marcelka25
15.12.08, 16:51
przypadkiem trafiłam na to forum, wczesniej jakos nie mialam potrzeby uczestniczyc w takich formach komunikacji. moja sytuacja zabrnęla jednak tak daleko ze musze wylać to z siebie, bo nie mam z kim pogadać.
jestem młodą męzatką bo raptem 2 lata po ślubie. z męzem znam się dłużej bo ok 8 lat. Problem zaczal sie przed wakacjami...chyba z męzem mieliśmy kryzys małzeński i między nami zaczęło się psuć. On wracał późno z prcy, ja robilam awantury ale dbałam o dom i jego. cichcem były inne laski i skończylo sie samotnym wyjazdem na wakacje,. M. odmówil wyjazdu ze mną.... i to był poczatek dziwnych splotów zdarzen.
nad morzem poznałam Jego, tego 2-go, oboje nas jakby grom trafił. On tyle co zostawił narzeczoną i ja z problemami. Była namietnosc, sex i najpiekniejsze 2 tyg mojego zycia. Na tym się nie skończyło... wrócilam do domu, spakowalam rzeczy i wyprowadziłam od męza. Moj mąz nawet sie tym zbytnio nie przejąl. czulam ze żyje, czulam sie kochana i doceniona. Az miesiac po poznaniu okazało sie ze jestem w ciązy .... wakacyjna milosc zaszła az tak daleko....
jestesmy teraz ze sobą 5 mc, mieszkamy razem i czekamy na nasze dziecko. Na dniach sprawa rozwodowa...bardzo sie boje bo mąz robi problemy ale ON mnie wspiera.....Ale
no własnie ale....rodzina w szoku, znajomi nabrali wody w usta a moja przyjaciólka odważyla mi sie powiedzieć co o tym myśli. jestem na nią wściekla i nie czuję potrzeby żeby z nią mieć kontakt skoro mnie nie rozumie. powiedziała ze rozumie moją decyzję o romansie itp ale nie potafi do niej dotrzeć jak po 2 tyg znajomości rzucam wszystko, a po kolejnych 2 tyg zaliczam wpadkę z praktycznie obcym facetem. Powiedziała ze to co zrobilismy to szczyt głupoty i braku odpowiedzialnosci za siebie i dziecko. że za kilka miesięcy możemy sie nienawidziec, ze tak naprawde sibie nie znamy, że wpakowaliśmy sie w komplikacje prawne itp.
bolało to co powiedziała tym bardziej ze nikt inny tego nie zrobił. dało mi to do myslenia:
czy my faktycznie mamy szanse? cz naprawde jestem az tak głupia? czy wrócic do męza który nie chce rozwodu?
licze się z krytyką ale nie mam z kim porozmawiać a muszę to z siebie wyrzucić