Bardzo proszę o radę!

28.06.07, 15:55
Od dłuzszego czasu w moim małzeństwie jest nie tak.Z perspektywy czasu widzę
ze duze znaczenie ma tutaj brak rozmów ,takich szczerych z moim mężem. Dzieje
się tak że on ucieka kiedy tylko chcę cos wyjasnic,powiedzieć co mnie boli
czego oczekuje oraz dowiedziec sie jak on to postrzega.Kiedy zaczynam mówic o
moich uczuciach.Zaraz albo musi do toalety albo zapalic itp.Kiedy płaczę to
zazwyczaj się irytuje i mówi nie płcz bo nie masz powodu.Najgorsze jest to iż
on twierdzi że mnie kocha ale ja tego nie czuję.Jest tylko miły jak ma
ochotę na seks a tak to bym mogła chyba nie istnieć. Mam wrażenie ze jak są
ciche dni to tylko mi czegos brakuje (jemu tylko seksu)i widzi ze cos jest
nie tak coraz częsciej a wcale nie zapyta co z nami czemu jestem jaka
jestem.Tylko mi zalezy na rozmowie ,ulepszeniu naszego związku i pielęgnacji
uczuć.Czy wszyscy faceci mają gdzies uczucia?! czy dla wszystkich liczy sie
tylko seks i ciepły obiad w małzeństwie? Czy u was to wy jako kobiety
zabiegacie o miłą atmosferę bo on tak chyba uważa.Tyle ze ja mam coraz mniej
siły bo do tanga trzeba dwojga.Jacy są wasi męzowie? Tez wiecznie duchem
nieobecni w kapciach przed tv?Gdzie podział sie człwiek za którego wyszłam...?
    • sunrise2006 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 16:38
      moje chłopisko też mi od rozmów uciekało, przez pierwsze pół roku. Potem
      zrozumiało, ze ja tego potrzebuję i juz. I rozmawiamy, ale wiem, że nieraz
      zamęczam go w kółko już tym samym, bo wiesz... co najgorsze te rozmowy nieraz
      niedużo dają, gdy on ciągle obstaje przy swoim. A nieraz jeszzce palnie co
      głupiego, i już zupełnie jestem załamana
    • tultowa Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 17:08
      powiem tak: jak jest żle to i 24 h/7 rozmów i tak nic nie pomaga a męczy,
      ludzie gadają różne przykre rzeczy , jest płacz i wyrzuty. Są dwa wyjścia 1)
      poprostu go męczy gadanie wkółko o tym samym i brak zmian, 2)może poprostu nie
      chce mu się z tobą gadać tak poprostu. Jedno wiem jeśli dwoje ludzi będących
      razem jest spełnionych i zadowolonych z życia jako takiego, nie odnosi
      wszystkiego do związku jest o wiele lepiej się dogadać. Jesli twoje i jego
      życie złożone jest z wielu składowych :praca, rodzina, znajomi , dzieci itp to
      zawsze jest się nad czym skupić zawsze mimo powodu do zmartwień w jednej
      dziedzinie jest jakaś radośc płynąca z innej. Pozwala to mieć dystans też to
      małżenstwa, tak jak małżeństwo daje ci dystans do pracy czy innych spraw. Może
      to nie jest problem dogadania się w związku może poprostu jesteś nieszczęsliwa
      z jakiegoś innego powodu z którym nie potrafisz sobie poradzić . Spycha się
      wtedy uwagę na rzeczy nad którymi niby łatwiej zapanować i szuka dziury w
      całym.Nie piszesz że mąż jest zły, tylko że z tobą nie chce rozmawiać , może
      nie widzi problemu, bo może go nie ma. Ja przeżywałam straszne sceny w
      małżenstwie dzanim nie zdałam sobie sprawy że problem leży gdzieś indziej, a ja
      znajduję zastępcze tematy na siłę. Zmieniłam pracę zmieniłam styl życia nic nie
      zmieniłam w swoim związku i okazało się że jest dorze. chyba cały czas tak było
      tylko byłam zagubiona i próbowałam zrzucić choć cześć tego mojego niepokoju na
      partnera grzebiąc tam gdzie niczego nie można się było dogrzebać. żeby być
      szczęśliwym w związku najpierw trzeba być szczęśliwym człowiekiem...
    • tomeks87 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 18:11
      Jesli cie to pocieszy, w moim zwiazku to wlasnie ja jestem od cieplych slowek,
      okazywaniu uczuc czy tez szcezrych rozmowach, moja dziewcyzna tego unika, a
      ostatni raz "kocham cie" uslyszalem od niej w dzien naszej rocznicy...4 miesiace
      temu, ja jej minimum raz dziennie to mowie, czesto tez kupuje kwiaty bez powodu,
      czy pisze milosne wiersze...szkoda tylko, ze to okazywanie uczuc dziala tylko w
      jedna strone:(
      • mika.500 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 19:15
        Oj to mnie nie pocieszyłeś.Ma dziewczyna szczęśście!Ja swego czasu oddała bym
        mojemu męzowi wszystko ale teraz...teraz czuje sie samotna w małzenstwie
      • martusia_1980 tomeks87 30.06.07, 12:20
        > w moim zwiazku to wlasnie ja jestem od cieplych slowek,okazywaniu uczuc czy tez
        > szczerych rozmowach
        > czesto tez kupuje kwiaty bez powodu czy pisze milosne wiersze

        Gdzieś Ty się chłopie uchował, że Cię nie poznałam? :))
    • asiek06 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 19:29
      Niestety odczuwam coś bardzo podobnego do Ciebie. My z mężem mamy w kółko jakieś
      problemy i to coraz bardziej poważniejsze i nieprzyjemne. Czasami jak patrzę na
      niego i jego zachowanie to też się zastanawiam nad tym gdzie podział się
      człowiek, za którego wychodziłam-człowiek, który jak mnie poznał to miał wielkie
      plany na życie, nie przestawał mówić o tym jak to bardzo mnie kocha (choć tu
      akurat nie ma problemu-mówimy to sobie często nadal), jak chce żebym była jego
      żoną, żebyśmy byli rodziną-mieli dzieci, itd., itp. W chwili obecnej mam
      wrażenie, że człowiek z którym jestem bardziej myśli o sobie niż o nas,
      większość decyzji, które dotyczą nas-naszej sytuacji materialnej i mieszkaniowej
      uzależnia od ukończenia swoich studiów (jego zdaniem dopóki ich nie skończy, to
      nie zamierza zmieniać pracy i innych rzeczy też nie zamierza do tego czasu
      robić-tak jakby cały świat kręcił się wokół niego i jego uczelni). Bardzo często
      mam wrażenie, że nie liczy się z moimi słowami, potrzebami i prośbami i że tak
      naprawdę każdy z nas prowadzi osobne życie i myśli zupełnie inaczej..przykre to
      jest bardzo ale staram się wciąż nad tym jakoś pracować. Czasami nawet widzę
      efekty-ale zazwyczaj po wielokrotnym poruszaniu jakiegoś tematu, kilkukrotnym
      proszeniu-nigdy za pierwszym razem. Z płaczem często też tak jest-chociaż ja
      rzadko płaczę-jestem twarda babka:)ale niestety to prawie zawsze jestem tą
      stroną która pierwsza wyciąga do niego rękę, porusza trudne tematy, stara się
      szukać jakiegoś porozumienia żeby było lepiej. Mąż gdybym tego nie robiła mam
      wrażenie, że czasami mógłby milczeć do usranej śmierci po naszych
      kłótniach-przepraszam za wyrażenie. Niestety dopiero po ślubie dostrzegłam wiele
      cech, których wcześniej albo nie widziałam, albo sama nie wiem co-cech
      negatywnych oczywiście. Ja nie twierdzę, że jestem święta-mam swoje wady i nawet
      trochę ich jest ale tak samo jak Ty często czuję, że tylko ja się staram,
      próbuję, szukam rozwiązania, podsuwam nowe pomysły na nasze życie, przyszłość a
      mąż się zachowuje jakby mu kompletnie nie zależało. Ma żonę, w domu posprzątane,
      obiad ugotowany-można usiąść przez TV i po raz 5 obejrzeć wiadomości
      sportowe-nieważne, że w małżeństwie źle się dzieje-w końcu to może poczekać,
      sport ważniejszy...i tak jest właśnie u mnie-także rady żadnej się ode mnie nie
      doczekałaś-bo mam dokładnie ten sam kłopot co Ty i sama czasami nie wiem co
      robić, żeby on zaczął się wreszcie zachowywać inaczej i dostrzegł, że ma żonę,
      dom i powinien ponosić jakąś odpowiedzialność za decyzję, którą podjął (chodzi
      mi o ślub). A najbardziej przykre jest to, że nawet nie minął rok od naszego
      ślubu a mieliśmy już tyle kłótni i problemów, że nieraz już się zastanawiałam
      czy ay nie popełniliśmy błędu wychodząc za siebie....
      • mika.500 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 20:18
        Zazdroszczę niektórym parom zgranym i zakochanym nawet po wielu latach.Ja tez
        nie jestem swięta i nie obwiniam go za problemy tylko o to że dla nie go "my"
        jakby nie istnieje.Własnie jakby "wisi" mu czy tak czy srak aby było wygodnie
        cicho i spokojnie.Może niektórzy ludzie zamiast slubu powinni sobie zatrudniac
        pomoc domową która swiadczy usługi seksualne i sprawa załatwiona. Po co komuś
        życie komplikowac i karmic go złudzeniami?Jestem rozgoryczona.Chciałam sie
        dowiedzieć czy taką postawę ma więszośc męzczyzn czy jestem zbyt wymagająca i
        powinnam uznac za sukces ze nie bije i nie pije?Pozdrawiam cię ASiek!trzymaj
        się dzielnie.Ja tez coraz mniej płaczę ale w srodku robię sie tez taka
        zasuszona jędza.
      • martusia_1980 mika.500 i asiek06 ... 30.06.07, 13:53
        ... witajcie w klubie, jestem w tej samej sytuacji co wy moje drogie.

        Asiek ja również jak patrzę na mojego męża, zastanawiam się gdzie podział się
        ten człowiek któremu powiedziałam "tak zostanę Twoją żoną" a później "ślubuję Ci
        miłość, wierność i uczciwość małżeńską". Na początku małżeństwa było w porządku
        ale z czasem, zaczęłam pomału czuć się jego kucharką, sprzątaczką, gosposią,
        kimś na kim może wyładować swoje negatywne emocje. A przecież powinnam przede
        wszystkim czuć się "żoną".
        Asiek06 to samo zaobserwowałam co Ty u swojego męża a mianowicie, że dla niego
        liczy się tylko on sam, a nie "MY", myśli tylko o sobie, nawet sam się przyznał
        że pomału robi się egoistą. Od większości decyzji które powinniśmy wspólnie
        podejmować odsuwa mnie, mówiąc abym się nie wtrącała bo to jego sprawa. Jak mam
        się nie wtrącać to też przecież i moje życie. Mój mąż również nie liczy się z
        moimi słowami, potrzebami, prośbami, olewa totalnie, albo przytakuje głowa a i
        tak robi swoje. Czasem zaobserwuję że już nie co jest lepiej ale za chwilę szlag
        trafia to "nie co lepiej". Jeden krok do przodu a za moment dwa do tyłu.
        Zaczynam to odczuwać na zdrowiu, jestem nadpobudliwa, rodzi się we mnie agresja,
        bunt. W nerwach wybucham czasem płaczem, ale staram się ukrywać łzy aby nie
        widział, a jak dojrzy nazywa mnie męczennicą

        asiak06
        > Niestety dopiero po ślubie dostrzegłam wiele cech, których wcześniej albo nie
        > widziałam, albo sama nie wiem co-cech negatywnych oczywiście.
        to samo mogę powiedzieć o sobie, przed ślubem nie widziałam tylu jego wad co
        teraz, może jednak były widoczne tylko asiek my po prostu ich wszystkich nie
        dostrzegałyśmy bo tak byłyśmy zaślepione miłością.

        i również zauważyłam że bardziej mi zależy na ratowaniu małżeństwa aniżeli jemu,
        to ja proszę go o szczerą rozmowę, a on zachowuje się jakby miał to daleko
        gdzieś. Dla niego liczy się jedna rzecz częsty seks, a jak mu czasem odmawiam to
        fochy ma, i pyta czemu mu nie "daję" (tak to określa). Więc proszę go o rozmowę
        w której chcę mu wyjaśnić "dlaczego?" ale on nie chce rozmawiać tylko zarzuca mi
        że pewnie mam kochanka.
        Jak chce seksu to potrafi być milusi i czuły a jak usłyszy ode mnie "nie" to
        złości się jak diabli, przestaje być miły, ignoruje mnie, i zarzuca że wymiguję
        się od małżeńskiego obowiązku. Mało spędzamy z sobą czasu, choć go proszę o
        wspólny spacer itp, ale on wiecznie zmęczony, coś go boli, albo jedzie sobie na
        ryby. Prawie co dziennie po pracy, jak tylko zje obiad, bierze wędkę i jedzie
        sobie nad wodę w weekendy zostaje na nocki. A ja sama w domu, czuję się samotna,
        zaniedbana przez męża ...
        Wydaje mi się czasem fakt że jesteśmy małżeństwem przeszkadza mu.
        Powiedziałam mu, że skoro zdecydował się na ślub to powinien zachowywać się jak
        odpowiedzialny mąż, zwłaszcza że on sam chciał tego małżeństwa, wtedy usłyszałam
        że ożenił się ze mną bo ja nalegałam. BZDURA. Nie nalegałam ani nie zmuszałam.
        To była nasza wspólna decyzja.



    • julia0001 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 20:14
      U mnie jest bardzo podobnie, nie jestesmy malzenstwem, ale mieszkamy ze soba i
      rok temu sie zareczylismy...moj ukochany tez mam wrazenie pragnie tylko seksu,
      jak mnie widzi to doslownie wchodzi na mnie, przy ludziach otwarcie pokazuje
      jaka ma na mnie ochote a mnie to krepuje...albo siedzi wpatrzony, jak
      zaczarowany w telewizor i jak mu mowie ze mamy kryzys w zwiazku to on
      zaprzecza, jaki kryzys...ucieka od szczerych rozmow, czesto reagujac
      agresywnie...albo atakujac mnie i wciaz powtarza ze sie go czepiam...ze
      wymyslam...ehhh...
      • mika.500 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 20:24
        moze niektórzy mają cos nie tak w tej częsci mózgu odpowiedzialnej za emocje i
        zachowuja się jak zwierzęta? Czy jedno kocha mniej a drugie więcej?nie wiem ale
        juz mam dosyc prosic sie zeby pogłaskał mnie po plecach własny mąz. On rach
        ciach do konkretów i juz przez to nawet seks mi zbrzydł.Zamknęłam się na niego
        jak on na mnie, oddzielam sie kołdrą i mówię nie!!!!!
        • asiek06 Re: Bardzo proszę o radę! 28.06.07, 22:13
          No ja też w pewnym sensie zamykam czasami na męża a on się wtedy zawsze dziwi,
          że niby dlaczego-tak jakby faktycznie nie widział i nie dostrzegał tego,że w
          naszym małżeństwie jest coś nie tak i że coś z tym trzeba zrobić. Sama już
          czasami nie wiem co takiego się stało, że jest między nami tak jest jest bo na
          pewno nie jest dobrze i tak samo jak Ty zazdroszczę szczęśliwym parom-my też
          taką parą kiedyś byliśmy. Nie wiem być może każde z nas miało inne oczekiwania
          jeśli chodzi o małżeństwo-może faktycznie ze mną jest coś nie tak-jakby spojrzeć
          na nas z boku to mój mąż jest osobą spokojną, olewającą, żyjącą sobie z dnia na
          dzień z zasadą "co ma być to będzie" a ja jestem osobą wiecznie zastanawiającą
          się nad naszą przyszłością, pieniędzmi, pracą zawodową, sytuacją mieszkaniową i
          wszystkimi innymi sprawami, które dotyczą naszego życia codziennego-ale dla mnie
          to to nasze życie właśnie na tym polega-właśnie po to jesteśmy ze sobą żeby coś
          robić, działać, wspólnie kombinować i planować a nie siedzieć, olewać i żyć byle
          jak z dnia na dzień-próbowałam parę razy odpuścić i zająć się tylko sobą-olać
          dom-sprzątanie-obiady ale kurcze nie potrafię-z drugiej strony jak wszystko jest
          zrobione to i tak nie czuję tego, że mój mąż to docenia-i jestem zła na samą
          siebie bo pokazałam mu jaka potrafię być zaradna, że potrafię się zająć
          dosłownie wszystkim podczas gdy on w tym czasie zajmuje sie swoją pracą,
          studiami i nauką i właściwie to niczym więcej (oczywiście nie cały czas ale
          zazwyczaj tak właśnie jest). Niestety coraz częściej dochodzę do wniosku, że
          chyba źle się dobraliśmy i oboje czegoś nie zauważyliśmy-i że wszystko wychodzi
          dopiero teraz jak już jesteśmy po ślubie-staram się to zmienić pracować nad tym,
          rozmawiać-ale co to ma dać skoro jedna strona chce a druga tylko w słowach
          przytakuje a w czynach swoich nic nie zmienia-jak długo można ciągnąć coś
          takiego??....
          • tony.soprano Re: Bardzo proszę o radę! 29.06.07, 11:28
            Jestem facetem ale w podobnej sytuacji.
            Moja partnerka często "zawiesza się" i spędzamy wtedy czas milcząc oboje. W
            sytuacjach trudniejszych kiedy konieczne jest wytłumaczenie sobie wszystkiego
            chowa się niczym żółw w skorupę i ciężko dotrzeć do niej z jakąkolwiek sugestią
            rozmowy. Bagatelizuje też pewne swoje zachowania - chociażby nie odzywanie się
            cały dzień przez telefon lub nieodpisywanie na sms`y: najczęściej mówi, że
            zapomniała ale zdarzyło mi się też usłyszeć coś takiego "to Ty masz pamiętać o
            dzwonieniu do mnie a ja nie muszę".


            Trudno coś poradzić partnerom, którym przyszło żyć z "żółwiami" :-)))




          • martusia_1980 Re: Bardzo proszę o radę! 30.06.07, 14:15
            zauważyłam że jak okazuję mężowi zainteresowanie jego osobą, tym co się z nim
            dzieje, jego zmartwieniami itd. to jemu to przeszkadza, sam mi to powiedział że
            chciałby abym go trochę olewała, więc ok zgodziłam się. Przez jakiś czas
            zajmowałam się tylko swoimi sprawami, nie wnikałam do jego spraw i wecie co ...
            zarzucił mi że skoro nie okazuję mu zainteresowania takiego jak wcześniej to
            widocznie już go nie kocham, albo ... mam kochanka.
            Ręce mi opadły ... przecież sam chciał abym zajęła się sama sobą i żebym tak
            bardzo nie interesowała się nim. Posłuchałam go, robiłam tak jak sam tego chciał
            i co usłyszałam ... oskarżenia, że ja niby kochanka mam!!
        • martusia_1980 Re: mika.500 30.06.07, 14:07
          > On rach ciach do konkretów i juz przez to nawet seks mi zbrzydł.Zamknęłam się
          na > niego jak on na mnie, oddzielam sie kołdrą i mówię nie!!!!!

          Oj mika.500 rozumie Cię doskonale. Mi też seks z nim zaczyna brzydnąć, kochamy
          się o wiele mniej niż kiedyś, a jak powiem "nie" to go aż ściska z nerwów i
          potrafi być wtedy bardzo nie miły, kiedyś pod wpływem alkoholu spytał mnie czy
          ma mi płacić za to abym miała ochotę na seks za każdym razem kiedy on sobie
          zażyczy, a czy ma sobie poszukać jakieś kur... mocne słowa, tak bardzo zabolały
          ale byłam jeszcze w stanie uderzyć go w twarz, za to że mnie upokorzył. Dłuższy
          czas był na mnie obrażony bo nie rozumiał dlaczego go spoliczkowałam, uważa że
          nie miałam prawa tego zrobić. A on miał prawo tak odezwać się do żony? widocznie
          uważa że jemu było wolno potraktować mnie jak szmatę. Od tamtej pory te jego
          słowa tkwią mi w głowie i kiedy przychodzi co do czego, przypominają mi się te
          jego upokarzające słowa i odechciewa mi się jakiejkolwiek czułości. On tego nie
          rozumie. Pomału robię się oschła dla niego, oddalam się coraz to dalej i dalej ...
    • madziaq Re: Bardzo proszę o radę! 29.06.07, 20:47
      A ja wystapie po przeciwnej stronie i powiem, ze moze wcale to nie jest taki
      wielki problem. Oczywiscie, jezeli macie jakis konkretny powazny problem, ktory
      Wam (albo tylko Tobie) przeszkadza i ktory trzeba rozwiazac, rozmowa jest
      konieczna i nie ma zmiluj sie.

      Ale tak zwane "rozmowy o zwiazku" to cos, czego wielu facetow po prostu nie jest
      w stanie pojac swoim umyslem. Przechodzilam przez podobna faze z moim wtedy
      jeszcze nie mezem - ja caly czas mialam niedosyt, ze za malo czasu i uwagi mi
      poswieca, za malo rozmawiamy o tym co nas laczy itd. Ale wysluchalam tez jego
      argumentow i przyznaje, ze maja sens. Otoz moj M. twierdzi, ze rozmowa dla samej
      rozmowy o zwiazku, wzajemnej relacji itd. to z jego punktu widzenia tak zwane
      gadanie o dupie Marynie, podobnie jak "przebywanie ze soba", nie robiac nic
      konkretnego. Po prostu strata czasu. Faceci sa nastawieni na dzialanie - jak
      maja rozmawiac, dyskutowac, argumentowac i nie dojsc do zadnych konkretnych
      wnioskow, to dla nich nie ma sensu... Moze sprobuj spojrzec na to z tej strony.
      Nie probuje tlumaczyc Twojego meza, ale przyblizyc Ci meski punkt widzenia na
      taka sprawe. Moze uda sie Wam dojsc do jakiegos kompromisu. Porozmawiajcie o tym ;)
      • esim mezczyzni sa z marsa 30.06.07, 01:49
        zawsze natrzasalam sie z poradnikow typu mezczyzni sa z Marsa, ale od jakiegos
        czasu testuje rozne wskazowki i ze zdziwieniem odkrywam ze to dziala!

        ze wspomnianego bestselera przeczytalam tylko poczatek, ale pamietam ze facet,
        psycholog bodajze, pisal o probemach w swoim malzenstwie i o tym ze np. nie
        wiedzial ze ma zone przytylic jak placze
        wydaje sie oczywiste, ale najwidoczniej niektorym mezczyznom takie rzeczy nie
        przychodza naturalnie i trzeba im powiedziec co maja zrobic

        przetestowalam na moim mezu-dziala
    • martusia_1980 Re:mika.500 30.06.07, 12:16
      dokładnie przez to samo przechodzę co Ty. Jest ciężko i to bardzo. Też mi
      brakuje dawniejszych szczerych, długich rozmów, teraz ich nie ma, bo ich unika
      jak ogień wodę. Jak mamy problem to nie chce o nim rozmawiać, zbywa mnie,
      zmienia temat, albo reaguje nerwowo albo ucina krótko "pożyjemy zobaczymy,
      wszystko wyjdzie w praniu". A mnie jasna krew zalewa jak tak mnie zbywa i tak
      krótko kwituję poważną, szczerą rozmowę. Tak jakby go nie interesowało, że
      zaczyna się między nami poważeni psuć i też nie zapyta czemu tak się dzieje, ale
      do seksu to pierwszy. Odczuwam że seks dla niego jest ważniejszy niż szczera
      rozmowa i wyjaśnienie sobie paru kwestii, zwłaszcza że nasze małżeństwo nie jest
      takie jak powinno. Czuję że pomału rozlatuje się. A on tylko seks i seks ... a
      ja już na niego nie mam ochoty tak jak dawniej ... to zamiast ze mną porozmawiać
      dlaczego ... to mnie oskarża że pewnie już go nie kocham albo co najgorsze mam
      kogoś na boku. Paranoja!!
Pełna wersja