zonnak
24.03.08, 09:33
Bardzo czesto klocimy sie z mezem, zwlaszcza w weekendy. Czuje sie wtedy
totalnie wypruta, zmeczona, rozbita. Nie umiem sie wtedy niczym zajac i
zupelnie nie wiem co ze soba zrobic. A i tak gorsze od tych wszystkich
wrzaskow i klotni jest dla mnie jego ciagle dopraszanie sie o uwage i dazenie
do zgody - jak sie komus ublizylo i mocno urazilo, to naprawde trudno
oczekiwac, ze ta urazona osoba przejdzie latwo do porzadku dziennego nad
wszystkim.
Dlaczego on, do chole.., uwaza, ze kiedy jest zdenerwowany, moze mi
powiedziec: jestes kretynka, idiotka, jestes popierdo..na, odpierd.. sie,
jestes pojeb...,odwal sie, a potem tlumaczyc, ze tak nie mysli o mnie, ze on
byl "tylko" zdenerwowany?
Ostatnio w sobote, kiedy dostalismy listy od jego siostrzencow, ja
stwierdzilam po ich przeczytaniu, ze rodzice wlasciwie powinni powiedziec
dziecku, ze czyjes imie pisze sie z duzej litery i od tego komentarza
rozpoczela sie dwunastogodzinna awantura polaczona z wykrzykiwaniem, ze jestem
popierdol..., bo zamiast cieszyc sie z listu, czepiam sie.
Moze i nie powinnam tak komentowac, nie wiem, ale czy to jest powod do takiego
wsciekania sie, do chole..?
Chyba chce sie rozwiesc.