Dodaj do ulubionych

Skazana na... ?

09.09.07, 16:27
Nawiązując do wątku poniżej, który wzbudził tyle kontrowersji;)
Trochę dało mi to do myślenia. Bo też, tak jak większość z Was, nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami czy teściami. Wyprowadziłam się z domu kilka ładnych lat temu i wolę mieszkać z obcymi ludźmi (i facetem rzecz jasna:)). Z drugiej strony mam pewnego rodzaju 'ubezpieczenie', że ani u Mamy ani u teściów już nie zamieszkam - po prostu i ja i mój chłopak studiujemy i pracujemy w mieście odległym od domu o 300 km, a więc rychły powrót nam nie grozi.
Doszłam jednak do wniosku, że każda z nas, czy tego chce czy nie zostanie pewnego dnia zmuszona do zamieszkania z matką/teściową, albo przynajmniej czynnego jej odwiedzania. 'Life is brutal' - ojcowie/teściowie pewnego dnia umrą (statystycznie jako pierwsi), matki/teściowe przestaną sobie radzić z codziennymi sprawami. I nie mówię tu o ekstremalnych sytuacjach, w których zaczynają ciężko chorować, o nie! (Odpukać;)) Po prostu medycyna, lżejszy tryb życia robi swoje i żyje się dłużej, ale człowiek nie jest już tak sprawny jak na początku.
Obserwuję taką sytuację u swojej Mamy. Jej ojciec zmarł dwa lata temu, została babcia. Babcia mieszka w mieście oddalonym o 4h jazdy pociągiem, zawsze była bardzo sprawna i ciągle tym pociągiem jeździ. Ma prawie 80 lat. Mama mieszka w domu w małym miasteczku. Babcia wprawdzie wzbrania się przed zamieszkaniem u Mamy, ale przyjeżdża na coraz to dłużej i wyjeżdża na krócej (ciągle ma tam swoje mieszkanie). Ale coraz częściej mówi, że zaczyna brakować jej sił na ciągłe jazdy, a tam też nie wszystko jest w stanie zrobić.
Od prawie 30 lat nie mieszkały razem. Mama wkurza się, bo babcia próbuje wprowadzić swoje porządki, babcia obraża się, bo jej się to nie udaje. Teraz zapanował względny sposób - Mama ma taktykę - po prostu jak babcia wchodzi w wojowniczy nastrój, to ją ignoruje. Babcia, jak ma dosyć, jedzie do siebie i po dwóch tygodniach jest znowu;)
Ale jedno jest pewne - przyzwyczaić się do własnej matki (nawet we własnym domu) - po 30 latach nie mieszkania ze sobą jest bardzo trudno. Z teściową byłoby pewnie jeszcze gorzej.
A jak Wy widzicie siebie w takiej sytuacji? Bo nie można udawać, że problemu nie ma - wprawdzie odłożony w czasie, ale istnieje. Jaka jest alternatywa - może dom opieki? Ale czy to wydaje się być fair - czy Wy mogłybyście nakłonić do tego własne matki czy teściowe? Czy same nie poczułybyście się urażone, gdyby Wasze dzieci nie chciały z Wami zamieszkać?
Post może trochę 'mroczny', ale nigdy nie mów 'nigdy nie zamieszkam z teściową' :)))
Obserwuj wątek
    • burza4 Re: Skazana na... ? 09.09.07, 17:51
      kocham moją mamę, lubię teściową - z żadną z nich nie będę mieszkać
      pod jednym dachem. Właśnie dlatego że je lubię - i wolałabym żeby
      tak zostało.

      kwestię opieki można rozwiązać na różne sposoby, niekoniecznie
      doprowadzając się wzajemnie do szału - co nieomal nieuniknione w
      takich wypadkach. To co pisałaś o relacjach mama-babcia jest mi
      znane. Moja matka po doświadczeniach ze swoją rodzicielką
      zapowiedziała nam, żeby w żadnym wypadku nie rozważać zabrania jej
      do siebie na starość. Co naturalnie nie znaczy, że pozostawię ją w
      razie czego samą sobie.

      wiesz, ja sama nie czułabym się urażona, gdyby moja córka nie
      chciała ze mną mieszkać, powiem więcej - w żadnym wypadku JA NIE
      CHCIAŁABYM MIESZKAĆ Z NIĄ, przede wszystkim dlatego, że nie
      chciałabym obarczać jej swoją osobą - ale również dlatego, że nie
      mialabym ochoty na stare lata dopasowywać się do cudzych zwyczajów.
      Lubię niezależność. Przecież irytacja z powodu życia nie-po-mojemu
      dotyczy obu stron!
      • iminlove Re: Skazana na... ? 09.09.07, 18:37
        Moja Mama, po różnych akcjach babci żartuje, że jeśli będzie się tak zachowywać, mam jej natychmiast przypomnieć jej matkę:) I ona sama też nie planuje zamieszkania ze mną, w żadnym wypadku. Tak jak u Ciebie - bardzo ją lubię, z resztą, teściową też i chciałabym, by tak pozostało.
        Problem tylko polega na tym, że czasami po prostu nie można takiej osoby zostawić samej - nawet pozwolić jej samej mieszkać. No i jeśli mieszka się daleko od domu, ciężko jest odwiedzać matkę/teściową codziennie. Starych drzew się nie przesadza i widzę, że babci bardzo ciężko przyzwyczaić się do innego środowiska. Już nie chodzi nawet o zwyczaje Mamy czy mojego brata (14 lat), ale i różnice kulturowe - babcia całe życie mieszkała w centrum wielkiego miasta, a teraz przychodzi jej 'pomieszkiwać' na wsi. Ciągle od niej jeszcze słyszę, że to nie do pomyślenia, żeby nie mogła kupić tutaj w sklepie mięsnym wołowiny (którą tutaj można dostać np. raz w tygodniu, bo nie jest w tej części Polski zbyt popularna), a ona przecież wszystko gotuje na wołowinie. Nic jej się nie podoba - lekarze prowincjonalni, więc źli, ksiądz w kościele nie taki i tak dalej:) Ale tak na prawdę nie ma alternatywy - Mama jest jej jedyną córką, mąż - jak już pisałam - zmarł.
        Ja się tylko boję, że takie deklaracje, że 'nigdy nie będę z nią mieszkać' można - za przeproszeniem;)) - o kant d... rozbić. Bo co jeśli rzeczywistość przyniesie coś zupełnie nieoczekiwanego? ;)
        • burza4 Re: Skazana na... ? 09.09.07, 19:06
          w twojej wersji to bardzo lightowe problemy:) z moją babcią jest
          znacznie, znacznie gorzej, umysł jej nie szwankuje, ot, tylko
          wszystko wie lepiej i też wszystko krytykuje, łącznie z tym jak moja
          matka robi pranie. "Różnice kulturowe" są nie do zniesienia w
          codziennym życiu, tym bardziej, ze jedną z czołowych jest higienia
          osobista...

          naturalnie, że nie zostawia się starszej osoby samej - ale to nie
          musi oznaczać tylko jednego rozwiązania. Ja w ogóle nie biorę opcji
          wspólnego zamieszkania pod uwagę TYM BARDZIEJ, jeśli w grę
          wchodziłaby ciężka choroba. Co dałoby wspólne mieszkanie, jesli
          wracam często do domu o 20-tej, a bywają takie miesiące, kiedy
          rzadko jestem przed 22-gą, a w dodatku często wyjeżdżamy? w takim
          przypadku zorganizowałabym prywatną opiekę u niej w domu, bądź jeśli
          stan zdrowia by tego wymagał - prywatny dom opieki.
          • iminlove Re: Skazana na... ? 09.09.07, 19:21
            Swoją drogą, słyszałam kiedyś tekst: bądź dobry dla swoich dzieci, w końcu to one będą wybierać ci dom starców:)))
            Prywatna opieka i dom opieki to jakieś rozwiązanie, jednak nie wszystkie matki/teściowe da się tak 'załatwić'. Cześć uzna to pewnie za zdradę, chęć pozbycia się, brak miłości. Cześć się obrazi i nie przyjmie tego do wiadomości.
            Widziałam też takie sytuacje, gdzie starsza osoba była przerzucana z między domami swoich dzieci, niczym zgniłe jajko...
            Być może jest tak, że łatwo nam i naszym matkom mówić o starości gdy jeszcze jej nie doświadczamy. A później to się zmienia - człowiek robi się stary i zaczyna panicznie się bać - że będzie zmuszony mieszkać z obcymi ludźmi, że umrze w samotności... Wtedy może zmienić się podejście do takich spraw jak właśnie mieszkanie czy nie mieszkanie z dzieckiem.
            • burza4 Re: Skazana na... ? 09.09.07, 20:07
              iminlove napisała:

              iminlove napisała:
              > Prywatna opieka i dom opieki to jakieś rozwiązanie, jednak nie
              wszystkie matki/> teściowe da się tak 'załatwić'.

              wiesz, w takiej sytuacji wybór wielkiego nie mają, szczególnie jak w
              grę wchodzi jakaś odległość. Jak sama wspomniałaś - starych drzew
              się nie przesadza, więc coż innego pozostaje jak opiekunka (dom
              opieki to ostateczność)? Chyba nie spodziewają się, że ich dzieci
              nagle rzucą pracę, i będą pełnić rolę ich dam do towarzystwa? KTOŚ
              musi się nimi zajmować, im bardziej chora osoba - tym bardziej
              profesjonalnej opieki wymaga. Skoro większość ludzi pracuje - to
              oczywiste jest, że ta opieka będzie w praktyce świadczona przez
              osoby obce - starszej osobie tym bardziej trudno się odnaleźć, gdy
              dodatkowo są w cudzym domu, gdzie panują inne zwyczaje. U siebie, na
              swoim gruncie opiekunka pomaga im według ich własnych zasad.

              Mojej matce nie odpowiadałoby mieszkanie ze mną, ma inny rytm życia,
              chodzi wcześnie spać, każdy dźwięk jej przeszkadza, my - przeciwnie,
              spać idziemy po północy, często mamy gości. Mama też lubi "po
              swojemu", a musiałby się dostosować do naszego życia, kuchni,
              zwyczajów. Wiem, że z tego względu nawet krótka wizyta ją męczy, i
              wraca na własne śmieci z westchnieniem ulgi.

              A później to się zmienia - człowiek robi się stary i zaczyn
              > a panicznie się bać - że będzie zmuszony mieszkać z obcymi ludźmi,
              że umrze w samotności... Wtedy może zmienić się podejście do takich
              spraw jak właśnie mieszkanie czy nie mieszkanie z dzieckiem.

              być może, choć moja matka i teraz młoda nie jest, o domu opieki mówi
              sama - i świadomie:). Co do samotności - to według mnie lepiej mieć
              dookoła siebie ludzi, którzy choć obcy z początku - mogą stać się
              znajomymi, z którymi ma się wspólne tematy do rozmowy itp. niż tkwić
              samemu w domu przez większość dnia, patrząc jak zegar odmierza
              kolejne godziny. Bo siłą rzeczy - "dzieci" większość dnia są poza
              domem, więc cóż to za opieka?

              co do siebie - nie sądzę, żeby mi się zmieniło, chciałabym żeby
              córka mnie odwiedzała, ale - nie brała na barki mojego życia. Kocham
              żyć po swojemu i odebranie mi swobody decydowania co i jak chcę
              robić wpędziłoby mnie w depresję i byłoby gwoździem do trumny.

              Optymalne rozwiązanie to mieszkanie w pobliżu, ale mimo wszystko -
              osobne.
    • kaatrin Re: Skazana na... ? 09.09.07, 18:00
      Jaka jest alternatywa - może
      > dom opieki? Ale czy to wydaje się być fair - czy Wy mogłybyście
      nakłonić do teg
      > o własne matki czy teściowe? Czy same nie poczułybyście się
      urażone, gdyby Wasz
      > e dzieci nie chciały z Wami zamieszkać?

      Ja raczej bym nie oddala nikogo do domu opieki. Jesli tylko bede
      miala warunki, wezme tesciow/rodzicow do siebie. Liczymy sie z mezem
      z taka mozliwoscia, planujemy tez zamieszkac w poblizu tesciow na
      poczatek. Tesciowie opowiadaja, ze nie chca z nami mieszkac, i ze
      pojda do domu opieki (mieszkamy w USA, wiec to troche lepiej wyglada
      niz u nas w Polsce), ale mysle, ze to tylko gadanie i jak co do
      czego przyjdzie zostana z nami.

      Na pewno takie wspolne mieszkanie jest trudne, co widze po mojej
      Mamie i Babci (dla mamy tesciowej), ktore mieszkaly razem przez lata
      i byly czasem spiecia i frustracje, mimo, ze Babcia jest stosunkowo
      ugodowa osoba.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka