lumineda02
08.08.08, 09:34
Jestem chyba troche sfrustrowana...
Ja i moj maz jestesmy dwa lata po slubie. Znamy sie juz 5 lat -
poznalismy sie podczas studiow, razem dotrwalismy do ich konca i
rozpoczelismy budowanie wspolnej przyszlosci. Na poczatku wcale nie
bylo latwo - niepewnosc czy po studiach znajdziemy dobre prace i czy
w tym samym miescie; w miedzyczasie chyba ze 3 przeprowadzki w ciagu
1 roku...oboje bylismy tym wszystkim wyczerpani.
Chyba tylko dzieki mojemu zaparciu do tej pory jestesmy razem...jak
kon pociagowy obymslalam ciagle strategie i plany walczac, nie
poddawajac sie po byle jakiej porazce.
Efektem tego wszystkiego jest fakt, ze ja od dwoch lat mam super
prace, z ktorej jestem zadowolona - moj maz prawie od roku.
Mieszkanie tez jest, ktore powoli meblujemy tak jak tego zawsze
chcielismy i marzylismy.
Powoli jednak, wraz z wkradajaca sie stabilizacja w nasze zycie
zeczelam poruszac temat dziecka...no i tu pojawia sie maly problem.
Moj maz jak na razie nie mysli o powiekszaniu rodziny - staram sie
nic na nim nie wymuszac, delikatnie poruszac temat, ale powoli
zaczyna mnie denerwowac, ze on unika takich rozmow jak ognia. Mam 28
lat i moze nie zaraz, natychmiast chcialabym zajsc w ciaze, ale
czekanie do 35, albo i jeszcze dluzej wcale mi sie nie usmiecha.
Poza tym czuje sie jak w klatce - czekajac az wielmozny pan uzna ze
jest gotowy...zalosne to...przeciez to powinna byc wspolna decyzja,
aja sie czuje w 100% uzalezniona od niego.
Musze jeszcze dodac, ze moj maz od momentu, kiedy wreszcie oboje
zaczelismy dobrze zarabiac niczym innym sie nie zajmuje, tylko
urzeczywistnianiem swoich wlasnych marzen...tzn. kupieniem nowych
glosnikow, wzmacniacza i Bog wie, co jeszcze stoi na jego liscie.
Dopiero teraz zauwazam jakim jest materialista i egoista...
Mam wrazenie, ze on mysli, ze jesli zdecydujemy sie na dziecko, to
on juz nie bedzie mogl realizowac swoich marzen (musze tu dodac, ze
to ja w tym zwiazku zarabiam wiecej i gdyby nie ja, to wcale by s
obie nie mogl pozwolic na takie wydatki). Czuje sie poprostu jak
dojna krowa, wykorzystana...a moje uczucia i marzenia wcale sie juz
nie licza, nie wspominajac, ze nikto o nie nie pyta...