wera-27
20.07.08, 11:34
Jesteśmy małżeństwem od prawie 3 lat. A ostatnimi czasy denerwuje mnie to, że
mąż strasznie jest za kumplami. Ja rozumie, że spotkać się z nimi można ale od
czasu do czasu a nie praktycznie codziennie! I to za wszelką cenę. Mąż jest
osobą towarzyską. Przed ślubem często spotykaliśmy się ze znajomymi ale wiele
razy było, że gdzieś sam na sam wyskakiwaliśmy. A po ślubie - nie pamiętam
kiedy byliśmy ostatnio gdzieś sam na sam na dłużej. Owszem parę dni temu
zabrał mnie do restauracji na kolację, ale co to za kolacja jak w miedzy
czasie jak czekaliśmy na zamówione dania, mąż obdzwaniał kolegów, aby
sprawdzić którego można odwiedzić. Kolację szybko zjadaliśmy i w drogę do
kolegi! Obiecał zrobić mi skalniak przed domem, zaczął go robić ponad miesiąc
temu i do dnia dzisiejszego nie jest skończony. Czemu? bo zawsze coś innego
było ważniejsze. A to piwko u kolegi a to ryby. Np ostatnio jak skończył
pracę, poprosiłam go abyśmy przywieźli ziemi na skalniak. Wpadł w złości,
zaczął mi zarzucać że ja bym go najchętniej zamęczyła robotą itd. że on
zmęczony itp. Położył się, pół godziny później zadzwonił kolega Michał aby
powiedzieć mojemu mężowi, że wraca z pracy do domu i jak chce to mój mąż może
do niego przyjechać. Od razu zerwał się na nogi i z tekstem do mnie
"szykuj się jedziemy". A jak już siedzieliśmy w samochodzie to poprosiłam
abyśmy podjechali do pobliskiego marketu bo muszę zrobić zakupy, m.in. kupić
dużą karmę dla psa. Odpowiedź mojego męża brzmiała "nie mamy czasu, jedziemy
bo Michał czeka". A okazało się, że Michał jest na przeglądzie samochodu o
czym wiedział mój mąż. No i tak czekaliśmy sobie przed stacją kontroli
pojazdów na Michałka. Nie wytrzymałam i się odezwałam do męża, że spokojnie
zdążylibyśmy zrobić zakupy. A mąż krótko odparł "oj misiu".
W ten weekend jak w każdy jeździmy na ryby na noc nad pobliski zalew. I nigdy
nie byliśmy sam na sam. Zawsze musi kogoś z kumpli z nami zabrać. Wczoraj
też byliśmy, pierw dzwonił do jednego kolegi spytać czy aby nie pojedzie z
nami, kolega odmówił, to zadzwonił do drugiego, ten też odmówił. I tak
wydzwonił do 3. Jeden przyjechał. Wieczorem powiedziałam mężowi, że w
niedzielę (czyli dziś) będę chciała z samego rana wracać do domu. Mąż odmówił
bo chciał do niedzielnego popołudnia wędkować. Ok - nie ma sprawy. Poszłam
spać do namiotu, o 7ej rano mąż mnie budzi, abym się już zbierała bo jedziemy.
Zdziwiłam się bo przecież chciał zostać do południa. A okazało się, że
Michałek dzwonił i zaprasza do siebie. Fajnie! ... jak ja chciałam wracać rano
do domu, to mąż odmówił a wystarczyło że Michałek zadzwonił mąż już zwija
wędki bo przecież TRZEBA jechać - kumpel wzywa. Zbuntowałam się, powiedziałam że
nie jadę do niego. A mąż był po 2 piwach, więc nie mógł
siąść za kierownicę. Przekonałam go abyśmy jednak pojechali do domu a nie do
kumpla. Ok zgodził się. Ufff ... W drodze do domu, mąż spytał się czy chcę
abyśmy poszli dziś na festyn do pobliskiej miejscowości. Zgodziłam się od razu
- wreszcie sam na sam na imprezie bez towarzystwa. Ale jak tylko się zgodziłam
on łaps za telefon. Pytam gdzie dzwonisz a on do mnie "do Michała spytać
czy by z nami nie pojechał" wrrr !!! ręce mi opadły. Nie wytrzymałam i
powiedziałam, że ja przyzwoitki nie potrzebuję, że chcę wreszcie sam na sam z
nim iść na imprezę jak mąż z żoną BEZ TOWARZYSTWA. Mąż odłożył telefon z
komentarzem, że fajniej jest jak się jest z towarzystwem. Tłumaczyłam mu, że ja
nie mam nic przeciwko towarzystwu ale nie do przesady ... bo nie pamiętam
kiedy byliśmy sami gdziekolwiek.
Mam już dosyć! denerwuje mnie to, że mąż zawsze kogoś na trzeciego szuka.
Czasem czuje, że koledzy ważniejsi. Tak jak np. ostatnio w łazience nie
działają kontakty, więc nie mam jak prać i nie ma ciepłej wody (mamy
elektryczny piecyk). Prosiłam męża aby zobaczył co jest grane. Nawet nie
sprawdził! Wolał prosto po pracy jechać do Michała pomóc mu robić samochód.
Widocznie tamto ważniejsze.
Wielokrotnie prosiłam, tłumaczyłam mu a ten nic. Znacie jakieś sposoby aby
skończyć z tym jego nachalnym szukaniem towarzystwa, szukaniem przyzwoitki ...
bo ja się wykończę nerwowo. Jesteśmy młodym małżeństwem (3 letni staż) ja 27
lat on 26. Dzieci nie mamy, choć ja bardzo już bym chciała ale mąż ma jakieś
"ale" - zwleka z decyzją o potomstwie. I tak na prawdę nie wiem czemu -
przecież przed ślubem sam mnie zapewniał, że jak będziemy z rocznym stażem to
postaramy się o dzidzię. Tak więc póki nie ma dzieci powinniśmy korzystać ile się
da. Wyjechać sobie gdzieś itd.
Tylko proszę nie sugerować, że mój mąż do gej - bo jak jedzie do kumpla to
jadę razem z nim. A po drugie mój mąż na pewno nim nie jest. A jeśli chodzi o
wyjazdy na ryby to, też proszę nie sugerować że są to wyjazdy na coś innego a
nie na ryby. Mój mąż ma bzika na punkcie wędkarstwa. Sprzętu ma masę i do za
sporą kasę. Jeden pokój jest cały zawalony jego wyposażeniem wędkarskim.