Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-(

01.02.08, 20:54
Jestem w związku ze wspaniałym facetem on mnie kocha i ja jego...tylko dzieli
nas duża odległość plus jeszcze moja praca i studia i jego praca powodują to
że widzimy się raz na 2 tygodnie, czasem rzadziej.Z jednej strony mamy
ustalone że jak skończę studia czyli za dwa lata bierzemy ślub i wtedy
odległość już nie będzie przeszkodą..ale z drugiej, miłość powinna dawać ci
szczęście..a ja znowu siedzę w weekend i mam doła i płacze.....mam faceta a
siedzę sama. Czy to ma sens??Może któraś z was była w takiej sytuacji bo ja
już nie wiem co zrobić..chce z nim być, ale nie chce mieć samotnych
wieczorów.Nie piszcie, mi że ma gdzieś wyjść, bo moi najlepsi znajomi są ze
swymi połówkami i nie będę z nimi siedzieć jako ich przyzwoitka...
    • enith Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 01.02.08, 23:37
      Najwyraźniej nie nadajesz się do związku na odległość. Napisz, czy dobrze rozumiem, że jeszcze przez najbliższe dwa lata będziecie się widywać raz, maksymalnie dwa w miesiącu, a potem ślub? Moim zdaniem nie da się dobrze poznać partnera widując go przez 2-4 dni w miesiącu, więc o ile wasz związek przetrwa, nie spieszcie się tak z jego legalizacją. Zamieszkajcie razem, poznajcie się lepiej, a dopiero potem podejmujcie długofalowe decyzje, jak zakładanie rodziny. Początki związku z moim obecnym partnerem (teraz już mężem) też nie były łatwe ze względu na odległość (ja w Polsce, on w USA), ale ja przynajmniej wiedziałam, że rozłąka potrwa maksymalnie trzy lub cztery miesiące. Nie czekałabym dwa lata, bo przerobiłam wcześniej związek na odległość i widywanie się raz w miesiącu to dla mnie parodia związku (podkreślam, dla mnie). Czy istnieje możliwość wcześniejszego wspólnego zamieszkania? Przecież ludzie dla miłości potrafią nie takie przeszkody pokonywać (znam z autopsji).
    • female01 Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 02.02.08, 00:53
      zgadzam sie z enith. Ale inna sprawa, ze 2 lata rozlaki przy kolejnych 70 razem to malo :)
      • miaau Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 02.02.08, 08:34
        5 lat - ja w niemczech on w polsce, od ponad 1,5 roku po ślubie od 1,5 roku
        mieszkamy razem - warto było się przemęczyć :-)
    • iminlove Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 02.02.08, 12:23
      Byłam:)
      Po liceum (rok bycia razem) poszliśmy na studia do dwóch różnych miast (Poznań i
      Warszawa). Szczerze mówiąc, nie wierzyłam, że to wypali, dawałam sobie kilka
      miesięcy (tym bardziej, że pozostałe licealne związki na odległość się
      rozpadały). Ale udało się. Jakoś tak po półtora roku doszliśmy do wniosku, że
      skoro zakładamy, że chcemy być później razem (czyli - mieszkać w tym samym
      mieście), to może któreś z nas powinno się przenieść do drugiego. Padło na mnie
      (w Warszawie jednak perspektywy pracy są lepsze, no i miałam zmieniać szkołę na
      lepszą). Nie powiem - było ciężko, w Poznaniu zostawiłam przyjaciół i szkołę w
      połowie studiów, ale dzisiaj mogę powiedzieć, że się opłaciło:) Teraz mieszkamy
      razem, pracujemy, a nasi rodzice już nam planują ślub;)))

      W każdym razie doskonale Cię rozumiem, bo wiem jak to jest mieć doła, bo jego
      nie ma (my spotykaliśmy się co tydzień, ale to też nie to samo - bo co zrobić,
      jak się np. dostanie grypy w środku tygodnia i potrzebny jest ktoś, kto zrobi
      herbaty?). W każdym razie mam dwie rady:

      1. Nie bierz ślubu zaraz po przeprowadzce. Nie ma sensu. Mimo wszystko związek
      na odległość to nie to samo co normalny związek. Jak widzisz go raz na dwa
      tygodnie, to robisz się dla niego na bóstwo, robisz mu super obiad i w ogóle
      masz dla niego 100% swojego czasu (i on dla Ciebie też). Może się okazać, że w
      ogóle go nie znasz - bo nie widzisz go, jak np. wraca zmęczony z pracy. Nie
      wiesz jak to jest, kiedy on nie ma dla Ciebie czasu, bo np. chce wyjść z
      kolegami na piwo:)) Tak naprawdę nie masz zielonego pojęcia, jak mogłaby z nim
      wyglądać codzienność.

      2. Jeśli masz w planie przeprowadzić się do niego po studiach, to spróbuj już
      teraz. Piszesz, że za dwa lata kończysz studia, więc może spróbuj zdać tam na
      magisterskie? Ja w każdym razie jestem żywym dowodem na to, że jeśli ma się
      trochę samozaparcia, to można:) No i drugi argument - na ostatnim roku dużo osób
      już pracuje - myślę więc, że lepiej zacząć wcześnie szukać pracy w miejscu
      docelowym:)

      Pomyśl o tym;))
      Pozdrawiam:)
    • marita_ie Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 02.02.08, 15:09
      ja bylam w takiej sytuacji,prez trzy lata.350 km roznicy.ja praca i studia u
      siebie on szkola u siebie. w sumie bycie razem odkladalismy,jak ja skoncze albo
      on tamto.nikt nie chcialporzucic swego zycia.rozstalismy sie bo mialam dosc
      takiego wlasnie zycia na odelgło,śc.postanowcie cos,bo im dluzej tym gorzej.
    • pronovia Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 02.02.08, 20:14
    • pierwszy_poruszyciel Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 01.03.08, 21:19
      Ja od trzech lat żyję w związku 'na odległość' - niemałą, bo On jest na Wyspach. Za pół roku planujemy wziąć ślub i ja do niego wyjadę. Na początku wszyscy się stukali w głowę - łącznie z moją rodziną. Ja też nie raz i nie dwa zastanawiałam się, czy to nie jest kompletne wariactwo. Widujemy się kilka razy w roku - w tym pomieszkujemy razem przez 2-3 miesiące jak ja mam wakacje. I jakoś dajemy radę. Nie załamuj się i nie uciekaj od ludzi. A na spotkaniach nie jesteś 'przyzwoitką' i na pewno nie jesteś tak odbierana! W końcu jak ludzie sie w większym gronie spotykają to przyzwoitka nie jest konieczna ;) Wiem, że nie jest łatwo - ale bardzo wiele zależy od was - jak mocno się kochacie, a przede wszystkim jak bardzo sobie ufacie. Bo jak nie ma zaufania to przy takim układzie można zwariować. I nie licz na to, że ludzie zrozumieją Wasz układ. Nie patrz na to, co Ci życzliwi radzą. Ciesz się, że znalazłaś swoją drugą połówkę. I nie jest tak, że na tych spotkaniach wszystko jest idealnie - ja mam wrażenie, że jest na odwrót - one są bardziej intensywne niż w 'normalnym' związku - w jedną i drugą stronę. Przez ten krótki czas 'bycia razem' nie dość, że się trzeba sobą nacieszyć to jeszcze mnustwo spraw wyjaśnić, takich, o których nie da się porozmawiać przez skype... Każdy związek jest inny, ja jeszcze na swój happy end czekam i mam nadzieję, że on nastąpi ;) Natomiast głęboko wierze, że jak dwoje ludzi się kocha, chce być ze sobą i potrafi rozmawiać to wszystko jest możliwe ;)
    • substantiv Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 01.03.08, 23:47

      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=30260

      + + +
      Miałbym rozwiązanie, ale ono nie pasuje do tego poblemu.
    • panna.w.paski Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 02.03.08, 15:28
      Jestem w takiej sytuacji od dwóch i pół roku.Zaczęliśmy być w II klasie LO,on
      studiuje we Wrocławiu, ja w Warszawie.Rozstaliśmy się w zeszłym roku na 6
      miesięcy, jednak (po związku z innym facetem)zrozumiałam, że z nim to jest
      TO.Bywa ciężko,brak mi go fizycznie w codziennych sprawach -mimo,że rozmawiamy
      codziennie i widujemy się tak często jak się da(raz na 2-4 tygodnie, w okresie
      sesji rzadziej). Mimo tego wierzę,że jeśli ludzie się kochają i chcą być ze sobą
      to mają szansę być razem.Chybadojrzałam do tego,żeby zamieszkać z nim w czasie
      wakacji a po studiach, kiedy zamieszkamy razem, najpierw chcę zobaczyć jak to
      będzie działało ( w przyziemnych kwestiach:obowiązki domowe, spędzanie wolnego
      czasu), po jakimś czasie ślub i jeszcze później dziecko.Myślę, że to odpowiedni
      facet dla mnie na przyszłość, ale nie będę się z tym spieszyć.
      PS W przyszły weekend do niego jadę i nie mogę się doczekać :)
      • das.krokodil Re: Kocham ale chyba nie jestem szczęśliwa...:-( 02.03.08, 15:47
        Ja żyję w związku trudnym już ... 8 lat. Nasz związek, początkowo
        szczeniacki, zaczął się 2 miesiące przed maturą. Zaraz po maturze ja
        dostałam się na studia a on wyjechał poszukać szczęścia za granicą -
        znalazł to szczęście dość szybko, bo w ciągu roku rozkręcili ze
        znajomym dużą firmę. Podczas moich studiów widywaliśmy się raz na
        1,5 miesiąca, pózniej on zaczął studia w Polsce (indywidualny tok
        nauki), więc bywał co jakiś czas, mieszkaliśmy ze sobą ... po mojej
        magisterce wzięliśmy ślub, mieszkałam trochę z nim za granicą,
        trochę on tutaj, potem urodziła się Józefinka ... kupiliśmy
        mieszkanie w Polsce. Teraz zyję w zawieszeniu pomiędzmy Polską a
        dalekim krajem, córeczka niespełna roczna ma za soba kilkanaście
        podróży samolotem ;) Bardzo się kochamy. Jesteśmy szczęśliwi, mimo
        rozstań. Czekam na niego z utęsknieniem zawsze, teraz np jestem już
        3 tygodnie sama z dzieckiem, ale już w piątek powitam go na lotnisku
        i będziemy razem aż do połowy kwietnia :) Dasz radę, jesli to
        prawdziwa miłość :)
Pełna wersja