samotny_tata
18.07.07, 17:10
Witam, trafiłem na to forum przypadkiem i postanowiłem się troszkę wyżalić
jeśli Panie pozwalą.
Wszystko zaczęło się w 2002 roku, milem wtedy 17 lat i wspaniała dziewczynę, z
która wiązałem przyszłość, pewnego dnia przyszła do mnie i powiedziała, ze
jest w ciąży a chwile później, ze musi załatwić pieniądze na aborcje, nie
powiem – ta sytuacja byłaby dobrym wyjściem, ale wiedziałem, ze po takich
rzeczach kobiety przechodzą załamanie a nie moglem do tego pozwolić, wiec
jasno sie sprzeciwiłem, powiedziałem ze będziemy szczęśliwa rodzina. Prze 8
miesięcy regularnego badania, lekarz niczego nie zauważył, po tygodniu czasu
od porodu dziecko z nieznanych nam przyczyn pojechało na szczegółowe badania,
po których dowiedzieliśmy sie, ze ma porażenie mózgowe. Moje tamtejsza
dziewczyna i matka mojego dziecka chciała za wszelka cenę oddać dziecko do
domu dziecka i – jak to określiła - „pozbyć się problemu”. Ja sie na to nie
zgodziłem i prawnie musiałem dochodzić swoich praw – sąd przyznam mi prawo do
opieki nad Julcią. Miałem wówczas 18lat, rodzice pomogli mi wychowywać
córeczke, abym skończył liceum oraz napisał maturę, o studiach niestety
musiałem zapomnieć. Obecnie mam 22 lata i nikogo u boku, oprócz malej Julci,
która wymaga całodobowej opieki, za każdym razem, gdy pojawia się w moim życiu
kobieta, rezygnuje, gdy dowie się, o moim dziecku. Pewnego dnia, zdarzyło mi
sie poznać kobietę, której wcale nie przeszkadzał fakt, iż miałem córkę,
jednak, gdy dowiedziała się o jej chorobie, nigdy więcej sie nie odezwała.
Niejednokrotnie czytałem, ze kobiety uważają, iż mężczyzna, który podjął sie
opieki nad córka, jest odpowiedzialny i ponoć takich mężczyzn szukają – jednak
ja juz w to nie wierze. Wiem, ze szczęścia z ukochana kobieta nigdy nie zaznam.
Dodam, ze matka Julci nigdy nie odwiedziła ani mnie, ani jej...
Dodam, ze wiąże koniec z końcem, mam prace w domu(jako grafik komputerowy),
jednakże brakuje mi tej drugiej połówki, która boi sie chyba odpowiedzialności:(