Dodaj do ulubionych

Kieszonkowe dla mamusi?

14.05.08, 07:25
Czy normalne jest to, że 32-letni facet, który mieszka z żoną i za niecałe 3
miesiące będzie miał dziecko, daje swojej mamie "kieszonkowe"?
Mamy do dyspozycji tylko wypłatę męża - ja studiuję dziennie dwa kierunki i
jestem w 7 miesiącu ciąży, więc do pracy pójść nie dam rady, chociaż naprawdę
bardzo bym chciała... Po odliczeniu rachunków, jedzenia i biletów z wypłaty
zostaje 700 złotych. Z tego małżonek odpala swojej mamie 350 zł, czyli do
dyspozycji mamy także 350 - na dwie dorosłe osoby i dziecko... Mąż twierdzi,
że "jestem materialistką i mam klapki na oczach" i robię aferę o takie
śmieszne pieniądze. Tyle, że przez ostatnie 3 lata ja takie "śmieszne
pieniądze" miałam za wynajem pokoju i z tego płaciłam za połowę rachunków i za
karmę dla psa, a mój mąż (wtedy jeszcze narzeczony) płacił drugą połowę i
czasami robił zakupy (ja "dla równowagi" przywoziłam wałówki od rodziców).
Wtedy było ok i materialistką nigdy w życiu by mnie nie nazwał - bo kosztowało
go to kilka stów miesięcznie. Teraz jestem zołzą, bo ośmielam się upominać o
kasę na łóżeczko, wózek i wyprawkę dla dzieciaka. Zostały nam niecałe 3
miesiące do porodu, później na dziecko będzie trzeba wydawać kasę regularnie i
pewnie w większej ilości...

Tak się zastanawiam - które z nas powinno się popukać w czółko?
Obserwuj wątek
    • capa_negra Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 07:47
      Nie obraz się ale ty.
      Nie dlatego, ze nie masz racji co do kieszonkowego tylko dlatego,
      ze nie przerwałas tego wcześniej, a w zasadzie że nie przerwałas tej
      znajomości.
      Z takim podejściem twojego męża do mamusi ....kiepsko widze.
      No chyba , że matka twojego faceta zyje na skraju nędzy, duzo wydaje
      na leki bo jest cięzko chora etc.
      W takim przypadku zachowanie syna jest ok.
      Inaczej byłoby poprostu nieludzkie.
    • malgoszac Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 08:03
      > Czy normalne jest to, że 32-letni facet, który mieszka z żoną i za
      niecałe 3
      > miesiące będzie miał dziecko, daje swojej mamie "kieszonkowe"?

      ja tez tak robie, bo jej nie starcza na zycie

      > Mamy do dyspozycji tylko wypłatę męża - ja studiuję dziennie dwa
      kierunki i
      > jestem w 7 miesiącu ciąży, więc do pracy pójść nie dam rady,
      chociaż naprawdę
      > bardzo bym chciała...

      no ale za 4-5 miesiecy spokojnie do tej pracy mozesz pojsc...

      > go to kilka stów miesięcznie. Teraz jestem zołzą, bo ośmielam się
      upominać o
      > kasę na łóżeczko, wózek i wyprawkę dla dzieciaka. Zostały nam
      niecałe 3
      > miesiące do porodu, później na dziecko będzie trzeba wydawać kasę
      regularnie i
      > pewnie w większej ilości...

      dziewie sie Wam bardzo - decydowaliscie sie na dziecko nie majac sie
      z czego utrzymywac? mysle, ze oboje macie jakis problem...nawet
      700zl na 2os i dziecko to moim zdaniem i tka za malo ...
      • iga-filip Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 08:25
        Jego mama jest zdrowa, ma emeryturę, mieszka z 2 osobami, które mają renty, więc
        na życie im najprawdopodobniej wystarcza. Gdyby im nie wystarczało, to mogłyby
        odnająć puste mieszkanie, które utrzymują.


        > no ale za 4-5 miesiecy spokojnie do tej pracy mozesz pojsc...

        Jasne, rzucę studia i zostawię niemowlaka pod opieką niani - akurat wydam na nią
        tyle, ile zarobię na kasie w sklepie... Do pracy chcę iść za rok, akurat skończę
        studia i będę mogła pracować w zawodzie, a dziecko pójdzie do żłobka.

        > dziewie sie Wam bardzo - decydowaliscie sie na dziecko nie majac sie
        > z czego utrzymywac? mysle, ze oboje macie jakis problem...nawet
        > 700zl na 2os i dziecko to moim zdaniem i tka za malo ...

        Teoretycznie mamy się z czego utrzymywać - z wypłaty męża. Po opłaceniu
        rachunków i jedzenia powinno zostać nam 700 zł i za tyle u nas spokojnie można
        utrzymać siebie i dziecko. Dziecka w planach nie miałam przed ukończeniem studiów...
        • iminlove Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 15:10
          iga-filip napisała:

          Do pracy chcę iść za rok, akurat skończ
          > ę
          > studia i będę mogła pracować w zawodzie, a dziecko pójdzie do
          żłobka.


          Nie wiem, co studiujesz, ale na większości kierunków ludzie pracują
          w zawodzie już na 3-4 roku:)
          • caysee Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 22:21
            > Nie wiem, co studiujesz, ale na większości kierunków ludzie pracują
            > w zawodzie już na 3-4 roku:)

            Bzdura. Jestem inzynierem, na 3-4 roku to pracowalo u mnie moze 20% rocznika, ze
            czego 1-2 osoby zgodnie z kierunkiem studiow.
            • iminlove Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 12:07
              Ja jestem bankowcem. Na 4 roku 90% osób chodzących ze mną na
              seminarium już pracowalo w zawodzie.
              • domi_mikolka Re: Kieszonkowe dla mamusi? 30.09.08, 18:17
                też jestem inżynierem, pracę (zgodnie z kierunkiem studiów) zaczęłam
                pod koniec drugiego roku, na czwartym chyba ze 2 albo 3 osoby
                jeszcze nie pracowały, na piątym nie znałam takiej, która nie
                poszłaby do pracy
                • lili-2008 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 05.11.09, 15:33
                  a z jakiego jesteś miasta? to jest też ważne, w warszawie, poznaniu, czy innych
                  większych miastach zawsze łatwiej znaleźć pracę zgodnie z kierunkiem studiów, w
                  mniejszych nie jest już tak wesoło
                  a nie mieliście problemów z nauką? dawałaś radę pracować, uczyć się do kolokwiów
                  i wstępniaków, na laborki, robić projekty? a przy tym mieć jeszcze jakieś życie
                  studenckie?
                  niedługo będą się dziwić, jak w podstawówce nie będzie się pracować:D

                  jestem już po studiach jakiś czas, pracuję w zawodzie, w swojej specjalizacji,
                  ze studiów wyniosłam niezłe podstawy teoretyczne, bo miałam czas na naukę, mam
                  co wspominać, bo miałam życie towarzyskie, a pieniądze dostawałam za wysoką
                  średnią, więc i kieszonkowe było:)
                  ja nie narzekam, nie oddałabym tych wspaniałych 5 lat studiów za żadną kasę i
                  żadne doświadczenie, poradzę sobie w życiu i bez praktyki zdobytej na studiach:P
          • lili-2008 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 05.11.09, 15:27
            uwielbiam, gdy ludzie piszą, że na studiach trzeba pracować w zawodzie:D
            taaa, zwłaszcza jak się ma codziennie od 8 do 8 zajęcia, nawet jeśli część z
            nich to wykłady (nieobowiązkowe na ogół) to pozostałe zajęcia to laborki,
            projekty i ćwiczenia, na których obecność jest obowiązkowa!
            studiowałam Inżynierię Środowiska, nikt z moich kolegów nie pracował na studiach
            w zawodzie, niektórzy ewentualnie w weekendy dorabiali sobie pracą w markecie,
            barze itp.
            nie mieliśmy po prostu na pracę w dni powszednie czasu
            czy wreszcie ludzie zrozumieją, że studia studiom nierówne i nie należy
            generalizować?
    • annb nie, to nie jest normalne 14.05.08, 08:49

      pan powinien lozyc przede wszystkim na swoją nową, zalozoną
      swiadomie rodzine.
      a skoro daje mamie a nie tobie
      i w nosie ma ze trzebna kupic lozeczko i wozek
      to znaczy ze nie dziecko a wlasna matka jest dla niego najwazniejsza
      czyli
      reasumujac
      nie dorosl do malzenstwa
      zdarza sie
    • madziaq Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 09:48
      Mąż się powinien popukać i to mocno, najlepiej młotkiem...

      A on tak sam z siebie wspomaga mamusię, czy ona tego od niego żąda? I w ogóle
      jakoś uzasadnia to, że jej daje pieniądze? No bo gdyby nie miała na podstawowe
      potrzeby to rozumiem, ale z tego co piszesz, na życie jej wystarcza. Szczerze,
      to nie mieści mi się to w głowie, ni cholery. Zupełnie szczerze, to również mi
      się nie mieści w głowie, jak można się zdecydować na dziecko, mając 700 zł
      miesięcznie na utrzymanie trzech osób, w tym niemowlaka...
      • iga-filip Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 10:16
        I w ogóle
        > jakoś uzasadnia to, że jej daje pieniądze?

        Nie, przelewa mi określoną kwotę na rachunki i jedzenie, a resztą rządzi on, bo
        to jego wypłata. Uzasadniać mi nie musi, bo to "nie mój interes", a poza tym
        jestem od niego o 8 lat młodsza i "nie wiem nic o życiu".

        Zupełnie szczerze, to również mi
        > się nie mieści w głowie, jak można się zdecydować na dziecko, mając 700 zł
        > miesięcznie na utrzymanie trzech osób, w tym niemowlaka...

        Nie planowaliśmy dziecka, byliśmy ze sobą 5 lat, ale to była wpadka. On chciał
        dziecko od dawna, cieszył się, namówił mnie, żebym ciąży nie usuwała,
        przyśpieszyliśmy termin ślubu i ogólnie miało być pięknie, bo ja głupia
        myślałam, że skoro tak wspomaga mamę, to własnemu dziecku tym bardziej stworzy
        odpowiednie warunki. Chyba się przeliczyłam.:(
        • madziaq Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 10:35
          > Nie, przelewa mi określoną kwotę na rachunki i jedzenie, a resztą rządzi on, bo
          > to jego wypłata. Uzasadniać mi nie musi, bo to "nie mój interes", a poza tym
          > jestem od niego o 8 lat młodsza i "nie wiem nic o życiu".

          Jednym słowem - BURAK. A to dopiero po ślubie mu się tak porobiło, czy wcześniej
          tez taki był?
          Swoją drogą ciekawe podejście, jeśli o połowie swojej wypłaty, jakakolwiek by
          ona nie była, ktoś mówi, że to śmieszne pieniądze. To może by zaczął w takim
          razie mniej śmiesznie zarabiać?
        • martunia19811 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 19:08
          W 21 wieku nie ma wpadek. Chcialaś złapać mezą na dziecko to teraz masz. W sumie
          to nie wiem dlaczego się rzucasz o nie swoje pieniądze.On zarabia on wydaje.
          jakby miał ochotę wyrzucić je przez okno to jego sprawa. Zachowujesz się jakbyś
          w 17wieku żyła.
          Zastanowić należy się nad sobą, sama na siebie nawet nie zarabiasz a dziecko w
          drodze? Co Ty sobie myślałaś? Że z czego będziesz żyła?
          • yeti Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 14:38
            martunia19811 napisała:

            > W 21 wieku nie ma wpadek. Chcialaś złapać mezą na dziecko to teraz
            masz. W sumie to nie wiem dlaczego się rzucasz o nie swoje
            pieniądze.On zarabia on wydaje. jakby miał ochotę wyrzucić je przez
            okno to jego sprawa. Zachowujesz się jakbyś w 17wieku żyła.
            Zastanowić należy się nad sobą, sama na siebie nawet nie zarabiasz a
            dziecko w drodze? Co Ty sobie myślałaś? Że z czego będziesz żyła?


            Pierwszy raz coś takiego napiszę na forum: Proszę oto przykład
            czystego debilizmu i skretynienia. Zastanawiam się czy nie wkleić
            sobie Twojej wypowiedzi do sygnaturki z jakimś jeszcze bardziej
            dobitnym komentarzem. Dziewczyno to Ty chyba żyjesz w XVII wieku.
          • anya.po.prostu Re: Kieszonkowe dla mamusi? 06.06.08, 16:05
            On zarabia on wydaje? Bardzo ciekawe! A odpowiedzialnosc tatusia za
            poczete dziecko skonczyla sie w momencie zaplodnienia tak?
            Przeczytaj dokladnie, to ON CHCIAL dziecka. A dziecko to koszty a
            nie tylko zdjecie slodkiego bobaska do pochwalenia sie przed
            kolegami w pracy.
          • brak.slow Re: COO>? 11.11.09, 14:29
            Ty chyba nie znasz podstawowych przepisow. zapamietaj sobie, ze malzonek jest
            zobowiązany dbac o zone i dzielic sie pieniedzmi, i pieniadze sa wspolne nawet
            jesli tylko jedno z malzonkow zarabia, wiec nie pieprz glupot, ze on robi se
            SWOJĄ kasą co chce, bo te pieniądze są wspolne i ona ma tyle samo do powiedzenia
            co on. a co do twojego glupiego twierdzenia nt ciąży to dziecinko,,, aby
            zmajstrowac dzieciaka potrzeba mezczyzny i kobiety, a nie tylko kobiety.
            zastanow sie co mowisz. nie tylko ona rozkladala nogi, ale i on posuwal ją
            radośnie, wiec ku.r.wa daruj sobie debilbe texty o tym, jakoby odpowiedzialnosc
            za wspolne zycie i utrzymanie dziecka ponosila tylko autorka wątku!
            • aneta-skarpeta Re: COO>? 11.11.09, 20:10
              mało tego. przy rozwodzie bez orzekania o winie, kazda ze stron jest zobowiazana
              do płącenia alimentow drugiej stronie, gdy tej pogorszy sie znacząco standart
              zycialub nie moze pracowac ( wypadek)
        • emiliawo Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 13:24
          > I w ogóle
          > > jakoś uzasadnia to, że jej daje pieniądze?
          >
          > Nie, przelewa mi określoną kwotę na rachunki i jedzenie, a resztą
          rządzi on, bo
          > to jego wypłata. Uzasadniać mi nie musi, bo to "nie mój interes",
          a poza tym
          > jestem od niego o 8 lat młodsza i "nie wiem nic o życiu".

          Hmmm... a może koleżanko Ty podjęłaś u Pana Męża pracę w charakterze
          gosposi, tylko nie pamiętasz?? Jakiś dziwny układ :\

          >
          > Zupełnie szczerze, to również mi
          > > się nie mieści w głowie, jak można się zdecydować na dziecko,
          mając 700 z
          > ł
          > > miesięcznie na utrzymanie trzech osób, w tym niemowlaka...
          >
          > Nie planowaliśmy dziecka, byliśmy ze sobą 5 lat, ale to była
          wpadka. On chciał
          > dziecko od dawna, cieszył się, namówił mnie, żebym ciąży nie
          usuwała,
          > przyśpieszyliśmy termin ślubu i ogólnie miało być pięknie, bo ja
          głupia
          > myślałam, że skoro tak wspomaga mamę, to własnemu dziecku tym
          bardziej stworzy
          > odpowiednie warunki. Chyba się przeliczyłam.:(

          Czy Ty dziewczę na serio rozważałaś aborcję? Trzeba było się
          wcześniej przejść do ginekologa po receptę na tabletki lub plasterki.
          Poza tym widziały gały co brały i nie ma co liczyć, że jak się ożeni
          to się odmieni. Przecież wiedziałaś, że daje kasę matce.
          Może wystarczyłoby zakomunikować Panu Mężowi, żeby zajął się zakupem
          wyprawki?
        • deodyma Re: Kieszonkowe dla mamusi? 07.06.08, 10:34
          oj, to bardzo nieciekawa sytuacja. wrecz beznadziejna. no bo jak maz sobie
          wyobraza zycie po tym , gdy dziecko sie urodzi? wiadomo, ze ma ono swoje
          potrzeby. czy jego zdaniem pozniej te 350 zl ma Wam starczac na zycie??? jakim
          cudem niby??? dojdzie do tego, ze bedzie Tobie wydzielal kase bo powie, ze nie
          umiesz nia rzadzic i bedziesz musiala zebrac o kazda zlotowke. nie pozostaje Ci
          nic innego, jak znalezc dobrze platna prace i zaczac zycie na nowo z dzieckiem,
          ale juz bez niego. na meza ani ojca to on z pewnoscia sie nie nadaje z juz na
          pewno sie nie zmieni.
    • lookbill Udaj się natychmiast z mężem do najbliższego 14.05.08, 10:37
      szpitala w celu... odcięcia pępowiny, bo 32 lata temu zapomniano to
      zrobić!
    • chicarica Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 11:14
      Słuchaj, tu trzeba ostrych kroków. Prawdę Ci powiem, że facet musi być jakiś
      dziwny, jeśli sądzi, że za 350 zł da się utrzymać dwoje osób i dziecko. To
      oczywiste, które z Was powinno się popukać w czółko, a prawdę mówiąc zastanawiam
      się, co Cię skłania do bycia z takim facetem, który bardziej dba o matkę, niż o
      własną żonę i dziecko. 350 zł to kasa "na waciki" i tak pewnie traktuje ją
      matka, a Ty z tego musisz utrzymać dom, to jakaś paranoja.
      Mąż wierzący? To mu zacytuj ten fragment z "i opuści mąż matkę swoją i ojca
      swego". Facet chyba nie dorósł do bycia mężem i ojcem. Lada dzień będziecie mieć
      dziecko, niech się chłop określi z priorytetami.
      • arribeth Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 12:01
        Drobne sprostowanie tylko: te 700 złotych zostaje po opłaceniu rachunków,
        biletów i wydatków na jedzenie, więc nie jest tak że ona za 350 zł ma utrzymać dom.
        • chicarica Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 23:04
          Ok, faktycznie. Ale 350 zł na wydatki typu kino, książki, lekarstwa, kosmetyki,
          drobiazgi do domu to moim zdaniem jest TRAGICZNIE mało.
    • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 12:49
      > Czy normalne jest to, że 32-letni facet, który mieszka z żoną i za niecałe 3
      > miesiące będzie miał dziecko, daje swojej mamie "kieszonkowe"?

      tak, to normalne że dzieci pomagają rodzicom-emerytom. nie pisałaś jeszcze ile
      on zarabia, bo to że 700 zł zostaje po odliczeniu kosztów utrzymania jest dość
      mętne. równie dobrze może trzepać np. 4 tysiące.
      co jest w tym najdziwniejszego to fakt że on traktuje Cię z góry, jego
      pieniądze-nie Twój interes. z drugiej strony, nie znamy całej sytuacji więc może
      rzeczywiście przesadzasz
      • iga-filip Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 13:07
        nie pisałaś jeszcze ile
        > on zarabia, bo to że 700 zł zostaje po odliczeniu kosztów utrzymania jest dość
        > mętne. równie dobrze może trzepać np. 4 tysiące.

        Ok, dokładniej: mąż "trzepie" 2 tysiące. Przelewa mi tysiąc - z tego mam
        zapłacić rachunki za mieszkanie (ok. 550 zł), za 450 zł mam wyżywić 2 dorosłe
        osoby i 35-kilowego psa. 300 zł rozchodzi się mu na dojazdy do pracy, karty do
        telefonów (dla niego, dla mnie, dla teściowej) i za internet teściowej. Zostaje
        700 zł, z czego mamie daje te nieszczęsne 350 złotych. Czyli po odjęciu kosztów
        podstawowych i kieszonkowego dla teściowej mamy tyle co teściowa "na waciki" -
        350 zł.
        • annubis74 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 13:48
          to prawda że facet powinien troszczyć się o żonę i dziecko
          ale z drugiej strony mam wrażenie że na facecie wiszą uwieszone dwie
          pasożytujące na nim kobiety
          z jednej strony mama, z drugiej strony żona
          mamusia ciągnie kasę na telefon, internet oraz drobne wydatki
          żona podobnie
          a facet jest rozliczany z każdego grosza
          to facet pracuje na dom a jego pieniędzmi rządzą inni (a raczej inne)
          dobra rada - pomyśleć o pracy i uniezaleznić sie finansowo od męża i
          kasy dawanej mamusi
          a dziecko po urodzeniu zostawic z teściową - niech "odrobi" kasę
          dawaną na waciki
          • martunia19811 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 19:11
            Święte słowa. Niesamowity jest ton postu autorki, sama nic nie daje z siebie a
            jeszcze pretensje ma. Pijawka.
            Od mamusi się odstosunkujcie. Pewnie ponad 20 lat syna otrzymywała to dlaczego
            on teraz ma jej nie pomagać finansowo?
            • intrygantka1 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 22:09
              martunia19811 napisała:

              > Święte słowa. Niesamowity jest ton postu autorki, sama nic nie daje z siebie a
              > jeszcze pretensje ma. Pijawka.

              A tak poza tym, to wszystko u Ciebie w porządku?

              > Od mamusi się odstosunkujcie. Pewnie ponad 20 lat syna otrzymywała to dlaczego
              > on teraz ma jej nie pomagać finansowo?

              Dlatego, że ma teraz swoją rodzinę. Żonę i dziecko w drodze. A jego mama nie
              żyje w nędzy. Choćby dlatego.
              Mój mąż zarabia 3 razy tyle, ile mąż autorki postu. Ja zarabiam 2 razy tyle ile
              mąż autorki postu. Zdarza się, że wspomożemy rodziców, ale nie są to regularne
              "datki". Nie widzę powodu, dla którego miałabym regularnie płacić moim, czy
              rodzicom męża co miesięczne wynagrodzenie. Zwłaszcza, że mają swoje dochody.
              • a_weasley Re: Kieszonkowe dla mamusi? 17.05.08, 03:11
                intrygantka1 napisała:

                > A jego mama nie żyje w nędzy. Choćby dlatego.

                Jakie dochody ma teściowa autorki, tego nie wiemy. Nie wspomina o tym nawet
                autorka (pomijając fakt, że wiemy i tak, że teściowej nie cierpi).

                > Nie widzę powodu, dla którego miałabym regularnie
                > płacić moim, czy rodzicom męża co miesięczne
                > wynagrodzenie. Zwłaszcza, że mają swoje dochody.

                Tylko tutaj nikt nie twierdzi, że generalnie dorosłe dzieci powinny wspierać
                rodziców niezależnie od tego, w jakiej sytuacji majątkowej ci rodzice są, więc
                to, że u Ciebie nie ma takiej potrzeby, nic do sprawy nie wnosi.
            • samotniczka12345 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 30.09.08, 17:14
              SAMA JESTES PIJAWKA, POWINNI CIĘ WYRZUCIC Z TEGO FORUM. KOBIETA W TYM OKRESIE
              CIĄZY MA NAWET OBOWIĄZEK NIEPRACOWAC ZAWODOWO.
          • samotniczka12345 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 30.09.08, 17:12
            NO I DOBRZE ŻE RZĄDZĄ JEZELI ZONA JEST W CIĄZY TO MA ZAKICHANY OBOWIĄZEK
            UTRZYMYWAĆ JA. nAJLEPIEJ PARE MINUT PO PORODZIE NIECH WRACA DO PRACY A TO TAK.
            CZŁOWIEKU CZY TY JESTES NORMALNY WEŹ SIE PUKNIJ W ŁEB. FACET W MOMENCIE
            ZAKŁADANIA RODZINY MA OBOWIĄZEK UTRZYMAC ŻONE I DZIECKO W KONCU GDYBY NIE ZONA
            DZIECKA BY NIEBYŁO. DZIEWCZYNO NIGDY NIE ZOSTAWIAJ DZIECKA TESCIOWEJ ONO
            POTRZEBUJE TWOJEJ MIŁOSCI NIE JAKIEJS TAM BABUNI Z BOZEJ ŁASKI.
        • aga.warak Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 20:25
          Wiesz podziwiam Ciebie, ze za 450 zl. wyzywisz Was oboje i psa.
    • kamelia04.08.2007 najfajniej to się uzaleznic od kogoś.... 14.05.08, 13:13
      gdzie ty takiego kolesia znalazłaś? czy on był ostatni na świecie i czy ty
      ślepa byłaś?

      najpierw zachodzisz z nim w ciąże, a potem podejmujecie decyzje o wspólnym życiu
      i wtedy ze zdziwieniem stwierdzasz, że zapomniano mu odciąć mu pępowinę. Coś tu
      na odwrót.


      Co do pieniędzy, to wypłata, która on przynosi nie jest JEGO, tylko jest WASZA,
      wiec masz trochę do powiedzenia jak te pieniądze będą wydane, chyba, że macie
      rozdzielnosć. To tak w sensie formalnym.

      A tak na poważnie to urządziłaś się na cacy: na łasce męża, bez pracy, w ciąży,
      z rozpętanymi studiami i 350 zł na przeżycie dla 2 osób i na wyprawkę dla dziecka.

      Extra, niektóre kobiety to umieją sobie spieprzyć życie.
      • lookbill dokładnie 14.05.08, 15:03
        i jeszcze się dziwi, tylko dlaczego dopiero teraz???
        Czy Ty uważasz, że 2 tys z pracy męża to jest dużo?! To są po prostu
        śmieszne pieniądze biorąc pod uwagę utrzymanie dwóch dorosłych osób
        + niebawem dziecko. Jeśli mąż uważa, że to jest JEGO, to niech płaci
        Tobie uczciwie za sprzątanie, gotowanie, a za niedługo za
        wychowywanie dzieciaka.
        Tak jak wspomniała poprzedniczka, to, co on zarabia jest WASZE, więc
        to bzdura, że nie masz nic do powiedzenia w tej kwestii. No chyba,
        że zrobiliście rozdzielność majątkową, w co akurat nie wierzę przy
        takim podejściu do życia- "ajpierw dziecko, a potem się zobaczy".
        Kopa w dupę jeśli sytuacja się nie zmieni.
        Kochana, my z mężem wydajemy ponad 500 zł na większe zakupy raz w
        miesiącu nie licząc codziennych wydatków, a nie mamy dzieci tylko
        psa.
        To, co mąż Ci zostawia to zwyczajny ochłap, nie widzisz tego?! Co
        będzie jak zaczną sie wydatki na dziecko?
        Chyba tylko MOPS zostanie... Oby nie!
        • madziaq Re: dokładnie 14.05.08, 15:17
          Wiesz, to jeszcze trochę zależy od miasta, no i ogólnie od trybu życia. Dla mnie
          też 2000 to O WIELE za mało na utryzmanie 3 osób, psa pomijam milczeniem ;) Też
          mi się zdarza wydać 200 zł lub więcej na tygodniowe zakupy. Ale my mieszkamy w
          Warszawie, gdzie wszystko jest droższe no i osobiście do oszczędnych mnie trudno
          zaliczyć, nie wiem jak Ciebie ;)

          Wiem, że w mniejszych miastach i na wsiach wiele rzeczy jest tańszych no i wiem,
          że można rozsądniej gospodarować pieniędzmi niż niżej podpisana to czyni ;-)
          Więc 2 tysiące może jakoś od biedy starczy na utrzymanie przy oszczędnym
          podejściu. No ale stosunek męża do autorki wątku nie wróży dobrze. Nawet wróży
          bardzo źle...
          • lookbill Re: dokładnie 14.05.08, 15:31
            Mieszkamy w stolicy śląska i wierz mi, że ceny tu są analogiczne do
            Warszawy, ale w sumie nie w tym rzecz.
            Do oszczędnych absolutnie nie należę niestety, tak czy inaczej
            uważam, że kwota 2 tys. na rodzinę trzyosobową plus mamusia to jest
            śmieszna kwota! Jeśli ów mąż uważa, że przy swojej wypłacie i tym,
            co zostaje po opłatach dając mamusi 350 to jest śmieszna kwota, to
            powinien pomyśleć nad lepszą pracą lub drugim etatem, bo to, co
            zostawia dla swojej rodziny (mam na myśli żonę) to zwyczajne ochłapy.
            A wiesz, że im wyższy standart życia, tym więcej pieniędzy idzie na
            życie. Niestety to, co ów pan przelewa swojej żonie to jakiś żart.
    • triss_merigold6 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 18:13
      Szczerze? Rozwiedź się. Jako samotna bez dochodów możesz się starać
      o stypendium socjalne, zasiłki z MOPS, no i te 350 zł alimentów
      dostaniesz spokojnie. Nie będziesz walczyć z mamusią o pierwszeństwo
      w serduszku i portfelu kretyna a spokojnie dasz radę poznać
      sensownego faceta. Młode kobiety z małymi dziećmi mają branie na
      rynku.
      • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 23:17
        > Szczerze? Rozwiedź się.

        wspaniała rada
        • triss_merigold6 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 20:59
          Rada racjonalna i sensowna w wyżej opisanej sytuacji.
          • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 21:08
            nie, to nie jest racjonalne. sensowne byłoby poradzenie żeby rozwiązała tę
            sprawę z mężem, a nie bazując na opiniach obcych ludzi. autorka opisała tu
            sytuację widzianą ze SWOJEJ strony, w zasadzie sugerując takie odpowiedzi jak
            Twoja. gdyby tu wszedł jakiś facet i napisał "moja żona studiuje sobie dziennie,
            więc ją utrzymuję. ona zamiast mnie doceniać ma do mnie pretensje że dokładam
            matce do leków 300 zł", to jaka by była Twoja odpowiedź, niech zgadnę: kopnij w
            tyłek pijawkę, nie docenia Twojego wysiłku, nie dorosła do małżeństwa

            ludzie nie po to biorą śluby żeby rozwodzić się przez takie głupoty, chyba że
            oboje są tak "dojrzali" że przy pierwszej przeszkodzie zabierają swoje zabawki
            do innej piaskownicy. w takim wypadku tylko dziecka szkoda
            • triss_merigold6 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 21:31
              Hm... chyba juz próbowała rozwiązać z mężem?
              Pan daje na życie ZA MAŁO. Jesli na żonę i dziecko w drodze daje za
              mało to powinien skasować wydatek na pomoc dla matki. Proste. Matka
              ma emeryturę, nie mieszka sama, poradzi sobie lekkim twistem.

              Gdyby koleś na życie dawał 3 tysiące to mogłby te 3 stów odpalać
              matce. A tak sorry, dziecko kosztuje.
              • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 21:42
                > Gdyby koleś na życie dawał 3 tysiące to mogłby te 3 stów odpalać
                > matce. A tak sorry, dziecko kosztuje.

                sorry, dziecka jeszcze nie ma. przedstawiacie gościa w takim świetle, że dziecko
                zagłodzi żeby matka miała firmowe ciuchy.
                • triss_merigold6 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 21:52
                  Za 350 zł zagłodzi z całą pewnością. BTW akcesoria okołodziecięce
                  nawet te używane kosztują. Kosztuje łóżeczko, pościel, wanienka,
                  butelki, bielizna niemowlęca, ubranka etc.
                  Nie widzę opcji, żeby 2 dorosłe osoby + dziecko przeżyły za 700 zł
                  miesięcznie, same pieluchy + kosmetyki będą kosztować ze 200 zł.
                  • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 21:56
                    triss_merigold6 napisała:

                    > Za 350 zł zagłodzi z całą pewnością. BTW akcesoria okołodziecięce
                    > nawet te używane kosztują. Kosztuje łóżeczko, pościel, wanienka,
                    > butelki, bielizna niemowlęca, ubranka etc.
                    > Nie widzę opcji, żeby 2 dorosłe osoby + dziecko przeżyły za 700 zł
                    > miesięcznie, same pieluchy + kosmetyki będą kosztować ze 200 zł.

                    a o tym mogli pomyśleć zanim zaoszczędzili na pigułkach.
                    • triss_merigold6 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 20:38
                      Pan zaoszczędził na gumach. Pna wedle własnych słów "znający życie"
                      powinien się orientować w kosztach owego życia lepiej od młodszej o
                      ładnych parę lat studentki.
    • 18_lipcowa1 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.05.08, 22:34
      to jest chore co robi twoj maz.
    • brak.polskich.liter Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 00:55
      Tobie - wyrazy wspolczucia.
      Panu - kopa.

      Tyle ode mnie w temacie. Wyzej dziewczyny juz uzasadnily, dlaczego.
      • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 20:53
        brak.polskich.liter napisała:

        > Tobie - wyrazy wspolczucia.
        > Panu - kopa.

        genialny plan, ma tylko jeden słaby punkt - wtedy musiałaby iść do pracy i sama
        zarobić te 2000.
        • a_weasley Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 10:03
          laska.waniliowa napisała:

          > brak.polskich.liter napisała:

          >> Tobie - wyrazy wspolczucia.
          >> Panu - kopa.

          > genialny plan, ma tylko jeden słaby punkt -

          Żeby tylko jeden!

          > wtedy musiałaby iść do pracy i sama zarobić te 2000.

          Będąc matką niemowlęcia i mając rozgrzebane studia.
          To po pierwsze.
          Po drugie kolejne dziecko bez ojca.
          Po trzecie co dalej? Trwałe 1+1, swobodne związki czy kolejny partner? Też
          będzie miał jakieś wady, jakieś przyzwyczajenia, znowu w razie problemów
          wymienić na inny model?
          Przy niektórych radach przypomina mi się ten facet z anegdoty, co pytał żonę "To
          jak, myjemy czy robimy nowe?"
          • brak.polskich.liter Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 12:17
            a_weasley napisał:

            > Będąc matką niemowlęcia i mając rozgrzebane studia.

            Wiesz, starsze niemowleta moga uczeszczac do zlobka, zas na studiach istnieje
            mozliwosc wziecia dziekanki. Zadne z ww. nie jest idealne, rzecz na pewno
            nielatwa do zrobienia, ale - jak napisalam wyzej - lepsze to, niz zycie ze
            skapcem, w dodatku nieodpepnionym.

            > Po drugie kolejne dziecko bez ojca.

            Sugerujesz, ze autorka, rozstajac sie z mezem, pozbawilaby go praw
            rodzicielskich? Na jakiej podstawie?

            > Po trzecie co dalej? Trwałe 1+1, swobodne związki czy kolejny partner?

            Na to pytanie autorka sama musi znalezc odpowiedz. IMO kazda z tych opcji jest
            lepsza od tkwienia w malzenstwie z osobnikiem obciazonym powazna wada.

            > Też
            > będzie miał jakieś wady, jakieś przyzwyczajenia, znowu w razie
            > problemów
            > wymienić na inny model?

            Niewatpliwie, kazdy ma jakies tam wady. Tyle, ze istnieja wady drobne i
            zasadnicze. Oczywiscie, kazdy inaczej dobiera kryteria i co dla jednego jest
            wada, dla innej osoby moze byc prawie niezauwazalne. Tym niemniej, sa takie
            cechy, ktorych istnienie u partnera stanowi niemal stuprocentowa gwarancje
            powaznych problemow w zyciu i skapstwo oraz uzaleznienie emocjonalne od rodziny
            pochodzenia sie do nich zaliczaja. Uwazam, ze dla wlasnego dobra nalezy osobniki
            obarczone tymiz eliminowac ze swojego najblizszego otoczenia, a jesli juz weszlo
            sie z nimi w zwiazek - uciekac.

            Autorka watku juz popelnila powazny blad, a nawet pare: zwiazujac sie z
            niedopowiednim facetem, uzalezniajac sie od niego finansowo i decydujac sie z
            nim na dziecko. Naprawde uwazasz, ze najlepsza rzecza, jaka moze teraz zrobic,
            jest tkwic w nieudanym malzenstwie dzwigajac swoj krzyz, czyli do jednej blednej
            decyzji dodawac kolejna?

            Odnosnie wymiany na inny model, powtarzanej razy kilka, nieco offtopicowo:
            uwazam, ze osoba, ktora po raz n-ty laduje sie w zwiazek z nieodpowiednim
            partnerem, powinna powaznie sie zastanowic przede wszystkim nad soba, bo
            prawdopodobnie ma ze soba cholerny problem. Natomiast w samej wymianie na lepszy
            model nic zdroznego nie widze.
            • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 18:10
              >
              > Wiesz, starsze niemowleta moga uczeszczac do zlobka, zas na studiach istnieje
              > mozliwosc wziecia dziekanki. Zadne z ww. nie jest idealne, rzecz na pewno
              > nielatwa do zrobienia, ale - jak napisalam wyzej - lepsze to, niz zycie ze
              > skapcem, w dodatku nieodpepnionym.

              po pierwsze wyjaśnij na czym polega skąpstwo "czarnego bohatera" tej historii?
              może wiesz o nim coś więcej, bo a tego co opisała autorka to facet ją utrzymywał
              i utrzymuje. nie licząc wałówki przywożonej z domu przez żonę.

              > Na to pytanie autorka sama musi znalezc odpowiedz. IMO kazda z tych opcji jest
              > lepsza od tkwienia w malzenstwie z osobnikiem obciazonym powazna wada.

              jedyną wadą o jakiej ona wspomina jest to że on za mało zarabia. jednak biorąc
              pod uwagę jej zawodowe sukcesy należałoby skromnie o tym milczeć.

              a co do jej możliwości jako samotnej matki, to teraz też takowe istnieją: może
              wziąć dziekankę, posłać dziecko do żłobka i zarobić conieco. w czym jej mąż
              przeszkadza?
              chyba że chcecie się go pozbyć dla zasady
        • brak.polskich.liter Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 11:43
          Plan IMO bardziej rozsadny, niz perspektywa bujania sie z niedopepnionym skapcem
          do usr..ej smierci.

          W ciagu najblizszego roku, perspektywa: pani autorka do pracy, dziecko do
          zlobka, rozwod + alimenty od pana, jest realna, a powyzszy plan jak najbardziej
          wykonalny.
          Tak na marginesie, autorka moglaby pozwac meza o alimenty juz teraz, w trakcie
          trwania malzenstwa. KRiO przewiduje taka mozliwosc.
          • annubis74 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 17:41
            > W ciagu najblizszego roku, perspektywa: pani autorka do pracy,
            > dziecko do zlobka, rozwod + alimenty od pana

            dodajmy tylko że do pracy dziewczę z ambicjami naukowymi na dwóch
            kierunkach się jakoś nie pali, zaraz się zacznie, że dziecko za
            małe, musi być z mamusią bla bla bla

            > Tak na marginesie, autorka moglaby pozwac meza o alimenty juz
            teraz, w trakcie
            > trwania malzenstwa. KRiO przewiduje taka mozliwosc

            zanim podsuniesz ten genialny pomysł a autorka ewentualnie go
            podchwyciy, zauważ że:
            a) alimenty przysługują na dziecko (którego jeszcze nie ma), na żonę
            raczej nie, a jeśli już to w szczególnych okolicznościach
            b) alimenty będą niższe niż to co obecnie daje mąż (jeśli w ogóle
            zostaną przyznane), bo wbrew temu co wszystkie tu piszecie o skąpcu
            to FACET UTRZYMUJE swoją rodzinę, a z pieniędzy które zarabia jest
            rozliczany co do grosza.
            Z pensji 2000zł (swoją drogą uważam że ludzie sa magikami, skoro za
            takie kwoty się utrzymują)- 1350 trafia w ręce żony, naprawdę
            sądzisz że dostanie wyzsze alimenty????
          • a_weasley Re: Kieszonkowe dla mamusi? 17.05.08, 03:08
            brak.polskich.liter napisała:

            > Tak na marginesie, autorka moglaby pozwac meza
            > o alimenty juz teraz, w trakcie trwania
            > malzenstwa. KRiO przewiduje taka mozliwosc.

            Bardzo oczytana jesteś. A wiesz, że z KRiO wynika, że, cytuję, "rodzice I DZIECI
            powinni wspierać się wzajemnie"? Albo że "obowiązek alimentacyjny obciąża
            wstępnych PRZED wstępnymi"?
            • nchyb Re: Kieszonkowe dla mamusi? 06.08.08, 19:00
              > powinni wspierać się wzajemnie"? Albo że "obowiązek alimentacyjny
              obciąża
              > wstępnych PRZED wstępnymi"?

              w oryginale jest: Zstępnych PRZED wstępnymi

              i w dosłownym tłumaczeniu oznacza to, że najpierw obowiązani na
              dziecię są łożyć rodzice, a dopiero gdyby im nie starczyło rodzice
              tychże rodziców...
              tu nie zajdzie chyba taka sytuacja, skoro tatuś musi utrzymać nie
              tylko swoje dziecko, ale i mamusię. Czyli raczej jak tatusiowi nie
              starczy, to mamuni się już też nie da pozwać...
    • enith Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 02:33
      Czy ja dobrze zrozumiałam? Mąż zarabia dwa tysiące, matce oddaje 350 złotych, dziecka jeszcze nie ma, a ty już się martwisz, że wam nie starczy kasy, tak? Uświadom mężowi, że po porodzie wydatki będą się systematycznie zwiększać, ale nie zakładaj z góry, że twój mąż będzie odejmował własnemu dziecku od ust, żeby dać mamusi, bo wcale nie musi się tak stać. Czy brakuje wam pieniędzy w tej chwili? Bo jeśli nie, to może niepotrzebnie się martwisz, może mąż dopasuje (czyt. zmniejszy) wysokość "kieszonkowego dla mamusi" po pojawieniu się dziecka.
    • iminlove Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 15:24
      Z jednej strony rozumiem Twoje oburzenie, ale z drugiej strony...
      chcialabym mieć ten komfort studiowania na 2 kierunkach i
      wychowywania dziecka, bez obowiązku pracy. Facet, oczywiście, musi
      utrzymywać swoje dziecko, ale Ciebie? Niekoniecznie. Dlatego też
      radzilabym jednak znaleźć jakąś pracę, żeby mieć swoje pieniądze i
      móc nimi dowolnie dysponować... :))

      Pozdrawiam
    • a_weasley Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 19:05
      iga-filip napisała:

      > Czy normalne jest to, że 32-letni facet, który mieszka z żoną i za > niecałe 3
      miesiące będzie miał dziecko, daje swojej mamie
      > "kieszonkowe"?

      To, co mój ojciec bodajże do mojego urodzenia się posyłał swojej matce, nie
      nazywało się kieszonkowym. Po prostu jej pomagał, bo miała marną emeryturę.
      Akurat jak się miałem urodzić, stryj został proboszczem, wziął babcię do siebie,
      babcia zlikwidowała mieszkanie i problem się rozwiązał.
      Równie normalne jak to, że mój szwagier swojej matce a mojej teściowej płaci
      czynsz za mieszkanie, z powodu jak wyżej.
      Na pewno nie mniej normalne niż to, że się w zaawansowanej ciąży ciągnie dwa
      fakultety i jeszcze zgłasza pretensje do męża.
      • triss_merigold6 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 15.05.08, 20:59
        Mogła iść na skrobankę. Wpadę zaliczyli, zauważyłeś? Srobanka byłaby
        sensowniejsza niż pakowanie się w ślub ze skąpym idiotą. Rzuci
        studia to będzie miała mniejsze szanse powrotu do pracy a sądzę, że
        podjęcie szybko pracy przez panią będzie niezbędne.
        • a_weasley Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 09:49
          triss_merigold6 napisała:

          > Mogła iść na skrobankę.

          Albo zabić teściową. Tak samo dobry sposób.
          Są ludzie, i Bogu dzięki jest ich całkiem sporo, dla których proponowany przez
          Ciebie sposób nie jest oczywistym i prostym rozwiązaniem. Są nawet tacy, i też
          jest ich niemało, dla których w ogóle nie jest to żadne rozwiązanie.
        • annubis74 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 17:47
          eeee ja jestem dziwnie spokojna o trwałość tego małżeństwa
          z powodu wyrachowania autorki
          która pewnie nigdy nie pracowała (brak ubezpieczenia i świadczeń
          typu macierzyński), więc przewiduję wiszenie na mężu jeszcze długo
          poza tym zastanawiam się jak to możliwe że osoba było nie było z
          wykształceniem co najmniej "pół-wyższym" nie wiedziała skąd się
          biorą dzieci i nie zabezpieczała się w żaden sposób
          • triss_merigold6 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 20:36
            Jesli studiuje dziennie jest ubezpieczona. Macierzyński nie
            przysługiwałby jej nawet gdyby pracowała na umowę o dzieło, zlecenie
            czy miała stypendium - tylko etat/własna działalność. W trakcie
            studiów niewiele osób pracuje na podstawie umowy o pracę, raczej
            dorabiają właśnie.
            Może Ci przybliżę temat: studiowałam dziennie 2 kierunki i miałam
            dwa stypendia naukowe, niezła kasa w sumie więc tylko dorabiałam
            umowami o dzieło. Do głowy by mi nie przyszło szukać pracy etatowej,
            bo nie pogodziłabym jej czasowo ze studiami i utrzymaniem wysokiej
            sredniej.
            Pan - było nie bylo 32-letni - też nie wiedział skąd się biorą
            dzieci?
            • annubis74 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 19.05.08, 15:23
              Ale ja nie mówię wcale o pracy etatowej, bo nikt w tym momencie nie
              zatrudni dziewczyny na etat.
              Odpowiedzialnośc za powołanie do życia potomka ponoszą wspólnie,
              więc chyba wspólnie muszą myśleć o utrzymaniu dziecka - jako
              studentka dziewczyna moze wykonywać pracę w ramach umowy o dzieło,
              telepracę, dawać korepetycje zależnie od specyfiki studiów
              koszty posiadania dziecka są wysokie (wiem bo sami jesteśmy na
              etapie kompletowania wyprawki dla maluszka), nawet jeśli
              wyszarpałaby teściowej z gardła te 350 zł., to w niczym nie zmieni
              ich sytuacji materialnej na lepsze
          • nchyb Re: Kieszonkowe dla mamusi? 06.08.08, 19:06
            > która pewnie nigdy nie pracowała (brak ubezpieczenia i świadczeń
            > typu macierzyński),
            ubezpieczenie przysługuje młodzieży uczącej się i studiującej. Praca
            do tego nie jest niezbędna.

            Wiszenia na mężu nie widzę - jego dochody w świetle prawa polskiego
            są ich wspólnymi dochodami.

            > wykształceniem co najmniej "pół-wyższym" nie wiedziała skąd się
            > biorą dzieci i nie zabezpieczała się w żaden sposób
            czy autorka wspomniała o niezabezpieczaniu się? Wpadka nie oznacza
            braku zabezpieczenia. Nie wiem jak z Twoim wykształceniem, ale nawet
            osoby z półśrednim he he, wiedzą, że nie ma 100% pewnych środków...
    • qunegunda Re: Kieszonkowe dla mamusi? 16.05.08, 20:58
      zaraz......

      panna sie uczy, więc rodzice mają obowiązek alimentacyjny wobec niej
      • madziaq Re: Kieszonkowe dla mamusi? 17.05.08, 12:17
        O, no super, genialny pomysł. Jeszcze rodziców trzeba w to w mieszać, a jak
        rodzice nie mogą, to może się uda dziadków, jeśli żyją...
      • nchyb Re: Kieszonkowe dla mamusi? 06.08.08, 19:03
        panna jak to piszesz - jest mężatką, jej mąż zarabia czyli oboje
        mają dochody. Rodzice autorki wątku nie mają już zobowiązań
        finansowych wobec niej...
    • michal_powolny12 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 18.05.08, 18:30
      Tobie się naprawdę wydaje że teściowa ma niezłą sytuację. Można mieć
      przyzwoitą emeryturę, mieszkać z osobą(ami) mającymi renty i nie
      mieć co do gara włożyć. Zawiadamiam cię że są przypadki w których
      same leki potrafią kosztować dwuipółkrotność emerytury. Moja ciotka-
      osoba mająca przyzwoita jak na Polskę emeryturę nie przeżyłaby by
      bez naszej pomocy jednego miesiąca. Za same leki płaci co
      miesiąc ...prawie 2 tysiące. I co? Pewnie lepiej powiedzieć jej
      problem. Tyle że ja czuję moralny obowiązek pomóc osobie która przez
      lata była podporą mojej rodziny. Powiesz: niech idzie do pomocy
      społecznej. Tyle że jest pewna granica wstydu-wstydu że pracowało
      się lata dla państwa polskiego (jako urzędnik, ławnik, radny, biegły
      sądowy, jednoosobowy inwestor zastępczy) i trzeba stanąć w kolejce.
      Nie wiem czy byłaś w takiej systuacji ale zakładam że nie. Jest to
      bariera nie di pokonania. I ja się ciotce nie dziwię. To że dzielę
      się kasą z ciotką nie wywołuje żadnego zdziwienia u mojej żony. Może
      my wszyscy mamy nie równo pod sufitem ale przekonanie o pewnych
      zobowiązaniach (nie tylko prawnych ale i moralnych) mamy we krwi.
      • qunegunda Re: Kieszonkowe dla mamusi? 18.05.08, 19:01
        To że dzielę
        > się kasą z ciotką nie wywołuje żadnego zdziwienia u mojej żony

        dlatego uważam, że każdy powinien mieć swoje pieniądze i dowolnie
        nimi dysponować, a kiedy kobieta decyduje się na dziecko MUSI brać
        pod uwagę sytuację, że będzie ono tylko na jej utrzymaniu.
        • iminlove Re: Kieszonkowe dla mamusi? 18.05.08, 20:44
          qunegunda napisała:

          a kiedy kobieta decyduje się na dziecko MUSI brać
          > pod uwagę sytuację, że będzie ono tylko na jej utrzymaniu.

          Nawet nie tyle to, że dziecko będzie wyłącznie na jej utrzymaniu,
          ale że sama będzie musiała siebie utrzymać i jeszcze dołożyć się do
          utrzymywania dziecka. Nie powinna zrzucać całej odpowiedzialności
          finansowej na faceta, taka sytuacja jest nienormalna...
        • madziaq Re: Kieszonkowe dla mamusi? 19.05.08, 09:17
          > a kiedy kobieta decyduje się na dziecko MUSI brać
          > pod uwagę sytuację, że będzie ono tylko na jej utrzymaniu.

          Ależ BZDURY opowiadaasz. Po pierwsze, na dziecko nie decyduje się kobieta tylko
          małżeństwo, czy tam para. Facet też ma z tym coś wspólnego, co nie? Więc
          logicznie rzecz biorąc, powinien się również dokładać do utrzymania dziecka,
          nawet jeśli związek z jego matką się skończy. Ba, MUSI wziąc pod uwagę, że przez
          jakiś czas (dajmy na to ostatni miesiąc ciąży i kilka miesięcy po urodzeniu
          dziecka) kobieta również jest na jego utrzymaniu, bo dochodzi do siebie po
          porodzie i zajmuje się noworodkiem.

          Po drugie, jeśli bym miała się zachowywać w ten sposób, to nigdy z mężem nie
          kupilibyśmy porządnego mieszkania, tylko co najwyżej kawalerkę, bo przecież
          musiałabym liczyć się z tym, że kredyt zostanie tylko na moim "utrzymaniu". Tak
          samo nie moglibyśmy mieć samochodu i wielu innych rzeczy, bo jedna osoba (czy to
          ja czy mąż) nie byłaby w stanie tego wszystkiego ze swojej pensji utrzymać
        • kamelia04.08.2007 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 19.05.08, 10:08
          qunegunda napisała:

          > a kiedy kobieta decyduje się na dziecko MUSI brać
          > pod uwagę sytuację, że będzie ono tylko na jej utrzymaniu.

          ale ty BREDZISZ, od kiedy to dziecko sobie kobieta sama zmajstrowała? Qźwa,
          chyba facet ma psi obowiązek utrzymywać własne dziecko.
          Jak sie chciało być kawalerem, to mógł sie nie żenić.

          A kandydata na ojca własnych dzieci trzeba wybierać starannie, żeby sie nie
          przytrafił taki wypierdek jak autorce wątku.
          • qunegunda Re: Kieszonkowe dla mamusi? 19.05.08, 11:10
            kamelia04.08.2007 napisała:

            > qunegunda napisała:
            >
            > > a kiedy kobieta decyduje się na dziecko MUSI brać
            > > pod uwagę sytuację, że będzie ono tylko na jej utrzymaniu.
            >
            > ale ty BREDZISZ, od kiedy to dziecko sobie kobieta sama
            zmajstrowała? Qźwa,
            > chyba facet ma psi obowiązek utrzymywać własne dziecko.

            a jak nie będzie chciał?
            spróbuj to wyegzekwowac, hehe
            > Jak sie chciało być kawalerem, to mógł sie nie żenić.
            >
            > A kandydata na ojca własnych dzieci trzeba wybierać starannie,
            żeby sie nie
            > przytrafił taki wypierdek jak autorce wątku.
      • burza4 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 13:23
        momencik - a skąd założenie, że teściowa przymiera głodem?
        mowa była o opłacaniu mamusi internetu i kart do telefonu - to
        raczej nie są niezbędne dla emerytki koszty. Ktoś, kogo nie było by
        stać na leki - ograniczałby przede wszystkim tego typu luksusy.

        dodatkowo - dziewczyna pisała, że teściowa ma możliwość wynajęcia
        mieszkania, które stoi puste i za które trzeba płacić rachunki. To
        przecież podwójna strata - raz, bo choćby sam czynsz za puste
        mieszkanie trzeba płacić, a to przynajmniej kilkaset zł, dwa -
        bezmyślnie odrzuca się możliwość dodatkowych dochodów.
        Sorry - ale żeby mieć takie podejście, to trzeba być wyjątkowo
        głupim i nieodpowiedzialnym.

        Jak można doić własne dziecko (przy tym zarabiające bardzo mało),
        nie pomyśleć choćby o tym, że wyprawka dla wnuka kosztuje - mając
        możliwość osiągnięcia dodatkowego dochodu bez najmniejszego wysiłku?
      • nomina Re: Kieszonkowe dla mamusi? 14.11.09, 00:21
        Z tą pomocą społeczną nie tak prosto. Jak Twój dochód wynosi więcej niż te 300
        czy 500 zł (nie wiem, ile to teraz jest na osobę), to nikt nie patrzy, że Twoje
        leki kosztują 5000 zł miesięcznie. Zwłaszcza jak masz chorobę, której Polska nie
        uznaje :(.
    • lelabo Re: Kieszonkowe dla mamusi? 19.05.08, 19:58
      Matka mojego kolegi jest również przez niego utrzymywana. Kiedyś
      musiała przerwać karierę zawodową i do pracy już nie wróciła. Zajęła
      się domem i dziećmi. Emerytury ma około 800 PLN. Mieszkanie kosztuje
      ją około 600 PLN miesięcznie. I syn też ją utrzymuje.

      Mam wrażenie, że mloda dziewczyna, nawet w ciąży, ma większe szanse
      dorobić pieniądze niż kobieta w wieku emerytalnym.
      • qunegunda Re: Kieszonkowe dla mamusi? 19.05.08, 20:53
        a gdzie świadczenie emerytalne po mężu?
        wdowa może sobie wybrać, które woli
        • michal_powolny12 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 19.05.08, 21:49
          Może to jest właśnie to świadczenie?
          Zrozumcie że świadczenia emerytalne (nawet mundurowe)są na żenującym
          poziomie i pomoc dorosłych dzieci często jest potrzebna. Przykre ale
          prawdziwe.
    • dyderko Re: Kieszonkowe dla mamusi? 20.05.08, 14:00
      Wiesz... ja bym tam teściowej nie żałowała, jeśli jesteście sobie w
      stanie radzić bez tych 350 złotych a on czuje się zobowiązany...
      Natomiast ważne jest to z jakiego powodu czuje się zobowiązany, na
      ile to zobowiązanie jest dla niego ważniejsze niż potrzeba
      zapewnienia godziwych warunków nowej rodzinie. I to musisz sobie z
      nim wyjaśnić. A przede wszystkim musisz wyjaśnić co znaczy to że on
      Tobie wydziela a z resztą robi co on chce. Jak zdecydował się na
      założenie rodziny, to rodzina powinna decydować co robi z dochodami
      rodziny (jego wypłata jest Waszym dochodem). Na razie on ma odruchy
      pana i władcy, który posiada żonę i dziecko, a rolą tej żony jest
      zabiegać, organizować, martwić się i nie wydziwiać.
      Spróbuj może doprowadzić do tego by on przez miesiąc za tą kwotę
      którą Ci zostawia podtrzymywał Was wszystkich (licz się z małą
      katastrofą finansową, bo na pewno wyda pięć razy więcej niż Ty), jak
      zobaczy jak to z drugiej strony wygląda to albo doceni Twój spryt i
      umiejętność oszczędzania albo będziesz musiała jakoś inaczej sobie
      zorganizować życie i chyba już bez niego.
    • iga-filip Re: Kieszonkowe dla mamusi? 20.05.08, 20:35
      Spróbuję odpowiedzieć masowo.

      Wiem skąd się biorą dzieci, ale... nie wszystkie kobiety mogą stosować
      antykoncepcję hormonalną i nie wszystkie kobiety specjalnie "wpadają" partnerów,
      co więcej - mężczyzna też może z premedytacją załatwić wpadkę kobiecie. Mój błąd
      - nie potraktowałam poważnie monologów męża o tym, że chciałby już dziecko i że
      5 rok studiów jest dla kobiety idealny na odchowanie niemowlaka. Widocznie on
      mojego gadania o pisaniu na 5 roku dwóch magisterek i wyczekanej pracy w
      zawodzie od października też nie potraktował poważnie. Tego, że nie zdecydowałam
      się na aborcję, nie zamierzam żałować.

      Fakt, za teściową nie przepadam. I chociaż się staram, to trudno polubić mi
      kobietę, która traktuje mnie jak inkubator, obraziła moich rodziców, schrzaniła
      mi wesele. Teraz jeszcze jest na tyle bezczelna, że z uśmiechem na twarzy radzi
      mi, żebym oszczędzała na dziecku, bo za cenę nowych śpiochów mogłabym kupić kilo
      ubranek w lumpeksie, a tymczasem cichaczem wyciąga od mojego męża kasę i jedzie
      do Czech po 6 flaszek alkoholu.

      Co do wypłaty - za 2 tysiące da się spokojnie utrzymać 2 dorosłe osoby,
      niemowlaka i psa. Za 1600 jest już ciężko, szczególnie przy kompletowaniu
      wyprawki. Mieszkanie dostałam od moich rodziców, na meble i wyposażenie
      uciułałam dzięki odnajmowaniu pokoju i dorywczym pracom. Wiem, że równoczesne
      studiowanie dwóch kierunków w trybie dziennym nie jest aktualnie niczym
      wyjątkowym, ale to też wymaga czasu i pracy, zaliczeń nie dostaję za samo
      siedzenie na zajęciach. Do pracy bardzo chętnie pójdę jak zwolni się jakieś
      miejsce w żłobku, bo w naszym mieście żłobki są oblegane i trzeba zapisać
      malucha około rok wcześniej. Pijawką się nie czuję, studiuję te moje 2
      fakultety, piszę pracę magisterską, sprzątam, piorę, gotuję i nie rozwalam kasy
      męża, chciałabym tylko, żeby - tak jak obiecał - utrzymywał nas do czasu aż
      zwolni się miejsce w żłobku, a przed porodem kupił to cholerne łóżeczko, wózek i
      odłożył trochę kasy na wypadek, gdyby mały był chory.

      Decyzji o rozwodzie nie biorę pod uwagę, bo męża kocham i chcę z nim być.
      Problem finansów da się na pewno rozwiązać w inny sposób. Zdaję sobie sprawę, że
      mężowi jest ciężko, bo pracuje, z wypłaty stara się utrzymać nas i jeszcze coś
      dać swojej mamie. I zdaję sobie też sprawę, że to jego mama wyciąga od niego
      kasę, choć sytuacji finansowej na pewno nie ma złej. Już przy okazji ostatniej
      wypłaty mąż zdecydował nie dawać jej pieniędzy, nagle po tygodniu teściowa
      zadzwoniła, on pojechał sam ją odwiedzić i kasa na łóżeczko magicznie wyparowała
      z konta. Za to teściowa miała już za co jechać na wycieczkę. Po prostu jestem na
      nią wkurzona - o wiele bardziej niż na męża. Jeżeli potrzebuje sponsora, to
      mogłaby ciągnąć kasę od swojej starszej córki, a nie od syna, który lada miesiąc
      będzie miał dziecko.

      Po ostatniej aferze finansowej oddałam mężowi kasę, którą mi przelał, teraz
      tylko robię listy z potrzebnymi zakupami. Wierzę w to, że jest inteligentny i
      sam zrozumie, że jego wypłata nie jest jakimś cudem. A przynajmniej ja nie będę
      tą wiecznie zrzędzącą zołzą. Mała poprawa już jest - znajoma urodziła wcześniaka
      i mąż wreszcie się przejął, kazał mi zrobić listę rzeczy potrzebnych do szpitala
      i obiecał z następnej wypłaty wszystko kupić. Jeżeli ta obietnica nie rozmyje
      się jak poprzednia, to będzie już dobrze.
      • qunegunda Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 10:36
        "cichaczem wyciąga od mojego męża kasę i jedzie
        do Czech po 6 flaszek alkoholu"

        twoj facet jest DDA, co oznacza że będziesz miała z nim przerąbane
        • laska.waniliowa Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 14:17
          qunegunda napisała:

          >
          > twoj facet jest DDA

          powinnaś podzielić się swoim sekretem telepatycznych diagnoz z psychologami,
          pomogłabyś wielu ludziom:)
        • a_weasley Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 14:44
          qunegunda napisała:

          > twoj facet jest DDA,
          > co oznacza że będziesz miała z nim przerąbane

          Dwa stwierdzenia wzięte z sufitu.
    • bellasorella Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 14:33
      Czytając powyższy post jestem w ciężkim szoku.
      Biorąc pod uwagę wiek osobnika i sytuację w jakiej się znajduje
      (żona - która się kształci, zbliżające się przyjście maleństwa na
      świat) to naprawdę coś jest nie tak.
      Dojrzały facet, który ma rodzinę powinien raczej myśleć bardziej
      racjonalnie. Wszystko co robi, robić skutecznie z myślą o Was obojgu.
      Hm... jest to bynajmniej dziwne. Choć też nie wiem w jakiej sytuacji
      finansowej jest np jego matka. Być może chce jej w jakimś stopniu
      pomóc, odwdzięczyć się za dziecięce lata. Nie wiem co mogłoby
      wytłumaczyć to zachowanie.
      Moim zdaniem powinniście porozmawiać. Powinnaś mu powiedzieć,
      wytłumaczyć, że teraz to Ty i Wasze dziecko jesteście najważniejsi.
      • iminlove Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 15:07
        bellasorella napisała:

        > Czytając powyższy post jestem w ciężkim szoku.
        > Biorąc pod uwagę wiek osobnika i sytuację w jakiej się znajduje
        > (żona - która się kształci, zbliżające się przyjście maleństwa na
        > świat) to naprawdę coś jest nie tak.
        > Dojrzały facet, który ma rodzinę powinien raczej myśleć bardziej
        > racjonalnie.

        Ale halo, dziecko ma też matkę! Studia to luksus, ale jak pojawia
        się dziecko a nie ma wystarczającej ilości kasy, to matka ma taki
        sam obowiązek to dziecko utrzymywać jak ojciec. A tutaj facet
        zapieprza na calą trójkę, autorka wątku studiuje sobie spokojnie na
        2 kierunkach i jeszcze ma pretensje, że on jej daje za malo kasy??
        Facet ją utrzymuje, powinna być szczęśliwa, że nie musi rzucić
        studiów, żeby zaplacić za jedzenie, które przejada i za jedzenie
        wlasnego dziecka.
        Pretensje to można mieć, jak facet daje swojej matce z kasy żony.
        Ale skoro żona nie zarabia i się nie doklada, to nie ma prawa mieć
        do tego pretensji.
        • qunegunda Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 16:49
          masz rację ;)

          pominęłaś tylko fakt, że on mieszka W JEJ MIESZKANIU

          powninien płacić jak za wynajem

          osobiście uważam jak napisała Triss, że dziweczyna lepiej by wyszła
          na wykpaniu go ze SWOJEGO domu i alimentach na dziecko oraz na
          siebie

          jeszcze raz powiem, że kobiety postępują bardzo nieroztropnie
          decydując się na dziecko bez dochodów pozwalających na utrzymanie
          siebie i potomka, w dodatku wiążąc się z facetem z patologicznej
          rodziny
          • a_weasley Re: Kieszonkowe dla mamusi? 21.05.08, 18:56
            qunegunda napisała:

            > pominęłaś tylko fakt, że on mieszka W JEJ MIESZKANIU
            > powninien płacić jak za wynajem

            Doskonały pomysł, jeżeli ona będzie płacić za jedzenie. I koszty rachunków
            będzie pokrywać. Bo czy coś mi umknęło, czy ona jest na jego utrzymaniu, a nie
            odwrotnie?
            • annubis74 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 04.06.08, 12:05
              tez uważam że to fantastyczny pomysł
              ona jemu wystawi fakturę za koszty wynajmu mieszkania
              a on jej za koszty wyżywienia:)))
              bardzo mi sie podobają takie wizje pożycia małżeńskiego
    • a_weasley Ogólnie a konkretnie 21.05.08, 14:50
      iga-filip napisała:

      > Czy normalne jest to, że 32-letni facet,
      > który mieszka z żoną i za niecałe 3 miesiące
      > będzie miał dziecko, daje swojej mamie
      > "kieszonkowe"?

      Ogólnie nic nienormalnego w tym nie ma. Zgodnie z art. 87 KRiO rodzice i dzieci
      są obowiązani wspierać się wzajemnie, a zgodnie z art. 128 w zw. z art. 133 par.
      2 KRiO rodzicom należą się środki utrzymania, jeśli znajdują się w niedostatku.
      Natomiast w świetle tego, co podałaś w późniejszych notkach, w konkretnym
      przypadku MSZ nie jest to normalne.
      Mężowi się trochę nie dziwię, bo jeśli np. Twoja teściowa mu wypomina, że
      rodziła go 10 godzin, a teraz on jej żałuje marnych dwóch stów, to musiałby być
      naprawdę asem asertywności...
      • triss_merigold6 Re: Ogólnie a konkretnie 21.05.08, 21:30
        Jesli mamunia wypomina dziecku, że rodziła je dwie doby to jej
        cholerny problem. Miała wiele lat na uporanie się z poporodową
        traumą i jeśli obciąża tym dziecko to jest zwyczajnie toksyczna i
        bezmyślna.
        Z postów wynika, że pani teściowa ma lekkim twistem za co żyć i owe
        350 zł rzeczywiście stanowią kieszonkowe na ekstrasy ergo należałoby
        je uciąć i przeznaczyć na wydatki na dziecko.
        • a_weasley Re: Ogólnie a konkretnie 21.05.08, 23:55
          triss_merigold6 napisała:

          > Jesli mamunia wypomina dziecku, że rodziła je
          > dwie doby to jej cholerny problem. Miała wiele
          > lat na uporanie się z poporodową traumą i jeśli
          > obciąża tym dziecko to jest zwyczajnie

          głupia albo wredna. Owszem. Niemniej takie matki są i wypominanie dzieciom
          takich czy innych poświęceń jest popularną metodą szantażu emocjonalnego.

          > toksyczna i bezmyślna.

          Niech będzie, ale jest to rzeczywistość dana.

          > Z postów wynika, że pani teściowa ma lekkim
          > twistem za co żyć i owe 350 zł rzeczywiście
          > stanowią kieszonkowe na ekstrasy

          Tak to odebrałem, dlatego nieco zdystansowałem się od swojej wcześniejszej
          wypowiedzi, oddzielając pogląd ogólny od przypadku konkretnego.

          > ergo należałoby je uciąć i przeznaczyć na
          > wydatki na dziecko.

          Należałoby bez dwóch zdań.
    • kicia031 Re: Kieszonkowe dla mamusi? 23.05.08, 16:32
      Kochaj sobie meza dalej, ale wystap do sadu o alimenty na siebie i
      dziecko, to mzoe ci sie uda uskladac na lozeczko i wozek, bo inaczej
      dzidzisia bedziecie musieli polozyc na podlodze.
    • marita_ie Re: Kieszonkowe dla mamusi? 07.06.08, 18:25
      oj ludzie, nie rozumiem, jak mozna takie pierdoly wypisywac. co miala dziewczyna
      zrobc, jak sie dowiedziala,ze jest w ciąży??usunąć>???bo maja tylko 700zl po
      odliczeniu rachunkow???dla nektorych z was widze 700 to tylko, ale dla
      niektorych wazniejsza jest rodzina i dziecko. tak trzymaj i pogadaj z mężem.moim
      zdanie troszke przesadza z iloscią tej kasy ;-)
    • 24milenka pomóż mu zakończyć chory układ finansowy 18.06.08, 19:39
      Widać, że Twój mąż chce zerwać chory finansowy układa mamusią. To dobrze. Pomóż
      mu w tym. On potrzebuje jakość prze sobą i przez matką wytłumaczyć, dlaczego tak
      długo tkwił w dziwnym układzie i dlaczego teraz nagle chce to zmienić. Otóż
      znakomitym pretekstem jest to, że za moment przyjdzie na świat wasze dziecko.
      Niech to będzie pretekstem do zmiany stosunków finansowych między nimi.

      Przez te dwa miesiące kompletujecie wyprawkę (2x350 to nie jest dużo na
      wyprawkę, wiem coś o tym, ale to zawsze więcej niż 0). A potem będziecie ponosić
      koszty utrzymania dziecka. Niech mąż tak to wytłumaczy mamie.

      Jeśli teściowa lub ktokolwiek inny będzie miał pretensje, że nie pracujesz,
      studiujesz i nie zarabiasz, to odpowiadajcie im (to też odpowiedź na niektóre
      zarzuty forumowiczek):

      - Studiujesz, bo jesteś w wieku studenckim. Twój mąż jest w wieku, gdy się
      pracuje i z reguły już nie studiuje (w każdym razie przeważnie nie dziennie),
      więc on pracuje. Mieć pretensje do Ciebie, że ośmielasz się w swoim wieku
      studiować to jak mieć pretensje do Twojego męża, że to nie on zaszedł w ciążę.

      - Mimo że nie zarabiasz, to Ty (dzięki swoim rodzicom) dołożyłaś się do domowego
      budżetu w ogromnym stopniu: dzięki Twojemu mieszkaniu możecie się ze skromnej
      pensji męża w ogóle utrzymać. Gdyby Twój mąż miał płacić za wynajem czy spłacać
      rety kredytu, to w ogóle nie byłoby go stać na posiadanie rodziny, byłby na to
      za biedny. A tak niedługo przyjdzie na świat jego upragnione dziecko.
      Przejrzyj na oczy. To tak, jakbyś zarabiała co miesiąc 1 tys-2 tys (nie wiem,
      jak duże jest Twoje mieszkanie, ile by kosztował jego wynajem czy rata kredytu).
      A do tego jeszcze prowadzisz dom, studiujesz (co jest inwestycja w Waszą
      rodzinę, bo będziesz w przyszłości miała lepszą pracę), a teraz jeszcze będziesz
      wychowywać dziecko (mąż pewnie będzie mu poświęcać mniej czasu niż Ty). Więc
      gdybym miała powiedzieć, kto więcej wnosi finansowo do tego małżeństwa, to na
      pewno nie jest to Twój mąż.

      - Następnym razem, kiedy mąż powie, że jesteś zołzą, bo prosisz o pieniądze na
      jakieś rzeczy dla dziecka, powiedz, że przecież prosisz o nieduże pieniądze.
      Rozważcie też, czy mąż nie powinien stanąć na wysokości zadania i zacząć
      porządniej zarabiać. Powiedz mu, że dzieki temu uniknęliścieby kłótni o te
      kilkaset złotych miesięcznie. Skoro reszta jest ok, kochacie się, chcecie być ze
      sobą itd, to nie warto by te kilkaset złotych psuło waszą rodzinę. Niech zmieni
      pracę albo bierze dodatkowe zlecenia.

      - W przypadku, gdybyś skończywszy studia poszła do pracy pamiętaj, by dzielić z
      nim równo obowiązki domowe i obowiązki związane z wychowywaniem dziecka. Inaczej
      wlezie Ci jeszcze bardziej na głowę, będziesz musiała zarabiać na dom, pracować
      jako gosposia i opiekunka do dziecka na raz. On będzie miał w domu pełna obsługę
      dla siebie i swojego dziecka, a jednocześnie więcej pieniędzy ze swojej wypłaty,
      by dawać mamusi. Coś mi się wydaje, że facet wygodnie się urządził. Ale skoro
      decydowałaś się, by z nim być...
      • joanna1886 Re: pomóż mu zakończyć chory układ finansowy 30.07.08, 13:44
        i jak rozwinęła się sytuacja?

        jeśli chodzi o moje zdanie to uważam, że dycyzja o dziecku powinna
        być przemyślana. Widziały gały co brały, tak?
        Widać, że się starasz zapewnić rodzinie w przyszłości byt (dwa
        kierunki studiów), ale decyzja o dziecku przyszła zbyt wcześnie.
        CO do pieniędzy to pieniądze M. są WASZYMI pieniędzmi. Ale jeśli
        chce m aon prawo dzielić się z Panią Mamusią. Na Twoim miejscu
        wyraźnie dałabym mu jednak znać, że taka sytuacja bądź w takiej
        wysokości nie może mieć dłużej miejsca.

        Ja nie mam jeszcze męża, ale mieszkam z chłopakiem i jesteśmy razem
        5 lat. Decyzję o dziecku podejmiemy dopiero gdy chłopak skończy
        studia i będzie w stanie nas utrzymać. Teraz zarabia dwa razy
        więcej niż Twój mąż, ale oboje nie uważamy tego za kwote
        wystarczająco. W dzisiejszych czasach pieniądz rzadzi światem i
        jeśli chce się mieć rodzinę jak z obrazka, uśmiechniętą zadbaną
        żonę, wykształcone dziecko i dom z ogródkiem to trzeba ponieść
        kwoty. Nie jesteśmy materialistami poprostu mamy swoją wizję życia i
        możliwości (oboje jesteśmy informatykami) i nie wyobrażam sobie jak
        Wy możecie z tego wyżyć.
        • anula36 Re: pomóż mu zakończyć chory układ finansowy 18.10.08, 14:49
          a pytalas meza ile chce miec dzieci,zeby choc wtepnie wiedziec ile jeszcze takich "wpadkowych dzialn meza" zaliczycie?
        • iga-filip Re: pomóż mu zakończyć chory układ finansowy 12.11.08, 14:22
          Sytuacja rozwinęła się tak, że synek od 3 miesięcy jest już na świecie. Na
          szczęście zdrowy i to jest najważniejsze.:-)
          Wyprawkę skompletowałam sama, od łóżeczka i pościeli na kosmetykach, pieluchach
          i ubrankach kończąc. Mąż w 9 miesiącu mojej ciąży stwierdził, że to nie dziecko,
          tylko płód i nie trzeba mu jeszcze nic kupować, nawet na witaminy dla kobiet
          ciężarnych kręcił nosem... Teściowa brała od męża kasę i bezczelnie mówiła mi
          gdzie są targi z używanymi wózkami, kazała kupować ubranka w lumpeksie, bo tam
          zapłacę 7 zł za kilogram, a nie za jeden kaftanik. Sama z wnusią kupiła sobie
          ostatnio m.in. nową kamerę, która, jak powszechnie wiadomo, jest rzeczą
          pierwszej potrzeby.;)
          Przez pierwsze 3 tygodnie po porodzie mąż był normalny, tak jak przed ślubem -
          wreszcie zaczął dbać o mnie i młodego. A później znowu się zaczęło... Oficjalnie
          małżonek kasy mamie nie daje, nieoficjalnie - gra na giełdzie i handluje na
          allegro i wszystko co ugra/zarobi i tak ląduje w kieszeni teściowej. Ale ok,
          wypłata wraca do domu, więc nie zrzędzę. Zresztą, w ogóle już nie zrzędzę, bo
          nie ma po co. Mąż miał pretensje, że poprosiłam mojego tatę, żeby opiekował się
          małym 2 razy w tygodniu po 3 godziny, kiedy wychodzę na zajęcia. Bo mieliśmy
          sobie swoje dziecko wychować sami, a jak już ktoś zostaje z małym ,to dlaczego
          nie jego mama, która by się cieszyła. Sęk w tym, że jego prawie 70-letnia mama
          nie potrafi niemowlaka nawet trzymać, dogryza mi, przedrzeźnia i krytykuje mnie
          na każdym kroku (w szpitalu zaczęła krzyczeć, że muszę poić małego herbatkami i
          dawać mu zupki, a nie samo mleko, nie mogę oddawać dziecka na dokarmianie
          pielęgniarkom, bo mi go podmienią, a już w domu powiedziała mi, że mam używać
          kropel do oczu, które ona mi przyniesie, bo jej lekarz przepisał, a ten nasz
          pediatra nie ma racji, że mam noworodka wystawiać na słońce, żeby się opalił,
          prać jego ubranka w szarym mydle, a nie w proszku dla niemowląt; mam jeść
          wszystko, bo mały musi mieć witaminy, a ja jakieś diety dla matek karmiących
          stosuję - w końcu ona 6 tygodni piersią karmiła i jej dzieci są zdrowe, a ja i
          tak na pewno mam za mało mleka, bo jej dzieci w dzień spały, a moje śpi góra
          godzinę; no i nie mogę małemu kupić karuzelki do łóżeczka, bo będzie mu głowa od
          tego latała i ogólnie będzie głupkowaty;-)). Nie mogę powiedzieć mężowi, że jest
          mi przykro, kiedy teściowa mnie przedrzeźnia albo mi docina, bo "atakuję jego
          rodzinę", a ona taka jest i nic jej nie powie, bo jej będzie przykro. No i
          oczywiście 3/4 to ja sobie zmyślam, jego mama na pewno by czegoś takiego nie
          powiedziała.;-)
          Kilka razy złapałam męża na kłamstwie - niby wychodzi do pracy, a w
          rzeczywistości jedzie do mamy/siostry/siostrzenicy malować mieszkanie,
          tapetować, kafelkować balkon, naprawiać kran, przenosić meble, jechać na zakupy.
          A ja z ryczącym niemowlakiem zostaję w domu i próbuję uczyć się na zaległe
          egzaminy. Kiedy miesiąc temu poprosiłam go o pomoc w sprzątaniu, bo nie daję
          sobie rady, a on w domu nic nie robi, to stwierdził, że to moja wina, bo ja mu
          obiadów nie gotuję.:-)
          I coś we mnie pękło, odkochałam się zupełnie. Od miesiąca już się nie kłócimy -
          żyjemy jak współlokatorzy, rozmawiamy tylko o synku, ale według mojego męża
          wreszcie wszystko jest ok, bo ja go już o nic nie proszę. Mój mąż to prawdziwy
          maminsynek i najlepszym wyjściem w tej sytuacji jest jednak rozwód. Przynajmniej
          jego mama będzie z niego miała pożytek, bo ja nie mam zupełnie. Chcę tylko zdać
          zaległe egzaminy i wyprowadzam się z małym do rodziców, do naszego mieszkania
          będę wracała na 2 dni w tygodniu - żeby skończyć studia. Dzięki pomocy rodziców
          i dopływu finansów jestem w stanie utrzymać nas przez kilka miesięcy, dopóki nie
          pójdę do pracy. Źle mi z myślą, że mały będzie miał tatusia tylko dorywczo, ale
          chyba jeszcze gorzej byłoby dla niego, gdybyśmy się z mężem nie rozwiedli i
          żarli się każdego dnia o teściową, alkohol, kasę i wychowanie małego.
          • iga-filip Re: pomóż mu zakończyć chory układ finansowy 12.11.08, 14:33
            I jeszcze dodam, że możecie darować sobie teksty typu "widziały gały, co brały",
            bo zdaję sobie sprawę, że sama sobie żywot z takim chłopem załatwiłam i wiem, że
            głupią naiwniarą byłam. W jednym mój mąż miał rację, kiedy wyzywał mnie od
            materialistek i zołz - miałam klapki na oczach. Trochę późno mi opadły, ale może
            jeszcze da się z tym coś zrobić. Mam zdrowego dzieciaka, własne, umeblowane
            mieszkanie i najfajniejszego pod słońcem psa, skończę studia i jakoś damy radę.:-)
            • seniorita_24 Re: pomóż mu zakończyć chory układ finansowy 26.11.08, 12:55
              Iga,
              Ty jesteś silną kobietą, z dzieckiem, psem i rodzicami w odwodzie, która
              niebawem będzie podwójnym magistrem. Jestem przekonana, że poradzisz sobie w
              życiu o wiele lepiej niż twój niedojrzały mąż. Życzę Ci wszystkiego dobrego!
            • sonia-3 Re: pomóż mu zakończyć chory układ finansowy 13.11.09, 21:58
              Dasz radę. Jesteś Mamą. a to najwspanialsze co mogło Cie spotkać na ziemi. Masz zdrowego Synusia, a to najcudowniejszy "dar" od życia jaki można otrzymać. Masz dla kogo żyć i cieszyć się tym życiem. W życiu różnie bywa i czasami popełniamy błędy, za które potem płacimy. Ale nie czas płakać nad rozlanym mlekiem. Będzie wszystko dobrze. Jesteś silnai takiego podejścia do życia życzę Ci w przyszłości. Trzymaj się, jeszcze całe życie przed Tobą. Powodzenia!!.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka