Mam taki problem....

13.04.08, 14:07
Mianowicie chodzi o moich rodziców do wszystkiego mi sie wtrącaja najpierw mi
wybierali do jakiej szkoły mam chodzic jak mam sie ubierac i z kim mam sie
przyjażnic ale teraz mam tego wszystkiego dosc chca mi wybierac chłopaka.
Zawsze słyszałam ten nie będzie bo nie ma matury ten nie bedzie bo po
zawodówce ten nie bo cos tam i mam tego teraz dośc. poznałam cudownego faceta
jest nam ze soba bardzo dobrze planujemy wspólne zycie ślub dzieci a oni tego
nie rozumieja. Jestem na studiach na pierwszym roku. I teraz od kąd
dowiedzieli się ze z nim jestem to ciąglę że zaraz w ciązy będe ze studiów nie
skończe że sie tylko będe nadawała by w polu robic i to nie bo nie
potrafie<mieszkam w małej wiosce> ze w ogóle nic nie potrafie ani sprzątac ani
gotować no nic Zawsze mnie traktowali jak kogos gorszego. Brata za to
wychwalaja pod niebiosy co z tego ze ja mam bardzo dobre oceny na studiach co
z tego zę sie staram oni tego nie rozumieja tylko jeszcze potepiaja. Wczoraj
przyszedł do mnie mój i jak poszłam do kuchni po herbatke to była awantura ze
nic nie robię ze do niczego sie nie nadaje i w ogóle A staram sie jak mogę.

Mój chłopak sie przejął troche tym jak oni mnie traktuja z początku pytał sie
mnie dlaczego ja tak rzadko kiedys przyjezdzałam ze studiów tylko wtedy gdy
musiałam <teraz przyjezdzam częściej dla niego> odpowiadałam mu że tak jakos
ale wczoraj zobaczyła jaka jest atmosfera w moim domu i mnie było tak
strasznie wstyd ze widział jak płaczę że słyszał jak sie na mnie dra jak mnie
wyzywaja że mi to tylko jedno w gowie <picie palenie i pierd....e > a ja taka
wcale nie jestem kiedys byłam naprawde usmiechnięta wesoła <teraz tak jest jak
jestem daleko od domu albo z moim chłopakiem> rodzice od 7 lat nie widzieli
mnie nigdy usmiechnietej wesołej. W moim odczuciu nie zasłuzyli sobie na to. Z
moim chłopakiem mamy plan żeby wyjechac gdzies daleo na stałe wziąść ślub mieć
dzieci byc po prostu szczęśliwymi ale ja się boje ze stworze dla nich taki sam
dom jak rodzice stworyli dla mnie a tego bym bardzo nie chciała. Kocham mojego
chłopaka bardzo i wiem że z nim juz będe zawsze.
Nie pisze tutaj dla tego że chce jakiegos waszego współczucia po prostu nie
miałam sie komu wygadac nie chce obciązac mojego jakimis moimi problemami nie
chce zeby widział mnie smutna, bo on mi daje tyle szczescia co nikt inny przy
nim czuje sie bezpieczna i wiem ze on mnie tez bardzo kocha.

Pozdrawiam wszystkich:)
    • kalina81 Re: Mam taki problem.... 13.04.08, 16:46
      hmm na czym konkretnie polega Twój problem?
    • vocativa Re: Mam taki problem.... 13.04.08, 17:01
      Aga,
      często bezwiednie powielamy zachowania które wynieśliśmy z domu...
      ALE
      mamy wolny wybór!:)Ty nie chcesz źle traktować Twoich dzieci,chcesz
      stworzyć wspaniały dom z Twoim przyszłym mężem i to się właśnie
      liczy!!!:)Wydaje mi się,że możesz powiedzieć swojemy chłopakowi o
      swoich obawach,ale myślę,że jeśli będzieć się starać i mieć dużo
      wolnej woli to na pewno stworzycie wspaniałą rodzinę:)
      Pozdrawiam Cię serdecznie:)
    • annubis74 Re: Mam taki problem.... 13.04.08, 18:25
      nie możesz zmusić rodziców by akceptowali Twoje życiowe wybory
      ale nie musisz też liczyć się z ich zdaniem
      nie wiem czy oczekujesz rady, czy po prostu chcesz wylac swój żal i
      rozgoryczenie
      na twoim miejscu postarałabym się jak najszybciej uniezależnić od
      rodziców - skoro słyszysz od nich tylko gorzkie słowa ogranicz
      wizyty w domu, Twój chłopak może odwiedzać Cię tam gdzie studiujesz.
      Jeśli naprawdę myślicie poważnie o przyszłości to spóbuj namówić
      swojego faceta, by poszukał pracy tam gdzie studiujesz tak byście
      mogli zamieszkać razem, Ty też postaraj sie uniezależnić finansowo
      od rodziców
      wtedy napewno ich uwagi będą Cię mniej obchodzić
      • aga3101 Re: Mam taki problem.... 14.04.08, 01:56
        Wiem że mnie możę odwiedzać tam gdzie studiuje ale ja mieszkam w akademiku a
        wiadomo jak tam jest parce tez bym mogła znaleśc ale zdaję sobie sprawę z tego
        że ucierpiały by na tym moje studia. Dobrze że jadę za graniće wiem że to są
        tylko 2 miesiące ale sprawią ze będe mieć swoje pieniązki i już nie będzie ile
        oni mi to kasy nie dają.:( Co do pracy chłopaka to ta która ma ma dobrze płatna
        i nie chce żeby z niej rezygnował poza tym obydwoje myślimy wyjechac po tym jak
        skończe licencjat Jak by nie moje studia juz by nas tutaj nie było
        • kasiulkkaa Re: Mam taki problem.... 14.04.08, 11:34
          Dzidzia, a może tak czas nauczyć się wreszcie pisać po polsku, zanim zdecydujesz
          się "wziąŚć" ślub, i przeprowadzić z rodzicami poważną rozmowę, w której
          przedstawisz im swój punkt widzenia. Bo jak na razie mamy uciśnioną lilijkę,
          która ma okrutnych rodziców i wspaniałego chłopaka, ach i och. Tyle że jednak z
          pomocy finansowej rodziców chyba jednak korzystasz i w imię tego (?) znosisz obelgi.
        • annubis74 Re: Mam taki problem.... 14.04.08, 14:42
          chyba raczej chciałaś sobie pomarudzić, niż znaleźć realne wyjście z
          sytuacji. Póki będziesz siedziała w kieszeni rodziców póty musisz
          znosić ich uwagi i morały - tak to działa. Znam mnóstwo osób, które
          jakoś godzą studia z pracą, sama pracowałam przez cały 5-letni okres
          studiów i moje studia na tym nie cierpiały (miałam nawet stypendium
          motywacyjne, więc wierz mi że można!)
          • aga3101 Re: Mam taki problem.... 30.04.08, 20:42
            no i może sobie chciałam pomarudzić bo mi cięzko ale juz jest lepiej daje rade
            posłuchałam anubis i znalazłam prace i faktycznie miała racje dziękuję:) Jakos
            to będzie:)
Pełna wersja