małżeństwo to ciężki kawałek chleba

21.04.08, 11:31
Jestem mężatką od roku i muszę przyznać, że jednak małżeństwo to nie
dla mnie. Nie dlatego, żebym miała jakieś wielkie problemy, żeby
były jakieś wielkie różnice zdań czy poglądów między nami, ale po
prostu za bardzo sobie cenię niezależność, wolność osobistą,
możliwość samodzielnego podejmowania decyzji, a małżeństwo bardzo
mnie ogranicza. Nie mogę robić wielu rzeczy, np. chodzić na
siłownię, bo mężowi się to nie podoba, nie mogę zrobić drobnej
korekty kosmetycznej, bo mąż uważa, że nie ma problemu i mnóstwa
innych drobiazgów, co powoduje, że czuję się tak, jakbym nie miała
na nic wpływu.
Nawet muszę uważać, jak reaguję na różne sytuacje w kontaktach z
osobami trzecimi i stonować moje reakcje, bo mąż łatwo się wścieka
(przykład: na wakacjach w kraju arabskim zaczepił mnie sprzedawca ze
sklepiku, pytając skąd jesteśmy, odpowiedziałam, za po co potem mój
mąż nie odzywał się do mnie przez 2 dni, bo opowiedziałam na pytanie
tego sklepikarza, bo jak twierdzil mój mąż "zawsze każdemu
odpowiadasz, kazdy Cie moze zaczepic tak? a Ty zawsze kazdemu
odpowiesz!").
Poza tym mąż łatwo wpada w szał, często ma zły humor. Problem jest
też w tym, że ma on duże potrzeby seksualne, natomiast mi
wystarczyłoby kochać się 4 razy w tygodniu. Tylko że mąż potrzebuje
codziennie, a jak nie dostaje tego co chce, to robi się naprawdę
nieprzyjemny, wyzywa się wtedy za najmniejszy drobiazg (jak
przełączenie kanału TV), rzuca przedmiotami. Dlatego staram się
jednak, żeby dostawał to co chce, wskakuję w seksowną bieliznę, a
jak jest po wszystkim to cieszę się, że teraz będzie kilka godzin
spokoju. Kurcze, i czy to jest normalne??? Ile tak można pociągnąc,
udając, że wszystko jest ok? Tak jest od roku, i jestem już tym
zmęczona, a to dopiero początek, tak ma wyglądać całe moje życie?
Przyznam, że to jest dla mnie chyba najbardziej męczący aspekt tego
związku. Bo czasem po prostu czuję się jak dmuchana lalka.
Poradźcie mądre kobiety, jak dojść z tym wszystkim do ładu? Jak
wypracować jakiś kompromis, żeby nie było tak trudno życ w tym
małżeństwie?
    • gosiadzika Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 11:54
      a przed slubem to ślepa byłaś czy jak

      ja u siebie tego nie widze - zakaz chodzenia na siłownie - idiota z niego niezły
    • madziaq Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 12:14
      Jak to nie pozwala ci chodzić na siłownię? Nie rozumiem. To na każde wyjście z
      domu osobne pozwolenie jest potrzebne, czy jak? Jakoś to w ogóle uzasadnia, czy
      tak sobie mówi, że nie, bo on nie chce i już? Jakbym miała takiego męża, to też
      bym się czuła ograniczona w swojej wolności... I foch za to, że jakiemuś
      kolesiowi powiedziałas skąd jesteście... Facet ma problem ze sobą i tyle.

      Potrzeby seksualne to jeszcze inna bajka, ale z nim w sferze pozaseksualnej jest
      coś zdecydowanie nie tak, zakładając, że Twój opis jest 100% prawdziwy...
    • 18_lipcowa1 nie, to nie tak. 21.04.08, 12:15
      malwersantka napisała:

      > Jestem mężatką od roku i muszę przyznać, że jednak małżeństwo to
      nie
      > dla mnie. Nie dlatego, żebym miała jakieś wielkie problemy, żeby
      > były jakieś wielkie różnice zdań czy poglądów między nami, ale po
      > prostu za bardzo sobie cenię niezależność, wolność osobistą,
      > możliwość samodzielnego podejmowania decyzji, a małżeństwo bardzo
      > mnie ogranicza. Nie mogę robić wielu rzeczy, np. chodzić na
      > siłownię, bo mężowi się to nie podoba, nie mogę zrobić drobnej
      > korekty kosmetycznej, bo mąż uważa, że nie ma problemu i mnóstwa
      > innych drobiazgów, co powoduje, że czuję się tak, jakbym nie miała
      > na nic wpływu.
      > Nawet muszę uważać, jak reaguję na różne sytuacje w kontaktach z
      > osobami trzecimi i stonować moje reakcje, bo mąż łatwo się wścieka
      > (przykład: na wakacjach w kraju arabskim zaczepił mnie sprzedawca
      ze
      > sklepiku, pytając skąd jesteśmy, odpowiedziałam, za po co potem
      mój
      > mąż nie odzywał się do mnie przez 2 dni, bo opowiedziałam na
      pytanie
      > tego sklepikarza, bo jak twierdzil mój mąż "zawsze każdemu
      > odpowiadasz, kazdy Cie moze zaczepic tak? a Ty zawsze kazdemu
      > odpowiesz!").
      > Poza tym mąż łatwo wpada w szał, często ma zły humor. Problem jest
      > też w tym, że ma on duże potrzeby seksualne, natomiast mi
      > wystarczyłoby kochać się 4 razy w tygodniu. Tylko że mąż
      potrzebuje
      > codziennie, a jak nie dostaje tego co chce, to robi się naprawdę
      > nieprzyjemny, wyzywa się wtedy za najmniejszy drobiazg (jak
      > przełączenie kanału TV), rzuca przedmiotami. Dlatego staram się
      > jednak, żeby dostawał to co chce, wskakuję w seksowną bieliznę, a
      > jak jest po wszystkim to cieszę się, że teraz będzie kilka godzin
      > spokoju. Kurcze, i czy to jest normalne??? Ile tak można
      pociągnąc,
      > udając, że wszystko jest ok? Tak jest od roku, i jestem już tym
      > zmęczona, a to dopiero początek, tak ma wyglądać całe moje życie?
      > Przyznam, że to jest dla mnie chyba najbardziej męczący aspekt
      tego
      > związku. Bo czasem po prostu czuję się jak dmuchana lalka.
      > Poradźcie mądre kobiety, jak dojść z tym wszystkim do ładu? Jak
      > wypracować jakiś kompromis, żeby nie było tak trudno życ w tym
      > małżeństwie?


      To nie malzenstwo jest zle, to Twoj maz ma problem.
    • horpyna4 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 12:16
      A dlaczego wyszłaś za mąż akurat za tego faceta? Czy przypadkiem nie
      uważałaś, że "za mąż wyjść trzeba, bo można zostać starą panną"?
      Jak można brać sobie za towarzysza życia kogoś, z kim nie daje się
      żyć?
      Naprawdę zależy Ci na utrzymaniu tego małżeństwa? Dlaczego?
      Czy przed ślubem nie próbowałaś dogadać się na temat pewnej
      samodzielności w małżeństwie, poznać poglądy chłopaka na ten temat?
      Czy nie było sygnałów, które zbagatelizowałaś?
      Jakie są (były) relacje między Twoimi rodzicami? Może tam jest
      początek problemu? A relacje między rodzicami męża? Może on powiela
      zachowanie swojego ojca? Może nie zdaje sobie sprawy, że zachowuje
      się jak palant?
      Na te pytania odpowiedz sobie.
      • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 12:43
        Dziewczyny,
        zadzwila mnie trafnosc Waszych komentarzy. tak to wyglada u nas,
        byly takie sytuacje i duzo gorsze, do ktorych jednak nie chcialabym
        wracac. z pozwoleniami to jest tak, ze po prostu mąż czegoś nie
        akceptuje i daje mi to wyraźnie do zrozumienia i nie ma o czym
        mówić. dał mi do zrozumienia, że na siłownię nie powinnam chodzić,
        ale mogę chodzić na zajęcia, gdzie są same kobiety (aerobik).
        Rzeczywiście, przed ślubem, który odbył się szybko, zbagatelizowałam
        wiele sygnałow, które teraz się układają w jedną całość, ale teraz
        to już musztarda po obiedzie.
        Wiem, że mąż ma trochę problem ze sobą bo miał trudne dzieciństwo,
        ale taki człowiek też chyba może wyjść na prostą.
        Wiem, że zafundowałam sobie trudne życie z trudnym mężem, ale już
        jest po fakcie, po ślubie, dlatego chcę coś w nas zmienić, żeby
        jednak łatwiej było żyć. Przecież nie mogę zwalić całej winy na
        niego za to, że ja się źle czuję w tym małżeństwie, da się zyć w tym
        małżeństwie, tylko możę nie jest to takie przyjemne, w kilku innych
        związkach z przeszłości było mi jednak zupełnie inaczej, ale co
        zrobić, dałam plamę, za szybko zdecydowałąm się na małżeństwo, nie
        przemyślałam tej decyzji. WCALE. Pochlebialo mi bardzo, ze taki
        facet mi sie oswiadcza.
        Z jego atakami złości radzę już sobie jako tako, jestem czujna, ale
        bardzo dokucza mi to niedopasowanie w sferze seksualnej. Zwłaszcza
        że po takim fochu męża to nie mam ochoty na zbliżenie, natomiast on
        jest zawsze chętny. A jeśli ja mówię nie, to automatycznie oznacza,
        że np. jestem obrażona, albo podtrzymuję konfliktowy nastrój. a tak
        nie jest. Mam generalnie niskie libido i po prostu męczę się, musząć
        inicjować seks (nie chcę, żeby pomysłał o mnie "zimna ryba") i w
        ogóle musząc uprawiać go tak często:(

        • 18_lipcowa1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 13:26


          > Dziewczyny,
          > zadzwila mnie trafnosc Waszych komentarzy.

          Bo one sa trafne jak najbardziej.


          tak to wyglada u nas,
          > byly takie sytuacje i duzo gorsze, do ktorych jednak nie
          chcialabym
          > wracac. z pozwoleniami to jest tak, ze po prostu mąż czegoś nie
          > akceptuje i daje mi to wyraźnie do zrozumienia i nie ma o czym
          > mówić.

          Ale on nie moze nieakceptowac twojego sposobu na spedzanie czasu.
          Rozumiem ze moze nie akceptowac umawiania sie z kolegami na drinka
          (chociaz moj akceptuje) ale wyjscie na silownie????????????
          Uwierz mi to nie jest normalne.


          dał mi do zrozumienia, że na siłownię nie powinnam chodzić,
          > ale mogę chodzić na zajęcia, gdzie są same kobiety (aerobik).


          Nie on powinien decydowac gdzie masz chodzic. Nie jestes w wiezieniu
          a on nie jest twoim panem i wladca.

          > Rzeczywiście, przed ślubem, który odbył się szybko,
          zbagatelizowałam
          > wiele sygnałow, które teraz się układają w jedną całość, ale teraz
          > to już musztarda po obiedzie.

          No teraz mozesz wziac rozwod.

          > Wiem, że mąż ma trochę problem ze sobą bo miał trudne dzieciństwo,
          > ale taki człowiek też chyba może wyjść na prostą.

          Moj ex tez mial trudne dziecinstwo. I wiesz co - nie mialam ochoty
          ponosic tego konsekwencji.
          Trudno.

          > Wiem, że zafundowałam sobie trudne życie z trudnym mężem, ale już
          > jest po fakcie, po ślubie, dlatego chcę coś w nas zmienić, żeby
          > jednak łatwiej było żyć.

          Nie sadze by sie cos zmienilo. Pan ma syndrom Otella, lekka
          psychoze, nie radzi sobie ze nerwami jak pisalas, ma male poczucie
          wlasniej wartosci ktore leczy sobie wyzywaniem sie na tobie.
          Poniza Cie, zabiera Ci wolnosc,chamsko kometuje twoje zachowania.
          To nie jest normalne w kochajacym sie malzenstwie.


          Przecież nie mogę zwalić całej winy na
          > niego za to, że ja się źle czuję w tym małżeństwie, da się zyć w
          tym
          > małżeństwie, tylko możę nie jest to takie przyjemne, w kilku
          innych
          > związkach z przeszłości było mi jednak zupełnie inaczej, ale co
          > zrobić, dałam plamę, za szybko zdecydowałąm się na małżeństwo, nie
          > przemyślałam tej decyzji. WCALE. Pochlebialo mi bardzo, ze taki
          > facet mi sie oswiadcza.

          Wiesz co? Malzenstwo to nie jest ciezki kawalek chleba. Jest roznie,
          ciezko, bywaja kryzysy ale moze byc milo, lekko i przyjemnie jak sie
          trafi na wlasciwego i normalnego faceta. Twoj maz nie jest wlasciwy
          ani normalny. Przykro mi to pisac, ale marnujesz sobie zycie.

          > Z jego atakami złości radzę już sobie jako tako, jestem czujna,
          ale
          > bardzo dokucza mi to niedopasowanie w sferze seksualnej. Zwłaszcza
          > że po takim fochu męża to nie mam ochoty na zbliżenie, natomiast
          on
          > jest zawsze chętny. A jeśli ja mówię nie, to automatycznie
          oznacza,
          > że np. jestem obrażona, albo podtrzymuję konfliktowy nastrój. a
          tak
          > nie jest. Mam generalnie niskie libido i po prostu męczę się,
          musząć
          > inicjować seks (nie chcę, żeby pomysłał o mnie "zimna ryba") i w
          > ogóle musząc uprawiać go tak często:(
          >
          To tez niedobrze. Para powinna byc dopasowana seksualnie, ale i tak
          uwazam ze najwieksze problemy generuje twoj maz przez zazdrosc,
          docinki, nie szanowanie Cie jako drugiej i odrebnej osoby.
          Ja bym odeszla.
          • lilith76 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 14:08
            Czy jeśli kupisz buty o numer za małe, to uparcie biegasz w nich do końca życia? Niestety, kobiety czasem więcej czasu, przemyśleń tracą na odpowiedni dobór części stroju, niż męża.
            Pierwsze kilkanaście miesięcy to, czasem bolesne, dopasowywanie i każda ze stron odrobinę ustępuje. Jeśli ustępuje tylko jedna, to jest kiepska wróżba.
            Łatwo radzić - rozwiedź się.
            Inną opcją jest rozmowa z mężem, dyskusje, terapia małżeńska, ale coś mi się widzi, że to typ "ona była wszystkiemu winna proszę wysokiego sądu".
            • 18_lipcowa1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 14:13

              > Czy jeśli kupisz buty o numer za małe, to uparcie biegasz w nich
              do końca życia
              > ? Niestety, kobiety czasem więcej czasu, przemyśleń tracą na
              odpowiedni dobór c
              > zęści stroju, niż męża.

              To fakt,ale napisala ze juz przedtem taki byl. Co ja wiec sklonilo
              do slubu?

              > Pierwsze kilkanaście miesięcy to, czasem bolesne, dopasowywanie i
              każda ze stro
              > n odrobinę ustępuje. Jeśli ustępuje tylko jedna, to jest kiepska
              wróżba.
              > Łatwo radzić - rozwiedź się.
              > Inną opcją jest rozmowa z mężem, dyskusje, terapia małżeńska, ale
              coś mi się wi
              > dzi, że to typ "ona była wszystkiemu winna proszę wysokiego sądu".


              Dokladnie tak, po co tracic czas na terapie, rozmowy jesli gosc nie
              chce sie zmienic.
              Poki jest sie mlodym a autorka chyba jest - bym uciekala. Facet jest
              niebezpieczny po prostu.
              >
          • easthaven Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 14:11
            Lipcowa ma rację. Są 2 wyjscia z tej sytuacji. Albo spróbujesz
            popracować nad swoim facetem i uświadomić mu pewne rzeczy (ale
            spodziewam się, ze już probowałaś bez wiekszego skutku) albo zebrać
            manatki i odejść. Słusznie zauważyłaś, ze masz przed sobą cale
            życie. Przeczytaj jeszcze raz pierwszy post jaki napisałaś i
            zastanów się czy chcesz, żeby tak było zawsze.

            Co do trudnego dzieciństwa Twojego partnera, coż, z pewnością wymaga
            to współczucia i zrozuminenia w niektórych sytuacjach, ale to nie
            usprawiedliwia raniących Ciebie zachowań. Ja też miałam trudne
            dzieciństwo, i też siedzi we mnie wiele syfu. I ten syf wielokrotnie
            probuje się ze mnie wydostawać. Ale staram się nad tym panować. Nie
            zawsze mi to wychodzi. I w tych pojedynczych momentach, kiedy nie
            udaje mi się nad sobą zapanować i robię bądź mówię coś
            niewłaściwego, mój partner to rozumie. I to jest w porzadku. Raz na
            jakiś czas czlowiek może nie wytrzymać i zachować się jak palant.
            Ale nie caly czas. A jeśli mi się nawet takie zachowanie zdarzy,
            ZAWSZE przepraszam.

            Jeśli uważasz, że te zle zachowania względem Ciebie wynikają z
            trudnego dzieciństwa (co jest mozliwe) skieruj męża do specjalisty.
            Trudne dzieciństwo nie może usprawiedliwiać, żadnego z chamskich
            zachowań względem Ciebie.
            • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 15:42
              Babeczki, ja te kiepskie sytuacje zaliczam na poczet awantur,
              dopasowywania się, czego się przecież nie uniknie. Mąż jest trudny w
              pożyciu, ale przecież gdyby był taki całkiem zły, to bym za niego
              nie wyszła.
              Nie mogę powiedzieć, że nie chce się zmienić, bo tak jak pisałam, na
              początku było o wiele trudniej, naprawdę były takie sytuacje, że po
              prostu ... ech, wolę tego nie wspominać. Ale widzę, że jednak się
              stara te swoje nerwy opanować, wiadomo, tak jak Tobie easthaven,
              czasem mu się nie uda. Nie chcę z każdej takiej sytuacji robić
              dramatu. Pewnie, nie jest to życie na luzie, lekkie i przyjemne, ale
              no cóż takiego go sobie wybrałam (nawet jeśli to nie był przemyślany
              wybór), a ponieważ nie należę do osób, które się łatwo poddają, to
              chciałabym nad naszym związkiem jeszcze popracować. Wierzę, że
              potrafię sobie wypracować więcej wolności osobistej i przestrzeni,
              której tak bardzo potrzebuję. Jakoś małymi kroczkami to się uda,
              wdrażam takie działania już od jakiegoś czasu, może jakichś
              spektakularnych efektów jeszcze nie ma, ale jakieś tam są.
              Tylko z tym seksem - delikatny temat, tak ważna sfera, a przy tych
              innych naszych problemach tym bardziej trudno o tym rozmawiać. Nie
              chcę żeby pomyślał, że każdej dziedzinie mam mu coś do zarzucenia -
              a znając go wiem, że tak może być.
              • easthaven Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 15:54
                Wiesz ja wszystko rozumiem. Ja należę to tego frontu umiarkowanie
                wojującego. Nie twierdzę, że rozwód to jedyne i pewne wyjście. Być
                może napisałaś ten post pod wpływem emocji i zaakcentowałaś tylko
                negatywne cachy męża. Ty go znasz najlepiej, a już napewno lepiej od
                nas. Ale ten brak zezwolenia na posiadanie przestrzeni prywatnej i
                wymuszanie seksu jest niepokojące, i naprawde trzeba by coś z tym
                zrobić, bo sama widzisz, że coś jest z tym nie w porzadku. I w
                dalszym ciągu podkreślam, owszem, nie za szczęśliwe dzieciństwo jest
                problemem i ryje psyche. Owszem, trzeba do tego podejść ze
                zrozumieniem. Ale nie wolno tej osobie tak pobłażać ani
                usprawiedliwiać raniących Cię zachowan tym faktem. Jako osoba z
                drugiej strony barykady mówię Ci, że to bardzo łatwy i wygodny
                sposób manipulacji partnerem. Nie pozwol na to.

                Pozdrawiam.
                East
              • 18_lipcowa1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 18:04


                > Babeczki, ja te kiepskie sytuacje zaliczam na poczet awantur,
                > dopasowywania się, czego się przecież nie uniknie. Mąż jest trudny
                w
                > pożyciu, ale przecież gdyby był taki całkiem zły, to bym za niego
                > nie wyszła.

                Wiesz co - dogadywanie z zazdrosci ze ty rozmawiasz z kazdym kto Cie
                zaczepi, zakazywanie wyjscia na silownie, albo wybieranie sposobu
                jak masz go spedzac- bo on woli aerobik, to nie jest docieranie sie.

                > Nie mogę powiedzieć, że nie chce się zmienić, bo tak jak pisałam,
                na
                > początku było o wiele trudniej, naprawdę były takie sytuacje, że
                po
                > prostu ... ech, wolę tego nie wspominać. Ale widzę, że jednak się
                > stara te swoje nerwy opanować, wiadomo, tak jak Tobie easthaven,
                > czasem mu się nie uda. Nie chcę z każdej takiej sytuacji robić
                > dramatu. Pewnie, nie jest to życie na luzie, lekkie i przyjemne,
                ale
                > no cóż takiego go sobie wybrałam (nawet jeśli to nie był
                przemyślany
                > wybór), a ponieważ nie należę do osób, które się łatwo poddają, to
                > chciałabym nad naszym związkiem jeszcze popracować.


                Ale fajne malzenstwo wlasnie takie ma byc, przyjemne i na luzie.
                A Ty nie musisz ponosic konsekwencji swojego wyoboru bo tak i juz.


                Wierzę, że
                > potrafię sobie wypracować więcej wolności osobistej i przestrzeni,
                > której tak bardzo potrzebuję. Jakoś małymi kroczkami to się uda,
                > wdrażam takie działania już od jakiegoś czasu, może jakichś
                > spektakularnych efektów jeszcze nie ma, ale jakieś tam są.


                Oby. Ja nie wierze ze zazdrosnicy sie zmieniaja.

                > Tylko z tym seksem - delikatny temat, tak ważna sfera, a przy tych
                > innych naszych problemach tym bardziej trudno o tym rozmawiać. Nie
                > chcę żeby pomyślał, że każdej dziedzinie mam mu coś do zarzucenia -

                > a znając go wiem, że tak może być.


                Bo masz. To wlasnie piszesz. I to znaczy ze nie jest fajnie miedzy
                wami.
        • edzior1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 24.04.08, 13:21
          czy ty wiesz wogole co piszesz!!!! kobieto tego nie mozna nazwac
          malzenstwem to jest tyrania! 4 razy na tydzien seks i ty to nazywasz
          niskim libido?????a reszta to co czy ty sobie adajesz sprawe ze
          reszta to jest gwalt? rzucanie pzedmiotami? zabranianie wyjsc? i Ty
          go jeszcze bronisz? Ty nic nie musisz. Jak to muszisz inicjowac seks
          zeby on jeszcze myslal ze jestes chetna? , dobrze sie nazwalas -
          dmuchana lala bo wydaje mie sie ze taka jestes i na dodatek glupia
          bo wyszlas za niego, znosisz to, bronisz go, on cie wykorzystuje
          seksualnie -Ty sie na to zgadzasz, zneca sie psychicznie i pewnie
          fizycznie i jeszcze chcesz ratowac to malzenstwo! pomylka.

    • kamelia04.08.2007 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 19:52
      najpierw trzeba było pomyśleć o różnicach charakteru i temperamentu, a nie
      wychodzić za faceta z łapanki, byle tylko nie być stara panną, bo to wstyd.
      • yadrall Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 21.04.08, 20:30
        W malzenstwie sa wzloty i upadki,ale wydaje mi sie,ze akurat Ty
        wyszlas za faceta,ktory obiecal sobie,ze zrobi z Ciebie aniola.
        Tak,zebys za wszystkie swoje grzechy odpowiedziala za zycia,a potem
        prosto myk do nieba.
        Po pierwsze:
        -zabranianie chodzenia na silownie jest conajmniej dziwne (jak
        zazdrosny niech chodzi z Toba)
        Dwa:
        -z zazdrosci i atakow agresji nikogo nie wyleczysz,ale
        Trzy:
        -jezeli taka osoba zrozumie swoje bledy i zacznie pracowac zad
        zmiana nastawienia to jest szansa, na spokojne zycie-tylko,ze to
        musi byc diametralana zmiana charakteru (ten ktos musi szm chciec),a
        nie hamowanie na sile.
        I na koniec-jak narazie to w waszym malzenstwie tylko jedna strona
        ustepuje-Ty. Na jak dlugo CI starczy cierpliwosci? Mysle,ze nie za
        dlugo,bo juz dzis meczy Cie ta sytuacja-kim bedziesz za kilka lat?
        Znikniesz calkiem,a Twoim wlascicielem bedzie Twoj maz. Tego chcesz?
        Co do seksu-co bedzie jak ze wskazan lekarskich czy wyjazdu przez
        jakis czas nie bedzie seksu? Maz znajdzie pocieszycielke,bo nie
        bedzie mial codziennie?
        Poza tym nic nie piszesz o jego zaangazowaniu w atrakcyjnosc seksu-
        czy to tylko Ty musisz sie starac i urozmaicac wasze figle,a on to z
        laska akceptuje i jeszcze ma pretensje,ze za zadko?
    • enith Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 00:29
      Wiesz, co mnie przeraża w twoim poście, malwersantko? To, że ewidentne szykany ze strony swojego męża ty nazywasz "docieraniem się w małżeństwie". Wierz mi, w żadnym normalnym małżeństwie nie ma miejsca na chore jazdy typu zakaz wyjścia na siłownię czy odzywania się do obcych mężczyzn. Piszesz, że małżeństwo nie jest dla ciebie, tymczasem gwarantuję ci, że są małżeństwa, w których jest wszystko to, co opisałaś: prawo do różnicy zdań i poglądów, niezależność małżonków, ich wolność osobista i prawo samodzielnego podejmowania decyzji. Mówiąc "tak" przed ołtarzem nie stałaś się niewolnicą swojego męża, która nie może podjąć dezyzji o drobnej korekcie kosmetycznej, czy pracowaniu nad własną sylwetką. Takie rzeczy są niedopuszczalne, podobnie jak uleganie naciskom na seks, by tylko nie rozzłościć męża, choć sama nie masz tak wielkich potrzeb seksualnych. Już teraz masz w sobie zadatki na ofiarę przemocy domowej, niekoniecznie fizycznej, bardziej psychicznej, bo w jednym z dalszych postów piszesz, że nauczyłaś się zapobiegać kłótniom, czytać nastroje męża i mu nie podpadać. Czy do końca życia chcesz uważać na to, co robisz i mówisz w stosunku do najbliższej osoby, byle tylko nie rozdrażnić męża, nie dać mu powodu do bycia nieprzyjemnym? Twój mąż ma ewidentne problemy ze sobą i wasze stosunki i małżeństwo na tym cierpią. Nie wiem w jaki sposób bez psychologa chcesz ten kłopot rozwiązać, zwłaszcza, że piszesz o nieciekawym męża dzieciństwie. Od tego są terapie, a nie chodzenie na paluszkach wokół pana, uważając, by mu nie podpaść! Idź do terapeuty, nawet sama i podziel z nim wątpliwościami, bo najwyraźniej twoje próby "dotarcia się z mężem" nie przyniosły, jak dotychczas, spodziewanych rezultatów.
      • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 08:26
        Oj Dziewczyny, czytając Wasze posty już się czuję jak ofiara
        przemocy domowej:( A to jest tak, że znacie przeciez tylko moją
        wersję, która jest mocno okraszona subiektywnymi odczuciami
        wrażliwca. Zakazy nie sa wyrażane werbalnie, wprost, tylko bardziej
        daje mi do zrozumienia, że nie chce, żebym coś robiła. A przecież
        mogę przyjąć bardziej stanowczą postawę, zamiast tego ulegam, jeśli
        mi w danym przypadku bardziej zależy na spokoju domowym. Wiem, że to
        niedobrze i dlatego to zmieniam.
        Te opisane sytuacje (np. z siłownią) rozegrały się już jakiś czas
        temu, kiedy takie zachowania z jego strony były częste. Teraz już
        tego prawie nie ma, ale fakt faktem, że boję się rozmawiać z obcymi
        facetami, boję się takich sytuacji, które są obiektywnie normalne,
        ale o których wiem, że on może się czegoś dopatrywać. Może to
        dlatego, te sytuacje teraz się tak często nie wydarzają, a może on
        jednak trochę wyluzował (tak mi się wydaje).
        Pewnie jest też trochę prawdy w tym, że on chce sobie wychować
        idealną w jego mniemaniu towarzyszkę życia. Tylko ja już nie mam
        cieprliwości poświecać swoją osobowość w imię tego małżeństwa. Wiem,
        że mogę w każdym momencie powiedzieć sobie: chrzanię to i odchodzę,
        ale jednak chciałabym spróbować powalczyć o siebie w tym związku, a
        tym samym powalczyć o ten związek, bo wiem, że mam siłę, nie jestem
        typem męczennicy. Tylko jak to zrobić najlepiej? PO prostu tak nagle
        zmienić swoje zachowania w tych drażliwych dla niego sytuacjach,
        tzn. upierać się przy swoich wyborach, nie ustępować, reagować i
        zachowywać się spontanicznie (normalnie, bez zastanawiania się)
        zagadać do taksówkarza, etc. Tylko jak już będę taka wojownicza, to
        nie chciałabym przeginać...
        • madziaq Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 09:14
          Wiesz co mnie zastanawia? Że najpierw sama opisujesz sytuację w swoim
          małżeństwie (zakładam, że przy tym nie kłamiesz) a potem, kiedy dziewczyny
          odzywają się, że ich zdaniem coś jest nie tak, to sama o SWOJEJ wypowiedzi
          piszesz, że była nieobiektywna i żeby się zbytnio na niej nie opierać przy
          formułowaniu opinii o Twoim mężu... Nie sądzisz, że to dziwne? Zwróć uwagę, że
          sama przed sobą i przed nami go usprawiedliwiasz i to nawet nie mówiąc, że miał
          ciężeki dzieciństwo (to oczywiście nie uprawnia do takich zachowań, ale jest
          jakąś tam obiektywną przyczyną) ale tym, że TY źle go przedtsawiłaś i on wcale
          nie jesttaki zły, jak na początku mówiłaś...

          Moim zdaniem powinnaś od razu i twardo powiedzieć "nie" bzdurnym zakazom jak
          sprawa chodzenia na siłownię, korekty kosmetycznej (choć niektórzy przez "drobną
          korektę" rozumieją operację za parę ładnych tysięcy, ale zakładam, że w tym
          przypadku tak nie jest ;)), odzywania się do facetów itp. Przecież to jest
          obiektywnie bez sensu i nie ma żadnego uzasadnienia poza dziwną zazdrością ze
          strony Twojego męża.

          Nie można całe życie zastanawiać się "a czy jak będę się śmiać z dowcipu Krzyśka
          to będzie potem awantura czy nie", "a czy jak ufarbuję włosy to się nie obrazi
          przypadkiem na tydzień"... Ja bym nie mogła w każdym razie.
          • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 09:33
            Wiesz Madziaq, musiałam go wziąć trochę w obronę, bo przecież jest
            tak, że znacie tylko moją wersję. Oczywiście, że piszę prawdę, bo w
            przeciwnym razie po co miałabym tu pisać? Ale pisząc pierwszy post
            spodziewałam się trochę kopniaka, ale takie pozytywnego, w sensie,
            że kobieto, nie znamy Twojego męża, nie możemy go oceniać tylko na
            podstawie Twoich wypowiedzi, może trochę jednak przesadzasz i
            dramatyzujesz, ale z drugiej strony nie dawaj sobie wchodzić na
            głowę.
            Przydałyby mi się praktyczne rady od Was, mądrych kobitek, jak się
            zachowywać, żeby nie było to ciągle toczenie wojen, ale żeby jednak
            nie pozwalać mu kontrolować siebie, wpływać na moje zachowanie, żeby
            było i u nas normalnie, lekko i na luzie?


            • 18_lipcowa1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 09:38


              > Wiesz Madziaq, musiałam go wziąć trochę w obronę, bo przecież jest
              > tak, że znacie tylko moją wersję. Oczywiście, że piszę prawdę, bo
              w
              > przeciwnym razie po co miałabym tu pisać? Ale pisząc pierwszy post
              > spodziewałam się trochę kopniaka, ale takie pozytywnego, w sensie,
              > że kobieto, nie znamy Twojego męża, nie możemy go oceniać tylko na
              > podstawie Twoich wypowiedzi, może trochę jednak przesadzasz i
              > dramatyzujesz, ale z drugiej strony nie dawaj sobie wchodzić na
              > głowę.
              > Przydałyby mi się praktyczne rady od Was, mądrych kobitek, jak się
              > zachowywać, żeby nie było to ciągle toczenie wojen, ale żeby
              jednak
              > nie pozwalać mu kontrolować siebie, wpływać na moje zachowanie,
              żeby
              > było i u nas normalnie, lekko i na luzie?
              >
              >
              Aha czyli jest tak ze on zle robi, ale ty go kochasz i mialas
              nadzieje ze cie uspokoimy i napiszemy ze to Ty przesadzasz.
              Wiesz co, zaczynam watpic w to ze sie postawisz, bo ty najwyrazniej
              chcesz potwierdzenia ze on jest ok.
              Nie, nie jest. Jest chory, niszczy CIebie i Twoje ja. Nie zachowuje
              sie normalnie, a Ty mu ulegasz. Sama jestes sobie winna. Odbij od
              faceta albo wymus na nim konkretne kroki bo zaczynam Ci wspolczuc.
            • madziaq Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 09:50
              Praktyczna rada: na początek powiedz mu, że widzisz, że nie podoba mu się, że
              postępujesz w taki i taki sposób (np chcesz chodzić na tę nieszczęsną siłownię
              albo dowcipkować z facetami) i zapytaj DLACZEGO. Odpowiedź "bo nie" nie wchodzi
              w grę. Jeśli nie będzie w stanie podać racjonalnego uzasadnienia (np finansowego
              w przypadku siłowni), to znaczy że nie ma problemu, a jeśli jest, to jest to
              jego problem, nie twój. Przecież chyba pracujesz, tam też się stykasz z płcią
              przeciwną i co, miałabyś się do nich nie odzywać, nie pośmiać się w przerwie na
              kawę?

              Co do jakichś zabiegów kosmetycznych, to moj mąż ma do tego podejście pt "znów
              chcesz wydać trochę kasy", bo według niego ja też przesadzam, jeśli chodzi o
              moje problemy natury estetycznej :) Ale ja mówię, że może i chcę, moja kasa to
              mogę wydawać na moje przyjemności, a jak pójdę do kosmetyczki, będę się lepiej
              czuła sama ze sobą :) I to jest ostateczny argument. Oczywiście, gdybyśmy mieli
              problemy finansowe i jakieś pilne wydatki, to miałby one wyższy priorytet niż
              kosmetyczka :) Ale póki co na szczęście tak nie jest
        • 18_lipcowa1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 09:35


          > Oj Dziewczyny, czytając Wasze posty już się czuję jak ofiara
          > przemocy domowej:( A to jest tak, że znacie przeciez tylko moją
          > wersję, która jest mocno okraszona subiektywnymi odczuciami
          > wrażliwca. Zakazy nie sa wyrażane werbalnie, wprost, tylko
          bardziej
          > daje mi do zrozumienia, że nie chce, żebym coś robiła.


          Eeeeee a to nie jest to samo????

          A przecież
          > mogę przyjąć bardziej stanowczą postawę, zamiast tego ulegam,
          jeśli
          > mi w danym przypadku bardziej zależy na spokoju domowym.


          Czyli zmusza CIe, skoro ulegasz dla swietego spokoju.



          Wiem, że to
          > niedobrze i dlatego to zmieniam.
          > Te opisane sytuacje (np. z siłownią) rozegrały się już jakiś czas
          > temu, kiedy takie zachowania z jego strony były częste. Teraz już
          > tego prawie nie ma, ale fakt faktem, że boję się rozmawiać z
          obcymi
          > facetami, boję się takich sytuacji, które są obiektywnie normalne,
          > ale o których wiem, że on może się czegoś dopatrywać.


          No sama widzisz....Cos jest nie tak.

          Może to
          > dlatego, te sytuacje teraz się tak często nie wydarzają, a może on
          > jednak trochę wyluzował (tak mi się wydaje).
          > Pewnie jest też trochę prawdy w tym, że on chce sobie wychować
          > idealną w jego mniemaniu towarzyszkę życia. Tylko ja już nie mam
          > cieprliwości poświecać swoją osobowość w imię tego małżeństwa.


          I dobrze, bo nie musisz.

          Wiem,
          > że mogę w każdym momencie powiedzieć sobie: chrzanię to i
          odchodzę,
          > ale jednak chciałabym spróbować powalczyć o siebie w tym związku,
          a
          > tym samym powalczyć o ten związek, bo wiem, że mam siłę, nie
          jestem
          > typem męczennicy. Tylko jak to zrobić najlepiej? PO prostu tak
          nagle
          > zmienić swoje zachowania w tych drażliwych dla niego sytuacjach,
          > tzn. upierać się przy swoich wyborach, nie ustępować, reagować i
          > zachowywać się spontanicznie (normalnie, bez zastanawiania się)
          > zagadać do taksówkarza, etc. Tylko jak już będę taka wojownicza,
          to
          > nie chciałabym przeginać...


          Badz soba i rob co chcesz jesli tego Ci zabroni, albo nie
          zaakaceptuje to odbij od goscia.
          • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 11:40
            Nie ma racjonalnych powodów, dla których nie mogłabym wykonać moich
            zamierzeń, z kasą nie ma problemu, zarabiamy oboje dobrze, ale jak
            zaczęłam dopytywać o tą siłownię to własnie zaczął coś o kasie, ale
            to jest żaden powód, tylko totalna bzdura, po prostu nie chciał
            podać prawdziwej przyczyny. Powody, czemu ja tego albo tamtego nie
            mogę to są, ale w nim i ja się tylko mogę domyślać, że to jest
            podejrzliwość, zadrość i co tam jescze może być.
            Nie pozostaje mi nic innego jak generować spięcia, bo to będzie samo
            tak wychodziło samoistnie tak myślę, jak nie będę więcej ustępowała
            i obserwować, jak się zachowuje.
            Rozmawiałam wcześniej z bliską osobą, która mi powiedziała, że
            przesadzam, że jestem zbyt wrażliwa (a zna ona dużo więcej i
            bardziej przykrych sytuacji, niż te które tu opisałam), że facet
            musi się czuć kochany, że kobieta ma mu pokazywać, że czasem bez
            niego to ani rusz, żeby puszczać więcej mimo uszu, nie przejmować
            się tak, itp itd. Kurcze, ale to jest droga chyba do nikąd, albo
            bardziej do mojego dalszego niezadwolenia z tego związku, to jest
            skupianie się na facecie, a co będzie dla mnie z tego związku????
            • madziaq Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 11:58
              Bliska osoba pewnie sporo starsza, mam rację? Bo prezentuje podejście, że
              kobieta to musi "nieść swój krzyż" bez szemrania. Moja babcia tak samo ma. Jak
              kiedyś byłam u rodziców i opowiadałam mamie, że mąż w czymś tam mi podpadł kilka
              razy pod rząd, więc w końcu zrobiłam awanturę to babcia była zszkowana
              autentycznie, że jak to tak, krzyczeć na MEZA? Mrzecież do męża to trzeba
              grzecznie, ewentualnie z pokorą poprosić, że coś ci się nie podoba. I jeśli
              będzie się do niego podchodzić grzecznie i z należnym szacunkiem to wtedy na
              pewno będzie dobrze. Ale ja nie jestem z tych osób, co będą pokornie
              przypominać, żeby może łaskawie zrobił coś, o czym już pięc razy mówiłam. W
              sprawie bzdurnych zakazów nie mogę radzić z dośwaidczenia, bo ja idę gdzie chcę
              i rozmawiam z kim chcę, a jakby mój mąż wyraził pretensję co do tego, to bym go
              posłała na drzewo. I tobie doradzam podobnie :)
              • 18_lipcowa1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 12:08
                madziaq napisała:

                > Bliska osoba pewnie sporo starsza, mam rację? Bo prezentuje
                podejście, że
                > kobieta to musi "nieść swój krzyż" bez szemrania. Moja babcia tak
                samo ma. Jak
                > kiedyś byłam u rodziców i opowiadałam mamie, że mąż w czymś tam mi
                podpadł kilk
                > a
                > razy pod rząd, więc w końcu zrobiłam awanturę to babcia była
                zszkowana
                > autentycznie, że jak to tak, krzyczeć na MEZA? Mrzecież do męża to
                trzeba
                > grzecznie, ewentualnie z pokorą poprosić, że coś ci się nie
                podoba. I jeśli
                > będzie się do niego podchodzić grzecznie i z należnym szacunkiem
                to wtedy na
                > pewno będzie dobrze. Ale ja nie jestem z tych osób, co będą
                pokornie
                > przypominać, żeby może łaskawie zrobił coś, o czym już pięc razy
                mówiłam. W
                > sprawie bzdurnych zakazów nie mogę radzić z dośwaidczenia, bo ja
                idę gdzie chcę
                > i rozmawiam z kim chcę, a jakby mój mąż wyraził pretensję co do
                tego, to bym go
                > posłała na drzewo. I tobie doradzam podobnie :)



                Popieram calkowicie, mojej babci nie miesci sie w glowie jak ja moge
                nie gotowac mezowi.
                ;-)))))))))))))
                • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 12:54
                  no wiesz lipcowa! nie gotujesz mężowi?! :)))
                  masz rację Madziaq, starsza osoba mi tak poradziła. Nie miała ona na
                  myśli, żebym to wszystkie potulnie znosiła, ale na pewno żebym była
                  wyrozumiała (ale ile można znieść bez szwanku dla psyche??) i sama
                  za bardzo "nie podskakiwała", co chyba należy interpretować tak,że
                  facetowi to jednak więcej wolno, a kobieta się musi na więcej
                  godzić, iść na ustępstwa. Na takie podejście to szlak mnie trafia,
                  co mi, owszem, nie przeszkadza czasem siedzieć cicho, gdy powinnam
                  być glośna ( ale wiećej tego nie zrobię) bo jestem łagodną osobą i
                  wolę unikać konfliktów.
                  Tylko halo, czy nie jest tak, że mężczyźni bardziej kochają te
                  niezależne, silne kobiety, a nie te gotujące i sprzątające potulne
                  stworzonka.
                  • 18_lipcowa1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 13:04


                    > no wiesz lipcowa! nie gotujesz mężowi?! :)))
                    > masz rację Madziaq, starsza osoba mi tak poradziła. Nie miała ona
                    na
                    > myśli, żebym to wszystkie potulnie znosiła, ale na pewno żebym
                    była
                    > wyrozumiała (ale ile można znieść bez szwanku dla psyche??) i sama
                    > za bardzo "nie podskakiwała", co chyba należy interpretować tak,że
                    > facetowi to jednak więcej wolno, a kobieta się musi na więcej
                    > godzić, iść na ustępstwa. Na takie podejście to szlak mnie
                    trafia,
                    > co mi, owszem, nie przeszkadza czasem siedzieć cicho, gdy powinnam
                    > być glośna ( ale wiećej tego nie zrobię) bo jestem łagodną osobą i
                    > wolę unikać konfliktów.
                    > Tylko halo, czy nie jest tak, że mężczyźni bardziej kochają te
                    > niezależne, silne kobiety, a nie te gotujące i sprzątające potulne
                    > stworzonka.


                    Wiesz co, to Ty masz siebie kochac, szanowac, masz myslec o sobie i
                    o tym bys byla szczesliwa a nie ktos. Jasne ze kochasz, jasne ze
                    chcesz to naprawic i byc z mezem, ale czasem nie mozna.
                    Zycze Ci by sie udalo, ale zycze Ci tez odwagi by odejsc w razi
                    gdyby sie nie udalo.
                    Mi sie zachowanie twego meza nie miesci w glowie po prostu.
                  • horpyna4 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 15:21
                    Owszem, tak jest - mężczyźni bardziej kochają i szanują te niezależne
                    kobiety. Powód jest prosty - jak chcesz, żeby Ciebie szanowano,
                    musisz najpierw sama siebie szanować. Kuchty i pomywaczki się nie
                    szanuje; pominę sprawy łóżkowe, żeby uniknąć wulgaryzmów.
                    Tyle, że odsiew niepożądanego elementu męskiego następuje przed
                    ślubem. Facet wie, z jaką kobietą ma do czynienia i jeżeli jest
                    palantem, to nie tylko silna kobieta go nie zechce, ale i on będzie
                    się od niej trzymał z daleka.
                    Niestety wielu kobietom zależy bardziej na małżeństwie jako takim,
                    niż na właściwym kandydacie na męża i przed ślubem robią się
                    pokorniutkie, żeby tylko się nie rozmyślił. A potem płaczą, bo te
                    ciche i grzeczne przyciągają sadystów.
                    • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 22.04.08, 16:18
                      Lipcowa, dzieki:)
                      Horpyna, ja myślę, że jak ktoś jest na poziomie, to i pomywaczkę i
                      kuchtę szanuje, jeśli już tak brzydko mowisz o kimś, kto się daje
                      mężczyźnie po prostu wyzyskiwać.
                      Jeśli ktoś sam siebie nie szanuje, to zasługuje na litość.
                      Ja jestem niezależną osobą, potrzebuję swojej przestrzeni osobistej,
                      wolności. Nie wychodziłam za mąż, bo bałam się zostać tzw. starą
                      panną. Dla mnie w ogole takie określenie jest nie do przyjęcia,
                      abstrakcja jakaś. Kto powiedział, że ludzie muszą żyć w parach albo
                      w rodzinach? niech każdy żyje w swoim życiu tak jak chce.
                      Ale każdy popełnia błędy. Wpadłam jak śliwka w kompot, chociaż to
                      nie był jedyny facet, który za mną szalał - ale tu - klapki na
                      oczy,zignorowałam złe sygnały, poszłam na żywioł, chciałam czegoś
                      nowego. No i dostałam, taaa... Ale nie jestem materiałem na
                      męczęnnicę, doskonałą towarzyszkę życia dla władczego mężulka,
                      dlatego chcę się z nim zmierzyć, albo partnerstwo, albo do widzenia.
                      Nie będę mu już pobłażać tylko dlatego, że moja matka mi tak stale
                      radzi, tylko dlatego, że wychował się w patologicznej rodzinie gdzie
                      ojciec pił i bił żonę i dzieci, i dlatego, że nigdy w dzieciństwie
                      nic nie miał. On mnie bierze na litość. Już miałam 2 razy spakowane
                      walizy, ale mnie powstrzymał w ostatniej chwili, przekonując, że
                      chce się zmienić i że już będzie lepiej.

                • kaatrin Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 23.04.08, 03:10
                  :-))) Moja babcia natomiast kiedys u nas w odwiedzinach nie mogla
                  sie nadziwic, kiedy zobaczyla mojego meza w kuchni. Z szeroko
                  otwartymi oczami powiedziala:
                  "Nigdy nie widzialam, zeby mezczyzna kroil cebule"
        • sol_bianca Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 23.04.08, 21:20
          malwersantka napisała:

          > Oj Dziewczyny, czytając Wasze posty już się czuję jak ofiara
          > przemocy domowej:( A to jest tak, że znacie przeciez tylko moją
          > wersję, która jest mocno okraszona subiektywnymi odczuciami
          > wrażliwca.

          napisalas, ze wpada w szal, rzuca przedmiotami, wyzywa cie. to fakty, czy
          "subiektywne odczucia wrazliwca"? bo jesli fakty, to sorry, ale JESTES ofiara
          przemocy. moze "tylko" psychicznej, ale przemocy.

          > tzn. upierać się przy swoich wyborach, nie ustępować, reagować i
          > zachowywać się spontanicznie (normalnie, bez zastanawiania się)
          > zagadać do taksówkarza, etc. Tylko jak już będę taka wojownicza, to
          > nie chciałabym przeginać...

          od kiedy to spontaniczne zachowanie to "bycie wojownicza"?
          • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 24.04.08, 08:50
            Nie wyzywa mnie, ale wpada w szał zazwyczaj z powodu jakichś
            dupereli, niby złość nie jest skierowana przeciwko mnie, bo np.
            wyzżwa się rzucaniem czegoś o ściany, bo coś mu nie wychodzi,
            ale ... nie jest przyjemne przebywanie z taką niezrównoważoną osobą.
            W powietrzu jest taka nerwowość, to jest bardzo nieprzyjemne.
            Moje spontaniczne zachowanie, w porównaniu do tego stopniowego
            ustępowania, które miało miejsce w ostatnich miesiącach (w sensie,
            on nie chce żebym chodziła na siłownie, no dobrze, to pójdę na
            aerobik, nie lubi, żebym rozmawiała z mężczyznami, dobra, to staram
            się za wszelką cenę unikać takich sytuacji), może teraz mu się
            wydawać wojownicze. Zauważyłam w ostatnich dniach, że się bardziej
            stara, ale mimo to i tak nauczona doświadczeniem czekam do
            następnego większego wybuchu. Kwestia czasu, tylko jestem ciekawa,
            jaki będzie oficjalny powód...?
    • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 23.04.08, 08:39
      Chciałabym podziękować Wam, że poświeciłyście swój czas żeby mi
      pomóc:))
    • ela.buu Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 23.04.08, 14:56
      to nie jest tak ze powinnas czuc sie jak ofiara przemocy domowej
      poprostu twoj maz jak pisalas mial nieidealne dziecinstwo i to nadal na niego
      wplywa To nie jest tak ze mu dobrze z tym ze Ci zabrania i pewnie on tez nie
      czuje sie dobrze w tych swoich fochach
      Poczytaj o Doroslych dzieciach z rodzin dysfunjcyjnych
      Ja jestem taka osoba jest specjalna terapia ktora ulatwia zycie
      moj maz mowi ze od kiedy ja zaczelam to latwiej ze mna zyc
      jest to terapia ktora zostala opracowana dla dzieci z rodzin alkocholowych ale
      wystarczy z twoj moz nieczol sie kochany w domu i to powoduje nieumiejestnosc
      okazywania ci milosci i bliskosci

      polecam lekture

      www.4shared.com/file/41398927/9e7473a5/Woititz_Janet_-_KDorose_dzieci_alkoholikw.html?s=1
      www.4shared.com/file/38429847/84d89412/Woititz_Janet_G_-_Lk_przed_bliskosci.html?s=1
      • malwersantka Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 23.04.08, 15:42
        Dziekuje Ela, przeczytam.
        Mój mąż jest niestety własnie z takiej rodziny z problemem
        alkoholowym.
        • ela.buu Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 23.04.08, 16:06
          Ta o bliskosci daj mu tak po prostu a ta dla doroslych dzieci niech przeczyta
          dopiero potem jak dojdze na grupe DDA n
          arazie wyslania Ci jak on postrzega swiat
          www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=77&Itemid=53
          • velospeed Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 24.04.08, 19:08
            witam
            przepraszam że nie na temat< ale mam do pani pytanie związane z moim wątkiem
            jeśli będzie pani uprzejma to proszę o kontakt pod tym adresem velospeed@gazeta>pl
            z góry dziękuję
            p>s> jest to dla mnie bardzo ważne
          • velospeed Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 25.04.08, 08:55
            ela.buu napisała:

            > Ta o bliskosci daj mu tak po prostu a ta dla doroslych dzieci niech przeczyta
            > dopiero potem jak dojdze na grupe DDA n
            > arazie wyslania Ci jak on postrzega swiat
            > www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=77&Itemid=53


            Przepraszam "ela.buu" , że piszę w tym wątku nie na temat, ale Twoja historia
            opisana w moim wątku z przed miesiąca jest kalką mojej obecnej sytuacji.
            Prosiłbym o kontakt pod adresem : velospeed@gazeta.pl
            Z góry dziękuję za kontakt
            Twoja opinia dotycząca mojej obecnej sytuacji mam nadzieję że będzie bardzo istotna
            Pozdrawiam
    • zalotnica_niebieska Abstarhując od Tewgo męża... 27.04.08, 08:11
      Mnie zastanawia, jak to się dzieje, że Ty godzisz się na takie
      zachowania wobec siebie? I po co Ci to.. Niestety, utrzymywanie się
      w roli ofiary.. Tym bardziej przy opisie, jak to cenisz sobie
      wolność i niezalezność...
      A juz to, co robisz w seksie..... (nie nazwałbym tez osoby mającej
      ochotę na seks 4 razy w tygodniu mającą niskie libido..)
      Ale skoro wasze potrzeby rozmija się,a Ty dodatkowo robisz - sorry:
      przedstawienie pt. ciuszki, "taka jestem rozpalona", to jak Twój
      mąż, na Boga, ma wogóle zobaczyć, ze to co robi jest wg Ciebie nie
      w porządku, jak Ty pary nie puszczasz, a na dodatek sama go
      podkręcasz?! Kręcisz własnoręcznie bicz na własną szyję. Tylko po
      co? Im bardziej będziesz ustepowac, tym bardziej on będzie napierac..
      I moze tak być,ze mąż mial cięzkie dzieciństwo ( ale któż z nas go
      nie miał ;-))), do tego wygląda,ze ona ma problemy z kontrolowaniem
      impulsów, ale ja jestem przy Tobie: po co Ty sobie dajesz to robić.
      przecyztaj: "Mężczyźni kochają zołzy" I sama ze soba do psychologa
      dla zrozumienia co Ty robisz w swoim związku,jaki jest twój
      wkład/udział, dlaczego wybrałas taki typ partnera: kontorlującego,
      dominującego, bo jak tak dalej pójdzie, to ja to widze w kierunku
      przemocy...
      • malwersantka Re: Abstarhując od Tewgo męża... 27.04.08, 11:58
        Jak czytam moje posty i Wasze odpowiedzi to też się zastanawiam, jak
        to się dzieje, że zgadzam się na takie traktowanie, jak to się
        dzieje, że dopuściłam do tego, żeby było tak jak jest.
        Stopniowo ustępowałam, a im bardziej tym bardziej on mi wchodził na
        głowę. Z początku takie traktowanie nie mieściło mi się w głowie,
        bardzo, bardzo to przeżywałam, płakałam, chciałam to zakończyć, a on
        przepraszał i zostawałam. Ale stopniowo jakoś zaczęły mi się
        zacierać granice, teraz zanim zareaguje to 3 razy się zastanwaiam,
        czy ja oby nie przesadzam?
        Dzięki za wskazówkę niebieska, to o zołzach już czytam:) strzał w
        dziesiątkę.
    • rotkaeppchen1 Re: małżeństwo to ciężki kawałek chleba 02.05.08, 22:30
      To nie malzenstwo samo w sobie jest nie dla ciebie. Tylko TEN maz.
Pełna wersja