czy wyszłybyście za mąż za faceta...?

31.07.07, 22:58
chodzi o moją siostrę, za pół roku wychodzi za mąż za fajnego faceta. Są parą
od ok 7 lat, znają się od każdej strony, chłopak jest naprawdę OK (nie mam z
siostrą żadnych tajemnic, wiedziałabym gdyby było inaczej), siostra przed
ślubem była pewna że to ten...
ale teraz wyszło na jaw, jaki jest ojciec jej narzeczonego, tzn, prostak
poniżający żonę i posłuszeństwo wymuszający siłą (przy czym nie naduzywa
alkoholu, robi to na trzeźwo). Potrafi uderzyć za drobnostkę, za wszystko, co
jest nie po jego myśli. Zona zawsze była uległa, robiła wszystko by w domu
było dobrze. Dzieci dorastały w tej atmosferze...

Siostra rodzinę męża znała tylko z oficjalnych świątecznych uroczystości i
nigdy nie wpadłaby na to co się dzieje w ich domu. A jej narzeczony nigdy się
tym nie "chwalił". Teraz wyszło to przez przypadek...

Z kolei narzeczony siostry w czasie ich znajomości (mieszkanie wspólne,
wyjazdy za granice, itp) nigdy nie zachował się w sposób typowy dla jego
ojca. W czasie kryzysów był skory do konstruktywnej rozmowy, do wysłuchania
siosry, do zmiay jakiś swoich ewentualnych zachowań. Był człowiekiem, z
którym siostra nie bała się wiązać swojej przyszłości.

No a teraz ta "rewelacja". Siosrta się boi, że ta rodzina wywarła wpływ na
jego wychowanie, że w przyszłości może powielać zachowania ojca. Teraz nic na
to nie wskazuje, ale.... co będzie za 5 lat?
My wychowałyśmy się w kochającej, dobrej rodzinie, to co dzieje się u
jej "teściów" jest dla nas szokiem. Wchodzić w to wiedząc o tym przed ślubem??
Zrezygnować z chłopaka, który jeszcze 2 miesiące temu był "księciem z bajki"
a teraz dostał bagaż w postaci swojej rodziny??
    • tomeks87 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 31.07.07, 23:06
      Poinformuje cie, ze niestety, masz sluszne obawy. Mowisz, ze facet jest po
      prostu ksieciem z bajki ale jedna prosta sprawa - takich ludzi nie ma. Jest z
      kobieta 7 lat i nigdy nie krzykna? Zawsze byl skory do spokojnej rozmowy? Wiec
      albo facet jest jakims zakompleksionym facetem, ktory boi sie mowic( w co
      watpie) albo po prostu probuje ukryc swoja prawdziwa nature. Zauwaz, ze w
      wiekszosci patologicznych rodzinach przed slubem jest idealnie. Ba! Nie
      spotkalem sie, aby w jakiejs patologicznej rodzinie przed slubem wystapilo
      pobicie, powod? Facet bedzie ukrywal swoje chore sklonnosci do czasu, az nie
      wyczuje, ze ma kobiete na wlasnosc i ta nie odejdzie.

      Jako ciekawostke powiem, ze ja ze swoja dziewczyna jestem troche czasu i jak sie
      kłócimy to oboje czasem krzyczymy, ale to swiadczy o tym, ze niczego nie ukrywam
      tylko po prostu tak okazuje emocje, nie znam osoby, ktora pod wplywem
      najwiekszego wzburzenia jest w stanie spokojnie usiasc i porozmawiac - Taka
      osoba niemal napewno moze chciec probowac ukrywac swoja "nature"
      • turzyca Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 31.07.07, 23:57
        tomek kazdy sadzi wlasne miara. Ty swoja, a ja opisze moja.
        Spotkalam czlowieka z ktorym poprzednia dziewczyna zerwala, "bo z toba to sie
        nawet nie da poklocic." Widocznie mam wiekszy talent, bo poklocic sie umiem,
        choc rzeczywiscie jest to trudne. Ale co wazne te klotnie byly bez podnoszenia
        glosu, bez krzykow i wyzwisk. Wykroczyly juz poza ramy dyskusji, ale wciaz nie
        bylo w tym rzeczywistej agresji. Bo nawet jesli jestesmy odmiennego zdania to
        przeciez kochamy sie. A to oznacza takze szacunek.

        I szczerze mowiac jestem duzo szczesliwsza niz w zwiazku, o ktorym slyszalam, ze
        ktos sie czubi ten sie lubi. Nie atakuje, nie jestem atakowana, nie krzycze i
        nikt nie krzyczy na mnie, jest cudownie spokojnie. Wiekszosc tematow mozna
        przedyskutowac i znalezc jakas ugode. Czuje sie bezpieczna.
        • memphis90 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 20.08.07, 14:25
          Zgadzam się z Tobą, a nie zgadzam z Tomkiem. Mój facet nigdy na mnie nie
          krzyknął, jeśli ktoś jest cholerykiem- to ja (oj, potrafię być straszna jędzą,
          ale pracuję nad sobą i ponoć jest lepiej). Po ślubie też nic się nie zmieniło,
          mój kochany nie pochodzi też z patologicznej rodziny. Ma swoje zdanie, ale
          potrafi wyrazić je spokojnie, bez krzyku czy wyzwisk. No i dajmy spokój-
          maskować "prawdziwą naturę" przez 7 lat, to przecież niemożliwe. Nie jest też
          prawdą, że przemoc zaczyna się po ślubie- kobiety po prostu tają takie
          wydarzenia, udają, ze nic się nie stało, wierzą w obietnice poprawy.

          Choleryk nie zrozumie flagmatyka i odwrotnie. Jeden będzie krzyczał, bo kawa
          jest za mocna, drugi z kamienną twarzą zniesie zdradę. Nie ma to związku z
          pochodzeniem, maskowaniem natury (Tomku, nie każdy jest cholerykiem, wierz mi).
        • zosiaczek25 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 22.08.07, 10:28
          Podpisuje sie pod tym obiema rekami. Moj maz tez byl wczesniej w zwiazku, ktory
          tamta zakonczyla, bo on nie mial temperamentu i poszla sobie do takiego, co i
          wrzasnie i po twarzy da. A mi to jakos nie przeszkadza, ze on jest spokojny. Byl
          taki przed i jest taki nadal po slubie. Oczywiscie, ze sie klocimy. Czasem
          ktores z nas podniesie glos. Ale bez agresji i wrzaskow. I ja tez miedzy innymi
          dzieki temu czuje sie w tym zwiazku bezpieczna. A ktos, dla kogo zwiazek bez
          glosnych klotni jest dziwny i osoba, ktora nie wybucha jest podejrzana, sam jest
          dla mnie dziwny.
    • turzyca Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 31.07.07, 23:45
      Wiesz wplyw moze byc dwojaki. To moze byc zarowno wzorzec jak i antywzorzec.
      Jesli nie akceptuje zachowania swojego ojca to pewnie bedzie staral sie nie
      powielac jego zachowan w swoim zyciu, a jesli zacznie miec problemy latwiej
      bedzie mu sie zdecydowac na terapie.
    • nowik125 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 00:07
      już prostuję, widocznie w pierwszym poście nie napisałam zbyt dokładnie...

      Broń Boże nie chodzi o to, że nie było żadnej awantury, żadnego podniesionego
      głosu, żadnych nerwów, itd. Były awantury (szczególnie że siostra jest osobą,
      która niczego w sobie nie dusi, mówi wprost na bieżąco, czasem aż za bardzo
      jest upierdliwa - też ma wady;). Narpwdę ich relacja wygląda na zdrowy,
      normalny związek. Z "księciem z bajki" chodziło mi o to, że po takiej awanturze
      jest skory do rozmowy, do wyjasnienia o co naprawdę chodziło, do wyciągnięcia
      wnisków (które potem realizuje!!! nawet ja to widziałam, że chce i potrafi się
      zmieniać). Nie były to jakieś duże zmiany, raczej kłopotliwe nawyki,
      przyzwyczajenia (charakterem , poglądami z siostrą pasują do siebie
      znakomicie). Na tej podstawie powiedziałam, że "ksiązę z bajki" - naprawdę
      fajny i wartościowy chłopak.
      W czasie tego 7 letniego związku były wielokrotnie między nimi takie sytuacje,
      w których jego ojciec zazwyczaj używa pięści. Narzeczony siostry nigdy nawet
      nie zrobił gestu, który miałby świadczyć, że może coś takiego zrobić. Dlatego
      siostra nigdy przenigdy nawet o tym nie pomyślała, nie pomyślała, że coś
      takiego dzieje się w jego rodzinie.
      Stąd teraz ten szok. Niby nie ma żadnych przesłanek, że chłopak może tak robić,
      ale jednak rodzina robi swoje... chłopak bardzo potepia ojca za jego
      zachowanie, tłumaczy matce, że nie może tak żyć (jednak ona nie chce się z tego
      uwolnić!!). Nikt z poza rodziny (teraz oprócz siostry) nie wie co panuje w ich
      domu. Siostra jest w szoku, kocha chłopaka, ale tak świadomie wchodzić do
      takiej rodziny? spotykać się na świętach i udawać ze niby nigdy nic (bo tak się
      do tej pory działo, tylko siostra była nieświadoma)?? Narzeczony rozumie jej
      obeną niechęc do jego ojca, ale wiadomo że wczesniej czy później bedą
      sytuacje, w których będą się spotykać...
      • turzyca Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 01:09
        To jest moje prywatne zdanie i mozna sie z nim nie zgadzac.

        Ja bym olala sprawe. Ojciec to ojciec, on to on. Wszystko wskazuje na to, ze
        chce sie zachowywac inaczej niz ojciec. Jesli zwiazek byl do tej pory w porzadku
        to tym nalezy sie kierowac.
        (Wbrew temu co pisal tomek uzycie przemocy przez narzeczonych sie zdarza. i co
        gorsza wiele kobiet wychodzi za maz za takich ludzi majac nadzieje, ze po slubie
        im przejdzie.)

        Jesli chodzi o spotykanie ojca podczas swiat rodzinnych - moze sie uda namowic
        matke, zeby zdecydowala sie na rozwod? No i w koncu stary argument - to nie z
        rodzina slub bedzie brala, mozna utrzymywac wybiorcze kontakty.
        • kaga9 Re:czy wyszłybyście za mąż za faceta...?-TURZYCA:) 01.08.07, 10:32
          turzyca napisała:
          Spotkalam czlowieka z ktorym poprzednia dziewczyna zerwala, "bo z toba to sie
          nawet nie da poklocic."
          Ja tego człowieka nie tylko spotkałam, ale nawet poślubiłam:) Poślubiłam ze
          świadomością, że owszem, oboje umiemy się kłócić, ale "na poziomie":) PS Swoją
          drogą, ciekawe, czy to ten sam osobnik;)
          Co więcej, zgadzam się z Tobą, Turzyca, ze On to On, a Ojciec to Ojciec. Tak
          się składa, że ja też związałam się z człowiekiem, który TEORETYCZNIE może być
          obciążony skłonnościami do pewnego powszechnego nałogu. Ale wiem, że mój Mąż
          wyciągnął wnioski z postępowania swojego Ojca i jestem spokojna o naszą
          przyszłość. No, przynajmniej w tej kwestii;)
      • arwen8 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 10:46
        nowik125 napisała:

        > chłopak bardzo potepia ojca za jego zachowanie

        Powyżej napisałas najważniejszą rzecz - "potępia"! Gdyby usprawiedliwiał i
        bronił ojca, gdyby mówił o swoim szacunku do niego i miłości, należałoby uciec
        od takiego narzeczonego jak najdalej. Bo taki usprawiedliwiający stosunek i
        deklarowany szacunek dla ojca-despoty oznacza tylko jedno - syn niewątpliwie w
        przyszłości będzie powielać zachowanie swojego ojca.

        Ale Ty napisałaś, że chłopak "potępia". To znaczy, że uświadamia sobie krzywdę,
        którą ojciec wyrządził matce i jemu. Pytanie, czy uświadamia to sobie jedynie
        intelektualnie, czy też emocjonalnie? Czy pozwala sobie na przeżywanie swoich
        prawdziwych uczuć w stosunku do ojca (gniew, żal, ból, smutek, wściekłość,
        etc.), czy nadal je tłumi i wypiera tak, jak robił to, kiedy był małym
        chłopcem? Czy nadal boi się gniewu i (domniemanej) kary swojego ojca, boi się
        powiedzieć mu wprost o swoich uczuciach, czy może przeprowadził z nim poważną
        rozmowę nt. krzywdy, którą ojciec wyrządził jemu i matcę?

        Niewątpliwie i jemu i Twojej siostrze bardzo pomogą książki Alice Miller
        (szczególnie polecam "Dramat udanego dziecka", "Bunt ciała" i "Zniewolone
        dzieciństwo") oraz Susan Forward i jej "Toksyczni rodzice". Wspólne czytanie i
        omawianie tego tematu może ich jeszcze bardziej zbliżyć, może jeszcze bardziej
        wzmocnić ich związek. Taka analiza własnego dzieciństwa i zachowania własnych
        rodziców jest wręcz niezbędna dla każdego. Tym bardziej dla osób, zakładających
        rodzinę, myślących o byciu rodzicem w przyszłości.

        > spotykać się na świętach i udawać ze niby nigdy nic?...
        > wiadomo że wczesniej czy później bedą sytuacje, w których będą się spotykać...

        Nie muszą, nie ma takiego obowiązku! Po co robić coś wbrew sobie? Jeśli nie
        chcą przebywać w towarzystwie ojca - nie muszą. Wszystko zależy tylko i
        wyłącznie od Twojej siostry i jej narzeczonego.
      • annb Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 11:17
        nowik125 -jesli facet sie pilnuje i nie nasladuje ojca to rokuje na przyszlosc
        a co do swiat-nie ma obiowiazku spotykac sie z patologią, ktora to patologia
        zagraza siostry zdrowiu.
        zdrowo jest sie izolowac od pana boksera
        jak rozumiem narzeczony nie widzi powodow dla ktorych musi tam bywac no i
        biedny chlopak chyba widzi jak niefajnie jest w jego domu rodzinnym, skoro az
        tak to ukrywal
        tatus nie ma pozytywnego PR ...jak widac...
    • enith Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 09:23
      >Jest z kobieta 7 lat i nigdy nie krzykna? Zawsze byl skory do spokojnej
      >rozmowy? Wiec albo facet jest jakims zakompleksionym facetem, ktory boi sie
      >mowic( w co watpie) albo po prostu probuje ukryc swoja prawdziwa nature.

      Dawno już nie czytałam większej bzdury. Wyobraźcie sobie, że są osoby, które
      nie rozwiązują konfliktów wrzaskiem i wyzwiskami. Przez pięć lat mój mąż ani
      razu nie podniósł na mnie głosu. Różnice zdań zdarzają się, owszem, ale oboje
      nie znosimy wrzasków, wykłócania się i awantur, a konflikty rozwiązujemy
      poprzez spokojną rozmowę. Nie rozumiem, czemu ma to świadczyć o zakompleksieniu
      albo próbach ukrycia prawdziwej natury. Nie mierzcie wszystkich swoją miarką -
      to, że wy wdajecie sie w pyskówki z współmałżonkami nie znaczy, że każdy tak
      robi.
    • pronovia Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 10:04
      Mnie zastanawia jedna rzecz, nie bardzo rozumiem, dlaczego w ciągu siedmiu lat
      związku (w tym jakiś czas mieszkania razem) narzeczony nie wspomniał, że ma
      takiego ojca? Ja wiem, że nie ma się czym chwalić, ale przecież chyba przejmuje
      się tym, że ojciec robi krzywdę matce, a jak się przejmuje, to ma problem, a
      jak ma problem, to się żali ukochanej osobie...
      Nikt nie ma rodziny idealnej, każdy ma jakieś mniejsze lub większe nieprzyjemne
      sekrety i jest rzeczą naturalną je wyjawiać, chyba... Przynajmniej ja to tak
      widzę. W momencie, w którym chłopak podjął decyzję o ślubie powinien to
      powiedzieć, bo potem właśnie takie wątpliwości się pojawiają.
      Nie mam zielonego pojęcia, czy po ślubie stanie się potworem, mężczyźni RACZEJ
      SIĘ NIE ZMIENIAJĄ po ślubie (a często kobiety tego właśnie oczekują). A co do
      bagazu rodziny, to skoro ukrywał ten "bagaż" przez tyle lat, to chyba nie
      zacznie nagle prowadzić życia rodzinnego.
    • gioseppe przeciez nie wychodzi za maz za jego ojca?! 01.08.07, 10:30
      oczywiscie trzeba miec oczy szeroko otwarte i siostra musi wybadac sytuacje czy
      nie ma w nim zalążk charakterku ojca ale bez przesady, nie wolno obwiniac
      chlopaka za to jakeigo ma ojca

    • agnrek Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 11:36
      Dobrze to napisałaś, siostra i mąż dostaną "bagaż" na całe życie. Nie da się tak
      zupełnie odseparować od rodziny męża, zawsze będzie ona miała na nich większy
      czy mniejszy wpływ, nawet, gdy mąż siostry okaże się dobrym człowiekiem.
      • arwen8 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 11:58
        agnrek napisała:

        > Nie da się tak zupełnie odseparować od rodziny męża

        Da się, da się. Wielu się udało i są dzięki temu spokojniejsi, szczęśliwsi i
        zdrowsi (psychicznie i fizycznie). Nie ma obowiązku godzić się na krzywdę i
        cierpienie, tym bardziej, że można to zmienić.

        Jedyne, co powstrzymuje niektórych, to lęk. Zwykły, dziecięcy lęk przed gniewem
        i karą rodziców. Tyle, że nie jesteśmy już dziećmi, a więc możemy się wyzbyć
        tego lęku i nazwać rzeczy po imieniu. I w razie konieczności - odseparować się
        całkowicie od toksycznych ludzi w naszym życiu, bądź to rodzice, rodzeństwo,
        przyjaciele czy pracodawcy.
        • agnrek Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:01
          Wiesz, ciężko żyć bez rodziców, ja jestem sama 10 lat (rodzice nie żyją). Wierz
          mi, nawet najgorsi, ale to zawsze są rodzice, odczujesz to, gdy Ci ich zabraknie.
          • arwen8 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:22
            agnrek napisała:

            > Wiesz, ciężko żyć bez rodziców

            Tak mówi mała, wystraszona, bezradna dziewczynka, a nie dorosła kobieta.

            > Wierz mi, nawet najgorsi, ale to zawsze są rodzice

            Tak mówi dziewczynka uzależniona od rodziców (a propos, od osób nieżyjących też
            można być uzależnionym) i broniąca za wszelką cenę nawet najbardziej
            toksycznych osobników.

            > odczujesz to, gdy Ci ich zabraknie

            Tak mówi dziewczynka, która zaczyna wykazywać pierwsze oznaki własnej
            toksyczności.


            • agnrek Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:29
              Nie masz racji, ale widzę, że nie rozumiesz. Miałam kochającą mamę, której mi
              bardzo brakuje przy świątecznym stole czy na moim ślubie czy gdy urodzę dzieci.
              Czy to jest już toksyczność?
              • arwen8 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:42
                agnrek napisała:

                > Czy to jest już toksyczność?

                Odpowiedź znajdziesz w moim poprzednim poście, który przeczytałaś zbyt
                pobieżnie. Tak pobieżnie, że w ogóle nie zauważyłaś do czego odnosiło się
                słowo "toksyczność".
              • memphis90 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 20.08.07, 14:33
                Angrek, nie przejmuj się Arwen. To bzdury. Pamiętam inne jej wypowiedzi- każdy,
                kto przyznaje, że kocha rodziców, że są dla niego ważni, jest oskarżany o
                toksyczny związek. To właśnie małe dziewczynki mówią "jestem dorosła, mama nie
                jest mi do niczego potrzebna, rodzice nic mnie nie obchodzą, mogą sobie umrzeć",
                z wiekiem docenia się więzi rodzinne, zmienia wzajemne relacje. Nie jesteś małą
                dziewczynką, jesteś mąrą kobietą, która umie zbudować zdrowe relacje i która
                wie, co to strata. Pozdrawiam:)
    • nowik125 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:01
      nie wiem dlaczego narzeczony nigdy nie wspomniał siostrze o swoim ojcu? Mówił
      tylko o tym, ze jest ona nerwowym człowiekiem, że on sam z nim często się
      kłócił... ale nigdy nie powiedział jak to rzeczywiście wyglądało. Z tego co
      wiem, to nigdy nie było tak źle jak jest teraz, tzn od kiedy jego rodzice
      mieszkają sami, a dzieci się wyprowadziły. Wcześniej pewnie jego ojciec sie
      bał, bo syn mógł stanąć w obronie matki... Teraz została ona sama... Matka jest
      b. uległa, robiła wszystko, żeby w domu był spokój, itd i nigdy nikomu nie
      powiedziała jak jest traktowana... Podejrzewam, że nawet jej syn po wyprowadzce
      nie zdawał sobie z tego sprawy.. Ona to zatajała, a cała sprawa wyszła na jaw
      przez przypadek (zresztą i tak wie o tym tylko moja siostra i rodzeństwo jej
      narzeczonego) no i nieoficjalnie my: ja i mój mąż.
      Narzeczony siostry bardzo wspiera matkę, wręcz każe się jej rozwięść, utwierdza
      ją w jej sile, że da radę itd... ale ona się łamie, myślę, że prędzej czy
      później wróci, i bedzie jak wcześniej... do nastepnego razu. Ale za kogoś nie
      da się na siłe podjjąć decyzji :(
      Dlatego siostra boi się o te kontakty przyszłe. Niby można na święta nie
      jechać, ale bedzie tam przecież jego matka, a to dobra kobieta... Zresztą już
      teraz zaczyna tłumaczyć teścia (grrrrr) wiec nie zrozumie zdlaczego dzieci nie
      przyjeżdzają i zostawiają ją...
      • martabg Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:42
        Spokojnie... Mój mąż ma za ojca alkoholika... Lał matkę i był poprostu
        niedobrym człowiekiem.
        Mój mąż jest jego przeciwieństwem, nie podejrzewam go, żeby nagle zrobił się
        taki, jak jego ojciec...

        Jeśli to dobry związek, nie ma sensu go kończyć...
        Następnemu partnerowi równie dobrze może odbić po 10 latach małżeństwa, tego
        nie da się przewidzieć...
      • annb Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:54
        zawsze mozna matke zaprosic do siebie
        skorzysta-bedzie miec normalne/bez wyzwisk swieta
        nie skorzysta-jej sprawa
        nie siostry i meza
    • deodyma Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 12:41
      wiesz, syn nie musi robic tego samego, co jego ojciec. dziwne tylko, ze dopiero
      teraz wyszlo szydlo z worka, jak jego ojciez traktuje matke. badz co badz ,medzy
      nimi nie powinno byc zadnych tajemnic.
    • magdalenkaaa4 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 13:14
      a może sie wdał w mame?? a nie w ojca? pewnie jest szansa że cośtam po nim
      odziedziczy ale skoro do tej pory był normalny, a przecież mieszkali ze sobą i
      nic sie nie działo, to chyba nic sie nie będzie działo?? ale trudno powiedzieć
    • nowik125 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 14:18
      Oni są jeszcze przed ślubem. Z jednej strony nie jest dobrze, że trzymał w
      tajemnicy informacje o ojcu tak długo, z drugiej nie dziwię się mu - jesli sam
      chciał mieć zdrową, normalną rodzinę, cięzko jest raczyć partnerkę takimi
      zwierzeniami na samym początku...
      Siostra co do chłopaka wątpliwości nie ma. Jak teraz przypomina sobie
      poprzednie lata (jak o tym nie wiedziała) nie było ŻADNEJ sytuacji, która
      swiadczyłaby o tym, że może stać się takim człowiekiem jak ojciec. Jest wręcz
      odwrotnie.
      Ja jak widzę jak teraz on sobie radzi, jak wspiera matkę, to naprawdę go
      podziwiam.
      No ale...siostra już o tym wie, jest przed ślubem, chce wybrać dobrze, i po
      prostu się boi, że za 10 lat coś mu się odmieni... a przecież wiedziała o tym
      jeszcze przed, a mimo to wyszła za niego..
      Wiem, że nie można tak gdybać, ze nie przewidzi się niczego, że kazdy się może
      zmienić...

      Z tym odcięciem się od rodziców. RAcja. ale chyba w praktyce może być różnie.
      Siostra mówi, że "teściowa" już tłumaczy "teścia", już go żałuje, że sam
      został... wystarczył jeden jego telefon i juz chciała wracać. Narzeczony
      siostry musiał stanowczo przemówić jej do rozumu i przypomnieć wszystko co
      ojciec robił!
      Niestety ona pewnie znów ulegnie, wróci, bedzie cierpiała w 4 ścianach (nikt o
      tym nadal nie wie!). Szczerze wątpię, ze zgodzi się przyjechac na świeta
      zostawiając męża samego... Njapewniej zostanie z nim. Siostra i chlopak moga
      do nich nie jechać, ale pewnie będą myśleć, ze matka siedzi tam sama... I
      pewnie dla swojego sumienia bedą musieli pojechać, by zobaczyć czy jest OK...
      Niestety to bardzo możliwy scenariusz...

      Współczuję siostrze, bo ten "bagaż" juz z nimi zawse bedzie.
      My wychowałyśmy się w zupełnie innej rodzinie - kochający się rodzice, którzy
      nawet teraz spacerują trzymając się za ręce. I to było dla nas takie zwyczajne,
      normalne...
      I tu takie zderzenie z innym swiatem :(
      • annb Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 14:34
        jest teraz cała masa książek, artykuły w gazetach
        nawet w zwykłych kolorowych gdzie tekst nie przekracz ajednej strony coraz
        czesciej się pisze ze
        nie ma obowiazku zyc z oprawca
        a co do sumienia i ze pojada
        nie pojadą raz i drugi i do matki dotrze ze sama sobie krzywde robi
        • yadrall Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 16:08
          Powiem tak:
          moj tesc jest alkoholikiem (obecnie nie pije za co darze go podziwem,ale duzo
          musial w zyciu przejsc,zeby zrozumiec wlasne bledy-niemniej nadal jest
          alkoholikiem). Ma dwuch synow-jeden poszedl w slady ojca,a drugi jest moim
          mezem :) Wiec nic nie jest przesadzone,choc owszem zyje ze swiadomosci,ze moj
          maz moze jeszcze pokazac ciemna strone mocy,ale mam nadzieje,ze nigdy to nie
          nastapi.
      • turzyca Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 01.08.07, 17:25
        Tego co bedzie za 10 lat nikt nie przewidzi i w sumie kazdemu facetowi moze
        szajba odbic. Kobiecie zreszta tez. :)
        A on przynajmniej bedzie wiedzial, ze istnieje takie ryzyko wiec sa szanse ze
        bedzie sie bardziej pilnowal, ze jak sobie przestanie radzic, to przedzej
        pojdzie do psychologa.

        A co do tesciowej - klasyczny syndrom wspoluzaleznionej ofiary przemocy. Jest
        troche literatury na ten temat, dzieki ktorej mozna zrozumiec takie absurdalne
        zachowania i ew. sprobowac pomoc.
    • do_niczego do nowik... 01.08.07, 23:44
      Kochana,

      mój ojciec jest alkoholikiem, który bije, poniża matkę na każdym kroku. Ojciec
      mego chłopaka jest podobny. I powiem Ci z naszej perspektywy: jeżeli ten
      chłopak przez 7 lat nie wykazał zachowań podobnych swemu ojcu to Twoja siostra
      nie ma czego się obawiać.

      Dzieci z takich rodzin albo stają się takie same jak rodzice, albo są ich
      całkowitymi przeciwieństwami. Tak jest właśnie u nas:nie ma alkoholu i jest
      ogromny szacunek do siebie.

      Pzdr
      • ewi80 Re: do nowik... 02.08.07, 08:24
        > Dzieci z takich rodzin albo stają się takie same jak rodzice, albo są ich
        > całkowitymi przeciwieństwami.

        cos w tym jest... znam rodzine, w której jeden syn jest drobnym zlodziejaszkiem
        i pijakiem jak ojciec, a drugi wstapil do zakonu....
        Fizycznie bracia sa do siebie bardzo podobni, cale zycie razem sie wychowywali
        a jednak wybrali zupelnie inna droge na przyszlosc...

        Jest oczywiscie jedno male "ale". Osoba zakochana czesto nie widzi wad swojego
        obiektu uczuc. Moja ciotka dwadziescia pare lat temu tez twierdzila, ze jej
        narzeczony to dobry czlowiek, inny niz ojciec. I nadal twierdzi ze on byl inny.
        Jednak bliskie jej osoby od poczatku odradzaly jej ten zwiazek, bo widzialy, ze
        w tym przypadku bylo akurat "jaki ojciec, taki syn".
        Z tego jednak co piszesz, to Twoja siostra stara sie trzezwo na to patrzec.
        Poza tym ma Ciebie. Przyjrzyj sie Ty dobrze, posluchaj opinii bliskich,
        znajomych (nie wtajmniczajac w szczegoly oczywiscie). Wazne jest jak to wyglada
        na zewnatrz.

        Pamietaj jednak, zeby nie oceniac ludzi na podstawie ich rodzicow, bo tych sie
        nie wybiera....

        Powodzenia :)
    • nowik125 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 02.08.07, 10:11
      Moja siostra jest ode mnie tylko o 1,5 roku młodsza i zawsze miałyśmy bardzo
      dobry kontakt, to samo grono przyjaciół. Mój mąż z jej narzeczonym b. się
      polubli. We czwórkę często spędzamy czas, moi rodzice dobrze znają siostry
      chłopaka (on jest bardzo otwarty i komunikatywny), nasi znajomi go lubią. I
      wszyscy na niego złego słowa nigdy nie powiedzieli, wręcz przeciwnie. Na
      wiadomość o slubie wszyscy (wydaje mi się że szczerze) cieszą się,gratulują...
      Że są taką fajną parą, że do siebie tak pasują...
      Ja go znam dobrze i patrzę na niego na pewno chłodniejszym okiem niż siostra i
      myślę,ze to b. wartościowy człowiek (oczywiście ma jakieś swoje wady, drobne
      denerwujące przyzwyczajenia).
      Boję się tylko, że temat pomocy jego matce (obojętnie czy bedzie z mężem czy w
      końcu zdecyduje się na rozwód) będzie stale obecnym, przewodnim
      tematem/problemem w ich małżeństwie. A ciężko wchodzić w życie z takim
      balastrem, w okresie w którym powinni być najszczęśliwsi...
      Oby to potem nie przyczyniło się do kłótni pomiędzy nimi w ich małżeństwie :(
      • ewi80 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 02.08.07, 11:23
        Tego co bedzie z jego matka na pewno nie przewidzisz. Ale z wlasnego
        doswiadczenia powiem, ze nawet jak tesciowie sa pozornie normalni, to tez moga
        dac pozniej popalic. i tesciowa tez niestety moze stac sie przyczyna klotni,
        nizaleznie czy ma meza pijaka, czy nie.... moi tesciowie stanowia normalna
        rodzine, a mimo to czesto mamy jakies nieporozumienia z ich powodu.

        Mysle ze siostra powinna omowic z narzeczonym wczesniej temat jego matki i
        ustalic jakies wspolne podejscie do sprawy. Wiadomo - wszystkiego sie nie
        przewidzi, ale wazne, zeby starac sie wypracowac taki sam poglad. Twoja siostra
        musi sie po prostu przygotowac na to, ze beda miec jeden problem wiecej...
        zreszta, nie ona jedna...
        • malinowy000 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 05.08.07, 21:17
          dokładnie zgadzam się z tobą, a wg mnie niestety wychodząc za niego za mąż
          bierze też ślub(w pewnym sensie) z jego rodziną, wypracowanie poglądu na temat
          przyszłych po ślubie, kontaktów z teściami jest niezbędne
    • anulkas86 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 05.08.07, 22:33
      Mojego męża ojciec po wypiciu alkoholu wiem że podnosi rękę na teściową, i to
      nie rzadko, bo często wypije coś. Wiedziałam o tym przed ślubem, chociaż nie od
      razu mi o tym mój wtedy przyszły mąż powiedział. Wiedziałam też jaki ma stosunek
      do tego, jak go to denerwuje itd. Wyszłam za mąż i mimo że kłucimy się czesto,
      że nie jest najlepiej, ze czasami mąż też wypije (normalnie przy imprezie) to
      nie wierzę i nigdy mi się nie zdarzyło żeby mąż podniósł na mnie rękę. Myśle że
      Twoja siostra powinna z nim o tym po prostu porozmawiać. Skoro mają zaufanie do
      siebie i w ogóle to dlaczego ma się tym zadręczać. Dobrze było gdyby wiedziała
      przynajmniej co on o tej sytuacji myśli.
    • nowik125 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 06.08.07, 16:57
      siostra doskonale wie, co jej narzecozny myśli na ten omawiany temat..nie bedę
      się powtarzać - w skrócie: jego zachowanie i jego poglądy sprawiają, że nie ma
      obaw i watpliwości

      Ale.. jest przed ślubem, kiedy ma o tym myśleć, jak nie teraz. Żeby potem pluć
      sobie w brodę, że "przecież wiedziałam o tym przed ślubem".
      No i przede wszystkim ta rodzina, która stale będzie obecna w ich życiu....
    • ewelineq Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 19.08.07, 13:05
      Nie no sory ale czy majac ojca alkocholika kazdy puzniej nadluzywa
      alkocholu? albo prozaiczniej, Czy majac ojca bez pracy sam nigdy jej
      nie dostane? Nie mozna oceniac ludzi pod przykrywka ich rodzicow?...
      Rozumiem ze chlopak widzial jak sie zachowuje ojciec i w przyszlosci
      moze postapic podobnie ale czy to jest dobre wyjscie? pewnie tez
      widzial ile cierpienia jest przez takie zachowanie a zapewne nie
      chcial by zeby jego druga polowa ktora kocha cierpiala....

      takie moje skromne zdanie....
    • misiakasia25 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 19.08.07, 15:40
      Dyskryminujesz kogoś (i to w kwestii, która Ciebie bezpośrednio nie dotyczy) za
      to że nie zaznał szczęścia rodzinnego???!!! Zastanów sie trochę, bo możesz mocno
      skrzywdzić najbliższe osoby.
    • memphis90 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 20.08.07, 14:38
      Powiem tak: mój kuzyn wyrósł w tzw. dobrym domu. Tata-prawnik, mama-lekarz. I co
      z tego, skoro w tym domu była przemoc- tatuś nie szczedził razów ani starszemu
      synowi, ani swojej żonie. Teraz mój kuzyn studiuje, prawie wyszedl z domu- i
      nienawidzi swojego ojca. Za bicie. Jest fantastycznym chłopakiem- oddanym,
      pomocnym, opiekuńczym, pracowitym- i nie wyobrażam sobie, zeby mógł kogokolwiek
      uderzyć. Nie wyobrazam sobie, zeby kiedykolwiek wpadł w furię. Tak dobrze poznał
      "uroki" życia w rodzinie z katem, że nie będzie ich kiedykolwiek powielał.
      • arwen8 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 20.08.07, 15:05
        memphis90 napisała:

        > nienawidzi swojego ojca. Za bicie.

        I właśnie dlatego nie będzie powielał takiego zachowania. Jeśli
        uświadomił sobie, jak straszną krzywdę wyrządził mu ojciec w
        dzieciństwie, jeśli w pełni odczuł swój gniew i wściekłość do ojca,
        jeśli doskonale pamięta jak bardzo go bolały razy, to nie ma szans,
        by upodobnił się do ojca.
    • jo_miekka Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 21.08.07, 16:09
      Hmm...
      Oczywiście, że ojciec może być anty-wzorcem. Powielanie złych wzorcó
      nie jest regułą.
      Mnie zastanawia coś innego: dlaczego Twoja siostra nie wiedziała o
      tym wcześniej? Przecież jeżeli ludzie tak dobrze się znają, kochają,
      są ze sobą tyle lat, to raczej tak samo znają rodziny swoich
      partnerów! Tzn. nie bezpośrednio rodziny, bo przecież z rodzinami
      nie mieszkają, ale każdy coś tam o swojej rodzinie mói, opowiada,
      zwierza się nawet...
      To by mnie bardziej zaniepokoiło niż sama kwestia ojca narzeczonego.
      Dlaczego nie mówił o tym swojej narzeczonej? Nigdy nie odczuł
      potrzeby podzielenia się swoimi przemyśleniami na ten temat z
      najbliższą sobie osobą? przez tyle lat?
      Mój przyszły mąż też ma rodzinke niełatwą powiedzmy, ale mówi mi o
      tym. Zawsze mi mówił, często potrzebował wsparcia w tej sprawie.
      Zmartwiłabym się, gdyby o tym nie wspomniał.
      Takie moje luźne refleksje, absolutnie nie wyciągam z tego żadnych
      wniosków.
    • zosiaczek25 Re: czy wyszłybyście za mąż za faceta...? 22.08.07, 10:14
      Chwila, to ze ojciec jest taki, wcale nie znaczy, ze on tez taki bedzie. Tak
      samo jak to, ze sie ktos wychowywal w kochajacej dobrej rodzinie nie znaczy, ze
      sam nie bedzie potworem dla wlasnej rodziny w przyszlosci (przypadek mojego
      brata). A tak wogole, to czemu piszesz: "> Zrezygnować z chłopaka, który jeszcze
      2 miesiące temu był "księciem z bajki"
      > a teraz dostał bagaż w postaci swojej rodziny??"
      Po pierwsze, ten bagaz w postaci rodziny mial juz wczesniej. Po drugie, czy
      nagle przestal byc "ksieciem z bajki"? Bo z tego, co piszesz, wcale nie wynika,
      ze stal sie nagle potworem. Jesli sie kochaja, wspieraja, szanuja, warto
      zaryzykowac. Ja bym sie zaczela martwic dopiero, gdybym po slubie musiala
      zamieszkac z owym tesciem. Ale jezeli beda mieszkac sami i daleko od nich, beda
      miec wlasne zycie.
Pełna wersja