mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobieta")

20.07.08, 11:34
Jesteśmy małżeństwem od prawie 3 lat. A ostatnimi czasy denerwuje mnie to, że
mąż strasznie jest za kumplami. Ja rozumie, że spotkać się z nimi można ale od
czasu do czasu a nie praktycznie codziennie! I to za wszelką cenę. Mąż jest
osobą towarzyską. Przed ślubem często spotykaliśmy się ze znajomymi ale wiele
razy było, że gdzieś sam na sam wyskakiwaliśmy. A po ślubie - nie pamiętam
kiedy byliśmy ostatnio gdzieś sam na sam na dłużej. Owszem parę dni temu
zabrał mnie do restauracji na kolację, ale co to za kolacja jak w miedzy
czasie jak czekaliśmy na zamówione dania, mąż obdzwaniał kolegów, aby
sprawdzić którego można odwiedzić. Kolację szybko zjadaliśmy i w drogę do
kolegi! Obiecał zrobić mi skalniak przed domem, zaczął go robić ponad miesiąc
temu i do dnia dzisiejszego nie jest skończony. Czemu? bo zawsze coś innego
było ważniejsze. A to piwko u kolegi a to ryby. Np ostatnio jak skończył
pracę, poprosiłam go abyśmy przywieźli ziemi na skalniak. Wpadł w złości,
zaczął mi zarzucać że ja bym go najchętniej zamęczyła robotą itd. że on
zmęczony itp. Położył się, pół godziny później zadzwonił kolega Michał aby
powiedzieć mojemu mężowi, że wraca z pracy do domu i jak chce to mój mąż może
do niego przyjechać. Od razu zerwał się na nogi i z tekstem do mnie
"szykuj się jedziemy". A jak już siedzieliśmy w samochodzie to poprosiłam
abyśmy podjechali do pobliskiego marketu bo muszę zrobić zakupy, m.in. kupić
dużą karmę dla psa. Odpowiedź mojego męża brzmiała "nie mamy czasu, jedziemy
bo Michał czeka". A okazało się, że Michał jest na przeglądzie samochodu o
czym wiedział mój mąż. No i tak czekaliśmy sobie przed stacją kontroli
pojazdów na Michałka. Nie wytrzymałam i się odezwałam do męża, że spokojnie
zdążylibyśmy zrobić zakupy. A mąż krótko odparł "oj misiu".
W ten weekend jak w każdy jeździmy na ryby na noc nad pobliski zalew. I nigdy
nie byliśmy sam na sam. Zawsze musi kogoś z kumpli z nami zabrać. Wczoraj
też byliśmy, pierw dzwonił do jednego kolegi spytać czy aby nie pojedzie z
nami, kolega odmówił, to zadzwonił do drugiego, ten też odmówił. I tak
wydzwonił do 3. Jeden przyjechał. Wieczorem powiedziałam mężowi, że w
niedzielę (czyli dziś) będę chciała z samego rana wracać do domu. Mąż odmówił
bo chciał do niedzielnego popołudnia wędkować. Ok - nie ma sprawy. Poszłam
spać do namiotu, o 7ej rano mąż mnie budzi, abym się już zbierała bo jedziemy.
Zdziwiłam się bo przecież chciał zostać do południa. A okazało się, że
Michałek dzwonił i zaprasza do siebie. Fajnie! ... jak ja chciałam wracać rano
do domu, to mąż odmówił a wystarczyło że Michałek zadzwonił mąż już zwija
wędki bo przecież TRZEBA jechać - kumpel wzywa. Zbuntowałam się, powiedziałam że
nie jadę do niego. A mąż był po 2 piwach, więc nie mógł
siąść za kierownicę. Przekonałam go abyśmy jednak pojechali do domu a nie do
kumpla. Ok zgodził się. Ufff ... W drodze do domu, mąż spytał się czy chcę
abyśmy poszli dziś na festyn do pobliskiej miejscowości. Zgodziłam się od razu
- wreszcie sam na sam na imprezie bez towarzystwa. Ale jak tylko się zgodziłam
on łaps za telefon. Pytam gdzie dzwonisz a on do mnie "do Michała spytać
czy by z nami nie pojechał" wrrr !!! ręce mi opadły. Nie wytrzymałam i
powiedziałam, że ja przyzwoitki nie potrzebuję, że chcę wreszcie sam na sam z
nim iść na imprezę jak mąż z żoną BEZ TOWARZYSTWA. Mąż odłożył telefon z
komentarzem, że fajniej jest jak się jest z towarzystwem. Tłumaczyłam mu, że ja
nie mam nic przeciwko towarzystwu ale nie do przesady ... bo nie pamiętam
kiedy byliśmy sami gdziekolwiek.
Mam już dosyć! denerwuje mnie to, że mąż zawsze kogoś na trzeciego szuka.
Czasem czuje, że koledzy ważniejsi. Tak jak np. ostatnio w łazience nie
działają kontakty, więc nie mam jak prać i nie ma ciepłej wody (mamy
elektryczny piecyk). Prosiłam męża aby zobaczył co jest grane. Nawet nie
sprawdził! Wolał prosto po pracy jechać do Michała pomóc mu robić samochód.
Widocznie tamto ważniejsze.
Wielokrotnie prosiłam, tłumaczyłam mu a ten nic. Znacie jakieś sposoby aby
skończyć z tym jego nachalnym szukaniem towarzystwa, szukaniem przyzwoitki ...
bo ja się wykończę nerwowo. Jesteśmy młodym małżeństwem (3 letni staż) ja 27
lat on 26. Dzieci nie mamy, choć ja bardzo już bym chciała ale mąż ma jakieś
"ale" - zwleka z decyzją o potomstwie. I tak na prawdę nie wiem czemu -
przecież przed ślubem sam mnie zapewniał, że jak będziemy z rocznym stażem to
postaramy się o dzidzię. Tak więc póki nie ma dzieci powinniśmy korzystać ile się
da. Wyjechać sobie gdzieś itd.

Tylko proszę nie sugerować, że mój mąż do gej - bo jak jedzie do kumpla to
jadę razem z nim. A po drugie mój mąż na pewno nim nie jest. A jeśli chodzi o
wyjazdy na ryby to, też proszę nie sugerować że są to wyjazdy na coś innego a
nie na ryby. Mój mąż ma bzika na punkcie wędkarstwa. Sprzętu ma masę i do za
sporą kasę. Jeden pokój jest cały zawalony jego wyposażeniem wędkarskim.
    • duveen Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 20.07.08, 22:01
      proponuje popodrywac michalka kilka razy, a maz na pewno ukroci
      spotkania :)). np zacznij go jakos bardziej komplementowac ,chwalic
      i byc jakos specjalnie miła
      • ciekawos Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 20.07.08, 22:22
        duveen niezłe :)
        A czy pan Michał ma żone? dziewczyne? Wogóle czy koledzy Twojego
        męża są wolni? Bo to może miec spore znaczenie. Jeżeli jego kumple
        są "nieuwiązani" to on nie chce być gorszy. Według mnie, z tego co
        opisałaś, Twój mąż nie jest zbyt przygotowany na małżeństwo. Choc
        trawa ono juz 3 lata ;> To cały czas jakiś chłopiec, który chce
        jescze się bawić, pić piwko z kumplami. Ani myśli o wieczorach z
        żoną, czy o posiadaniu dzieci. A czy wogóle okazuje Ci uczucia?
        Na ryby nie jeździcie codziennie. Sa zapewne wieczory gdzie
        jestescie sam na sam? Mieszkacie wogóle sami?
        • wera-27 ciekawos 20.07.08, 23:00
          ciekawos napisała:

          > A czy pan Michał ma żone? dziewczyne? Wogóle czy koledzy Twojego
          > męża są wolni? Bo to może miec spore znaczenie.

          On nie ma żony, ani dziewczyny. Ma 23 lata (czyli jest młodszy od mojego męża o
          3 lata). Michał nie ma szczęścia do dziewczyn, nie dziwię się bo raz że nie ma
          atrakcyjnego wyglądu, a dwa że jest strasznie nie śmiały i dziwny.
          Drugi kolega Łukasz też ma 23 lata, ma żonę i 2 letniego synka. Nie przepadam za
          nim, ponieważ lubi wypić. Żadnej okazji nie przepuści. Gdy ma dzień wolny od
          pracy pija do bólu aż padnie. Gdy jego żona jest w pracy a on akurat ma wolne to
          nie zajmuje się synem, tylko podrzuca go swojej mamie, która ma lekki
          niedorozwój umysłowy.
          Trzeci kolega Dominik w tym roku żeni się.
          Pozostali koledzy są wolni, a nie którzy nawet dziewczyn nie mają.
          Można powiedzieć, że z tej całego grona kolegów mój mąż jako pierwszy zmienił
          stan cywilny.

          > A czy wogóle okazuje Ci uczucia?

          TAK. Choć różnie z tym bywa. Są między nami czasem kłótnie, wtedy potrafi być
          bardzo nie miły, wręcz chamski. A gdy jest między nami dobrze to jest miły.
          Będąc z jego kolegami pokazuje uczucia do mnie w ich obecności. Przy nich mówi
          do mnie "żonka" "kochanie" "misiu" tuli mnie, głaszcze i całuje.

          > Na ryby nie jeździcie codziennie. Sa zapewne wieczory gdzie
          > jestescie sam na sam?

          To jest tak, że praktycznie codziennie jeździmy na ryby. Zazwyczaj zabiera z
          nami jeszcze jakiegoś kumpla ... a jak jedziemy sami to i tak mało co rozmawiamy
          bo on skupiony na wędkowaniu. A jeżeli danego dnia nie jedziemy na ryby, to
          jedziemy do kolegi. Tam sobie wypije 2-3 piwka i ja wracam później za kółkiem do
          domu. A jeśli nie pojedziemy na ryby albo do kolegi to mąż kładzie się spać albo
          zasiada przed kompem lub TV. Już nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy na
          spacerze. Dziś np pojechaliśmy sobie sami na festyn do pobliskiej miejscowości
          ale od razu widać było, że wśród ludzi szukał jakiegokolwiek znajomego. Nie
          mogąc nikogo znaleźć zaczął wydzwaniać a to do jednego a to do drugiego ... a że
          nie odbierali to mąż stwierdził, że nie ma sensu być na tym festynie bo nudno.
          Mieliśmy pojechać do domu ale mąż pojechał do kumpla. Nie zastaliśmy go w domu,
          więc zadzwonił do drugiego i tego też nie było. Musieliśmy na niego czekać parę
          minut pod domem. Mąż zachęcał go aby pojechał z nami na ten festyn ... kolega
          chciał ale ja powiedziałam, że nie chcę. A prawda była taka, że chciałam ale bez
          przyzwoitki. Zdenerwowałam się, bo jak byliśmy sam na sam na tym festynie to mu
          się nudziło i marudził, że chce do domu ... a tu teraz z kumplem chce na festyn.
          Nie pojechaliśmy nigdzie. Mąż z kolegą wypił po piwie i wróciliśmy do domu, umył
          się i od razu poszedł spać.

          Mieszkacie w ogóle sami?

          NIE, mieszkamy z jego rodzicami.
          Teściowa typowy moherowy beret. W kościele i w Rydzyku zakochana po uszy, do
          przesady.
          Teść były alkoholik, który zatruwa nam wszystkim życie.
          • judith79 Re: ciekawos 21.07.08, 10:40
            > NIE, mieszkamy z jego rodzicami.
            > Teściowa typowy moherowy beret. W kościele i w Rydzyku zakochana po uszy, do
            > przesady.
            > Teść były alkoholik, który zatruwa nam wszystkim życie.
            hmmm wiec chyba twoj maz ma wicej rozumku od ciebie, ze w tych warunkach dzieci
            machac nie ma ochoty...
          • madziaq Re: ciekawos 21.07.08, 13:41
            Hmmm, a ciebie interesują te wyjazdy na ryby? sprawia ci to frajdę? Ja bym chyba
            ześwirowała, gdybym miała codziennie albo prawie codziennie jeździć z facetem na
            ryby. To wygląda trochę tak, jakby mąż realizował swoje hobby i robił to, co mu
            sprawia przyjemność (koledzy, wędkarstwo itd) a twoimi potrzebami i
            zainteresowaniami się nie przejmował... Trochę niefajnie :(
            • wera-27 madziaq 21.07.08, 18:30
              madziaq napisała:

              > Hmmm, a ciebie interesują te wyjazdy na ryby? sprawia ci to frajdę?

              przyznam, że bardzo lubię spędzać czas nad wodą. Cisza, spokój, szum wody itd.
              to mnie wycisza. A po drugie mąż zaraził mnie tym hobby, bardzo lubię wędkować.
              Mąż nawet kupił mi wędkę. I sama sobie nakłuwam robaczka na haczyk, zarzucam
              wędkę i sama zdejmuję rybkę z haczyka. Mąż powiedział, że opłaci i mi kartę
              wędkarską. Parę razy pochwalił moje osiągi wędkarskie przy kolegach.
              • ciekawos Re: madziaq 21.07.08, 19:30
                To właściwie w czym problem? bo teraz juz powoli nie rozumiem.
                Obojętnie co kto napisze Ty to negujesz, mówisz ze jest ok, albo
                bronisz męza.
                Proponuje zastanowić sie czego chcesz. Spotykać sie z kolezankami
                nie, zajmowac sie sobą nie, wędkowac lubisz i z checią bedziesz
                jeździć chocby codziennie, no tyle ze nie lubisz kolegów męża.

                Pozostaje wtedy jedynie z mężem pogadać i cos uzgodnic. Ale z tego
                co opisalas bedzie z tym maly problem ;> Mam wrazenie, ze...
                wybacz... jestes uzależniona od męża. i choc w glebi duszy
                chcialabys robic cos innego niz wędkowanie to nie masz ku temu
                okazji. Ani kolezanek, ani wlasnego zycia... Tak to widze.
                • wera-27 Re: madziaq 21.07.08, 23:58
                  ciekawos napisała:
                  > To właściwie w czym problem? bo teraz juz powoli nie rozumiem.

                  problem jest w tym, że chciałabym czasem spędzić wieczór z mężem sam na sam albo
                  weekend ... bo nie pamiętam kiedy taki wieczór/weekend był. Zawsze jest z nami
                  przyzwoitka nawet na tych rybach. Wielokrotnie mu mówiłam, że nie mam nic
                  przeciwko spotykaniu się ze znajomymi ale nie do przesady, że czasem chciałabym
                  mieć go tylko dla siebie. Abyśmy gdzieś sami wyjechali itd. A on zawsze
                  przytakiwał głową, że dobrze a i tak robił swoje.
                  Problem jest również w tym, że myślę iż jest bardziej dyspozycyjny dla kolegi
                  aniżeli dla mnie czy dla swoich rodziców. Jest sporo do zrobienia koło domu a on
                  wiecznie nie ma siły albo ochoty. Wiecznie słyszę "zrobię jutro" a jak przyjdzie
                  to jutro to znów "dziś nie tylko jutro" i tak w koło Macieju. A jak zadzwoni
                  kolega że przydałaby mu się pomoc mojego męża to on od razu jedzie. Koledze nie
                  potrafi odmówić. Do tej pory nie zrobił gniazdka w łazience. Musiałam pożyczyć
                  od teścia przedłużkę aby poprowadzić kabel do gniazdka w kuchni aby była ciepła
                  woda w łazience i aby pralka działała. Prosiłam aby dziś naprawił gniazdko ale
                  gdzie tam, jak tylko skończył pracę to poszedł spać. A po paru minutach
                  zadzwonił kolega aby przyjechał to od razu wstał i pojechał.

                  > Proponuje zastanowić sie czego chcesz. Spotykać sie z kolezankami
                  > nie, zajmowac sie sobą nie

                  w żadnym moje poście nie napisałam, że nie chcę spotykać się z koleżankami.
                  Wręcz przeciwnie widuję się z nimi. Jesteśmy w stałym kontakcie. I nigdzie nie
                  napisałam, że nie chcę się sobą zajmować.
                  A czego chcę? wiem czego. Aby mąż zaczął więcej czasu poświęcać naszemu
                  małżeństwu i domu. Aby za każdym razem gdy gdzieś wychodzimy czy jedziemy nie
                  zabierał przyzwoitki. Aby moje potrzeby były dla

                  > Ani kolezanek, ani wlasnego zycia... Tak to widze.

                  skąd wywnioskowałaś że nie mam koleżanek ... przecież nic nie napisałam co
                  mogłoby na to wskazywać. Koleżanek mam sporo. Widuję się z nimi.
                  • ciekawos c.d. 22.07.08, 12:30
                    "Koleżanek mam sporo. Widuję się z nimi."
                    Tylko kiedy? Wczesniej pisałaś, ze niemal codziennie jeździsz na
                    ryby. A ponadto na kazde skinienie kolegi, mąż zabiera Cie ze sobą.
                    Aw wolnych chwilach patrzysz jak mąż oglada tv i lezy na kanapie.
                    Co do tych przywoitek... wygląda na to,że się po prostu mu nudzi w
                    Twoim towarzystwie ;> może nie macie o czym ze sobą rozmawiać, a go
                    nie bawią milczące romantyczne spacery. Ty nie pracujesz, hobby masz
                    w spólne z mężem. Przychodzi po pracy dodomu, Ty zawsze jestes.
                    Zawsze ejdziesz z nimi do jego kumpli, jeździsz z nimi na ryby...
                    Zamaist troche zajac sie sobą i niekiedy powiedziec "nie!". Sama
                    pozwoliłaś sobie na takie traktowanie.
                    • ciekawos jescze coś 22.07.08, 12:37
                      On musi wiedzieć,ze Ty jestes jego zoną a nie kumplem czy koleżanką.
                      Ja bym nie chciala,zeby mój chlopak zabieral mnie zawsze na kazde
                      jego wyjscie z kumplami na piwo czy cos. Pewne rzeczy nalezy
                      rozgraniczyc! Inaczej spowszedniejesz mu jak stół który widzi
                      codziennie i nie pzrywiazuje do niego wikeszej wagi, bo on ciagle
                      jest.
                      Ciągle z nim jeździsz, znaczy mężem i jego kolegą. Niby mu mówisz,
                      marudzisz ze nie chcesz przyzwoitki, ale ciągle z nim jeździsz! To
                      tak jakbys na to w pełni przyzwalała. I on to tak widzi!
                    • wera-27 Re: c.d. 22.07.08, 15:22
                      ciekawos napisała:

                      > "Koleżanek mam sporo. Widuję się z nimi."
                      > Tylko kiedy? Wczesniej pisałaś, ze niemal codziennie jeździsz na
                      > ryby. A ponadto na kazde skinienie kolegi, mąż zabiera Cie ze sobą.
                      > Aw wolnych chwilach patrzysz jak mąż oglada tv i lezy na kanapie.

                      została jeszcze jedna opcja - w godzinach jego pracy a po drugie nie zawsze
                      jeżdżę z nim. Jak się umówię z koleżanką to zostaje w domu.

                      > może nie macie o czym ze sobą rozmawiać, a go nie bawią milczące
                      > romantyczne spacery.
                      powtarzam kolejny raz, że mamy o czym z sobą rozmawiać. Mamy wiele wspólnych
                      tematów itd.

                      > Zamaist troche zajac sie sobą i niekiedy powiedziec "nie!". Sama
                      > pozwoliłaś sobie na takie traktowanie.
                      Potrafię powiedzieć NIE. To nie jest tak, że jak on powie hasło "jedziemy" to ja
                      od razu wskakuję to auta. Jeżeli mam coś zaplanowane np. wizyta koleżanki abo
                      odwiedziny siostry to zostaję w domu.
                      • ciekawos Re: c.d. 22.07.08, 16:10
                        Masz kolezanki, spotykasz sie z nimi, z mezem jeździsz na ryby kiedy
                        Ty masz ochote to samo z wypadem do jego kumpli. Wszystko cacy.
                        W takim razie jedynie co można Ci powiedzieć, to że współczujemy
                        takiego męża.
          • ciekawos Re: ciekawos 21.07.08, 14:28
            Większość kolegów Twojego męża jest wolnych - to tak jak
            podejrzewałam. Według mnie to ma naprawde spory wpływ na zachowanie
            Twojego męża. No ale cóż... jest jak jest, nie zmienisz tego. Możesz
            jedynie czekać :) i aby te czekanie było miłe proponuje Ci zacząć
            zajmowac się sobą. Spotkać się z koleżanką, może żoną tego Łukasza
            (?) (która kto wie... może doskonale Cie rozumie, skoro jej mąż lubi
            sobie popijać w towarzystwie kumpli), no albo postaraj sie moze
            odnowić swoje znajomości z kolezankami, wydaje mi sie ze zadko sie z
            dziewczynami nie widzialas. Tój mąż ma hoppy - to nawet fajnie. Nie
            ejst jednak potrzebne,zebyscie nawet na ryby codziennie jeździli
            razem, tymbardziej że Ciebie to chyba zaczyna nudzić.
            A druga sprawa. Mieszkacie u jego rodziców. Na Twoim miejscu nie
            chciałabym dziecka. Przecież Wy jescze nawet nie jestescie
            samodzielni! Moze wypadaloby 3 lata po ślubie zacząć rozglądać sie
            za małym mieszkankiem, oczywiscie jesli oboje pracujecie.
            • ciekawos Re: ciekawos 21.07.08, 14:32
              Twój mąż ma hobby* / sorry, zrobiłam razący błąd ;)
            • wera-27 ciekawos 21.07.08, 18:35
              ciekawos napisała:
              > proponuje Ci zacząć zajmowac się sobą. Spotkać się z koleżanką,
              > może żoną tego Łukasza (?)(która kto wie... może doskonale
              > Cie rozumie, skoro jej mąż lubi sobie popijać w towarzystwie kumpli)

              nie sądzę aby mnie rozumiała, ponieważ ma w nosie to co robi jej mąż. Nawet sama
              go zwozi na różne libacje. Pozwala mu na wszystko. Nawet na to aby pił i palił
              przy niespełna 2 letnim dziecku. Sama lubi wypić. A klnie jak najęta

              > Moze wypadaloby 3 lata po ślubie zacząć rozglądać sie
              > za małym mieszkankiem, oczywiscie jesli oboje pracujecie.

              niestety póki co to tylko mąż pracuje. Ja jestem w trakcie poszukiwania
      • wera-27 duveen 20.07.08, 22:37
        duveen napisała:

        > proponuje popodrywac michalka kilka razy, a maz na pewno ukroci
        > spotkania :)

        o nie! nie mam zamiaru kokietować kolegi. On mi się w ogóle nie podoba, za żadne
        skarby nie potrafiłabym się do niego przymilać.
        • yadrall Re: duveen 21.07.08, 19:57
          3 lata szukasz pracy???

          Widze tu dwie sprawy:
          -Ty sie poprostu nudzisz
          -Twoj maz jest znudzony Toba i szuka towarzystwa kolegow. Ciesz
          sie,ze nie kolezanek :) Co czywiscie nie jest dla niego
          usprawiedliwieniem,ale na jakie tematy ostatnio rozmawialas z mezem?
          CO ciekawego mialas mu do powiedzenia? Byliscie w kinie, teatrze, na
          koncercie? Przeczytalas jakis ciekawy artykul w gazecie, ksiazke
          itp.?

          I na koniec czy choc jeden raz powiedzialas mezowi prosto w oczy,ze
          potrzebujesz jego i tylko jego towarzystwa?

          • yadrall I dziecko 21.07.08, 20:02
            Twoj maz ma duzo zdrowego rozsadku,ze w sytuacji, gdy mieszkacie u
            jego rodzicow,a Ty nie pracujesz nie chce dziecka. To akurat mu sie
            chwali-madry chlop!!!
          • wera-27 Re: duveen 22.07.08, 00:04
            yadrall napisała:

            > 3 lata szukasz pracy???

            3 lata to jesteśmy po ślubie.
            Dwa miesiące po ślubie dostałam pracę ale była na czas określony. Po tym miałam
            dwie umowy zlecenie. Teraz szukam stałej pracy.

            > -Twoj maz jest znudzony Toba i szuka towarzystwa kolegow. Ciesz
            > sie,ze nie kolezanek :)

            jasne cieszę się niezmiernie.

            > ale na jakie tematy ostatnio rozmawialas z mezem?
            > CO ciekawego mialas mu do powiedzenia?
            co to za chore pytanie ... bo z tego co napisałaś wynika, że uważasz iż nie mam
            o czym z nim rozmawiać. Bardzo często z sobą rozmawiamy, poważnie i nie poważnie
            (żartujemy).

            > I na koniec czy choc jeden raz powiedzialas mezowi prosto w oczy,ze
            > potrzebujesz jego i tylko jego towarzystwa?

            Czytaj uważnie, bo już napisałam że mówiłam mu o tym wielokrotnie.
            • yadrall Re: duveen 22.07.08, 11:35
              Pisalas z prosba o rade,wiec napisalam co mysle.
              A Ty zaprzeczasz sama sobie-raz piszesz,ze rozmawiacie bardzo
              czesto,a chwile wczesniej piszesz,ze nie spedzacie czasu razem tylko
              zawsze z osobami trzecimi i,ze prawie ze soba nie rozmawiacie. COs
              tu sie nie zgadza!

              Tak, uwazam,ze nie masz o czym rozmawiac z mezem,skoro on zamiast
              sie cieszyc Twoja obecnoscia szuka towarzystwa (stalego,a nie
              okazyjnego) kolegow.

              Ps. tylko czy Twoj maz zrozumial co do niego mowisz,bo jak narazie
              to wyglada,ze Ty gadasz,a on Ciebie kompletnie nie slyszy,albo co
              najmniej nie rozumie!
              • wera-27 yadrall 22.07.08, 15:06
                yadrall napisała:

                > A Ty zaprzeczasz sama sobie-raz piszesz,ze rozmawiacie bardzo
                > czesto,a chwile wczesniej piszesz,ze nie spedzacie czasu razem tylko
                > zawsze z osobami trzecimi i,ze prawie ze soba nie rozmawiacie. COs
                > tu sie nie zgadza!

                nie wiem skąd te spostrzeżenia.
                widzę że nie czytasz uważnie. Nigdzie nie napisałam, że "prawie ze sobą nie
                rozmawiamy". A to, że jesteśmy z jego kolegami nie oznacza, że ja wtedy siedzę
                cicho jak myszka i nawet słowa z siebie nie wydobędę. To bzdura. Rozmawiamy ze
                sobą. Nie wiem na jakiej podstawie tak napisałaś, bo to nie prawda. A po drugie
                wydaję mi się, że nie wiesz o co mi chodzi, bo uczepiłaś się zupełnie czego innego.

                > Tak, uwazam,ze nie masz o czym rozmawiac z mezem,skoro on zamiast
                > sie cieszyc Twoja obecnoscia szuka towarzystwa (stalego,a nie
                > okazyjnego) kolegow.

                mylisz się, mamy wiele wspólnych tematów i nawet wspólne hobby. Tak więc, mamy o
                czym rozmawiać. Problem tkwi w zupełnie czym innym ale widzę, że to Ty "co
                najmniej nie rozumiesz", bo niektóre Twoje wypowiedzi są nie miłe. M.in. to, że
                uważasz iż nie mam nic ciekawego do powiedzenia mężowi, czyli uważasz mnie za
                mało inteligentną itd.

                • ciekawos Re: yadrall 22.07.08, 16:55
                  "Nigdzie nie napisałam, że prawie ze sobą nie
                  rozmawiamy." ---> 1) "To jest tak, że praktycznie codziennie
                  jeździmy na ryby. Zazwyczaj zabiera z nami jeszcze jakiegoś
                  kumpla... a jak jedziemy sami to i tak mało co rozmawiamy bo on
                  skupiony na wędkowaniu. A jeżeli danego dnia nie jedziemy na ryby, to
                  jedziemy do kolegi."
                  2)"jeśli nie pojedziemy na ryby albo do kolegi to mąż kładzie się
                  spać albo zasiada przed kompem lub TV."

                  A jednak napisałaś. Na wędkowaniu mało ze sobą rozmawiacie. Podczas
                  wizyty u kolegi tez nie jestescie w romantycznej chwili we dwoje aby
                  spokojnie pogadać. A to,ze kladzie sie spać czy zasiada przed
                  komputerem bądź TV to tez kolejna oznaka,ze ze sobą nie rozmawiacie.

                  dalej...

                  "zabrał mnie do restauracji na kolację, ale co to za kolacja jak w
                  miedzyczasie jak czekaliśmy na zamówione dania, mąż obdzwaniał
                  kolegów, aby sprawdzić którego można odwiedzić. Kolację szybko
                  zjadaliśmy i w drogę do kolegi!" --> na kolacj iteż z Tobą nie
                  rozmawia.

                  " Potrafię powiedzieć NIE. To nie jest tak, że jak on powie
                  hasło "jedziemy" to ja od razu wskakuję to auta." ---> Czy oby
                  napewno??? >> "Od razu zerwał się na nogi i z tekstem do mnie
                  "szykuj się jedziemy". A jak już siedzieliśmy w samochodzie to
                  poprosiłam abyśmy podjechali do pobliskiego marketu bo muszę zrobić
                  zakupy, m.in. kupić dużą karmę dla psa. Odpowiedź mojego męża
                  brzmiała "nie mamy czasu, jedziemy bo Michał czeka". .>> Nawet nie
                  pyta czy chcesz jechać ;>









                  • twitti Re: yadrall 23.07.08, 10:21
                    Niestety ciekawos ma racje!NIe obraz sie, ale z tego co piszesz, na prawde mozna
                    wywnioskowac, ze Twoj maz sie troche Toba znudzil.. A w zasadzie mu
                    spowszednialas troche:)I nie jest w zasadzie nic dziwnego, gdyż w wielu
                    zwiazkach po kilku latach wkrada sie rutyna.. NIkt nie lubi sluchac niemilych
                    rzeczy, ale wszystkie dziewczyny na forum dobrze Ci radza, wiec nie zlosc sie
                    tylko zrob cos z tym! Jak sama widzysz rozmowy z mezem nic nie daja, bo przeciez
                    on sie dobrze bawi z kolegami!A dotego Ty mu zawsze towarzyszysz, odwieziesz po
                    piwku, wiec nie wygladasz na niezadowolana:)A o mezu mozna by nawet powiedziec
                    ze wpada w lekkie uzaleznienie od kolegow:)

                    Nie wiem co powinnas zrobic, ale jedyna rzecz jaka mi przychodzi do glowy, to
                    zaczac miec dla meza tak malo czasu, ze to on bedzie Cie prosil, zebys znalazla
                    dla niego chwile i z nim sprzedzila troche czasu:) Zaplanuj taki konkretny
                    miesiac zabiegania - zapisz sie na jakies zajecia, po zajeciach umawiaj sie z
                    kolezankami, potem zakupy... NIech codziennie dzieje sie cos nowego u Ciebie..
                    Jesli po miesiacu nic sie nie zmieni, to nic na to nie poradzisz:) bedziesz
                    musiala po prostu przeczekac az "zauroczenie" kolegami samo przejdzie:)

                    Pozdrawiam
                    • wera-27 Re: yadrall 23.07.08, 13:19
                      twitti napisała:
                      > Nie wiem co powinnas zrobic, ale jedyna rzecz jaka mi przychodzi do glowy, to
                      > zaczac miec dla meza tak malo czasu, ze to on bedzie Cie prosil, zebys znalazla
                      > dla niego chwile i z nim sprzedzila troche czasu:) Zaplanuj taki konkretny
                      > miesiac zabiegania - zapisz sie na jakies zajecia, po zajeciach umawiaj sie z
                      > kolezankami, potem zakupy... NIech codziennie dzieje sie cos nowego u Ciebie..
                      > Jesli po miesiacu nic sie nie zmieni, to nic na to nie poradzisz:) bedziesz
                      > musiala po prostu przeczekac az "zauroczenie" kolegami samo przejdzie:)

                      dzięki za radę. Widocznie jako jedyna rozumiałaś o co mi chodziło. Jeszcze raz
                      dzięki
                  • wera-27 Re: yadrall 23.07.08, 13:14
                    --> na kolacji też z Tobą nie
                    > rozmawia.

                    całą kolację nie rozmawiał z kumplem przez tel. zadzwonił na chwilę spytać czy
                    jest w domu. A jak jedliśmy to rozmawialiśmy z sobą.

                    > " Potrafię powiedzieć NIE. To nie jest tak, że jak on powie
                    > hasło "jedziemy" to ja od razu wskakuję to auta." ---> Czy oby
                    > napewno??? >>

                    NA PEWNO

                    >> Nawet nie
                    > pyta czy chcesz jechać ;>

                    gdybym nie chciała to bym odmówiła - proste.

                • yadrall Re: yadrall 22.07.08, 16:55
                  Skoro wiesz lepiej od nas wszystkich (bo jak przejrzalam posty to
                  zaden Ci nie pasuje) to po co sie pytasz na forum???

                  Dla mnie to wy nie rozmawiacie ze soba,bo albo jedziecie na ryby i
                  wtedy ze soba nie rozmwawiacie,bo maz jest skupiony na
                  wedkowaniu,albo jestescie z jakas przyzwoitka. Ja mam na mysli Wasza
                  rozmowe-w cztery oczy!!!

                  Wyglada na to,ze ciagle usprawiedliwasz swojego meza,ktory woli
                  towarzystwo kumpli niz Twoje,ale to Twoj maz nie moj. Powodzenia!
      • substantiv Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 23.07.08, 01:32
        ja raczej bym sie nie zdziwil jakby zapropomnowal z Michalkiem wspolny sex,
        waszyk "fajnie jest w towarzystwie". Szczerze mowiac nie czuje klimatu i nie
        wiem o co chodzi.
        • wera-27 Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 23.07.08, 13:17
          substantiv napisał:

          > ja raczej bym sie nie zdziwil jakby zapropomnowal z Michalkiem wspolny sex,
          > waszyk "fajnie jest w towarzystwie".

          chyba żartujesz. W tym momencie się uśmiałam. No to się zdziwisz, bo w seksie
          preferujemy TYLKO DUET a nie TRIO

          > Szczerze mowiac nie czuje klimatu i nie wiem o co chodzi
          chyba jak większość, bo każdy zwraca uwagę zupełnie na co innego niż powinien.
    • wera-27 Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 25.07.08, 01:58
      jeśli chodzi o moje wychodzenie z domu to sprawa wyglądała
      następująco. Otóż jak miałam pracę to co najmniej raz w tygodniu z
      grupką osób (współpracowników) chodziłam na piwo i pizzę (ok. 2
      godz). Częściej spotykałam się ze znajomymi. Parokrotnie zdarzyło
      się, że mąż wypominał mi to, że spotykam się z koleżankami. Gdy
      miałam imprezę z pracy (np. imieniny bądź okrągłe urodziny któregoś
      z kierowników) to mąż wydzwaniał do mnie aby wypytać się, gdzie jest
      impreza i kto na niej jest itd. A co najciekawsze jest to, że nawet
      przychodził aby sam na własne oczy sprawdzić. Pewnego dnia mój szef
      w podziękowaniu za prezent i życzenia imieninowe zaprosił nas (mnie
      i pozostałych współpracowników) na obiad do restauracji. Z mężem
      umówiłam się aby przyjechał po mnie za 2 godzinki. Jednak przyjechał
      o wiele wcześniej i wszedł do restauracji w momencie kiedy jedliśmy.
      Śmiało podszedł do stolika i powiedział, że jest moim mężem. Złożył
      życzenia mojemu szefowi. Poczym poprosił abym wyszła z nim na
      zewnątrz bo ma do mnie sprawę. A jak się okazywało to od tak sobie
      przyjechał. Czułam się zawstydzona. Tak jakby mnie kontrolował i nie
      ufał. A nie ma do tego podstaw. Zawsze byłam i jestem mu wierna.
      Jesteśmy z sobą 10 lat i nigdy męża nie zdradziłam ani nie
      oszukałam. Uważam, że może mi w pełni zaufać. Gdy przestałam
      pracować to mój kontakt z co niektórymi osobami z którymi pracowałam
      urwał się. Także już nie wychodziłam tak często jak kiedyś. Gdy
      przychodziła do mnie koleżanka to mąż też potrafił mi to wypomnieć.
      Dziwi mnie to, bo gdy ja spotykałam się z moimi koleżankami parę
      razy w tygodniu to mężowi przeszkadzało to a on ze swoimi kolegami
      widuje się praktycznie codziennie – i to jego zdaniem jest ok. A gdy
      go proszę o jakiś wspólny wypad bez kolegi to ma do mnie pretensje –
      czego ja chcę od niego, czemu mi to przeszkadza. A gdy ja spotkam
      się ze swoją koleżanką to już mi wypomina.
      Jakiś czas temu częściej widywałam się z koleżankami, teraz już
      rzadziej (dwie wyjechały za granicę, inna wyszła za mąż i
      wyprowadziła się do odległego miasta), więc zostało mi nie wiele
      koleżanek. A mąż mi dziś powiedział, że chciałby abym wychodziła
      częściej z koleżankami bo nie chcę mieć żony „kury domowej”. Fajnie!
      Tylko, że jak częściej wychodziłam to strasznie o to marudził i miał
      nawet pretensje, że nie ma normalnie obiadu na czas. A nie było bo
      ja pracowałam, kończyłam o 15.30 a w domu byłam ok. 16ej zanim coś
      się ugotowało to trochę zeszło. A dodam, że mąż swoją pracę wykonuje
      w domu. Także nic by się nie stało jakby początek gotowania zaczął a
      ja po powrocie z pracy bym skończyła ... ale cóż jak najczęściej
      było tak, że jak wracałam z pracy to musiałam sprzątnąć bajzel w
      pokoju i zaścielić łóżko ... bo mąż tego nie zrobił. A ja nie mogłam
      na to patrzeć. A przecież on ostatni wstawał, bo ja do pracy miałam
      na 7.30 a on na 8.00 ... także jak wychodziłam do pracy to on
      jeszcze spał.

      Także podsumowując:
      * gdy spotykałam się często ze znajomymi – mężowi to przeszkadzało,
      wypominał mi to, kontrolował (nie oczekiwanie pojawiał się na moich
      imprezach z pracy).
      * gdy już mniej spotykam się ze znajomymi (nie z powodu tego iż mąż
      miał mi to za złe) – to jemu też to nie odpowiada, bo wolałby abym
      często wychodziła bo nie chce „kury domowej”
      * gdy pracowałam – też miał pretensje, że obiad nie jest na czas ...
      bo wolałby mieć go ok. 14ej a ja przecież z pracy wracałam na 16tą
      więc to nie było możliwe

      • twitti Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 25.07.08, 08:14
        Wtakim razie olej jego marudzenie i zacznij wychodzic!!!bo czy wychodzisz czy
        nie on jest srednio zadowolony, wiec dla niego to bez roznicy:) a jak wyjdziesz
        to chociaz Ty bedziesz szczesliwa:)

        Jak widzisz, chyba ma dosyc troche waszego wspolnego wszedzie chodzenia, wiec
        czas najwyzszy zaczac zyc troche swoim zyciem:)
        Potem jak sie przyczepi, to mu najwyzej powiesz "sam mnie o to prosiles" :)
        • ciekawos Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 25.07.08, 14:16
          Teraz wiecej opisałaś, wiec sytuacja jest bardziej klarowna.
          No o tym właśnie trąbie od poczatku, abyś zajęła się sobą. Wyjść
          sobie na zakupy, kupić jakąś fajną sukienke... albo zmeinic
          fruzure... czymś męża może zaskoczyć? I nie uzależniać swojego
          nastroju od jego widzi-mi sie, czy jego marudzenia ;> bo
          przyzwyczaisz go do tego,ze zrobisz tak jak on chce i potem sie
          okazuje, ze mówisz do niego,a on nie słucha. Moze warto mu odmówic
          czasm wyjazdu na ryby, czy pojechania do jego kumpla by sobie piwo
          wypili... Niech za Tobą zatęskni!

          Twój mąż to typ zazdrośnika, pewnie dlatego Cie tak "kontrolował".
          Ttrzeba to zaakceptować :-)
          • wera-27 Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 25.07.08, 17:19
            > Twój mąż to typ zazdrośnika, pewnie dlatego Cie tak "kontrolował".
            > Ttrzeba to zaakceptować :-)

            najśmieszniejsze jest to, że on uważa iż jest ociupinkę zazdrosny.
            A ja w to nie wierzę :)
            Zazdrosny jest jak diabli tylko kryje się z tym.
        • wera-27 Re: mąż i jego kolega (wątek również na f. "Kobie 25.07.08, 17:17
          > Jak widzisz, chyba ma dosyc troche waszego wspolnego wszedzie
          chodzenia, wiec
          > czas najwyzszy zaczac zyc troche swoim zyciem:)

          nie no gdyby miał dość naszego wspólnego wychodzenia, nawet na ryby
          i do jego kolegów to sam by mi tych wypadów nie proponował. Ja nigdy
          mu się nie narzucam z tekstem np. "mogę jechać z Tobą?" albo "weź
          mnie z sobą". Gdy on ma zamiar jechać np. na te ryby to sam mnie
          pyta czy chcę jechać. Jak kończy pracę i ma zamiar np. jechać do
          kolegi to nie mówi w liczbie pojedynczej "jadę" tylko
          mówi "jedziemy".

          Ajć pogubić się można za tym moim mężem. Raz chce tak a raz tak.
          Mówi się, że kobieta zmienną jest - widocznie nie tylko kobieta.
Pełna wersja