jak nakłonić do rozmowy...

13.10.07, 17:58
trafił mi się egzemplarz małomówny.. zwłaszcza jeśli chodzi o poważne sprawy..
nie powie.. nic...
prośby, groźby, płacze i żale... no żadne moje działania nie działają.. nie
umiem nakłonić go o rozmowy na poważne tematy.. zwykle kończy się moją tyradą...

nie mam już sił.. na poważnie zaczynam zastanawiać sie nad odejsciem.. bo nie
mogę już znieść tej wiecznej ciszy..
    • matsuda Eutanazja, genetyka, polityka? 13.10.07, 19:19
      nie chce z Tobą na te tematy rozmawiać mimo twego płaczu? Może
      przewyższasz go intelektem i zwyczajnie paralizuje go strach biorąc
      pod uwagę że zmuszasz go do rozmowy krzykiem. Hmmm rozwód to jedyne
      wyjście, popieram!!!
    • femme-marie Re: jak nakłonić do rozmowy... 13.10.07, 21:24
      hmmm moze woli nic nie mówić jak sa prosby groźby i tyrady? a na
      niepowazne tematy reaguje? czasem w zupełnie banalnej rozmowie mozna
      o życiu porozmawiać. jeszcze chyba nigdynie udało mi sie z facetem
      podrecznikowo przejsc do meritum, podręcznikowo czyli tak jak w
      poradnikach radzą: ty mówisz porozmawiajmy powaznie , on sie zgadza
      i rozmawiamy:-)to chyba tylko w serialach wychodzi;-)
      • vincentyna Re: jak nakłonić do rozmowy... 13.10.07, 23:19
        znaczy, ze jak, wyszlas za glaza ????
    • nives1 Re: jak nakłonić do rozmowy... 14.10.07, 00:00
      Dawno dawno temu miałam taki egzemplarz przez 3 lata. I w sumie jak
      krestynka ciągle próbowałam i próbowałam... I nic z tego nie
      wychodziło. Ja czasami płakałam a co gorsza najczęściej dawałam za
      wygraną i było tak jak zwykle. Moze byliśmy za młodzi zeby poważnie
      i odpowiedzialnie rozmwaiać a moze on po prostu taki był. A
      skończyło sie na tym ze kiedyś ja w rozpaczy powiedziałam ze nie
      wiem czy to dalej ma sens i wtedy sie dowiedziałam ze mam
      konkurentkę od pół roku. Nie zyczę tego i mam nadzieje ze ty
      dojdziesz jakos do porozumienia. Ja nie potrafłam sie przebić. I
      bardzo cierpiałam po rozstaniu.
      Teraz mam egzemplarz który rozmawiać umie ale czasami dla swietego
      spokoju przytaknie mi sam tego nie chcąc - no cóż - ale docieramy
      się i tu akurat widzę przyszłość. Taką długą przyszłość :)
      Nie będę ci nic radzić. ja cierpiałam potwornie bo to była moja
      pierwsza prawdziła miłość. Ale było warto. Nigdy wiecej nie
      dopuściłam do takich sytuacji. A potem poznałam męża :)
    • kiecha3 małe wyjaśnienia.... długie 14.10.07, 07:25
      nie jesteśmy małżeństwem... na razie próbujemy zbudować związek ( choć mam
      wrażenie że ostatnio to ja próbuję)...
      nasze rozmowy wyglądają tak, że ja mówię, mówię.. a jak sie o cokolwiek pytam,
      to on mi odpowiada że nie wie.. nawet jak go o jego własne zdanie na jakiś temat
      pytam, to on nie wie... albo milczy uparcie...
      mieszkamy ze sobą prawie pół roku - to tez może być źródło problemów, bo to ja
      sprzątam i doprosić sie nie mogę pomocy.. nie zrobi nic dopóki nie ryknę... a że
      mam agresywny i impulsywny charakter, to często mi sie zdarza ryczeć.. mam tego
      dosyć.. nie chce być SS-manem we własnym domu.. marzyłam o związku partnerskim,
      gdzie jedna osoba mówi co jej się podoba lub nie, a druga określa swoje zdanie
      na te tematy.. ale nie mogę sie doprosić o rozmowę... jak już to ja mówię.. a on
      milczy..
      ktoś pisał o różnicy intelektualnej.. nie wiem czy wykształcenie odzwierciedla w
      100% poziom osoby, ale u nas jest tak, że ja skończyłam 2 fakultety, a mój
      jeszcze studiuje, i to z problemami..

      Nie o takim życiu marzyłam.. nie chce być Herod-babą.. a nie widzę innego
      wyjścia jak przez rozmowę.. a nie umiem nakłonić go do niej..

      wybaczcie ze tak długo
      • oxygen100 Re: małe wyjaśnienia.... długie 14.10.07, 09:33
        Wyluzuj. Stłamsiłaś faceta i wycofał się w głąb siebie. Ot co.
        • matsuda Ty 2 fakultety on ledwo ciągnie 14.10.07, 11:02
          już go podumowałas tymi słowami więc ja też nie odważyłabym sie
          rozmawiac o sensie świata z Bogiem
          • kiecha3 Re: Ty 2 fakultety on ledwo ciągnie 14.10.07, 11:24
            ech... niewykluczone że go stłamsiłam...

            wcale nie miałam zamiaru go podsumować w en sposób.. starałam sie przedstawić
            fakty.. bo ktoś mówił o poziomie inteligencji.. zaznaczyłam jednak iż nie uważam
            żeby to było odzwierciedlenie osoby..
            zwracam się po poradę, nie po krytykę.. chyba że konstruktywną..
            wiem że nie jestem ideałem, i że mam władczy, dominujący charakter... tego mi
            tłumaczyć nie trzeba.. chcę waszych rad co dalej.. jak wy byście się zachowały..
            • chiara76 Re: Ty 2 fakultety on ledwo ciągnie 14.10.07, 11:59
              wiesz, pierwsze słyszę, żeby wykształcenie było powiązane z gadatliwością czy
              małomównością.
              Są różne charaktery i tyle. Ekstrawertycy i introwertycy, ja to tak postrzegam.
              Jak Ci to teraz tak przeszkadza, to faktycznie dobrze to na przyszłość nie rokuje...
              • kiecha3 Re: Ty 2 fakultety on ledwo ciągnie 14.10.07, 18:37
                nie łączę tych dwóch rzeczy.. przynajmniej staram się... rozumiem że są ludzie o
                różnym potencjałem mówności ;)

                tyle że mnie nie przeszkadza jego małomówność.. tylko brak rozmowy na poważne
                tematy.. sytuacja zwykle wygląda tak ze ja mówię, a on milczy.. staram sie
                przekazać co myślę.. a on nic.. jak to ciele w malowane wrota.. jedyne co z
                siebie potrafi wydusić to "ja nie wiem" .. co mnie wnerwia i zaczynam się
                unosić.. pogadam, pokwękam.. dam sobie spokój.. a on myśli że to już.. tylko że
                to we mnie się zbiera, zbiera.. aż w końcu boję się ze nie wytrzymam.. bo ileż
                można znieść.. przez to wszystko to ja żądze domem, naszym życiem.. to ja jestem
                obrotna i ambitna.. oboje mamy marzenia, ale tylko ja (mam wrażenie) robię
                cokolwiek by je osiągnąć, zrealizować.. on woli pozostać w sferze imaginacji..
                • madziaq Re: Ty 2 fakultety on ledwo ciągnie 16.10.07, 16:40
                  A mozesz zdradzic, co to sa "powazne rozmowy"? Bo u nas w zwiazku cos takiego
                  nie istnieje. Nie mam na mysli, ze nie rozmawiamy ze soba, albo ze rozmawiamy
                  tylko o dupie marynie, po prostu, jak ktos wyzej napisal, nie zdarzylo sie mi
                  (ani mojemu mezowi) zarzadzic, ze "musimy porozmawiac powaznie o
                  dzieciach/naszym zwiazku/tesciowej/czyms tam jeszcze" i rozpoczac pogadanke na
                  ten temat. Jak wyplynie jakis temat, czasem czysto akademicki, potrafimy sie o
                  to klocic godzinami (a raczej nie klocic tylko argumentowac za przeciwnymi
                  racjami - dla satysfakcji), jak jest jakas awanturka, to oboje czujemy potrzebe
                  zeby to wyjasnic, z czego wyniklo itp. Ale gdybym uslyszala "kochanie, musimy
                  powaznie porozmawiac", to chyba bym sie wystraszyla. Moze twoj facet tez tak ma.
                  • aleola1 no coz 16.10.07, 17:16
                    wlasnie ona marzy o czyms takim co ty uwazasz za normalne, ze nie
                    trzeba rozmawiac o tych "powazynch" sprawach i samo z siebie
                    wszystko przychodzi. Jestes szczesciara bo ja np kilka razu
                    sproowkowalam rozmowe (nie awanture) na wg mnie wazne tematy np o
                    tym zeby wiecej myslal o domu i to co w nim zrobi i zeby nie czekal
                    az powiej "ej stary trza posprzatac" o tym ze po pewnym czasie w
                    zwizku zaczelo mi brakowac pewnych jego gestow o tym skad sie wzial
                    kryzys w naszym zwiazku itd i jestem niesamowicie zadowolona ze
                    takie rozmowy przeszlismy bo bardzo fajny zwiazek zbudowalismy i
                    widze ze warto bylo i warto jest siasc i powiedzec co mi po glowie
                    chodzi.

                    DO autorki wątki: rozumiem cie, i rozumiem o co chodzi oskarzajacym
                    cie o osaczenie, to taka petla ty chcesz rozmawiac on sciana to ty
                    mocniej a on skala i ty histeria a on sie zamyka bo jestes
                    klotliwa... z niektorymi mezczyznami ciezko sie rozmawia. Ja bym
                    radzila ci usiasc i na spokojnie powiedziec mu ze nie oczekujsz jego
                    odpowiedzi teraz powiedziec na spokojnie o co ci chodzi i nie na
                    zasadzie "ty mi nie dajesz ciepla" tyklo "brakuje mi ciepla w
                    zwiazku" (subtelna roznica a jakie daje efekty) i potem na spokjnie
                    ze chcialbys zeby on to przemyslal jezeli chce i powiedz mu jak
                    bardzo ci zalezy ale nie "ja sie staram ty nic" tylko "bardzo mi
                    zalezy byciu z toba". ZObaczysz jezeli zwiazek ma sens to on bedzie
                    chcial przemyslec jezeli rozjechaliscie sie i to nic nie da chyba
                    warto pomyslec o tym czego sie na prawde chce od zycia.
                    • madziaq Re: no coz 16.10.07, 17:42
                      Odnośnie sprzątania, to ja swojemu też czasem coś wygarnę i też skutek jest co
                      najwyżej krótkoterminowy ;-) Ale że sama, delikatnie mówiąc, nie jestem
                      pedantką, to mi to nie przeszkadza aż tak bardzo.
                    • kiecha3 Re: no coz 17.10.07, 06:53
                      aleola... masz 100% rację...
                      dokładnie tak wyglądają nasze spięcia (nazwijmy to).. ale robiłam coś w podobie
                      twojej rady.. powiedziałam mu na spokojnie (starałam się) co mi sie podoba, co
                      nie, co bym chciała zmienić, a co chciałabym by pozostało takie jakie jest.. co
                      prawda nie używałam tych sformułowań jakie mi radzisz.. jeszcze wtedy nie było
                      twego postu.. i zostawiłam go z tym.. co prawda nie byłam kochaną (nie
                      przytulałam się, nie mówiłam nic co nie było konieczne, "tak, nie niewiem" -
                      chyba pierwszy raz to ja byłam małoówna), ale po 2 dniach.. sam zaczął wieczorem
                      rozmowę.. i widzę zmianę w jego zachowaniu.. zobaczymy czy to długotrwały efekt...

                      wszystkim dziękuję ;)
                      i za rady, i za krytykę... każdemu czasem potrzebne...
                      • asiek06 Re: no coz 17.10.07, 08:31
                        Mój mąż jest jeszcze gorszym egzemplarzem-ale my mamy o wiele więcej
                        kłopotów ogólnie. Ale jeśli chodzi o rozmowy to ja ostatnio
                        próbowałam zastosować dokładnie odwrotne zachowanie-zamiast za nim
                        chodzić i prosić o rozmowę-po prostu zamilkłam i zajęłam się sobą i
                        swoim zyciem-i jest mi z tym dobrze a mąż tak jak nie chciał i nie
                        umiał rozmawiać ze mną jak prosiłam go o rozmowę i wykazywałam chęć
                        tak jak milcze i robię swoje-on nadal jest taki jaki był-nic na
                        niego nie działa-prośby, tłumaczenia,cisza-kompletnie nic go nie
                        rusza a ja zaczynam coraz bardziej poważnie mysleć o rozwodzie bo na
                        dłuższą metę to nie idzie żyć z takim człowiekiem-ja mam w każdym
                        razie serdecznie dosyć.
                      • aleola1 wiec 17.10.07, 10:25
                        ciesze sie ze jakos sie idzie to do przodu.
                        :)
                        • wielorak Re: wiec 18.10.07, 15:14
                          jak groźby prośby i żale nie pomagają to może spróbuj "śmiechoteriapią".. :-)
                          • aleola1 Re: wiec 18.10.07, 18:45
                            proponuje tak:
                            gdy on siedzi i nie chce rozmawiac zamknij okna zamknij drzwi i zacznij rozpylac
                            gaz rozsmieszajacy atmosfera na bank sie poprawi;)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja