chocklit
30.06.08, 12:08
No i znowu mu coś się na móżg rzuciło, a już tak dobrze było. Coś
tam robił w kuchni, coś mu upadło, coś nie wyszło, no i zaczęło się:
rzucanie młynkami do pieprzu, miskami, i innymi utensyliami
kuchennymi i jeszcze do mnie wyskakuje z jakimiś gniewnymi komendami
że coś tam mam robić, sprzątąc to co on porozrzucał. Powiedziałam,
żeby sie zamknął i że szkoda mi go, że się tak nakręca takimi
drobnostkami. Wyszłam do innego pokoju i do końca dnia się z do
niego nie odzywałam. I dalej nie mam ochoty.
Dobija mnie ta jego wybuchowość, ta atmosfera napięcia którą wciąż
wytwarza. Męczy mnie to potwornie, zniechęca. I jeszcze te jego
zaczepki, że obrażona jestem teraz, tak? A jaka mam być? mam się
cieszyć, że mam takiego nerwusa za męża? Mam być zawsze ponad to
tak? Tylko że ja też jestem człowiekiem i to wcale nie takim
spokojnym, też mam swoje nerwy, problemy, a ten kretyn co i rusz
zakłóca domowy mir.
Przesadzam? Przewrażliwiona jestem?
Jak Wy byście się zachowały?