karolina988
15.12.07, 20:57
wiem ze wątek się powtarza ale każdy przypadek jest indywidualny :-)
od 10 lat jestem mężatką, kilka lat mieszkalismy z tesciami i oczywiscie tam
swieta spedzalismy (do mojego domu jezdzilismy na kilka godzin :-( tesciowa
twierdzila ze nie potrzebnie tam jedziemy bo u niej jest nasze miejsce, a ze
bylismy mlodzi i glupi ,nie chcielismy wojny domowej ,wiec dostosowywalismy
siedo jej durnych zasad.) od kilku lat jestesmy na swoim i w wigilie jezdzimy
do mojego domu a pozniej na 2-ga wigilie do tesciow.smieszne jest to dla mnie
,tesciowa ciagle ten sam tekst "czemu nie mozem u niej zostac " itd. kolejne
dni swiat u tesciowej sa blewane i to porzadnie, sa sasiedzi i rodzina,
wszyscy chlaja do upadlego, a synowa usluguje .rzecz dzieje sie na wsi i nie
wiem czy tam maja taka tradycje ze swietuja od wigilii do sylwestra...
w tym roku powiedzielismy STOP> koniec z jazdami od jednych do drugich,to jest
paranoja zeby ciagac sie z 3-ka dzieci , wszedzie na czas, jak spoznimy sie
pol godziny to malo co nie dochodzi do awantury z tesciowa,podwojny mikolaj,
podwojna wigilia,wszystko x2.
ja swojej rodzinie powiedzialam zeby przyjezdzali do nas, bo razem z mezem i
dziecmi chcemy w domu siedziec. widzielismy sie w tym roku 2 miesiace tylko i
chyba cos nam sie nalezy, a ze przyjezdza tylko na 3 tygodnie a pozniej znowu
wyjezdza na 2-3 miesiace to tym bardziej. u mnie nie mieli nic przeciwko.
maz troche bal sie reakcji swojej matki, ale tez powiedzial jej przez telefon
ze w tym roku chcemy byc w koncu i siebie i zaprosil ich do nas.dzis mialam
tel. od tesciowej, mowi do mnie podniesionym glosem i z pretensja "slyszalam
ze w tym roku nie przyjezdzacie na swieta, co wy robicie najlepszego,
zostawiacie matke i ojca samych na swieta, do czego to podobne itp itd. " ja
jej mowie, ze ile mozna ciagac sie z dzieciakami,zapraszamy serdecznie do nas
na wigilie, wam lepiej jest przyjechac,nie musicie sie pakowac za duzo,bez
zamieszania w domu" i takie tam. ona oczywiscie swoje.maja przyjechac w
poniedzialek i wyjasnic sytuacje.
ja nie odstapie. swieta u niej w domu to impreza na calego, z
tancami,rzyganiem ,klotniami ,wrzeszczeniem i szeptaniem tesciowej do
wszystkich gosci po kolei jaka ma wredna synowa ,nic nie pomaga,nie wypije
kieliszka (dodam ze jak jestem na swieta to zawsze zmywam stosy talerzy,
donosze do stolu,sprzatam , a ona nic nigdy nie widzi, jak bym tego nie robila
to byla by gadka, ze po co ona ma sprzatac i to wszystko robic jak ma synowa)
mam jej dosc.mam nadzieje ze maz sie nie rozmysli.