bormta
18.01.08, 20:58
jesteśmy prawie 4 lata po ślubie, jest też mała córeczka.na mnie spadało w 80% opłacanie wszytskiego, jeszcze się uczył. potem skończył ( upraszam bo długie) ale nie za bardzo chciał pracować. to powodowało spięcia , ale w e mnie anjbardziej, bardo go kocham, więc czekałam. potem popsuło się wszytsko - sex i nawet juz nie rozamwialiśmy. usiadłam przd świętami i mówię że musi coś sie zmienić - albo, albo a on sie wyprowadził.do mamy swojej. i jak raz przyszedł to się okazalo ( zadzwoniłajakaś panna) że sie z kims spotyka.miałam nadziejęl, że o nas powialczy mnie i córcie, że przemyli, a moja teściowa waża że to moja wina bo go przyzwycziłam do tej sytacji. moze, biore to na siebie -a le czy nie miałam prawa żadać zmian ? mialam nadzieję, ze przyjdzie i powie - tak, taraz nedziemy starac sie razem , kocham cie i takie tam - a on sie spotyak z kimś. czasem jestem wsciekła. ale czesciej zla na siebie, ze nie umialam zadbac o ten zawiazek bardziej - jestm mi smutno na maxa. ale z drugiej strony nie chce sie winic w kolko. w koncu robilam co oglam, zebysmy mieli co jesc ( nie przesadzam- tkwie w kredycie) mam metlik .