izka82
08.03.08, 19:46
Mam 25 lat i moglabym zdecydownie stwierdzic, ze trafilam na ideal
mezczyzny.. Zakochalam sie w nim "na zaboj" i nasza milosc kwitnie
dzien po dnu. Jestesmy rok po slubie. Mieszkamy za granica (on nie
jest Polakiem), wynajmujemy male mieszkanko i planujemy przyszlosc.
Jest pozadanie, romans, szacunek i zaufanie. Moj maz daje mi
wszystko o czym kobieta moze marzyc. W kazdym jego gescie i
spojrzeniu widze, jak bardzo mnie kocha.. Slucha mnie kiedy mam cos
do powiedzenia, zwierza, gotuje, zawsze daje mi pierwszenstwo wyboru
jaki film obejrzymy, co zjemy na obiad...Kazdego dnia powtarza mi,
jakim jest szzcesciarzem.. Czuje sie wazna, piekna i pozadana, jak
nidgy wczesniej nie czulam sie przy nikim..
Oczywiscie, mam czasem czarne mysli, jak chyba kazda kobieta. Wiem,
ze w przeszlosci mial wiele kobiet i lubil to zycie, nie by idealny.
Jednak chyba na kazdego przychodzi czas. Trzeba byc gotowym,
wyszalec sie a wtedy...czekac na milosc.. My czas szalonych imprez z
kumplami mamy juz za soba. Teraz potrzebujemy tylko milosci.. I
znalezlismy siebie..
Wiele zwiazkow rozpada sie, bo zwyczajnie nie ma milosci, albo ktos
na ta milosc nie byl gotowy. W zwiazku potrzeba dawac, a nie tylko
brac i czekac na gotowe. W zwiazku trzeba szanowac druga strone, a
nie byc egoista.
Cala rzecz plega na dopasowaniu..