aniek133
20.08.08, 14:39
Jesteśmy razem 14 lat, już po trzydziestce, więc nasz związek był ugruntowany
i stały. Razem byliśmy wiele lat w tym samym miejscu, więc rozłąka nic w sumie
nie zmieniała. Nauczyliśmy się z tym żyć. Byliśmy zajęci pracą, ale mieliśmy
stały bliski kontakt poprzez godziny na telefonie, częste spotkania itd. Znamy
swoje życia, ja w Polsce spędziłam z nim wiele lat, obydwoje pochodzimy z tego
samego miasta, u niego, tam w UK byłam ponad 2 lata. Razem mieszkaliśmy.
Wróciłam do Polski i jestem tu 2 lata i ... nagle zaczyna się coś psuć.
Nie, nie ktoś inny.
Tylko On zaczął myśleć i doszedł do wniosku, że już nie kocha mnie tak jak
dawniej, że coś się zmienia. Pewnie, trudno po 14 latach nadal kochać kogoś
młodzieńczą miłością i ja już dawno się z tym pogodziłam, że ta miłość jest
inna. Inna, bo nie taka gorąca, inna bo dojrzalsza i opierająca się na innych
przesłankach. Generalnie - dla mnie to normalne, że po tylu latach te uczucia
się zmieniają. Zamiast fascynacji jest szacunek, przywiązanie itd.
Nie wiem, co będzie dalej. Daliśmy sobie pół roku na podjęcie ostatecznej
decyzji i tyle będę czekać na Niego. Bo kocham Go, bo zależy mi na Nim, bo
pasujemy do siebie i po prostu - jest nam dobrze razem.
On mówi, że może to wszystko związane jest ze stresem, zmęczeniem, że nie wie,
co mu odbiło, ale winien był mi to, żeby mi o tym powiedzieć, żebym
wiedziała... Mówi, że jesteśmy bardziej przyjaciółmi niż parą. No i
oczywiście, że nawet gdybyśmy zerwali to on sobie nie wyobraża, żebyśmy nie
byli przyjaciółmi...
Czasem myślę, że chyba wolałabym nie wiedzieć. To jakaś nienormalna
sytuacja... Twierdzi, że wciąż mnie kocha, że zależy mu na mnie tylko inaczej...
A ja mam teraz żyć w tej niepewności przez pół roku? We mnie też coś pęka,
tracę wiarę, uczucie... Mam nadzieję, że będzie wszystko ok, ale czy będzie?
Czasem myślę, że po takim wyznaniu powinnam sama powiedzieć mu "do widzenia",
ale zbyt mocno go kocham, chcę dać szanse naszemu związkowi.
Właśnie spędziliśmy ze sobą kilkanaście dni. Było inaczej. Bez czułości,
wyznań, objęć... Zupełnie jak przyjaciele :(
Nie wiem, po co to piszę. Chyba chcę się wygadać, komuś o tym powiedzieć,
ujrzeć inną stronę tej sytuacji. Fajnie by było poczytać, co Wy o tym
sądzicie. Zatem z góry dziękuje za wszystkie spojrzenia i pozdrawiam serdecznie.