annek78
07.11.08, 18:42
cześć dziewczyny, nie wiem czego oczekuję pisząc ten post, ale może jak sie wyżalę to mi będzie lżej. albo znajdzie sie ktoś, kto coś poradzi.
niedawno rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam siedem lat. to był toksyczny związek, wyniszczał mnie, miałam ciężki rok, myślałam nieraz o samobójstwie. chłopak uparł się i nie chciał się wyprowadzić, choć nasz związek tak naprawdę od dawna był fikcją. on po prostu do mnie przylgnął i nie chciał odpuścić. w końcu po roku intensywnych prób i groźbach włączenia w to osób trzecich udało mi się go przekonać, żeby mnie puścił i wyprowadził sie. uwolniłam sie, odzyskałam swoje życie.
zaraz po tym zmarła bliska mi osoba, zaczęły sie przepychanki rodzinne. potem dowiedziałam się, że muszę iść do szpitala na operację, bo mam poważną dolegliwość.
od jakiegoś czasu przyjaźniłam się z pewnym małżeństwem (z krótkim stażem po ślubie, ale z długim stażem w związku). z nim widywałam sie codziennie, bo pracujemy razem. kiedy miałam te wszystkie problemy i było mi ciężko, oni podnosili mnie na duchu. on szczególnie. zaprzyjaźniliśmy się, zaczęliśmy spędzać czas na długich rozmowach. miała to być tylko i wyłącznie przyjaźń, od początku było wiadomo, że przyjaźnimy się we trójkę, z jego żoną i nie ma być jakichś spotkań bez niej, wszystko jawnie. po to właśnie by uniknąć jakichś ewentualnych tajemnic no i zbytniego zacieśnienia naszych stosunków (moich i jego). ale niestety, on sie chyba we mnie zakochał. ja jestem tą całą sytuacją załamana, bo on mnie zaczął osaczać. manewruje żebyśmy w pracy sami chodzili na obiad, na pogaduchy, izoluje mnie od innych żeby tylko móc ze mną gadać sam na sam. jeśli próbuję wciągnąć w nasze towarzystwo innych, on sie obraża i strzela fochy, że go ignoruję. to jest jakieś chore. jest mi tak strasznie przykro, bo to ja cały czas pamiętam i przypominam, że on ma żonę i ja to podkreślam, nie on. z drugiej strony on odcina mnie od towarzystwa, chce być monopolista. nie podoba mi sie to, mój poprzedni chłopak tak mnie zamknął w złotej klatce, ze siedziałam przez prawie cale studia tylko z nim, bez żadnych znajomych, bo on tak lubił.
nie wiem co ja mam zrobić. dzisiaj właśnie on się na mnie śmiertelnie obraził, nawet nie wiem za co. chyba za to że przy obiedzie gadałam z całą naszą paczką, a on sie wycofał na bok. co mam zrobić, ignorować go? pogadać z nim? ja go lubię jako kumpla, przyjaciela, ale tylko platonicznie. tym bardziej że on od niedawna ma żonę, dla mnie mieszanie w cudzych związkach jest najgorszym obrzydlistwem, wszyscy znają moje zdanie na ten temat. ale on mnie pakuje w jakiś chory układ, nie wiem jak się z tego wyplątać... ignorować go? ale tak też nie mogę, bo przyjaźniłam sie z nim, służył mi radą jak potrzebowałam wsparcia czy wygadania sie.
jest mi z tym strasznie źle. nic złego nie chciałam zrobić, nic złego nie zrobiłam, a wyszło tak okropnie :-((( czasem myślę złośliwie, ze on wykorzystał sytuację gdy byłam sama i potrzebowałam oparcia i teraz chce w zamian dozgonnej przyjaźni, przywiązania i oddania :-(( a ja przecież chciałabym sobie ułożyć życie, znaleźć kogoś. kiedy on mnie tak osacza, to nie mam szans :-(((