tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu?

06.10.08, 11:47
Hej,

Jestesmy prawie 3 lata po slubie. Myslalam, ze mam super tesciowa.
Okazalo sie, ze to bylo tylko udawanie, by mnie okrecic mnie i meza
jak chciala. A ze sie nie dalismy, to jest problem. Tesciowa i tesc
z nami nie rozmawiaja. W pewnych sprawach chca wywrzec na mezu
nacisk i sprawdzic, czy sie poslucha ich, czy tez woli stracic
rodzine (tesciowie do meza sie nie odzywaja, nie pozwalaja tez jego
mlodszemu rodzenstwu nas odwiedzac – to tez forma nacisku na nas,
czy sie poddamy). Ja do tego jestem innego wyznania niz maz i jego
rodzina i tesciowa zat o tez sie obrazila, bo wg niej powinnam juz
dawna przejsc na jej wyznanie. Nie mam rodzicow, wiec podejrzewam,
ze na mnie staraja sie wywrzec podobna presje – rodzina, lub jej
brak za zaakceptowanie ich regul. Ostatnio bylismy u nich z okazji
imienin (gdybysmy nie przyszli, to bylby kolejny powod do gniewu),
to doszlo do otwartej klotni, w ktorej tesc powiedzial, ze mamy sie
u nich nie pokazywac jesli nie bedziemy przestrzegac ich regul.
Mnie nie jest przykro z tego powodu, szkoda mi tylko meza. Ja
podchodze do tego bez emocji. W tym stanie rzeczy nie wyobrazam
sobie isc do nich na swieta (Bozego Narodzenia), bo wiem, ze
tesciowa bedzie udawac obrazona. Alet o tylko pokazowka, bo
dowiaduje sie od ludzi, ze codziennie placze pytajac ich, czy z nami
rozmawiali, co my mowilismy. Cholernie dziecinne zachowanie ponad
50. letniej babki. Ja nie mam zamiaru nawet podejmowac rozmowy na
ten temat, tym bardziej, ze tesciowa po prostu pewnego dnia
przestala sie nagle do mnie odzywac i bez zadnej klotni sie na mnie
obrazila.
Maz jest dokladnie tego samego zdania co ja – nie utrzymuje
kontaktow z rodzicami. Ja nie wejde miedzy nich – jesli bedzie
chcial, to prosze bardzo, niech ich odwiedza ştp., to w koncu jego
rodzice. Ja nie mam zamiaru do nich chodzic. Pogodzimy sie i co?
Moze znow za 2-3 lata wybuchnie bomba bo okaze sie, ze znow nie
spelnilam jakiegos oczekiwania?
Poza tym nie sadze, by przeszlo mi przez gardlo “mama” i “tata”
rozmawiajac z nimi. Powaznie rozwazam przejscie na “Pan”, “Pani”.

Powiedzcie mi, co Wy byscie zrobily na moim miejscu? Nie sadze, ze
reaguje zbyt mocno. Napiszcie, prosze swoje spostrzezenia.

ps. podobny watek zalozylam tez na forum "tesciowie", ale tam jest
chyba maly ruch...
    • kachna79 Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 06.10.08, 13:44
      Ja unikałabym toksycznych teściów jak ognia, nie tylko z powodu
      zranionej dumy, ale też żeby uniknąć kłótni. Aby nie sprawiać Mężowi
      przykrości radzę unikać rozmów o teściach i ich wadach.
    • metka79 Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 06.10.08, 14:06
      > to doszlo do otwartej klotni, w ktorej tesc powiedzial, ze mamy sie
      > u nich nie pokazywac jesli nie bedziemy przestrzegac ich regul.

      a jakie są te ich reguły? o co tak naprawdę chodzi?
      • gosiadzika o włąśnie.... 06.10.08, 14:16
        nic nie napisałaś o ich regułach, czego dotyczą?
        wycierania butów, pożycia małżeńskiego czegoo?

        ale na pewno masz rację, nie musisz z nimi utrzymywać kontaktów skoro nie
        odpowiada ci ich towarzystwo
      • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 06.10.08, 14:22
        W skrocie: ja powinnam zmienic wyznanie, maz powinien dostosowac sie
        do zdania tesciow w podejmowaniu finansowych decyzji. To wybrane z
        regul, ktore wydaja nam sie byc regulami, ktore MY powinnismy
        ustalic, a nie tesciowie.
        Jak ja powinnam sie w tej sytuacji zachowac. Slyszalam juz glosy
        typu "Nie kloc sie, bo to nie wypada, powinnas isc na swieta, bo nie
        wypada, bys nie poszla", a mi akurat w tym momencie rybka co wypada,
        a co nie. Nie lubie teatru. Swieta sa za ponad 2 miesiace, wiec nie
        wiem jak do tego czasu sytuacja sie rozwinie.
        Powiedzcie mi, jakie srodki zapobiegawcze pozwola na przyszlosc
        uniknac takich sytuacji. Mnie wydaje sie, ze najlepszym bedzie po
        prostu duuuzy dystans do “mamusi” i “tatusia”, np. odwiedziny raz na
        ruski rok, nieinformowanie tesciow o poczynaniach i decyzjach. Jak
        sadzicie? Dotychczas, z racji dobrych stosunkow, odwiedzalismy ich
        bardzo czesto i dobrze wiedzieli, co sie u nas dzieje, moze z tego
        wynika terazniejszy problem?
        • capa_negra Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 06.10.08, 14:25
          Twój ostatni post świadczy, ze sama swietnie wiesz co pinnas zrobić -
          alternatywa jest zycie pod dyktando teściów, a tego nie chcecie...
          Powodzenia
        • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 06.10.08, 14:32
          Wiesz, niby rozwiazanie jest logiczne i proste , ale ja caly czas
          sie waham, bo wiem jak czasem potrzebni sa rodzice (z racji tego, ze
          sama ich nie mam), wiec staram sie mowic mezowi, by ich nie skreslal
          (choc sama to zrobilam). Dochodze jednak do wniosku, ze lepsi zadni
          niz tacy. Jakas rozdwojona jestem w tym temacie… Chyba chce by wilk
          byl syty i owca cala, ale tak tu sie raczej nie da.
    • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 08.10.08, 08:53
      Wczoraj rozmawialam z mezem – mowi, ze znajac ojca ten zaprosi nas
      niedlugo do siebie i bedzie probowal zalagodzic sytuacje. Nic nie
      odpowiedzialam, ale na dzien dzisiejszy zdecydowalam, ze nie pojde.
      Bo po co? Plan tesciow nie zadzialal, to pewnie beda probowac
      zamiesc wszystko pod dywan, a gdzie za 2 lata znow wybuchna, bo nie
      stosujemy sie do regul :)
      • horpyna4 Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 08.10.08, 11:04
        Jak już napisano, wiesz dobrze, co powinnaś robić. Trzymaj się.
        Piszesz, że jesteście różnego wyznania, ale Pismo Święte jest
        poniekąd uniwersalne i niech Twój małżonek udczyta głośno swoim
        rodzicom fragment: "I OPUŚCI CZŁOWIEK OJCA SWEGO I MATKĘ SWOJĄ I
        ZŁĄCZY SIĘ Z ŻONĄ SWOJĄ...". Jak widać, małżeństwo ma żyć według
        reguł ustalonych między sobą, a nie pod dyktando rodziców.
        • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 08.10.08, 14:00
          Horpyna, ludzie najczesciej wybieraja z tych ksiag to, co im
          najbardziej pasuje, a jeszcze czesciej tych ksiag w ogole nie
          czytaja
      • plutoniczna Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 08.10.08, 14:12
        jak dotą świetnie sobie radzicie (a ty szczególnie:) z rodzicami. ja
        proponowałabym jeszcze więcej dystansu, nie boczyć się. dawać im
        szanse, ile tylko razy wykaża inicjatywę.
        a dlaczego? dlatego, że już wyprawałaś sobie właściwą pozycję w
        rodzinie, a skoro teściowa płacze po kątach tzn, że ma uczucia tylko
        nie potrafi się uporać z faktem że jej dzicko jest już duże i ma
        swoją rodzinę, ma prawo żyć własnym życiem, popełniać swoje błedy i
        je samodzielnie naprawiać.
        pozwól teściowej "dorosnąć" do tego. ile razy by sie na ciebie nie
        zlościła i obrażała - twoja pozycja jest nie zagrożona:)więc może
        warto zakopać topór wojenny.
        pozdrawiam
        • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 08.10.08, 16:48
          Witaj Platoniczna,

          jako jedyna z forumowiczek wypowiedzialas sie w takim tonie i masz
          pewnie sporo racji (np. w tym, ze tesciowa najprawdopodobniej nie
          potrafi uporac si eze swoimi uczuciami), ale ja mam po prostu dosyc…
          Na jej wczesniejsze wystepy nie reagowalam, bo uwazalam, ze nie ma
          po co, a ten konflikt jest “odgrzewany”, bo przechodzilam podobny w
          zeszlym roku, z tym ze po jakims czasie buczenia sie na siebie
          zostal zamieciony pod dywan. Okazalo sie jednak, ze tesciowa chyba
          czekala na dogodna okazje do uderzenia…
          Mowisz, bym dala im szanse… Mysle, ze kolejne danie szansy z mojej
          strony zaowocuje pozwoleniem na podobne zagrywki.
          Ciekawi mnie tez skad przekonanie, ze moja pozycja jest
          niezagrozona? Szczerze mowiac to chyba wole nie miec juz tam zadnej
          pozycji, byleby sie tylko odczepili, pisalam juz w pierwszym poscie,
          ze rozwazam powrot na zwracanie sie do nich per “Pan, Pani”.
          Przekroczylam chyba juz prog cierpliwosci…
    • evrin Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 09.10.08, 00:57
      stoje dokladnie przed takim samym problemem. czy kolejny raz uwierzyc w cudowna zmiane tesciowej czy tym razem zignorowac ja zupelnie :( Mojego meza do matki nie ciagnie, ma jej bardziej dosc niz ja ale mi szkoda tej kobiety :( przeciez kocha syna a zachowuje sie jak gowniara. No i te swieta... w zeszlym roku u tesciow nie bylismy, za duzo podlozonych swin w za krotkim czasie... eh. tez mi wszyscy mowia, ze to rodzina meza, zeby nie przekreslac tego, ze nie wypada, ze swieta. tylko dlaczego my, mlodzi mamy sie tym wszystkim martwic a starsi oczekuja i wymagaja szacunku i honorow bez zasady wzajemnosci? nie mowie do tesciow: mamo, tato, mowie: pan pani. Wiem skad inad, ze tesciowa wymaga bym sie tak do niej zwracala. a ja jestem chetna, o ile bedzie mnie szanowac a nie traktowac jak nastolatke... mysle, ze nikt kto nie byl w takiej sytuacji nie zrozumie tego pata. takie frazesy jak rodzina, czysta milosc matczyna i dojrzalosc oraz doswiadczenie zyciowe mozna w przypadku moich tesciow wlozyc miedzy bajki. moze sie cos zmieni jak pojawia im sie wnuki?
      • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 09.10.08, 10:01
        Evrin, mam wrazenie jakbym czytala siebie! :) Ja tym razem
        postanowilam, ze nie zostaje mi nic innego, jak tylko ich
        zignorowac, robic swoje. To chyba jedyny sposob na to, by dac im do
        zrozumienia, ze mamy WLASNE zycie i ze SAMI podejmujemy decyzje,
        ktore nie musza byc konsultowane z szanownymi starszymi, a nawet nie
        musza sie o nich dowiadywac (to akurat juz praktykujemy).
        Widze, ze Twoj maz ma to samo co moj :) Choc jak juz pisalam
        wczesniej – oni mimo wszystko inaczej to przezywaja niz my, bo dla
        nas tesciowie to obcy ludzie.
        Z tym “wypada, nie wypada” to doszlam do wniosku, ze synowej wypada
        moze isc na swieta, ale niekoniecznie latac co kilka dni (jak ja to
        robilam). Maz jesli ma ochote niech odwiedza ich czesciej (tego tez
        juz jednak nie widze). My – synowe – zawsze mozemy miec wazniejsze
        rzeczy do zrobiebia :)
        U mnie tak samo jest z tym szacunkiem i honorami – nalezy sie tylko
        starszym za sam wiek :)
        Wiem, ze jesli zaczelabym mowic do tesciowej “Pani”, to bardzo by to
        ja zabolalo, ale ja nie wiem jak przejdzie mi przez gardlo “mama”
        czy “tata”. Chyba, ze bede zwracac sie do nich bezosobowo. Ale “pan”
        i “pani” wprowadza wiekszy dystans miedzy ludzmi, a na tym mi
        obecnie bardzo zalezy.

        > takie frazesy jak rodzina, czysta milosc matczyna i dojrzalosc
        oraz doswiadczenie zyciowe mozna w przypadku moich tesciow wlozyc
        miedzy bajki

        Znow jakbym czytala siebie :) Mi wlasnie dlatego szkoda jest meza,
        choc on jest o wiele bardziej odporny niz ja. Ale jednak wydaje mi
        sie, ze “dostac” w ten sposob od obcego nie boli tak, gdy dostaniesz
        tak od wlasnej matki i ojca.
        Mysle, ze gdy pojawia sie wnuki to wraz z nimi moga pojawic sie
        kolejne problemy, bo jesli juz teraz probuja nas ustawiac, to tym
        bardziej beda to robic, gdy same bedziemy matkami. W koncu maja
        wtedy wieksze pole do popisu przy niedoswiadczonych mamuskach, jak
        my. Do tego moga potem ustawiac nasze dzieci przeciw nam. To co
        prawda najczarniejszy scenariusz, ale u mnie moze sie sprawdzic,
        chocby ze wzgledu na to jaka jestem grzesznica (bo nie wierze w to
        co trzeba), wiec u mnie dochodzi jeszcze gdzie straszenie dzieci, ze
        mama pojdzie do piekla itd., a moja pobozna tesciowa podejrzewam, ze
        jest w stanie to zrobic…
        Dlatego mysle, ze wlasnie teraz, zanim pojawia sie dzieci,
        powinnysmy rozwiazac problemy miedzy nami a tesciami i wyznaczyc
        granice, ktorej potem musimy bardzo pilnowac. Niestety, pozwalajac
        sobie na sentymenty (a to niestety moja wada) tylko na tym tracimy…
    • paulina-1 Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 10.10.08, 12:54
      Z mojego doświadczenie wiem, że podobna sytuacja powtórzy się za
      jakiś czas. Pogodzicie się, będzie miło po czym znowu Będą Cię
      chcieli przekabacić i będzie tak dopóki nie przejdziesz na ich
      stronę. Ja powiedziałam dość, jestem dorosła i sama podejmuje za
      siebie decyzje co i kiedy zrobie. Nie pozwalam na ingerencje Teściów
      w moje życie bo kiedyś bardzo nadużyli mojej cierpliwości i
      zaufania. Mnie w obecnej sytuacji jest dobrze jednak najbardziej
      cierpi mój mąż, który zawsze może iść do nich ale sam. Ja zostaje w
      domu.
      • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 13.10.08, 09:51
        Paulina, ja sie wlasnie tego obawiam, dlatego tym razem nie
        zamierzam juz popuszczac. Mojej cierpliwosci i dobroci tez naduzyli
        i miarka sie przebrala. Moj maz poki co nie kontaktuje sie z
        rodzicami, nie chodzi do nich. Jesli bedzie mial ochote to prosze
        bardzo. To jego rodzice, nie moi. Ja nie musze sie z nimi widywac.
        Oboje juz wiemy, ze w ich przypadku to zdecydowanie co za duzo, to
        nie zdrowo. Mysle o tym, by odpuscic sobie swieta BN i po prostu
        wyslac im sms-a z zyczeniami.
        • evrin Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 13.10.08, 23:45
          Byl taki rok, ze moj maz, ktory mezem wtedy nie byl pojechal ze swoja matka do dziadkow do innego miasta na swieta. wyslalam wtedy tesciowej smsa z zyczeniami. odpisala mi "zyczymy ci tego samego" :))) gdyby nie to ze z dziadkami i reszta jej rodziny jestem w swietnej komitywie to moze i bym uwierzyla, ze rodzina tak zareagowala na moje zyczenia... maz wiedzial kiedy przyslalam tego smsa - zapytal sie wtedy matki "kto napisal" a ona "mechanik samochodowy z zyczeniami". :)
          • patuniaa Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 14.10.08, 10:08

            Wow, Twoja tesciowa juz przed slubem pokazala prawdziwa twarz. W
            gruncie rzeczy to szkoda mi tych ludzi, musza byc bardzo
            nieszczesliwi.
            • horpyna4 Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 14.10.08, 10:55
              Trafiłaś w sedno, ludzie szczęśliwi nigdy się tak nie zachowują.
              Ludzie szczęśliwi są życzliwi dla innych. A niektórzy tak się
              poniecają własnymi racjami, że nie są w stanie osiągnąć tego
              wewnętrznego spokoju i dlatego zawsze będą nieszczęśliwi.
              Nie wiedzą, że sami siebie krzywdzą. Można im co najwyżej współczuć,
              ale z daleka... bo nie da się im pomóc, a samemu naraża się na
              wielki dyskomfort.
              • evrin świete slowa 16.10.08, 02:08
                tak jak piszesz moja tesciowa jest naprawde nieszczesliwa osoba ale nie robi nic by to zmienic a jej synowie i ja tym bardziej pomoc jej nie mozemy (pewnych zyciowych decyzji nie mozna podjac za kogos) maz twierdzi, ze ona nam zazdrosci szczescia, milosci, usmiechow, wzajemnej czulosci, nowego mieszkania (kredyt na 30 lat , zyly sobie wyprowamy a jej "gula" skacze :( )

                no i co zrobic? zupelnie sie odciac? oj chcialabym ale chyba mam za dobre serce... wiec musze miec twardy tylek, jak mawia powiedzenie :( w tym roku pewnie nie spedzimy razem z tesciami swiat, bo dali nam sie we znaki rowno ale jak sprawy ucichna to znajac zycie damy sie ponownie nabrac :(

                moja mama tego pojac nie moze, ze mozna zazdroscic wlasnemu dziecku ale chyba mozna?
                • hesia3 jak to bedzie wyglądać za 25 lat 19.10.08, 08:29
                  Jeszcze teściową nie jestem, ale mi się to powoli zbliża.
                  Postępujesz prawidłowo. Trochę dypolmacji i sprytu i będzie dobrze.
                  Np. zamiast ostentacyjnego nie pójścia na święta, pojedźcie np. w
                  góry. Myślę, że chyba najbardziej moja teściowa nie lubi tego, że
                  nie daję się sprowokować. Nie cierpi mnie, ale nie może się
                  poskarżyć do ludzi jaką to ma złą synową, męka straszliwa. Czepia
                  się drobiazgów i przez to jest jeszcze bardziej śmieszna.
    • cashek01 Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 02.08.09, 19:29
      To dobrze, ze maz stoi za Toba murem. Powiem Ci, ze to nie zawsze jest
      oczywiste. U mnie tak nie bylo (jestem swiezo po rozwodzie). U mnie jeszcze bylo
      jak w "zlej krwi" Gortata- moj maz na moich oczach stawal sie wypisz-wymaluj
      swoim ojcem- a przez cale zycie potepial i jego i jego podejscie do matki. No
      coz, zycze Ci, by tak zostalo. By maz byl zawsze z Toba.
    • patrykkiwaczek Re: tesciowie - co byscie zrobily na moim miejscu 21.08.09, 10:01
      z własnego doświadczenia wiem że tą sprawę musi rozegrać twój mąz.
      Musi sprawę postawić jasno i klarownie aby rodzice wiedzieli że dla
      niego wasz związek jest najważniejszy - bez mieszania twojej osoby w
      ten konflikt. daje jego rodzicom max. rok bez kontaktu - potem
      będziecie mieli świety spokuj nikt wam sie nie będzie pakował z
      butami w wasze sprawy. U nas teraz jest super i wszyscy o sprawie
      zapomnieli. ostatnio nawet stwierdziliśmy że nasze chłopaki mają
      super dziadków. Ale początki zwłaszcza z moja mamą i babcią były
      koszmarne. Trzymam kciuki za was - nie dajcie się :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja