Jak poradziłam sobie z teściami...

02.08.07, 12:51
Więc moje drogie... mój mąż mami synek zresztą (nawet do dziś dnia)
uzalezniony jest od rodziców przez rodziców :). Wszystko było ok z nimi
dopóki nie pojawiło się dziecko, na szczęście 2 wnuczka a nie 1 bo tego bym
nie wytrzymała. Ale i tak nie obeszło się od wizyt codziennych niemal co
doprowadzało mnie do szału.Ale poradziłam sobie tak:
#w czasie ich wizyt u nas zawsze miałam do załatwienia jakąś sprawę WAŻNĄ
oczywiście, więc mąż zostawał z nimi sam.
#nie dzwonię z życzeniami z okazji dnia matki, imienin czy jakis innych imprez
#nie żegnam się jak wyjeżdzają na wakacje czy gdziekolwiek(a mieli taki
zwyczaj)
#nie zostawiam dziecka teściowej NIGDY! wolę czasem zostać w domu niż jej
oddać bo potem wysłuchuje że pierwsza wnusia to tamto, a moja mała to
inaczej, a w dupę każde dziecko jest inne.
#jak się rozkręci gadaniem w połowie przestaję słuchać i interesuje się czymś
innym,albo udaje że coś miałam zrobić
#nie bywam na obiadkach (zresztą nie przepadam za jej kuchnią) nigdy nie
chwalę ojej jakie dobre..
#od dnia ślubu NIGDY nie powiedziałam do nich mamo, tato.Uważam że rodziców
ma się jednych w życiu i to oni zasługują na to miano nie jakaś obca baba i
chłop
#nie całuję się po wizytach rodzinnych (ani na dzień dobry ani na dowidzenia)
#mówiąc o rodzinie mam na myśli męża, dzidziusia i moich rodziców
#nie panoszę się u nich w domu i jak nawet mąż czasami mówi: weż sobie to czy
tamto nie krępuj się, zaswsze mówię GŁOŚNO: nie jestem u siebie w domu.
#w tym co mówię jestem stanowcza i zdecydowana nawet jeśli mam podobne zdanie
do teściowej z zasady się sprzeciwiam
#jak najrzadziej się widujemy a nawet jeśli już to zajmuję się dzieckiem z
dala od nich
#nie mówię im o sprawach prywatnych tzn o pracy nawet o tym co sie dzieje u
nas w domu np remont, nowa kupiona rzecz
#NIGDY ALE TO NIGDY nie przyjmuję od nich kasy, to dało by im małą władzę, w
taki sposób myśleli że kupią mnie tak jak kupili męża
#nie proszę ich o pomoc, W NICZYM

NAJWAŻNIEJSZE ZAWSZE WSZYSTO KULTURALNIE, GRZECZNIE, BEZ NERWÓW,

Może jestem okropna,ale w moim przypadku to działa i mam swoje życie zbyt
piękne żeby mnie oni wkurzali a poza tym zawsze powtarzam że są to dla mnie
obcy ludzie zadna tam rodzina nie wysilam się na żadne uczucia w ich stronę.
I żyję...
    • goniapa Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 13:32
      no coz.....
      serdecznie wspolczuje Twojemy mezowi, nawet jak z niego maminsynek
    • sabi_79 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 13:36

      Jak zwracasz sie do tesciow? Bo dla mnie to tez sa zupelnie obcy ludzie (i nie
      przekona mnie gadanie, ze w koncu to sa rodzice meza i takie tam), ale jakos od
      czasu do czasu trzeba sie zwracac, no i zupelnie nie mam pomyslu jak.Dodam, ze
      dopiero od miesiaca ten problem jest mi bliski:)
      pozdrawiam
      Sabi
      • zapalniczka5 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 13:55
        Święte słowa! Mój mąż też jest mamisynkiem. Jest tak uzalezniony od rodziców że
        o mało co się nie rozstaliśmy. A jesli sytuacja się nie zmieni to się
        rozstaniemy. Od ponad 3 miesięcy z teścami nie gadam. Była dość poważna
        rozmowa, powiedizałam im co myslę o ich niegrzecznych zachowaniach, teść wyzwał
        mnie od rozkapryszonej gówniary (bezpodstawnie), więc trudno żebym z nim
        rozmawiałą. Mam swój honor i pok nie przeproszą moje konatkty z nimi ograniczą
        się do mówienia sobie dzien dobry jak ich spotkam na ulicy. A jeśli już sę
        kieyś pogodimy to będę Twoje rady czytać i czytać aż mi w krew nie wejdą;)
        • kalina81 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 14:25
          wszystko pięknie tylko powiedz mi dziewczyno co ma wspólnego z tą wielkimi
          literami napisaną KULTURĄ nieskładanie życzeń imieninowych, czy też absolutnie
          wg mnie infantylne niezgadzanie się dla jakiejś wydumanej zasady, pomimo
          podobnego zdania? Bardzo mnie ciekawi Twój tok rozumowania, moim zdaniem mylisz
          delikatnie asertywność ze zwyczajnym chamstwem i tyle:)
    • aserath Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 15:08
      wow, ona49 czytając twój post zastanawiał sie kolejno:
      - jacy wredni muszą być twoi teściowie
      - jak wielką krzywdę musieli ci zrobić
      - z tym dzieckiem to masz racje - kazde jest inne
      - dlaczego twój mąż w waszym związku jest jak marionetka
      - jak musi się czuć twoj mąż skoro dla ciebie rodzina to ty maluszek mąż i twoi
      rodzice. Dla niego twoi rodzice to też obcy ludzie a swoi to rodzina? Widze to
      ostry konflikt ideologiczny
      - jak bardzo jesteś agresywnie nastawiona do świata
      - ze gdybym była twoją teściową, to mając taką synową naprawdę dałabym jej popalić
      - aż w końcu zrobiło mi sie ciebie żal, ze sobie tak niesympatyczne wyobrażenie
      o świecie zbudowałaś i w nim trwasz :(

      pozdrowienia dla męża :(
    • czekolada_orzechowa Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 17:08
      Ja uważam, ze i tak powinni być ci wdzięczni, ponieważ : NIE podpaliłaś im
      chałupy, NIE mażesz im codziennie drzwi odchodami, NIE zakablowałaś ich do
      Urzędu Skarbowego (każdemu coś znajdą, polecam!), NIE przysłałaś im wąglika i
      NIE strzelasz do nich zza krzaków i NIE przystąpiłaś do Pis-u żeby mieli
      większy wstyd...
      • chiara76 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 17:19
        czekolada_orzechowa napisała:

        > Ja uważam, ze i tak powinni być ci wdzięczni, ponieważ : NIE podpaliłaś im
        > chałupy, NIE mażesz im codziennie drzwi odchodami, NIE zakablowałaś ich do
        > Urzędu Skarbowego (każdemu coś znajdą, polecam!), NIE przysłałaś im wąglika i
        > NIE strzelasz do nich zza krzaków i NIE przystąpiłaś do Pis-u żeby mieli
        > większy wstyd...

        hehehe, cudownie podsumowane;))
    • vanjam Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 17:11
      "Może jestem okropna,"
      Jesteś bez wątpienia. Na dodatek jestem przekonana, że nie masz pojęcia, jakie
      głupoty wypisujesz.
    • krakoma Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 17:16
      wyrazy wspolczucia dla tesciow...
    • arwen8 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 17:26
      ona49 napisała:

      > Może jestem okropna

      Nie jesteś "okropna". Widocznie miałaś swoje powody by podjąć takie decyzje w
      stosunku do teściów. Sytuacje bywają różne.

      Mam jedno pytanie, czy zanim zastosowałaś swoje skuteczne metody, próbowałaś z
      teściami przeprowadzić poważną rozmowę konfrontacyjną? Na wszelki wypadek warto
      też sięgnąć po książke zatytułowaną "Toksyczni teściowie" Susan Forward. Pomoże
      Ci zobaczyć Twoje własne zachowanie oraz zachowanie teściów w trochę innym
      świetle. I być może podpowie Ci jeszcze bardziej skuteczne sposoby rozwiązania
      tego problemu.
      • babcia_kasi Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 18:42
        <<są to dla mnie
        obcy ludzie zadna tam rodzina nie wysilam się na żadne uczucia w ich stronę.
        I żyję...>>
        A będą dziadkami dla Twojej córki, czy córce zabronisz miec dziadków ze strony męża?
        Ostatecznie to obcy ludzie...









    • brak.polskich.liter Pitoli Ci sie asertywnosc z buractwem n/t 02.08.07, 19:04
      • abetta Re: Pitoli Ci sie asertywnosc z buractwem n/t 21.08.07, 22:39
        a co według Ciebie oznacza pojęcie buractwo? Czy to nie jest
        właśnie chamskie i nieokrzesane zachowanie?-autorka postu jest
        własnie asertywna, nikogo nie obraża, nie jest chamska, jest chłodno
        uprzejma-uważam, że tak lepiej niż wzajemny jazgod i szukanie okazji
        by dowalić komuś słownie
    • trusia29 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 02.08.07, 21:46
      Nie musisz całowac się z teściami, mówic do nich mamo i tato, ale szacunek im
      sie należy, a twoje zachowanie świadczy o jego braku, jak równiez o braku
      kultury z twojej strony. Bylabys zadowolona jakby twoj mąż sie tak odnosił to
      twoich rodziców? Żenujace...
      • mrowka05052007 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 08:52
        popieram trusię!
    • bacha1979 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 08:03
      ona49 napisała:

      > Więc moje drogie... mój mąż mami synek zresztą (nawet do dziś dnia)
      >
      >
      >

      > #mówiąc o rodzinie mam na myśli męża, dzidziusia i moich rodziców
      >
      >

      Wytłumacz mi proszę jeśli możesz jak to jest, że Twoja mamusia i tatuś są
      rodziną, a męża już nie?
      Hę? Bo nijak nie kumam.
      • fragles78 Jak zwracać się do teściów? 03.08.07, 08:28
        Przy okazji spytam (któraś z dziewczyn już wcześniej pytała). Ja też mam
        delikatnie mówiąc wrednych teściów i nie wyobrażam sobie mówic do nich "mamo,
        tato" - po prostu przez gardło mi to nie przechodzi. Tak jak obserwuje "własne
        podwórko" i moich znajomych dochodzę do wniosku, że choćbyśmy nie wiem co
        zrobiły nigdy nie będziemy dość dobre w ocenie naszych teściów. Ja bym nie
        potępiała autorki wątku.
        • palmalka Druga strona medalu 03.08.07, 08:48
          Nie potepiam autorki watku, "znalazla sposob na tesciow"
          Ale jest tez druga strona medalu. nie wiem czy jej tesiowa ma druga synowa czy
          ziecia ale jesli twoj maz ma brata to ja bardzo wspolczuje jego zonie.
          Bo ja niestety jestem ta druga synowa, a ta pierwsza zachowuje sie jak autorka
          watku i uwierzcie, ze zdanie mam o niej tylko jedno: suka!!
          Ja niestety jestem osoba o miekkim sercu i to ja zawsze pomagalam tesciom i
          staralam sie rozladowac atmosfere.
          teraz mieszkamy 300km z dala od wszystkich i mamy swiety spokoj ale moim wrogiem
          nr 1 jest nie tytlko wredna tesciowa ale i bratowa meza, bo ta kur..., za
          przeproszeniem, NIGDY mnie w niczym nie wsparla, NIGDY, bo jak uwazala to nie
          jej rodzina ani jej problem, przyjezdzala, nazarla sie, oblizala pysk i pojechala.
          I dziekuje ze nie jestem wredna i mam to moje cholerne miekkie serce, bo mimo ze
          dostaje przez to od zycia po dupie to mam czyste sumieniei w miare nieskrzywiony
          charakter :)
          • abetta Re: Druga strona medalu 21.08.07, 22:43
            palmalka napisała:

            > Nie potepiam autorki watku, "znalazla sposob na tesciow"
            > Ale jest tez druga strona medalu. nie wiem czy jej tesiowa ma
            druga synowa czy
            > ziecia ale jesli twoj maz ma brata to ja bardzo wspolczuje jego
            zonie.
            > Bo ja niestety jestem ta druga synowa, a ta pierwsza zachowuje sie
            jak autorka
            > watku i uwierzcie, ze zdanie mam o niej tylko jedno: suka!!
            > Ja niestety jestem osoba o miekkim sercu i to ja zawsze pomagalam
            tesciom i
            > staralam sie rozladowac atmosfere.
            > teraz mieszkamy 300km z dala od wszystkich i mamy swiety spokoj
            ale moim wrogie
            > m
            > nr 1 jest nie tytlko wredna tesciowa ale i bratowa meza, bo ta
            kur..., za
            > przeproszeniem, NIGDY mnie w niczym nie wsparla, NIGDY, bo jak
            uwazala to nie
            > jej rodzina ani jej problem, przyjezdzala, nazarla sie, oblizala
            pysk i pojecha
            > la.
            > I dziekuje ze nie jestem wredna i mam to moje cholerne miekkie
            serce, bo mimo z
            > e
            > dostaje przez to od zycia po dupie to mam czyste sumieniei w miare
            nieskrzywion
            > y
            > charakter :)
            >
            Moja Droga-i właśnie ta druga synowa ma większe poważanie i szacunek
            u teściów niż Ty-ja też przez wiele lat byłam tą dobrą synową aż w
            końcu moi teściowie tak się rozbestwili, że zaczeli moją uprzejmość
            traktować jako prawo do ciągłego wtrącania i dyktowania warunków, od
            pewnej kłótni to ja jestem tą "suką" i wreszcie mam spokój
    • mrowka05052007 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 08:52
      Jak się cieszę, że omijają mnie (przynajmnije na razie) te wszystkie problemy
      z teściami. Owszem może nie są idealni (ja tez nie), ale są rodzicami mojego
      męża i przyjęli mnie jak córkę, więc dlatego:
      #w czasie ich wizyt staram się być w domu i zamienić z nimi chociaz kilka słów
      (wymienić się tym co słychac u nas, a co u Nich)
      #dzwonię z życzeniami z okazji dnia matki, imienin czy jakis innych imprez
      #żegnam się jak wyjeżdzają na wakacje czy gdziekolwiek i życzymy im
      bezpiecznej podróży i udanego wypoczynku (po powrocie – zapraszamy na kolacę
      lub obiad)
      #staram się słuchac tego co mówią (chociaż na zasadzie jednym uchem wpada-
      drugim wypada)
      #bywam na obiadkach i lubię jej kuchnię. Jeśli cos mi smakuje – zawsze to
      zaakcentuję, bo sama róznież lubię być doceniana. I odwzajemniamy zaproszenia
      # powoli uczę się mówić do nich Mamo, Tato – bo rodzice męża nie sa dla mnie
      obymi ludźmi (a mamo – to po prostu skrócona wersja Mamo Marcina)
      #dajemy sobie buziaki na dzień dobry i do widzenia
      # mówiąc o rodzinie mam na myśli: siebie, męża, jednych i drugich rodziców,
      dziadków, wujków, ciocie...
      # w domu teściów czuję się jak u siebie. Ozywiście nie przeglądam ich szafek z
      prywatnymi rzeczami, ale nie krępuję się zrobic sobie herbaty, kanapki...
      #nie unikamy wzajemnych spotkań i opowiadamy sobie o tym co się u nas dzieje (w
      pracy, w domy, wśród znajomych – w granicach zdrowego rozsądku oczywiści)
      #zawsze możemy się zrócic do nich o pomoc
      * dzieci jeszcze nie mamy

      Takie zasady obowiązują w obydwie strony: ja – rodzice męża, maż- moi rodzice.
      I się sprawdzają!
      Wspónie tworzymy rodzinę, w której panuje naprawdę domowa atmosfera! I z tego,
      że udało nam się to osiągnąć jestem bardzo zadowolona :-)
      • pysiaczek2511 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 11:36
        mrówka dobrze, że to napisałaś, bo mi się nie chciało, ale ja też mam takie
        zasady i jest super!
        Może gdybym była tak wredna jak założycielka wątku to i teściów bym miała
        wrednych
      • ewelita Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 12:06
        mrowka05052007 napisała:
        powoli uczę się mówić do nich Mamo, Tato – bo rodzice męża nie sa dla m
        > nie
        > obymi ludźmi (a mamo – to po prostu skrócona wersja Mamo Marcina)

        Dobre, ja mogę mowić mama - mama Maćka, he, he, zapamiętam sobie
      • gixera Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 15:23
        A mnie wkurza, że za każdym razem muszę się całować z teściami na dzień dobry i
        do widzenia, skoro ze swoimi rodzicami się nie całuje, nigdy.
        Jak miałam urlop i byliśmy u nich z mężem na 3 dni, to teściowa nawet jak
        wychodziła do pracy, to przychodziła i się ze mną całowała, dwa razy dziennie.
        Wkurza mnie to.
        • vobi Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 20:25
          Gixera, kurde, juz myslalam ze to tylko moi tak maja, a to widze jakas epidemia czy cus...
          • mrowka05052007 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 06.08.07, 07:48
            Ale ja nie widzę problemu - jeśli nie macie w zwyczaju w ten sposób się
            witać/żegnac to po prostu tego nie róbcie. I jak dla mnie jest O.K. - gorzej,
            gdy ktoś to robi (tzn,. nie chce) z przekory.
    • vobi Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 11:55
      Jakies dwa lata temu powiedzialabym po przeczytaniu Twojego postu, ona49, ze
      jestes strasznym burakiem... A dzisiaj powiem Ci: TAK TRZYMAJ! Na razie jeszcze
      tak radykalna nie jestem jesli chodzi o kontakty z tesciami, ale mysle ze to
      kwestia czasu. Nawet moi wyjatkowo spokojni i pokorni wrecz (czego nie mozna
      powiedziec o mnie) rodzice po ostatnim spotkaniu z tesciami stwierdzili: To
      trzeba byc jednak chamem zeby ... (i tu nie bede wchodzic w szczegoly). Moj maz
      moze maminsynkiem nie jest, ale czesto ich glupie wyskoki tlumaczy "Bo oni tacy
      sa". Ale co to kogokolwiek obchodzi??? Jesli ktos nie potrafi zastosowac sie do
      elementarnych zasad zycia spolecznego (o kulturze juz nie wspominam, bo to nie
      ta liga), to niech mieszka w lesie, dla mnie fakt ze "tacy sa" nie jest zadnym
      usprawiedliwieniem.
    • madziaq Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 03.08.07, 20:34
      #mówiąc o rodzinie mam na myśli męża, dzidziusia i moich rodziców

      Ale rozumiem, ze Twoi rodzice to jak najbardziej rowniez rodzina meza. Ale jego
      rodzice Twoja rodzina nie sa...

      > tym co mówię jestem stanowcza i zdecydowana nawet jeśli mam podobne zdanie do
      teściowej z zasady się sprzeciwiam

      Jest roznica pomiedzy byciem stanowczym w swoich pogladach a glupim stawianiem
      sie dla zasady. A jak ci powie "jaka z ciebie fajna babka" to odpowiesz "alez w
      zadnym wypadku, jestem beznadziejna", i to jak rozumiem, stanowczo i zdecydowanie?

      Twoj watek powinien sie nazywac "jak zrobic sobie wrogow z tesciow, nawet jesli
      na poczatku mnie lubia". Coraz bardziej sie przekonuje, ze jednak tesciowe to
      nie cale zlo tego swiata i synowe tez maja swoj udzial w tych rodzinnych
      szopkach, o ktorych tu sie czesto pisze...
    • elza78 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 04.08.07, 22:26
      no to rzeczywiscie zajebisty sposob zes wynalazla :) a ja myslalam ze robienie
      z siebie chama i buraka w imie "wyzszej" w swoim prostackim mniemaniu idei nie
      jest dobrym pomyslem :)
      chociaz ty pewnie nie zdajesz sobie sprawy z tego jak to wyglada bo przeciez
      jestes taka kulturalna :)

      jak pewna kwoka zapewne uwazasz ze grunt to dobre wychowanie...
      • anulkas86 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 04.08.07, 23:32
        Ja swoich teściów staram się omijać z daleka.
        *Ale jak przyjadą to nie uciekam- na szczęście przyjeżdżają rzadko i na króciutko.
        *Nie składam im życzeń z żadnych okazji, chyba że akurat się spotkamy- mój maż
        też nie składa im życzeń- nie mieli takich zasad w domu więc ja też nie mam
        zamiaru ich wprowadzać.
        *Staram się nie mówić im mamo, tato bo moimi rodzicami nie są. Chyba że już nie
        mam jak się do nich odezwać to mówię w ten sposób. Wyjątkiem jest sytuacja gdy
        mówie do nich przy swoich rodzicach- nie przejdzie mi wtedy przez gardło mamo i
        tato do teściów.
        *Teściowa całuje mnie na przywitanie i pożegnanie, ale to ona pierwsza z reguły.
        Nie uciekam jednak przed tym. Za to do teścia czuję obrzydzenie i nie pocałuje
        go za nic w świecie.
        *Oczywiście wraz z teściami dostałam braci i siostrę mojego męża, którzy w
        większości podnoszą mi ciśnienie bardziej niż ktokolwiek inny.

        Ogólnie do wszystkich staram się odnosić miło, albo wcale. Nie przepadamy za
        sobą ale tolerujemy się. No i jeszcze jedna kwestia- moja rodzina to póki co
        moja rodzina- moje rodzeństwo, mój mąż, mój synek, moi rodzice, moi wujkowie,
        moi kuzyni, moi dziadkowie a nie mojego męża. I jakoś nie potrafię inaczej myśleć.
    • kotka113 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 05.08.07, 02:00
      #mówiąc o rodzinie mam na myśli męża, dzidziusia i moich rodziców

      to mnie zatkało a reszta zniesmaczyła , obym nigdy nie miała do czynienia z
      ludzmi twojego pokroju





      • yadrall Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 05.08.07, 10:35
        Ja jakos niebardzo rozumiem co zlego w tym,ze rodzine meza nie uwaza sie za
        swoja rodzine. U nas od zawsze (i przez obie strony) bylo przyjete,ze kazde z
        nas ma swoja rodzine,a Ci drudzy to tesciowie i tak pozostanie. Tylo,ze ja
        moich tesciow traktuje jak ludzi ktorzy wychowali mojego meza,wiec nalezy im
        sie szacunek i wdziecznosc. Jest to o tyle latwe,ze oni oboje sa naprawde ok i
        wiekszych problemow z nimi nie ma.
        Gorzej jest jezeli chodzi o mojego meza i moja rodzine. Moj maz traktuje moich
        rodzicow (a szczegolnie moja mame) tak jak autorka watku. I powiem szczerze,ze
        mam przechlapane,wiec naprawde serdecznie wspolczuje mezowi autorki. Dodam,ze
        moja mama zachowuje sie jak typowa tesciowa i probuje sie wtracac-wczoraj
        zaprojektowala nam ogrodek, wyszukalal wozek dla dziecka co jest w planach i
        przemeblowala kuchnie. Dodam,ze o jej planach wiedzialam tylko ja i od razu
        przystopowalam dalsze dzialania.
        Jak widac ja jestm dokladnie po srodku... Kocham ich oboje,ale czasami jestem
        zmeczona lagodzeniem konfliktow miedzy nimi...
    • brzoza316 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 05.08.07, 15:05
      Tez bym tak chciała postępować ale jakoś nie umiem. Mieszkam z teściową od
      miesiąca i jest tragicznie. Muszę przeczekać pewien okres w życiu i będę sie
      wyprowadzać. Teraz pozostaje mi tylko zagryźć język i poczekać parę miesięcy.
      Muszę znaleźć fajną prace i do widzenia wiedźmo jedna na zawsze. Teściowe z
      założenia są paskudne, wszystko wiedzą najlepiej a najgorsze jest to, że one są
      u siebie a my nie! Dlatego też wiele rzeczy trzeba znosić, bo przecież mieszkamy
      u nich. Ja tak to widzę i dlatego siedzę cicho choć nienawidzę tego stanu
      bardzo. Pozdrawiam
    • rano_nie_pracuje Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 05.08.07, 15:10
      powiem tak,
      masz z.a.j.e.b.i.ś.c.i.e dziwne podejście do sprawy
      ja tez miałam problemy z teściową i w życiu mi do głowy nie przyszło
      takie "poradzenie sobie z nią"
      wybrałaś wariant bardzo egoistyczny-jestem ciekawa jak się z tym czujesz?
      w woli przypomnienia:
      -to dzięki teściom masz męża (urodziła go Twoja teściowa!)
      i choćby za to należy im się szacunek (pomijam kwestie kultury osobistej)
      jeszcze klika miesięcy temu podpisałabym sie pod tym postem obiema rękoma i
      nogami też ale...zmądrzałam-otworzyłam oczy i przestałam krzywdzić rodziców
      mojego męża.
      pomyśl tylko drugostronnie i przeczytaj swój post jakby napisał go Twój mąż-
      o Twoich rodzicach...
      z.a.j.e.b.i.s.t.e. uczucie co?
      życzę więcej dystansu do siebie (nie zapomnij że masz dziecko któremu należy
      wpoić pewne wartości-te które reprezentujesz względem teściów nie wyglądają
      najlepiej.....)
      i powodzenia...
      ja poradziłam sobie z teściową inaczej-zakumplowałam się z nią chociaż nie było
      mi łatwo..
      i teraz?
      wszyscy są zadowoleni...
    • rano_nie_pracuje Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 05.08.07, 18:46
      skopiowałam tą wypowiedź dalej,
      niech społeczeństwo to oceni :D
    • 18_lipcowa1 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 05.08.07, 19:00
      super tylko nie sadzisz ze dla twego meza krzywdzace moze byc to ze za rodzine
      uwazasz dziecko, jego i swoich rodzicow a jego to juz nie?
      jakbys sie czula gdyby on ci powiedzial ze jego- wasza rodzina,to wy, wasze
      dziecko i jego rodzice?
    • nod26 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 05.08.07, 19:09
      Dobra z ciebie zołza
      • ona49 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 06.08.07, 08:56
        Hm... nie sądziłam że post znajdzie tak duży odzew, ale cóż... Zasadnicze
        pytanie: jakim prawem mnie oceniacie?! Czy napisałam :proszę o radę, o ocenę
        mojego postępowania?! NIE!! Więc po h... piszecie jaka to jestem, burakowata,
        zła, zołza. Skąd wiecie jacy są moi teściowie? Co to za ludzie? Nie pisałam że
        to para uroczych staruszków a ja jestem suka wredna bo mi się tak podoba.
        Dlaczego polacy mają problem z zbyt szybką oceną drugiego człowieka?!
        Nosz k... nie rozumiem Was.
        Co niektórym przedstawiam definicję słownictwa którego używają, chyba nie zdają
        sobie do końca sprawy co piszą.

        Burak (Beta vulgaris ssp. vulgaris convar. crassa var. altissima) – odmiana
        cukrodajnej rośliny przemysłowej należąca do rodziny komosowatych. Stanowi
        drugie na świecie (po trzcinie cukrowej) źródło cukru – około 30-40% produkcji
        światowej.
        zołza pot. «kłótliwa, dokuczliwa kobieta.









        • kasiulkkaa Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 06.08.07, 09:03
          > Co niektórym przedstawiam definicję słownictwa którego używają, chyba nie zdają
          >
          > sobie do końca sprawy co piszą.
          >
          > Burak (Beta vulgaris ssp. vulgaris convar. crassa var. altissima) – odmia
          > na
          > cukrodajnej rośliny przemysłowej należąca do rodziny komosowatych. Stanowi
          > drugie na świecie (po trzcinie cukrowej) źródło cukru – około 30-40% prod
          > ukcji
          > światowej.

          Dla twojej wiadomości, buraku, 3 punkt definicji "buraka".
          sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2446760
          adnicze
          > pytanie: jakim prawem mnie oceniacie?!
          Obok buraka jakoś nie można przejść obojętnie...

          Czy napisałam :proszę o radę, o ocenę
          > mojego postępowania?!
          A jaki był cel twojego postu? Padnijcie na kolana, bo jestem genialna? Czy moze:
          uczcie się ode mnie, buraka wszech czasów.

          Więc po h... piszecie jaka to jestem, burakowata,
          > zła, zołza.
          C.h.u.j pisze się jednak przez "ch". Może dokształć się, bo używasz słów,
          których nie jesteś w stanie napisać.

          > Dlaczego polacy mają problem z zbyt szybką oceną drugiego człowieka?!
          Kim są "polacy". To jakaś odmiana buractwa, której jesteś przedstawicielką?

          > Nosz k... nie rozumiem Was.
          My ciebie, k.u.r.w.a, też:))


          • aweczka Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 06.08.07, 09:10
            Dziwi mnie troch ocena tego postu. Przyznaję że nie wszystko jest oki względem
            teściów, ale założe się że gdyby pierwsza odpowiedż była pozytywna reszta też
            by się posypała. A co do teściów nie zawsze są kolorowi, moi np to starzy
            alkoholicy a teściowa to chora psychicznie kobieta, która wyładowywała swoją
            flustrację na mnie i na moim dziecku, nie dziwię się niektórym że tak
            postępują, serio.
            • magi104 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 06.08.07, 22:58
              aweczka napisała:


              > a teściowa to chora psychicznie kobieta, która wyładowywała swoją
              > flustrację na mnie i na moim dziecku, nie dziwię się niektórym że tak
              > postępują, serio.

              Co na tobie wyładowywała????????????????????
              • mrowka05052007 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 07.08.07, 14:29
                jeżeli jest chora - to tym bardziej nalezy jej się zrozumienie i
                przynajmniej odrobina wyrozumiałości
                (chociaz z doświadczenia wiem, że nerwy puszczają - ale wg. mnie nie
                powinno to byc na "porządku" dziennym)
          • bacha1979 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 08.08.07, 20:57
            Bardziej dosłownie niż kasiulkkaa nie dało sie tego wyrazić.
        • rano_nie_pracuje Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 06.08.07, 23:07
          "Jakim prawem mnie oceniacie?"
          Prawem fora internetowego.
          Znasz definicję?
          Czy przetłumaczyć?
          Jak można pisać "rewelacje" ze swojego
          osobistego (i to kontrowersyjne rewelacje)
          i nie zdawać sobie sprawy że ludzie to ocenią?
          Jak chciałaś napisać "tak sobie",proponuję założyć
          bloga internetowego...
          A sorry... tam ludzie też mogą komentować co piszesz...
          Jakoś mało konstruktywnie podchodzisz do siebie.
          I egoizmu masz aż nadmiar.
          Z Twojego postu można by zrobić Tobie portret psychologiczny..
          Powodzenia.
          Wyrazy współczucia dla najbliższej rodziny.
        • mrowka05052007 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 07.08.07, 14:33
          Pisżac swój post na forum - powinnas się liczyć z tym, że zostanie
          on, a pośrednio również Ty sama, poddany naszej ocenie.
          Były głosy za, i przeciw...

          Owszem - mogłas się obronić (jeśli nie zgadzasz się z naszą oceną),
          niestety jednak jak dla mnie poległaś pisząc swój drugi post i
          potwierdziłaś większosć negatywnych opinii.
          Zarzuciłas nam m.in. słownictwo, którym posługiwałyśmy się
          odpowiadając - sama jednak użyłaś równie niestosownego.

          Przykro mi - ja nie zmienię swojego zdania. Utwierdziłam się w nim.
        • abetta Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 21.08.07, 22:34
          popieram w 100 % ponownie-trzymaj sie-inni jeszcze mają szansę
          doświadczyć tego co my i czego im szczerze życzę-zobaczymy jak będą
          się mądrzyć
    • aserath Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 08.08.07, 11:19
      ona49 jest po prostu napakowana złością i agresją.... ech szkoda, bo nie są to
      konstruktywne emocje...
      • napolnoc Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 08.08.07, 21:57
        Ona49 nie jest zla, tylko myli asertywnosc z chamstwem.
        To oczywiscie wazne, ze uzyskala wolnosc od tesciowej, z tym ze sposoby sa malo
        etyczne.

        Moge miec o kims zla opinie i nie darzyc sympatia, ale staram sie zachowywac
        kulturalnie, czego Ona49 niestety nie robi (czy to wzgledem tescow czy nas....)
        I musi sie liczyc z tym, ze uzewnetrzniajac na forum, niekoniecznie uslyszy
        pochwaly.
        • vincentyna Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 08.08.07, 22:39
          A moze Autorki powinna zalozyc kolejne watki np pt: jak zniewolilam meza,
          tudziez : okielznac bestie czyli o wspolczesnym rodzicielstwie ???
          Niech zacznie pisac ksiazki i udzielac wywiadow, a jej tesciowie niech pojada do
          programu "wybacz mi" i.t.d.
          • bacha1979 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 09.08.07, 07:51
            vincentyna napisała:

            > A moze Autorki powinna zalozyc kolejne watki np pt: jak zniewolilam meza,
            >

            Myślę, że mąż ona49 wylazł spod mamusi pantofla i wlazł pod pantofel żony.:PP
    • hayet Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 09.08.07, 08:37
      Ona49

      podoba mi sie ten fragment :D
      #jak się rozkręci gadaniem w połowie przestaję słuchać i interesuje
      się czymś
      innym,albo udaje że coś miałam zrobić


      ja nie z tesciowa tak robie,ale z innymi jak mnei nudza..wylaczam
      sie tylko mowiac NO aha noo :d
    • abetta Gratuluję pomysłu-też na to wpadłam :) 21.08.07, 22:32
      ja przestałam do nich jeździć w odwiedziny -mąż z dzieckiem sam
      jedzie-o dziwo coraz rzadziej ich odwiedza-ten stan trwa już od
      ponad 3 lat
      jak się spotkaliśmy na komunii u mojego dziecka i na weselu u
      rodziny to tez starałam się unikać z nimi kontaktu- nie zwierzam się
      z newsów rodzinnych, z tego co w pracy, itd.
      im rzadszy kontakt-tym lepiej: przestałam dzwonić z zyczeniami na
      imieniny, dzień matki/ojca, bo stawali się coraz bardziej osmieleni
      i wtrącali się w nasze życie
      nareszcie mam komfort, że nie muszę robić tego co nie chcę czyli ich
      widywać, odwiedzać i rozmawiać z nimi
      masz 100% rację-trzeba spokojnie i bez emocji, żeby nie mieli
      pretekstu, że jesteś żle wychowana i pyskata-moi tesciowie zawsze
      mnie prowokowali a póżniej byli zdziwieni jak nie wytrzymywałam i im
      coś kontrowałam
    • misiakasia25 Re: Jak poradziłam sobie z teściami... 21.08.07, 22:58
      Nienawiść przez Ciebie przemawia! Bój się Boga!

      misiakasia.fotosik.pl
Pełna wersja