kobieta96
05.02.08, 23:17
Jesteśmy parą od liceum, wiele razem przeszliśmy i przeżyliśmy dobre
chwile i niestety bywały też kryzysy... już wydawało mi się, że w
koncu się dotarliśmy, ze zapanował spokój i harmonia ... niestety
chyba się pomyliłam...
Otóż mój narzeczony miewa "humory"... ma cgodziny/dni kiedy bez
wiekszego/wazniejszego powodu przestaje sie do mnie odzywać, ot tak
poprostu ... o tym, ze własnie ma humor dowiaduje się zawsze, kiedy
zadaje mu pytanie i nie dostaje odpowiedzi i niestety nie jest tak,
ze nie słyszy ... poprostu się nie odzywa. Swiadomie milczy i nie
reaguje na moje pytania!!!!
Dzis np. kiedy widziałam już, ze własnie wrócił zaponiany przeze
mnie "foch" spytałam wprost domagając się odpowiedzi czy będzie ze
mna rozmawiał, odpowiedział mi, że nie "NIE" !...
przyczyna?niestety... błaha, prozaiczna sprawa dnia codziennego. Pod
wpływem zarzutów, że czegoś tam nie kupiłam (chyba herbata), a się
kończy odpowiedziałam asertywnie że sam tez może to kupić jesli ja
załatwiam inne sprawy...dopytywał sie o co mi chodzi, więć
przyznałam, ze nie podoba mi się, ze uszkodził samochód a ja sama
musiałam najpierw jezdzić z nim do serwisu, a teraz znów muszę
jechać składać reklamacje, bo Ci w serwise zle naprawili .. itd.
a niestety do serwisu musiałam sama jechać, bo mój narzeczony
samochod uszkodzil w weekend, (a w tygodniu ja jezdze)... na moje
ponaglenia, że naprawą trzeba się zająć szybko (uszkodzenie
zwiekszało ryzyko wypadku) odpowiedział mi, ze on pracuje i nie ma
na to czasu (ja tez pracuje!!!), poza tym on nie jezdzi samochodem
(!!!). Moze go naprawić dopiero w nastepny weekend.
Ręce mi opadły pod wpływem takiej postawy, powiedziałam, ze to
chamskie zachowanie i ze nie podoba mi się to, ale cóż ... przecież
bić się nie będę, serwis mam po drodze do pracy więc do serwisu
pojechałam sama...
Potrafię dogadać się z mechanikiem, ale nie podoba mi się, że spada
to tylko na moją głowę. Oboje przeciez pracujemy i mamy ograniczony
czas. Nie stanowiłoby to dla mnie wiekszego problemu, gdyby mnie o
to proposił, ustalił/porozmawiał ze mną ... ba zrobiłabym to z
przyjemnością, bo kocham go ... ale jeśli stawia mnie w sytuacji bez
wyjścia a po zwroceniu mu uwagi, ze zle się zachował serwuje
mi "focha" świadomie mnie raniąc swoją igoracją to wierzcie mi... to
naprawdę potrafi bardzo zaboleć ...
I bardzo bolą mnie te jego "fochy" te chwile milczenia i świadomego
ignorowania mnie ... przecież wszystko mozna rozegrać inaczej.
Wystarczyłoby, zeby powiedzial, słuchaj Kochanie podniosłaś mi
cisnienie/ nie mam ochoty rozmwiać, daj mi chwile itd. Zrozumiałabym
i wiele razy mu o tym mówiłam, ze takie zachowanie rani, ze przeciez
mozna inaczej ...
Zastanawiam sie czy inni mezczyzni tez sie tak zachowuja, niestety
nie mam porownania ... moze to ja przesadzam? Nie wiem, ale jak na
to nie spojrze to wychodzi mi, ze jak nie ma problemów (patrz
problem z autem) to jest OK, ale jak sie juz zjawi, a ja ośmiele się
zwrócić uwagę ze on zle postępuje, to otrzymuje w
prezencie "focha" ... sorki za ironię... nie mogłam się
powstrzymać ...
czy wszyscy tak mają???