężczyzn, którzy stawiają ci jakiekolwiek wymagania (Dziś
        > rzuciłam pracę, firma prywatna, szef okropny i chamski, non stop mnie
        > kontrolował i wisiał nad głową. Odeszłam. Pewnie nawet mi za ostatni miesiąc
        > nie zapłaci, bo go nawyzywałam na odchodne. Chrzanić to........ i
        > dalej.......Wypomina mi niedokończone studia, wyżywa za rzucenie pracy (bo
        > przecież "Jak można się przejmować szefem, trzeba go olać."). - syndrom
        > rozkapryszonej panienki;)?

        Ale jakiej rozkapryszonej? Po prostu nie będę błagać byłego szefa-chama, żeby mi
        łaskawie zapłacił - już dwa razy z nim o tym rozmawiałam i nadal nie wypłacił mi
        kasy. Nie będę się płaszczyć, szczególnie, że już i tak mnie wystarczająco
        upokorzył jak tam pracowałam.

        > no a teraz szczyt niekonsekwencji:...On generalnie jest typem
        > olewacza. Wszystkiego. Lada dzień dostanie tytuł, ma pracę, dobrze wygląda (w
        > jego mniemaniu) - jak był olewaczem to nie zależałoby mu na studiach ,,,tak jak
        > tobie np. i kto tu jest olewaczem? ty czy on?

        Ok, źle powiedziałam. Studiów i pracy nie olewa. Ale wszystko inne tak. Związek,
        przyjaciół, rodzinę itp.

        > no właśnie! dlatego cię jeszcze nie rzucił? Ano dlatego, że mu zależy na tobie.

        Raczej dlatego, że mu tak wygodnie.

        > tak...rozkapryszona panienka.
        > a co robisz dla niego?

        Jak jest u mnie zawsze robię mu śniadania, zamawiam bilety do teatrów i kin,
        żeby go wyciągnąć, chociaż często nawet jak zapłacone, on nie chce iść, bo nie
        ma czasu/ochoty.

        > Niestety w życiu nikt nikogo nie kocha tylko dlatego, że istnieje. Twój facet
        > z tego co piszesz ma ambicje , chce sie kształcić, zdobywać nowe umiejętności,
        > dobra pracę, nic dziwnego, że chce mieć przy swoim boku równie jak on ambitną
        > kobietę. To jest powinowactwo waszych życiowych celów. Nie interesuje go
        > wiązanie się z modliszką, dlatego zwleka z decyzją.

        Gdybym wiedziała, że on ma jakieś poważne plany dotyczące nas, na pewno nie
        rzuciłabym pracy. Ale skoro jemu nie zależy, to jakoś do mnie nie przemawia
        użeranie się z szefem bez celu.

        > Najpierw chcesz żeby cię gdzieś zabrał, a jak już się zdecydował to
        > dyskredytujesz jego decyzję….

        Trudno tego nie zrobić, skoro za 2 dni jak zawsze usłyszałabym: "Rozmyśliłem
        się, szkoda mi pieniędzy."
        • demorgan Re: ... 27.06.07, 08:57
          "Ale jakiej rozkapryszonej? Po prostu nie będę błagać byłego szefa-chama, żeby mi
          łaskawie zapłacił - już dwa razy z nim o tym rozmawiałam i nadal nie wypłacił mi
          kasy. Nie będę się płaszczyć, szczególnie, że już i tak mnie wystarczająco
          upokorzył jak tam pracowałam." - hmm ale przecież istnieją prawne drogi
          dochodzenia takich roszczeń. I nie zawsze musi się kończyć sądem , często sama
          groźba skierowania sprawy na drogę formalną czyni cuda
          • anula36 Re: ... 27.06.07, 11:15
            a co to za przyjemnosc wyjezdzac z kims tak roszczeniowym , marudnym i kims kto go nawet za bardzo nie lubi ( myslisz ze tego nie czuje pod skora?). Tez bym wybrala angielski zamiast wiszenia nade mna non stop panny ktorej wszystko zle.
            • wielorak Re: ... 27.06.07, 11:59
              a co robisz dla niego?

              Jak jest u mnie zawsze robię mu śniadania, zamawiam bilety do teatrów i kin,
              żeby go wyciągnąć, chociaż często nawet jak zapłacone, on nie chce iść, bo nie
              ma czasu/ochoty.

              -rzeczywiście, to jest coś, kupić bilet do kina, zrobić śniadanie- jeżeli to
              wszystko to współczuję facetowi takiej kobiety jak ty- ja też bym się w coś
              takiego nie angażowała



              Gdybym wiedziała, że on ma jakieś poważne plany dotyczące nas, na pewno nie
              rzuciłabym pracy. Ale skoro jemu nie zależy, to jakoś do mnie nie przemawia
              użeranie się z szefem bez celu.

              -jakto bez celu? to ty jesteś w dodatku księżniczka bo uważasz pracowanie za coś
              co nie ma celu- czy ten twój facet ma ciebie utrzymywać?
              ja sobie tego niewyobrażam, gdybym rzeczywiście miała odejść z pracy to szybko
              szukałabym innej

              • chicarica Re: ... 27.06.07, 12:28
                Pracowanie w firmie, która mi nie płaci, uważam za w 100% pozbawione celu.
              • ansag Re: ... 27.06.07, 17:09
                > -rzeczywiście, to jest coś, kupić bilet do kina, zrobić śniadanie- jeżeli to
                > wszystko to współczuję facetowi takiej kobiety jak ty- ja też bym się w coś
                > takiego nie angażowała

                Powiedziałam to w kontekscie wątku (że chcę, żeby sam wyszedł z inicjatywą i
                zrobił mi śniadanie, albo zaprosił do kina) - robię wiele innych rzeczy. Nie
                muszę Ci nic udowadniać.

                > -jakto bez celu? to ty jesteś w dodatku księżniczka bo uważasz pracowanie za co
                > ś
                > co nie ma celu- czy ten twój facet ma ciebie utrzymywać?
                > ja sobie tego niewyobrażam, gdybym rzeczywiście miała odejść z pracy to szybko
                > szukałabym innej

                Kobieto, zrozum, że ta praca okazała się jedną wielką pomyłką i dlatego ją
                rzuciłam, może czytałabyś ze zrozumieniem? To chyba oczywiste, że jak się robi
                coś, czego się nienawidzi, a w dodatku ma się super-chamskiego szefa, to nie
                widzi się celu w dalszej współpracy??
            • ansag Re: ... 27.06.07, 17:12
              A Tobie byłoby dobrze w związku, w którym facet ma wszystko w dupie? I uważa
              naukę angielskiego za bardziej atracyną rozrywkę, niż wspólny wyjazd?
          • ansag Re: ... 27.06.07, 17:06
            Dziś właśnie ich postraszyłam, ale nie wiem czy to coś da.
        • plutoniczna Re: ... 27.06.07, 11:52
          ansag napisała:
          > Ale jakiej rozkapryszonej? Po prostu nie będę błagać byłego szefa-chama, żeby
          m i łaskawie zapłacił - już dwa razy z nim o tym rozmawiałam i nadal nie
          wypłacił m i kasy. Nie będę się płaszczyć, szczególnie, że już i tak mnie
          wystarczająco upokorzył jak tam pracowałam.

          nie bardzo załapuję na czym to "chamstwo " twojego szefa polegało?
          ubliżał ci? obrażał publicznie? czy tylko kontrolował i miał non stop na ciebie
          oko?
          bo z twoich wypowiedzi to chyba to ostatnie. Być może jestes pracownikiem ,
          którego nalezy kontrolować
          z punktu widzenia pracodawcy bardzo dobrze go rozumiem. w jego dobrze pojętym
          prywatnym interesie jest pilnowac pracowników.
          poza tym życie ( w tym równiez praca) to sztuka dyplamacji i kompromisów. tej
          wiedzy chyba ci brak.

          Jak jest u mnie zawsze robię mu śniadania - to ja nie wiedziałam, że to taki
          wyczyn nakarmić gościa we własnym domu.

          , zamawiam bilety do teatrów i kin, żeby go wyciągnąć, chociaż często nawet jak
          zapłacone, on nie chce iść, bo nie ma czasu/ochoty.

          czy uzgadniasz i planujesz z nim te wyprawy czy stawiasz przed faktem
          dokonanym - bilety są, ma iść?

          Gdybym wiedziała, że on ma jakieś poważne plany dotyczące nas, na pewno nie
          > rzuciłabym pracy. Ale skoro jemu nie zależy, to jakoś do mnie nie przemawia
          > użeranie się z szefem bez celu.

          "...na złosc babci odmrożę sobie uszy....."
          dla kogo ty pracujesz i sie uczysz, dla niego czy dla siebie? baaaaardzo
          dziecinne

          Ech szkoda gadać....dziewczyno, mocno zastanów sie nas sobą - czas dorosnąć.
          Pewnie masz rację, może szkoda żeby tracił z Toba czas.

          • chicarica Re: ... 27.06.07, 12:31
            Niepłacenie pracownikowi, oprócz tego że jest PRZESTĘPSTWEM, jest również
            chamstwem, brakiem poszanowania podstawowych praw pracowniczych. Jest
            zignorowaniem faktu, że pracownik jest przede wszystkim CZŁOWIEKIEM, który musi
            ZA COŚ ŻYĆ.
            Niestety, brak zapłaty za wykonaną pracę czy też płacenie z opóźnieniem jest w
            Polsce nadal traktowane zbyt lekko, podczas gdy w normalnym kraju człowiekowi,
            który nie płaci swoim pracownikom, nikt by ręki nie podał, bo niepłacenie to
            KRADZIEŻ: kradzież czasu pracownika, jego umiejętności i wysiłku.
            • wielorak Re: ... 27.06.07, 12:42
              szkoda słów na tą panią, pewnie jest młoda, niewiele zna życie, mieszka u
              rodzicow, ktorzy ją utrzymują- zgadłam?
              • ansag Re: ... 27.06.07, 17:26
                Jestem młoda, może niewiele znam życie, ale kiedy pracowałam, to rodzice mnie
                nie utrzymywali - od 2 tygodni jestem na ich utrzymaniu, bo rzuciłam pracę, a
                szef nie zapłacił mi do tej pory za przepracowane ostatnie dni - wcześniej
                płacił zawsze, ale kiedy odchodziłam i mnie nawyzywał, to mu odpysknęłam,
                dlatego sądzę, że za te 2 tygodnie mi nie zapłaci.
                Oczywiście będę walczyć o to, żeby te pieniądze odzyskać, ale przecież nie
                polecę do sądu po 2 tygodniach. Może ma tylko jakieś opóźnienie, albo zamiar
                zapłacić jak zawsze na koniec miesiąca.
                Nie wiem. Jeszcze kilka dni się wstrzymam.
            • plutoniczna Re: ... 27.06.07, 14:01
              umowa o prace jest umową cywilno-prawną obowiązującą obie strony. Pracownik
              zobowiązuje sie do wykonywania określonych w umowie czynności a pracodawca za
              nie płacić. Pracownikowi nie płaci sie za to, że jest człowiekiem tylko za
              wykonywaną lub wykonana pracę. Jesli wykonał - należy mu sie bezdyskusyjnie
              zapłata.
              mamy za mało danych aby stwierdzić na jakich warunkach dziewczyna pracuje:
              umowe o prace
              umowe czasowa
              umowe zlecenie
              czy szara strefa.

              poza tym dziewczyna sama napisała że " pewnie jej nie zapłaci..." a wiec nie
              jest tak, że nie zapłacił, tylko to jej przypuszczenie, ze może tak się stać,
              bo zachowała się jak się zachowała.
              podejrzewam, że pracodawca z racji wieku bedzie miał wiecej oleju w głowie od
              niej i zapłaci jej zamiast użerać sie ze smarkulą.
              • ansag Re: ... 27.06.07, 17:30
                > mamy za mało danych aby stwierdzić na jakich warunkach dziewczyna pracuje:

                Byłam na okresie próbnym - umowa czasowa na okres 1 m-ca - przepracowałam, a 2
                tygodnie temu podpisałam umowę czasową na 3 m-ce. Z tej umowy przepracowałam
                tylko 2 tygodnie i odeszłam.

                > podejrzewam, że pracodawca z racji wieku bedzie miał wiecej oleju w głowie od
                > niej i zapłaci jej zamiast użerać sie ze smarkulą.

                Na razie jednak nie zapłacił.
                • trusia29 Re: ... 30.06.07, 21:27
                  Byłam na okresie próbnym - umowa czasowa na okres 1 m-ca - przepracowałam, a 2
                  > tygodnie temu podpisałam umowę czasową na 3 m-ce. Z tej umowy przepracowałam
                  > tylko 2 tygodnie i odeszłam

                  no to porzucilas prace moja droga, bo umowa o prace na czas poniżej 6 m-cy w
                  ogóle nie moze być wypowiedziana, chyba że z powodu cięzkiego naruszenia
                  obowiązków którejs ze stron
                  a tak swoja droga, to sa bardziej cywilizowane metody rozwiązywania umów, niz
                  pyskówka z szefem
                  • banika2 Re: ... 01.07.07, 22:06
                    Skąd ten pomysł, ze umowa na okres krótszy niż 6 miesięcy nie może być
                    wypowiedziana? Każda umowa może być wypowiedziana, a szczególnie umowa na okres
                    próbny,na 3 miesięce jest bodajże 2 tygodniowe wypowiedzenie, a na miesiąc tydzień.
          • ansag Re: ... 27.06.07, 17:21
            > nie bardzo załapuję na czym to "chamstwo " twojego szefa polegało?
            > ubliżał ci? obrażał publicznie? czy tylko kontrolował i miał non stop na ciebie
            >
            > oko?
            > bo z twoich wypowiedzi to chyba to ostatnie. Być może jestes pracownikiem ,
            > którego nalezy kontrolować
            > z punktu widzenia pracodawcy bardzo dobrze go rozumiem. w jego dobrze pojętym
            > prywatnym interesie jest pilnowac pracowników.
            > poza tym życie ( w tym równiez praca) to sztuka dyplamacji i kompromisów. tej
            > wiedzy chyba ci brak.

            Nie tylko kontrolował, ale właśnie dokuczał i rzucał jakieś chamskie teksty w
            stylu: "Nadal się tego nie nauczyłaś?! Przecież powinnaś to już dawno wiedzieć
            głupia babo!" - facet miał na magazynie 5 TYSIĘCY sztuk przenajróżniejszego
            asortymentu i po 2 dniach pracy - czyli po 16 godzinach, uważał, że powinnam
            wszystko umieć i mieć w jednym palcu. A jak tylko się zawahałam, albo zadałam
            pytanie a propo jakiejś rzeczy wystawiając ją na stronie internetowej, to darł
            się, że jestem głupia i czemu tego nie wiem itp. A co ja jestem? Wszechwiedząca?

            Myślałam, że kto pyta, nie błądzi.

            > Jak jest u mnie zawsze robię mu śniadania - to ja nie wiedziałam, że to taki
            > wyczyn nakarmić gościa we własnym domu.
            >
            > , zamawiam bilety do teatrów i kin, żeby go wyciągnąć, chociaż często nawet jak
            >
            > zapłacone, on nie chce iść, bo nie ma czasu/ochoty.
            >
            > czy uzgadniasz i planujesz z nim te wyprawy czy stawiasz przed faktem
            > dokonanym - bilety są, ma iść?

            Nie wyczyn, ale on np. wcale mnie do siebie nie zaprasza, a jak już raz na rok
            zaprosi, to nawet herbaty nie zaproponuje - miałam na myśli to, że ja staram się
            żeby czuł się jak u siebie w domu będąc u mnie.

            > "...na złosc babci odmrożę sobie uszy....."
            > dla kogo ty pracujesz i sie uczysz, dla niego czy dla siebie? baaaaardzo
            > dziecinne

            Nie na złość - pracowałam, bo planowaliśmy razem zamieszkać, chciałam mieć swoje
            własne pieniądze - ale kiedy on stwierdził, że nawet szkoda mu pieniędzy na
            wspólny wyjazd, to mi nie zależy na TAKIEJ BEZNADZIEJNEJ pracy. Chyba nadal nie
            rozumiesz, że rzuciłam tą pracę nie dlatego, że pracowałam, bo on chciał, a że
            się pokłócilismy, to rzuciłam, tylko dlatego, że źle się w niej czułam!
        • madziaq Re: ... 30.06.07, 11:54
          Gdybym wiedziała, że on ma jakieś poważne plany dotyczące nas, na pewno nie
          rzuciłabym pracy. Ale skoro jemu nie zależy, to jakoś do mnie nie przemawia
          użeranie się z szefem bez celu.


          Bez celu??? A zarobienie na wlasne utrzymanie to nie wystarczajacy cel? Ciekawe
          podejscie - jakby facet mial plany matrymonialne, to bys nie rzucala pracy, ale
          jak nie ma to ja olewasz? To chyba tym bardziej powinno ci zalezec na pracy,
          zeby sie samodzielnie utrzymac?
    • veevaa Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 14:48
      A jestes jego żoną? No wspolczuje serdecznie, ale wina nie jest tylko po jego
      stronie. Czy pierwszy raz sie tak zachowal? Nie ostrzegal?
      • ex.pertka Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 15:33
        Wspolczuje.
      • ansag Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 17:24
        W jego domu wszyscy się śmieją z niego, że on nawet liczy "ile jest cukru w
        cukrze" - nie brałam tego na poważnie, myślałam, że jest po prostu oszczędny.
        Niestety okazało się, że to raczej skąpstwo niż oszczędność...
    • m_agilla Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 17:35
      Po pierwsze - pojedź do pracy i zażądaj wypłaty (przelew, gotówka), jeśli coś im
      nie będzie pasować - powiedz, że zgłaszasz sprawę do sądu - w końcu miałaś
      podpisaną umowę.

      Po drugie - przeczytałam pierwszy wątek i już w połowie stwierdziłam, że nie
      pasujecie do siebie, a poza tym Wasza miłość dawno wygasła - zostało
      przyzwyczajenie - jemu jest wygodnie w sytuacji w jakiej jest, bo pomimo, że
      wymagasz od niego, to on i tak ma to w dupie i nic nie robi, a Ty pewnie
      siedzisz i płaczesz - znam to z autopsji.

      A po trzecie - ja już nie miałabym ochoty nigdzie z nim jechać, skoro on woli
      iść na kurs niż spędzić z Tobą trochę czasu. A poza tym, kursk kosztuje pewnie w
      granicach 1000-1500 zł, a wyjazd nawet na weekend, na pewno nie więcej niż 500
      zł! Może niech idzie na jakiś tańszy kurs - przecież jest mnóstwo firm na rynku,
      a resztę przeznaczy na wyjazd?

      Ale i tak radziłabym odejść.
      • annubis74 Re: I co mam teraz powiedzieć? 28.06.07, 15:14
        > iść na kurs niż spędzić z Tobą trochę czasu. A poza tym, kursk kosztuje
        >pewnie w granicach 1000-1500 zł, a wyjazd nawet na weekend, na pewno nie
        >więcej niż 500 zł! Może niech idzie na jakiś tańszy kurs - przecież jest
        >mnóstwo firm na rynku
        > ,
        > a resztę przeznaczy na wyjazd?

        a ja nie rozumiem w imię czego facet ma sponsorować wyjazd niezadowolonej panny
        w pretensjach
        nie jest jej mężem, nawet chyba narzeczonym, MOŻE ale NIE MUSI
        i jeśli woli przeznaczyć zarobione przez siebie pieniądze na kurs to jest jego
        sprawa
        zgadzam sie w jednym punkcie - niewiele macie ze sobą wspólnego
        dążenia, oczekiwania i priorytety w życiu są zupełnie inne
        więc dajcie sobie spokój
    • g0sik Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 20:23
      > Powiedział, że prawdę mówiąc to wolałby przeznaczyć te pieniądze na coś
      >innego, np. na kontynuowanie kursu języka angielskiego, ale skoro już się
      >uparłam...


      A może facet rozważniej podchodzi do swoich wydatków, bo ciężko pracuje i
      uczciwie zarabia? Z Twoich wcześniejszych wątków wynika, że masz lepkie rączki
      i mając w pracy dostęp do kasy okradałaś pracodawcę, a długi które narobiłaś
      spłaciła Twoja mamusia. Złodziej zazwyczaj nie liczy się z kasą, przecież
      wydaje nie swoje.....
      • ansag Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 20:47
        Po co plączesz wątki, które nie mają ze sobą nic wspólnego?
        Nigdy nic nie ukradłam w pracy, w wątku w którym napisałam, że miałam podobny
        problem, nie napisałam, że chodziło o pracę. Może na przyszłość nie opowiadaj
        takich bzdur, skoro tak naprawdę nie znasz sytuacji.
        • g0sik Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 21:04
          Re: dług
          Autor: ansag
          Data: 21.06.07, 22:34 + dodaj do ulubionych wątków
          Re: dług
          Autor: ansag
          Data: 21.06.07, 22:34 + dodaj do ulubionych wątków

          + odpowiedz cytując + odpowiedz

          --------------------------------------------------------------------------------
          Ja nie będę Cię potępiać, bo byłam w podobnej sytuacji.
          Całkowicie się zatraciłam.
          Nie kontrolowałam tego, co robię. Brałam i brałam, bo przecież zaraz oddam.
          Nie oddawałam, bo nie miałam z czego...
          Doszło do tego, że zastawiałam złoto w lombardzie.

          Pewnego dnia to się wydało - dowiedziała się o tym moja mama. Po tym, co od niej
          usłyszałam - optrzytomniałam. Dała mi część pieniędzy na spłatę "zadłużenia" o
          którym nikt nie widział (oprócz niej), a resztę miałam zdobyć sama. Oddałam
          wszystko. Obiecałam sobie, że już nigdy więcej.

          Niestety to znów się zaczęło... Znowu zaczęłam tracić kontrolę. Jedynym wyjściem
          z sytuacji okazało się zostawienie dotychczasowych obowiązków i
          zmienienie "branży".
          Pomogło. Zaczęłam robić coś innego, kompletnie nie związanego z pieniędzmi.



          Nie w pracy to gdzie? Pwiązanie tych dwóch wątków stawia Cię w jak najgorszym
          świetle. Łatwo zarzucać facetowi skąpstwo, jak się wydaje kradzione....
          • ansag Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 21:49
            To nie była praca, tylko szkoła - chodziłam do LICEUM i byłam skarbnikiem szkolnym.

            No cóż, to normalne, że ludzie zawsze wcisną swoje 3 grosze, a potem wychodzi z
            tego historia z księżyca.
            • anula36 Re: I co mam teraz powiedzieć? 27.06.07, 22:23
              a jaka to roznica gdzie sie kradnie?
            • trusia29 Re: I co mam teraz powiedzieć? 30.06.07, 21:31
              kradziez to kradzież, widać, że najwieksze problemy masz sama ze soba
              dziewczyno...
    • anetina każdy potrzebuje wyjazdu tylko we dwoje - 28.06.07, 17:05
      może warto spróbować?
      • joa_nnap ansag- 02.07.07, 21:42
        nie od dziś wiadomo, ze nikt tak nie dokopie kobiecie jak inna kobieta.
        współczuję, ze musisz wysłuchiwać tak idiotycznych komentarzy na swój temat.
        ten "związek", o którym piszesz...no cóż.rzuć to w trzy diabły, bo szkoda czasu
        na kogoś tak 1. niezaangażowanego, 2. obojętnego, 3.wygodnego.
        pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, ze kolejny związek i kolejna praca będzie
        właśnie TYM.

        ps. masz prawo chcieć być księżniczką! dostajemy to, czego oczekujemy. ja dostałam:)
        ...a paniom wszystko wiedząco - krytykującym pokaż język - w końcu taka młoda
        jesteś, a jak młoda to pewnie i bezczelna;)
        trzymaj się!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja