anulla_p75
09.12.08, 23:30
ale nie moją tylko Jego, czyli moją mamą. Nie mieszkamy w Polsce a mimo to są problemy z rodzicami. Będę się streszczać by nie zanudzić. Przez 6 miesięcy mieszkaliśmy z moja siostrą, która jest osobą konfliktową, zawsze musi być jej na wierzchu. Po którejś awanturze z kolei "o pierdoły" (typu w jakiej pozycji ma stać stół), siostra zadzwoniła do mamy i zaczęła się żalić ze znęcamy się nad nią a dokładnie, ze to właśnie On się znęca i dodatkowo podkolorowała całą sprawę. Pisała również wtedy chamskie SMSy na mój telefon nie spodziewając się, ze On je przeczyta bo ma prawo używać mój telefon. Ja zostałam postawiona w sytuacji miedzy młotem kowadłem gdy dowiedziałam się o relacjach jaki powstały miedzy nimi, a moja mama, która zamiast pomóc poinformowana przez moją siostrę i załagodzić sytuację zaczęła jeszcze buntować i podgrzewać atmosferę( o ironio znając sytuacje tylko z jednej strony). Po tej całej sprawie kiedy zdecydowaliśmy się wyprowadzić a ja w miarę wszystko wyjaśniłam (łącznie z ustawieniem do pionu mamy)Mój R się obraził, ze został niesłusznie oskarżony i oszkalowany i nie usłyszał nawet przepraszam (i w sumie ma facet racje). Po kolejnej rozmowie wyjaśniającej gdy w międzyczasie byliśmy w kraju usłyszałam od mamy, ze mam Go przeprosić w jej imieniu(ona tego nie zrobi bo duma ją zbije ale się poczuwa). I dla mojej mamy wszystko jest OK. Teraz idzie wigilia i dostałam oświadczenie, ze On nogi w domu moich rodziców nie postawi! Czy to jest słuszne tak do końca czy jednak walczyć o zgodę, czy zostawić sprawę bo już nie mam siły... Przecież nie zaciągnę go za wszelka cenę bo to nie oto chodzi w tym dniu ale, no właśnie... jeden dzień bądźmy ludźmi a reszta roku to nie ważne, to przecież nie tędy droga.
Jak któraś dobrnęła do końca to proszę o jakieś konstruktywne rady nawet te typu nie chce to niech nie idzie
pozdrawiam