Mam już tego dość...

18.05.08, 08:51
Jesteśmy małżeństwem od 4 lat. Mamy córkę, która skończy 3 latka w
sierpniu. Jak miała rok poszłam do pracy, niestety tylko na rok, ze
względu na rozwiązanie firmy. Od tego czasu jestem w domu. Mąż
zarabia na tyle, że się utrzymujemy. Ja dorabiam pisaniem artykułów
i wyszukiwaniem klientów dla pewnej firmy internetowej. Oprócz tego
zajmuję się domem i córką . Mój mąż nie zrobi w domu nic. Jednak
wciąż, ostatnio prawie codziennie wykrzykuje mi, że nic nie robię.
Tylko siedzę w domu i nic nie robię. A ja naprawdę się staram. Wiem,
że nie mam takich dochodów jak on, ale przecież to nie powód by się
na mnie tak wyżywać. Czasem naprawdę mam tego dość. Bardzo mnie
boli, że się kłócimy , nawzajem oskarżamy. On się zmienił bardzo,
zresztą ja też się zmieniłam. Zmiany są nieuniknione, ale co z
miłością. Nie dba już o nasze małżeństwo. Nie pamięta o moich
urodzinach, o tym, żeby od czasu do czasu kupić mi kwiatka , tak bez
okazji. Nie pamiętam, kiedy byliśmy ostatnio w kinie lub na kolacji.
Nie wiem , co robić. Kocham go i chcę z nim być, tylko ostatnio
nasze życie jest coraz trudniejsze. Poradźcie co robić...
    • horpyna4 Re: Mam już tego dość... 18.05.08, 11:57
      Weź arkusz papieru i spisuj wszystko, co robisz przez cały dzień, od
      wstania z łóźka. Początek i koniec w czasie każdej czynności. Potem
      każ mu to przeczytać.
      Nie pomijaj niczego, nawet drobnych rzeczy. One też są istotne, bo
      rozpraszają uwagę i nie pozwalają się skupić na ważniejszych
      sprawach.
      Facet po prostu nie zdaje sobie sprawy, ile robi się w domu.
      Jeszcze bardziej dotkliwe jest uświadomienie mu tego przez
      eksperyment - musisz na cały dzień zniknąć i zostawiasz mu na głowie
      dom z dzieckiem. I żadnych półproduktów w lodówce...
    • gad.forumowy Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 02:32
      Przypomina mi się pewna opowiadtka, która chodziła po internecie niegdyś.
      Jednego dnia po prostu nic nie rób, leż w łóżku i czytaj książkę, choćby się paliło i waliło. Jak mężuś wróci z pracy i zapyta co się stało odpowiedz: Zawsze jak wracasz z pracy to pytasz, co ja takiego do cholery dzisiaj robiłam, otóż dzisiaj tego nie robiłam.
      :-)
    • terpsychora99 Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 08:44
      Otóż to. Dobrze radzą:) Poza tym spróbuj sobie znaleźć pracę, taką, żebyś
      wychodziła z domu. Mała nadaje się idealnie już do przedszkola, więc wyślij ją
      tam, a sama leć do pracy. Skończ z domowymi obowiązkami. Po prostu skończ.
      Przestań mu gotować, prać, prasować, sprzątać. Nie rób nic w ogóle. Wiem, że to
      może być ciężkie dla Ciebie, ale dla niego to będzie idealna terapia szokowa:)
      Na mojego podziałało w mig, teraz mamy taki podział obowiązków, że hej:) I
      naprawdę poszukaj sobie tej pracy, to faceta zmobilizuje do większych starań...
      bo tam mężczyźni, kobiety, rozmowy, znajomi, jakieś służbowe wyjazdy... koleś
      czuje się pewnie - zona siedzi w domu to jest tylko jego, więc nie musi się
      starać, bo po co. A Ty olej ten dom (tylko dziecka nie olewaj:)) i zajmij się
      sobą. Zobaczysz jak się zmieni:)
    • dyderko Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 10:04
      Moja koleżanka, jak miała taki problem z mężem to sobie
      zorganizowała jakieś nagłe szpitalne badania. Zostawiła męża na
      tydzień samego w domu. Po powrocie zastała wprawdzie mieszkanie w
      strasznym stanie ale ponieważ mąż zaczął od tekstu „dobrze że już
      jesteś bo sobie nie radziłem”, to powiedziała ze ją to też przerasta
      i zaproponowała nowy podział obowiązków. Potem z żelazną
      konsekwencją pilnowała by nie robić niczego za niego. Teraz on
      odruchowo już jak odnosi talerze do kuchni to od razu je zalewa
      wodą „żeby mu nie zaschły”.
      A ja się przyznam że jak kiedyś mój NM wypastował tylko sobie buty,
      o moich zapominając to tego dnia zrobiłam obiad, nałożyłam tylko na
      swój talerz, zaniosłam do pokoju i zjadłam siedząc koło niego. Od
      tego czasu codziennie rano słyszę pytanie „kochanie, w których
      butach dziś idziesz do pracy?”
      • horpyna4 Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 10:41
        I tak właśnie trzeba. Badania szpitalne, jeżeli się uda je załatwić,
        są najlepsze, bo całkowicie odrywają od domu. A przecież małżonek nie
        będzie podważał ich konieczności.
        • horpyna4 Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 10:46
          I jeszcze jedno - jeżeli żona zachowuje się konsekwentnie,
          egzekwując udział męża w pracach domowych, to jest przez męża
          szanowana, a z kuchtą nikt się nie liczy.
          Może to nieco zbyt ostre określenie, ale ono właściwie oddaje
          istotę sprawy.
          • patrycja0608 Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 11:23
            Dziękuję za wszystkie rady:) Naprawdę czasem ciężko jest, ale macie
            rację. Biorę się za siebie. Tak dłużej być nie może. Może coś dotrze
            do mojego męża, jak zobaczy co naprawdę jest do zrobienia w domu.
            Jeżeli chodzi o pracę, jestem w trakcie zakładania portalu i sklepu
            internetowego, także zajęć mam mnóstwo z tym związanych. Pewnie i
            tak niedługo odpuszczę trochę zajęć domowych, chyba, że on zrozumie
            i podzielimy się obowiązkami. Bardzo bym tego chciała. Kiedyś tak
            dobrze się rozumieliśmy, a teraz...
            • zuzia_8 Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 11:42
              ale sklep będziesz prowadzić z domu?
              jeżeli tak to to chyba nie będzie dobry pomysł bo nadal
              będzie "siedzisz w domu i nic nie robisz".
              • patrycja0608 Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 13:02
                No tak z domu. Ze względu na asortyment, musi być prowadzony w domu,
                jako internetowy.
          • ula_1981 Re: Mam już tego dość... 22.02.09, 00:44
            ale Wam co po nie którym zazdroszczę. Ja niestety nie potrafię uporac się ze
            swoim mężem. A też słyszę "Ty nic nie robisz tylko śpisz do południa". A prawda
            jest taka, że mimo iż nie mam pracy to wstaję wcześniej od męża. Już tu kiedyś
            na forum o tym pisałam. Mąż prowadzi własną działalność. A do jego pracy dzwoni
            mi mój budzi. To ja wstaje przed 8mą aby otworzyć jego zakład pracy. Potem
            wracam do nas na górę i robię mu śniadanko i kawkę. A jak to zrobię to czasem
            owszem położę się znów na łózko i zdrzemnę ... a jak wstanę to czekają mnie
            domowe obowiązki. To do mnie należy: opieka nad psem, gotowanie, sprzątanie,
            prasowanie, pranie, wynoszenie śmieci, przynoszenie drzewa do kominka, zakupy,
            sprzątanie jego zakładu, prowadzenie mu spraw związanych z ZUS i Skarbówką. A on
            uważa, że nic nie robię.
            Tak się zastanawiałam co by było gdybym skorzystała z Waszych rad ... gdybym
            zaprzestała robienia tego wszystkiego ... chyba do niczego by go to nie
            zmobilizowało, restaurowałby się na mieście, a powstały w domu bałagan by mu nie
            przeszkadzał.
    • eriga Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 14:11
      patrycja0608 napisała:

      > Jesteśmy małżeństwem od 4 lat. Mamy córkę, która skończy 3 latka w
      > sierpniu. Jak miała rok poszłam do pracy, niestety tylko na rok, ze
      > względu na rozwiązanie firmy. Od tego czasu jestem w domu.

      Prawie jak bym czytała o sobie z tym ze mamy syna. Reszta też się zgadza. Ja już
      się do tego przyzwyczaiłam, czekam na finał.
      • bellasorella Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 15:05
        Mnie różni znów tylko fakt, że nie mamy dzieci (jeszcze).
        Na codzień pracuję, prowadzę dom a jednak zarzuca mi się, że nie
        robię nic. Ilekroć słyszę te słowa mam ochotę wybuchnąć płaczem.
        Czuję się upokorzona, przez kogoś kogo kocham. Wielokrotnie
        podejmowaliśmy rozmowę na ten temat. Ostatnio po raz pierwszy
        przeprosił i obiecał poprawę, że nie będzie już "wypominków".
        Narazie jest cisza.... ale ile to potrwa? Nie wiem.
        • patrycja0608 Re: Mam już tego dość... 20.05.08, 23:45
          No właśnie, najgorsze są te "wypominki" , te upokorzające słowa. Mi
          też się chce płakać i wyć jak to słyszę. A najgorsze jest to, że ja
          go kocham i wiem , że on mnie też. A mimo to rani mnie tak okropnie.
          Zadaje cierpienie i ból. Czy On myśli że mam serce z kamienia? Że
          tak długo można to ciągnąć?
          • ula_1981 Re: Mam już tego dość... 22.02.09, 00:54
            patrycja0608 napisała:

            > No właśnie, najgorsze są te "wypominki" , te upokorzające słowa. Mi
            > też się chce płakać i wyć jak to słyszę. A najgorsze jest to, że ja
            > go kocham i wiem , że on mnie też. A mimo to rani mnie tak okropnie.
            > Zadaje cierpienie i ból. Czy On myśli że mam serce z kamienia? Że
            > tak długo można to ciągnąć?

            mój ostatnio miał do mnie pretensje, że wypomniałam mu pewien fakt z naszego
            małżeństwa który miał miejsce 2 lata temu. A najciekawsze jest to, że parę dni
            później wypomniał mi coś co miało miejsce 8 lat temu (gdy nie byliśmy jeszcze
            małżeństwem). I to jego zdaniem jest ok.
            Mój też mnie rani, wyczuł moje słabe punkty i wie co najbardziej mnie rani i gdy
            jest zły wykorzystuje to. Tyle razy mi mówi, że ja nic nie robię - co jest nie
            prawdą, bo wszelkie obowiązki domowe należą do mnie. A np w tłusty czwartek
            chciałam usmażyć pączków a że nie miałam kasy więc go o nią prosiłam (on pracuje
            a ja puki co nie). I wiecie co nie dał mi. A przecież chciałam kupić tylko
            drożdże i marmoladę bo resztę składników miałam w domu. Stwierdził, że taki
            wydatek jest zbędny ... ale wieczorem nie szkoda mu było kasy na flaszkę wódki
            którą wypił z kumplem. A na weekend pojechał do innego miasta (tam studiuje
            zaocznie) - obiecał ze zadzwoni do mnie w sobotę - niestety nie mogąc doczekać
            się jego telefonu ja zadzwoniłam, odrzucił połączenie i wyłączył telefon. O! i
            tyle mam
        • iminlove Re: Mam już tego dość... 21.05.08, 13:32
          bellasorella napisała:

          > Na codzień pracuję, prowadzę dom a jednak zarzuca mi się, że nie
          > robię nic. Ilekroć słyszę te słowa mam ochotę wybuchnąć płaczem.
          > Czuję się upokorzona, przez kogoś kogo kocham.

          Ja nie wiem, gdyby facet spróbowal mi coś takiego wypomnieć, to
          chyba... nie wiem co:) Walnęlabym focha na tydzień i olalabym
          zupelnie gotowanie, prasowanie i wszelkie inne prace domowe. Ja nie
          wiem, skąd Wy bierzecie tych facetów, ale czy nie jest to skutek ich
          rozpuszczania? Czy jest gdzieś napisane, że trzeba facetowi uprać i
          ugotować?

          Mój narzeczony zostal wychowany w domu, w którym jego mama i babcia
          mialy manię nadskakiwania jemu i jego ojcu. Jak zaczęliśmy ze sobą
          mieszkać, to nie potrafil sam przyrządzić jajecznicy, a umycie
          podlogi czy okien to byla dla niego czarna magia. Ja wprawdzie
          mialam za sobą pewne doświadczenie w sprzątaniu, ale gotowania zupek
          uczylam się od Mamy przez telefon:) W każdym razie, nie ma sytuacji,
          że ja sprzątam albo gotuję, a on siedzi z zalożonymi rękoma.
          Oczywiście, każde z nas preferuje pewien rodzaj prac domowych (w
          stylu: ja sprzątam lazienkę, ale on myje podlogi). Doszlo nawet do
          tego, że nie wiem, jak wlącza się pralkę - bo pierze on. Ja później
          prasuję. Ale do czego zmierzam - udalo mi się nauczyć go gotować i
          sprzątać. Oboje pracujemy, ja ostatnio dlużej niż on - więc bardzo
          często to on gotuje mi obiad (!!!). A byl przecież synkiem mamusi,
          który nie mial wstępu do kuchni. Chyba jednak można wychować pod tym
          względem faceta, trzeba jednak zacząć bardzo wcześnie:))
          • vincentyna Re: Mam już tego dość... 31.05.08, 01:35
            Skad Wy wogole bierzecie takich gogusi, co Wam "wypominki" robia????
            Przeciez jakby moj wyskoczyl mi z tekstem ze mam go obsluzyc (typu pranie,
            gotowanie, prasowanie, sprzatanie czy tez zakupowanie) to bym go smiechem zabila
            :DDDDD
            Obsluzyc, to ja go moge co najwyzej wieczrowa pora, ku obopolnej uciesze ;)
            Ale dajecie sobie korbe wkrecic, az zazdroszcze Waszym mezom. Nie dosc, ze
            wszystko zrobione, to jeszcze zoneczka z mea culpa na twarzy biega, hehe, fajnie
            sie maja te Wasze chlopy :DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
            • wegatka Re: Mam już tego dość... 09.06.08, 10:59
              vincentyna napisała:

              > Skad Wy wogole bierzecie takich gogusi, co Wam "wypominki" robia????

              Zazwyczaj spod skrzydeł innych kobiet - ich matek, które też kiedyś były młodymi
              mężatkami z podobnymi problemami. Czym innym przecież jest narzekanie na swoich
              leniwych i cwanych mężów, a czym innym wychowywanie synka, który zawsze jest
              malutki i nieporadny, w związku z czym trzeba go we wszystkim wyręczać, bo rady
              sobie nie da, a potem jeszcze dopilnować synowej, żeby zapewniła synkowi taką
              samą sielankę, jak mamusia. No i błędne koło się zamyka.
              • ilekropek Re: Mam już tego dość... 10.02.09, 11:10
                Mnie się wydaje, że niektórzy faceci tak mają i najczęściej
                naśladują zachowanie swoich ojców. Mój chłopak, z którym mieszkam od
                ponad roku tak właśnie ma :-/
                Jego rodzice rozwiedli się, z winy mamy, gdy miał 9 lat. Wcześniej
                życie rodzinne nie było bajką. Tata dostał prawo do opieki nad
                dwójką synów i żyli sobie w męskim gronie przez lata. Potem pojawiła
                się kolejna kobieta i dziecko. A w moim chłopaku została tęsknota za
                ciepłym domem, jaki tworzy kobieta. Kiedy zamieszkaliśmy razem
                wiedziałam, że będę się musiała nauczyć jak stworzyć taki ciepły dom
                o jakim marzył mój ukochany. Powiem szczerze, że czasem miałam dość
                i chciałam uciec, olać pranie, gotowanie, sprzątanie. Właśnie
                dlatego, że on tego ode mnie wymagał. Ciągle zdarzają nam się
                jeszcze potyczki słowne na temat tego co jest kobiecym, a co męskim
                zajęciem. Przez ten rok udało mi się jednak pokazać mu, że fakt, że
                pozmywa czy umyje podłogi nie sprawi, że będzie mniej męski. Za
                wszystko trzeba chwalić i nagradzać, ale się opłaca :-)
                • mloda_kobitka2 Re: Mam już tego dość... 15.02.09, 12:56
                  >Mnie się wydaje, że niektórzy faceci tak mają i najczęściej
                  naśladują zachowanie swoich ojców.

                  Popieram, mój wyniósł podobne zachowania z domu! jak patrzę na jego
                  ojca, to jak 2 krople wody!!! Tyle, że czasy trochę się zmieniły, 35
                  lat temu, było nieco inaczej. Jak rozmawiam z mamą lub jej
                  koleżankami, one twierdzą,że kiedyś kobiety poprostu bały się
                  otworzyć buzię i powiedzieć,że taki układ im nie odpowiada...
                  Bały,że,że facet wyrzuci je z domu,że pójdzie do innej itp...
                  A teraz po 30 latach niektóre żałują,ze nie skończyły tego
                  wcześniej, bo "pan i władca" nigdy się nie zmienił....
    • jazzman1979 Re: Mam już tego dość... 15.02.09, 06:57
      Utrzymywanie rodziny jest stresujące, on wie, że nie ma wyboru i musi mu się
      udać. Jeżeli w pracy coś nie poszło, albo pracuje w branży narażonej na kryzys,
      zapewne nie jest mu lekko ...
      • lisia312 jestem co prawda starutką mężatką 15.02.09, 20:05
        ale też kiedyś przeżywałam dokładnie to samo. Wyszłam za "synusia mamusi i
        babci"- na szczęście mieszkały daleko, więc do " wychowania " małżonka nie
        miałam kłód pod nogi. Nie umiał gotować- ja zresztą też, ale się uczyłam.
        Urodziłam jedno dziecko, potem drugie, potem trzecie, oczywiście "nic" nie
        robiąc. Jak byłam chora słyszałam- jak jesteś chora, to idź do szpitala. Jak
        byłam na porodówce, to starsze dzieci były u teściów, więc mąż nie musiał się
        nimi opiekować.
        Aż razu pewnego poszłam do szpitala, poleżałam 2 tygodnie, dzieci musiały być w
        domu, bo chodziły już do szkoły.
        Jak wyszłam ze szpitala moja rodzina miała już oczy szeroko otwarte! Tatuś robił
        kotlety ( mamo jak dobrze, że już wróciłaś), prał, sprzątał i nigdy więcej nie
        marudził, że nic nie robię!Nawet doszło do sytuacji, gdzie mąż przeciągał palcem
        po meblach ( mamy czarne) i mówił trzeba pościerać A ja mu na to: to pościeraj,
        bo mi to nie przeszkadza. I ściera do dzisiaj, robi wiele innych rzeczy, których
        nie robił w domu ( np. malowanie, gładzie itp)
        Tak to działa. Dopóki sam nie spróbuje, to się nie dowie jaka to ciężka praca w
        domu!!
    • emerald_dream Co do podzialu domowych obowiazkow 18.02.09, 07:43
      U mnie poskutkowalo takie cos- siadasz przy kompie (albo kartce) i
      wypisujesz kazda czynnosc doslownie, jaka trzeba w domu wykonac.
      Robisz liste. W gre wchodza najdrobniejsze rzeczy w stylu dosypanie
      cukru do cukierniczki,starcie plamy z kubla na smiecie, czy
      posprzatanie po kocie. Pozniej usiadzcie z mezem i do kazdej
      czynnosci niech dopisze ilosc punktow od 1 do 50 powiedzmy, punktow
      pod tytulem "ile to kosztuje wysilku". Np. ugotowanie obiadu to
      mogloby byc 35, posprzatanie po nim 10, podniesienie z ziemi ciucha-
      1 itp. Niech facet SAM OKRESLI wedlug wlasnego uznania, biorac pod
      uwage, ze kazda z tych czynnosi musi on sam wykonac. Gdy juz
      przyporzadkuje punkty, umowcie sie ile % calo-tygodniowej liczby ma
      wykonywac on. Nawet jak przystanie na wykonanie 30-20%, to znajac
      zycie- poziom "fatygowania sie" przerosnie to jego najsmielsze
      oczekiwania wielokrotnie. Pozniej przez pare tygodni (dluzej nikomu
      sie nie bedzie chcialo), wpisujcie w tabelke te swoje punkty. To mu
      napewno naswietli pare spraw... ;)
      • gosiadzika Re: Co do podzialu domowych obowiazkow 18.02.09, 09:34
        miałam to samo, mój mąż miał podtykane pod nos wszystko, rano gdy wstawał do
        pracy już miał gotowe śniadanko i kawkę w termosie.

        Oboje pracujemy ,wstajemy o tej samej godzinie i dlaczego to ja miałabym wstawać
        wcześniej żeby mu śniadanie robić? ja nie jem nic rano - dopiero w pracy :) więc
        o ssoo chodzi :))

        rączki ma obie niech sobie robi:)


        to samo ze sprzątaniem:
        kochanie... widzisz tą pajęczyne ?
        widzę?
        ii??
        nic, mi nie przeszkadza, chcesz to ją sprzątnij:)
        • vincentyna Re: Co do podzialu domowych obowiazkow 21.02.09, 23:36
          No coz, moj maz mieszkal z dala od mamusi gdy go poznalam, wiec umial kolo
          siebie wszystko zrobic. Nie mogl wiec nagle po wspolnym zamieszkaniu udac, ze
          nic nie umie :) Do sprzatania mamy dziewczyne, ale co do innych prac domowych,
          to dzielimy po polowie.
          Mam alrgie skorna, wiec nie moge prac w zwyklych proszkach. Takim sposobem,
          pierzemy rzeczy oddzielnie, gdyz maz lubi intensywny zapach plynu (efekt: sam
          dba o czyste ciuchy).
          Nie jadam wlasciwie miesa, maz za to namietnie (efekt: gotuje sam dla siebie).
          Ja codzien wydlubuje kupki z kuwety, maz raz na tydzien wymienia zwirek i ja myje.
          Zmywarke laduje i oprozniam ja, maz zmywa recznie patelnie.
          Duze zakupy zamiawiam przez net, po male chodzimy razem, obgadujac przy okazji,
          jak nam dzien minal.
          Nie prasujemy, robi to dziewczyna od prasowania.
          Pracuje ok 10-15 h wiecej na tydzen niz moj maz, wiec on w tym czasie robi
          drobne naprawy, zalatwia sprawy urzedowe itp.
          Pracuje w domu, ale zadnych wypominkow nie mam. Kwota jaka zarabiam swiadczy
          wyraznie, ze bakow nie zbijam;)
Pełna wersja