easthaven
05.04.08, 16:47
Witam, jestem tu nowa...
Właściwie nie wiem jak ująć cel stworzenia tego wątku... W sierpniu wychodzę
za mąż. Jesteśmy już z moim narzeczonym bardzo długo ze sobą, ponad 8 lat. Ja
jestem bardzo przeciwna instytucji małżeństwa. Nie dlatego ze to jest teraz
modne, tylko dlatego, że w mojej rodzinie większość małżeństw to katastrofy.
Próbuje sobie tłumaczyć, że ślub nic nie zmieni, że to, że innym sie nie
udaje, nie znaczy ze nam sie nie uda... Bardzo mnie to meczy psychicznie...
Zapytacie pewnie, dlaczego to robie. Zabrzmi prozaicznie. Z miłości. Ale nie
takiej z powodu jakiej zazwyczaj wychodzi sie za mąż. Ja w tym nie widzę nic
dla siebie. Kocham mojego faceta, i moja mamę. Wiem , ze to dla nich ważne.
Dlatego to robię. Ale przymierzanie sukienek ślubnych, i inne duperele budzą
we mnie straszny wewnętrzny opór. Taka wewnętrzna wojna miedzy tym co myślę,
tym co robię.
Nie oczekuję od Was porad, wiem, że sytuacja jest komiczna, domyślam się, że
wiele z Was mnie nie zrozumie. A jednak spytam, czy któraś z Was czuje tak jak
ja? Bądź czuła? Jak sobie z tym radzicie, lub radziłyście?