rozwód czy kolejna szansa....

16.01.09, 16:11
Witam.
Czytam to formu i wasze wątki od niedawna i widzę,że można tutaj
dostać wiele cennych rad i wsparcie.Tym razem to ja potrzebuję
wsparcia i rad.

Jesteśmy z mężem małżeństwem od 10 lat.Od 3 lat jest w naszym
zwiazku beznadziejna sytuacja.Czuje się samotna jak palec.Mamy dwoje
dzieci 5 i 10 lat.Na początku naszego małżeństwa,zresztą pewnie jak
u każdego,było fajnie,mąż angażował się w życie codzienne sam z
własnej inicjatywy,zabierał starszą córkę (młodzszej jeszcze nie
miieliśmy)na spacer sami tez nie żadko wychodziliśmy razem.Ale w
czym problem,czemu czuje się samotna...
Mam wrażenie,że mój facet zapatrzony jest tylko w siebie i kocha
tylko siebie,a nas traktuje jak uzupełnienie swojego życia.Wydaje mi
się,że to iż jest ze mną to czysta wygoda i przyzwyczajenie.Mamy
swoje mieszkanie,mieszkamy razem,mamy samochód i na to wszystko
zapracowaliśmy razem.Od 3 lat (jak wcześniej wspomniałam)ciągle się
kłócimy,zawsze gdy mówię co mnie "boli" co mnie wkurza w jego
zachowaniu to tak jakby mnie nie słuchał,jakbym rozmawiała ze
ścianą.Codzienne
obowiązki,zakupy,pranie,sprzątanie,gotowanie,wywiadówka,odrabianie z
dzieckiem lekcji spoczywa na mnie.Owszem,nie pracuje mimo ze bardzo
bym tego chciała ale mamy sytuację jaką mamy.Jestem jedynaczką,nie
mam w swoim mieście nikogo,żadnej kuzynki,ciotki itp.Teściowie
mieszkają na wsi i nie są w stanie zajmować się przy prowadzeniu
gospodarstwa wnukami a poza tym dzieli nas 20km.Opiekunki,owszem
były nie raz,ale to nie to co matka,doświadczyłam tego ja i dzieci
na własnej skórze a poza tym opiekunka kosztuje 600-700pln a w moim
małym mieście zarobki wynoszą 900-1000pln więc nie ma opiekunka rąk
i nóg.O pracę na jedną zmianę ciężko,a na zmiany nie wchodzi w grę
bo nie miał by kto wybrać młodszej córki z przdszkola.W ubiegłyym
roku obchodziliśmy z mężem 10-tą rocznicę ślubu,myślicie że coś
dostałam (chodzi o prezent) nic.Tydzień temu miałam urodziny i tez
nic nie dostałam,podobnie przez 10 lat naszego związku,ale za czasów
przedmałżeńskich też nic nie dostawiałam,nie dostają tez
dzieci.Przypominam mężowi że zbliżają się moje ur.lub imieniny
ciągle obiecuje ale na tym się kończy albo twierdzi,że nie wie co mi
kupić,że nie ma pieniędzy mimo że dobrze zarabia.Sam potrafi
codziennie kupić sobie 2 piwa i paczkę papierosów a dla mnie nie ma
na prezent nawet raz na jakiś czas.Jest mi cholernie przykro,ale on
sobie z tego nic nie robi.Pije coraz częściej,dawniej piwo czy
alkohol w naszym domu to była żadkość teraz to codzienność prawie,bo
prawie codziennie pije po 2 piwa.Potrafi,jak jest w domu,przeleżeć
lub przespać przed telewizorem cały dzień,tłumacząc się że jest
zmęczony,a ja ja to nie jestem zmęczona czy znuzona takim życiem w 4
ścianach ale ja nie mam prawa narzekać czy popłakać sobie bo od razu
mówi ze się czepiam albo płaczę na zawołanie.Owszem pomoże w
domu,czy wezmie dzieci ale muszę stoczyć bój lub przypominać i
prosić.pomyślicie....może ma kogoś...nie nie ma i tego jestem pewna
bo tak mnie to życie męczy że byłam nawet u wróżki.Nie uwierzycie
ale męczę się w takim związku,on ciagle śpi,a ja nie mam nawet do
kogo ust otworzyć,gdy już rozmawiamy ze sobą to albo udaje że nie
słyszy albo się naśmiewa,albo krytykuje a ja z kolei po kazdej
naszej rozmowie mam potworne wyżuty sumienia że wogóle cokolwiek mu
powiedziałam.Ostatnio doszłam to wniosku że on jest nie nauczony
przez matkę jak powinno się okazywać uczucia,on nie potrafi bez celu
przytulić mnie czy dzieci,powiedzieć że nas kocha,co ja teściów na
pioerwszym miejscu była gospodarka.Gdy ja mam potrzebę przytulenia
bo zaraz mówi "co chciałam".Mamy odmienne poglądy,zainteresowania
itp.Ja kładę się przed północą dla niego norma to 1,30-2 nad ranem a
potem śpi do 10-11 w dzień.Nie pamiętam kiedy obydwoje piliśmy razem
kawę czy jedli śniadanie.Ja idę spać a on siedzi z piwem albo przed
komputerem albo przed telewizorem.Pomyslicie że może kogoś ma na
czacie...było tak rok temu ze ja szłam spać a on siadał na czaty ale
zagroziłam i założyłam blikadę na komp jak małemu dziecku i teraz
nie siedzi,zreszta obiecał.To ja planuję kupienie czekoś droższego
do domu,bo stare juz się wysłuzyło,to ja maluje ściany bo mój hrabia
twierdzi że "po co malować".1,5roku temu przechodziliśmy kryzys
małżeński,nie wytrzymałam ciągłeho leżenia i picia,zadzwoniłam po
teściów a teść na to że jesteśmy dorośli i nie umiemy sobie poradzic
z własnymi problemami.Teraz za cholerę nie zadzwonie,prędzej się
rozwiodę niż to zrobię.Już nie raz mówiłam mu że jak to się nie
zmieni to wystąpię o rozwód,ale waham się,a on mówi ciagle że go
straszę i szantażuje.Wydaje mi się że dla mojej psychiki najlepiej
byłoby wziąść rozwód,ale dzie ja pójdę mieszkać.Rodziców nie
mam,mama zmarła mi gdy byłam dzieckiem,rodzeństwa nie mam,mieszkania
nie wynajmę bo nie pracuje i on jest górą.Co robić,jestem już na
skraju wyczerpania zyjąc tak,czuje się prawie jak rozwódka,dzieci
moje nie mają ojca,bo albo śpi albo krzyczy na nie.Nie raz mi
ubliżył,czy wykręcił rękę,najpierw nie oddawałam mu bo nie tak mnie
wychowali ale teraz jadę i ja po nim.Ostatnio zostałam zgnojona na
nic,powiedział mi dużo gorzkich słów i coś we mnie
pękło,powierdzaiłam DOŚĆ i prawie ze soba nie rozmawiany ajak juz
coś muszę powiedzieć to twierdzi że się go czepiam.Po kłótni prawie
zawsze mnie przeprasza,niejednokrotnie ze łzami w oczach i prosi
żebym nie odchodziła,stara się,jest miły ale czy tak wygląda
miłość.wiem,że chce być ze mną ale czy warto się męczyć,co
robić.Czuję,że jak czegoś nie zrobię to się załamie,wpadnę w
depresję.Jak się pokłócimy,a tych kłótni jest nie mało,to nie dość
że ze soba nie rozmawiamy to nie gada również z bogu winnymi
dziećmi.Ktoś tutaj na forum napisał,że jak sie kocha to można dawać
wiele szans,ja widze że on sie stara i poprawia się,żałuje tego co
czasem robi ale puki co ja nie mam juz sił na takie szarpanie,bo
przecież każdy człowiek ma granice wytrzymałosci.Co mi radzicie
dziewczyny?
    • marzeka1 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 16.01.09, 16:26
      1. Po pierwsze- masz mądrych teściów, którzy potraktowali cię dorośle- wasze
      małżeństwo i tyle, jesteście dorośli.
      2. Bawisz się w "tak, ale.."- masz odchowane dzieci,więc jaka opiekunka?-
      młodsza 5-latka do przedszkola (znajdź kogoś, kto ci dziecko odbierze), starsza
      10-latka chodzi przecież do szkoły- pewnie problem bierze się stąd, że jesteś
      ciągle w domu, głównie z dziećmi. Tak miałabyś także swoje pieniądze, a i
      inaczej trzeba by przeorganizować życie rodziny- mąż musiałby bardziej się włączyć.
      - rozwiedziesz się i ci dalej?- jak utrzymasz córki? tylko z alimentów?
      fakt- problemem jest picie przez męża i przemoc- to baaaardzo duży problem- może
      po takiej akcji zrób obdukcję, zgłoś na policję, postrasz go i wykonaj, zagroź
      zabraniem dzieci i zamieszkaniem w domu samotnej matki (pomagają tam kobietom
      stanąć na nogi).
      Twój przykład pokazuje tylko, że najgorsze co może kobieta zrobić, to zdać się
      finansowo na faceta, bo będąc w domu zaczyna mieć poczucie małej wartości. Poza
      tym, bałabym się uzależnić finansowo od faceta, mój ojciec zmarł młodo, gdyby
      mama nie pracowała- byłoby krucho, to nauczyło mnie,że niezależnie ile mąż
      zarabia, ja muszę i chcę pracować, dlatego zawsze po macierzyńskim wracałam do
      pracy (też mam 2 dzieci).
      • magda2008-pl Re: rozwód czy kolejna szansa.... 16.01.09, 17:23
        Gdybym miała mądrych tesciów to przegadaliby mezowi do rozumu,a mnie
        we wszystkim nie krytykowali nawet w urzadzeniu mieszkami.Nie wiem
        też czy dobrze doczytałaś odnosnie przedszkola,jak zejdą sie mnie i
        męzowi drugie zmiany to nie będzie miał kto wybrać dziecka z
        przrdszkola,a wiesz jak to jest liczyć na życzliwych sąsiadów czy
        koleżanki.Świat jest zabiegany,sąsiadek pytałam i nie chcą się
        angażować "z doskoku".Ja nie jestem uzalezniona finansowo od męża bo
        mam swoja kasę,pracuję dorywczo w miarę mozliwosci.Miałam własną
        firmę,która upadała z dnia na dzień bo mąż mnie ciągle krytykował we
        wszystkim i zabrakło mi sił na jej rozwój.Chciałam aby mi wziął
        pożycznę bo mnie nie udzielą jej jak firma prosperuje krócej niz
        rok,to mi odmówił i firma padła.A poza tym piszesz że "mąż się
        wystraszy"już nie raz go w ten sposób straszyłam i wykrzykuje mi że
        całe życie go tylko straszę,wię albo coś zrobię na serio albo
        zostanę w tym błocie...
        • marzeka1 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 16.01.09, 17:33
          Więc wystąp o rozwód, separację, a teściom powiedz, że ich syn to
          przemocowiec(wiedzą, że popija i bierze się do bicia?) i że pójdziesz na
          policję, jak jeszcze raz cię tknie.Już nie strasz, zrób to. Jeśli naprawdę
          czujesz,że to bagno, błoto, to odetnij się od niego NA SERIO: rozwód z
          orzekaniem o winie, alimenty. Wejdź na jakieś strony z pomocą dla kobiet, tam na
          pewno znajdziesz poradę. Pamiętaj też,że twoje córki w tym dorastają, widzą taki
          a nie inny model faceta, może nie warto im tego serwować dłużej. Życze podjęcia
          dobrych dla siebie decyzji, bo najgorsze co możesz zrobić, to zostawić to tak,
          jak jest.
          • miaau Re: rozwód czy kolejna szansa.... 16.01.09, 18:25
            kobieto, idź do pracy, rusz dupę, bo roztrząsasz każdy szczegół i on urasta do
            potęgi problemów nie do pokonania, zrób coś ze swoim życiem, nic dziwnego, że
            facetowi nie chce się nie wiadomo ile gadać jak wraca z pracy i nic dziwnego, że
            tobie się chce, skoro siedzisz sama (i to właśnie wtedy najbardziej babom
            odwala) - idź między ludzi!
            • magda2008-pl Re: miaau 16.01.09, 19:08
              dobrze ci sie dziewczyno pisze bo ciebie problem nie dotyczy.Mam iść
              do pracy i skrzywdzić dzieci zdając je na poniewierkę z obcymi
              opiekunkami.Przerabiałaś już to,bo ja tak i obydwoje z mężem
              stwierdziliśmy że nigdy wiecej opiekunek w tym domu.
              • marzeka1 Re: Przesadzasz. 16.01.09, 19:27
                "Mam iść
                do pracy i skrzywdzić dzieci zdając je na poniewierkę z obcymi
                opiekunkami"- przy takim podejściu nigdy nic nie zmienisz. Masz dzieci
                ODCHOWANE, mają 5 i 10 lat! gdzie tu poniewierka??? Nie mam poczucia,że zrobiłam
                coś złego, wracając do pracy po macierzyńskim,starszy zaliczył i żłobek, i
                przedszkole , młodszy- opiekunkę i przedszkole- dzieci świetnie w przedszkolu
                się rozwijały, ja -pracując też byłam zadowolona. Bo szczęśliwa matka- to
                szczęśliwe dziecko.Nie po to studiowałam, by sprowadzić się do roli kobiety
                domowej, zresztą twój przykład pokazuje,że siedzenie w domu może psychicznie
                wykończyć i zachwiać poczuciem wartości, szczególnie, że mąż wcale tego nie
                docenia, że nie skazałaś dzieci "na poniewierkę".
                • magda2008-pl Re: dziwie się 16.01.09, 22:09
                  Jasne przesadzam,najlepiej się wie na odległość nie znając przyczyn
                  w stu procentach i obwiniając kogoś.Miałaś do swoich dzieci w
                  przeciągu 2 lat 7 opiekunek,czy twoje dziecko miało rozciętą brodę
                  po zostaniu z opiekunką po twoim wyjściu,czy musiałaś gdy opiekunka
                  nie mogła przyjść,wieść dziecko na 2 dni,ponad 100km bo nie miałaś
                  nikogo z kim mogłoby zostać,a czy jak opiekunka zachorowała albo
                  przyszły święta i kompletnie nie było z kim dziecka zostawić
                  siedziałaś i płakałaś bo nie dostałas urlopu ani ty ani mąż a do
                  dziecka nie było nikogo i w końcu czy usłyszałaś od opiekunki jak
                  twoje dziecko chciało się bawić klockami na dywanie że masz je
                  niewychowane bo chce sie bawić na podłodze.I tak mogłabym mnożyć.To
                  jest decyzja moja i męża że więcej opiekunek w naszym domu nie
                  będzie.Sama wychowywałam się od 3 m-ca życia bez matki bo musiała
                  powtarzam MUSIAŁA pracować i w wieku 11 la mi zmarła.Myślisz że
                  byłam szczęśliwym dzieckiem,nie mając w tak ważnych momentach życia
                  matki.Co wy możecie wiedzieć.Do pracy zawsze mogę iść bo mam na to
                  jeszcze parę lat i kazdy dzień w życiu dziecka jest tylko jeden.Ja
                  tutaj nie piszę że czuję się zle,jestem zakompleksiona bo siedze w
                  domu,czuję się dobrze jako matka że dzieci maja ugotowane na czas i
                  odrobione lekcje i robię to dla nich i nie jestem nieszczęśliwa.To
                  była decyzja moja i męża.
                  Szkoda że nie znając ani mnie ani mojej do końca sytuacji potraficie
                  się tylko dziwić i krytykować.Pewnie macie matki i ojców i miałyście
                  u ich boku szczęśliwe dzieciństwo.Ja go nie miałam,i wiecie co
                  zazdroszczę i zawsze zazdrościłam koleżankom które mają matki a ich
                  dzieci babcie a nie tylko teściowe.Piebniądze to nie wszystko.
                  • magda2008-pl Re: dziwie się 16.01.09, 22:12
                    A i zapomniałam,miało rozcięta brodę i wylądowalo na pogotowiu,potem
                    założone 5 szwów.
                    • hubby2 Re: dziwie się 17.01.09, 20:18
                      Dziecko moglo se rozciac brode przy tobie lub w przedszkolu , wypadki
                      sie zdarzaja czy tego chcemy czy nie...
                  • marzeka1 Re: dziwie się 16.01.09, 22:18
                    Gdy rodziłam pierwszego syna żyła tylko moja matka, która była poważnie chora,
                    nie żyli teściowie. Gdy urodziłam drugie dziecko- po 6 tygodniach zmarła moja
                    matka. Nigdy nie mogliśmy liczyć na nikogo, oprócz siebie. Fakt0 opiekunka
                    trafiła się tylko jedna- świetna, syn ją bardzo lubił, była z nim 3 lata, więc
                    nie mów, że tylko ty masz pod górkę. Też zazdroszczę innym, gdy mają pełne
                    rodziny, gdy dzieci mają babcie i dziadków, to tak naprawdę jedyna rzecz, której
                    zazdroszczę.
                    "nie jestem nieszczęśliwa"- wybacz, ale twój post świadczy o czymś innym, nie
                    układa ci się z mężem, źle cię traktuje, ma zadatki na przemocowca, nie masz w
                    nim wsparcia. To z pewnością nie czyni kobiety szczęśliwą. Mnie to akurat
                    wychodzi ,od 19 lat mam tego samego kochanego faceta za męża, więc wiem, jak
                    facet może traktować kobietę nawet wiele lat po ślubie.

                    My cięn ie krytykujemy, to ty chciałaś rady- dostałaś takie, a nie inne.
                    • magda2008-pl Re: dziwie się 16.01.09, 22:35
                      Jestem szczęśliwa mając dzieci o to mi chodziło.Ale nie możesz swoja
                      miarą nierzyć innych do końca.Widzę,że chyba niepotrzebnie ten post
                      pisałam,bo zamast się pocieszać to jest inaczej.
                      • miaau Re: dziwie się 17.01.09, 09:57
                        nikt tu się nad tobą rozczulał nie będzie - sama robisz to wystarczająco, a
                        skoro obiektywnych rad przyjmować nie chcesz, nawet się nad nimi nie
                        zastanawiasz, to czego oczekujesz? że poklepiemy cię po główce? co ci to da?
                        jeżeli chcesz coś w swoim życiu zmienić to się przynajmniej zastanów nad tym co
                        piszemy.
    • sno-powiazalka Re: rozwód czy kolejna szansa.... 17.01.09, 10:28
      Chciałam Ci coś napisać, ale widzę, że nie ma sensu :( Nie potrafię napisać Ci tego czego oczekujesz. Byłam w podobnej ( zaznaczam tylko podobnej ) sytuacji. Też dla dzieci zostałam w domu ( ale w grę wchodziły czynniki techniczne, finansowe, organizacyjne ). Jak przejrzałam na oczy przewróciłam swoje życie do góry nogami, ale warto było :)))))))
      A rada dla Ciebie ???
      Zanim czymś postraszysz męża, zastanów się czy jesteś w stanie to zrobić. Jeśli nie, to nie mów, bo sama widzisz, że on śmieje się z ciebie bo twoje słowa są ........hmmmm no bez pokrycia ;))) A Twój mąż ??? sorki, ale dla mnie to zwykły cham i tyle, a tacy ludzie raczej się nie zmieniają :(((((
      • nerwuska1 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 17.01.09, 11:46
        Wiesz,musisz mu pokazac moze cos na pismie,nie tylko slowa.moze jakis wniosek
        napisz o separacje czy cos i zostaw gdzies przez nie uwage,ale tak by wziol do
        rak i przeczytal,np gdy siedzi z tym piwem przed telewizorem.albo zrob zarys
        takiego pisma w notesie i np dodaj duzo adresow placowek i osrodkow ktore mogly
        by ci pomoc(w necie cos znajdziesz) i podluz by przeczytal,a gdy to zrobi
        zapytaj czy nie widzial notesu bo masz tam cos waznego.sprobuj tak go
        postraszyc(miejmy nadzieje ze jest ciekawski,a ty badz tajemnicza gdy cos
        bedziesz skrobac na kartce,nie mow co to),a jak nie zechce wtedy pogadac,czy sie
        nie zmieni,to moze autentyk cos da.wtedy tylko POWAZNE postraszenie cos da.
        • hesia3 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 18.01.09, 12:14
          Bycie z dzieckiem cały czas wcale dla dziecka nie jest najlepszym
          rozwiązaniem. Ja mimo, że miałam w domu cudowną babcię posyłałam
          dziecko do przedszkola, aby miało kontakt z rówieśnikami. Jeżeli
          poślesz dziecko do przedszkola to wcale nie bedziesz wyrodna. Pracę
          można podjąć różną, np. na pół etatu. Myślisz, że jak będziesz swoim
          dzieciom podawała obiadki, odrabiała lekcje i sznurowała pantofelki
          to dla nich najlepiej? Rozumiem, że nie chcesz opiekunki, ale
          tysiące matek łaczy pracę z przedszkolem. TO SIĘ DA!!! I przecież
          nie musisz podejmować pracy na zmiany. Po prostu szukaj takiej,
          która ci bedzie pasowała czasowo. Jeżeli będziesz pracować to:
          bedziesz miała więcej argumentów w konflickie z mężem: "Ja też
          wróciłam z pracy"; uwierzysz w siebie, przez kilka godzin bedzie w
          innym środowisku i to ci da oddech od domowych spraw; dzieci
          bardziej będą się usamodzielniać; facet chcąc nie chcąc będzie
          musiał od czasu do czasu sam sobie zrobić herbatę.
          Mam już odchowane dziecko (kończy studia). Poszłam do pracy jak
          miała pół roku (na pół etatu). A jak poszła do przedszkola to na
          cały etat. Nigdy nie straciłam z dzieckiem kontaktu, wręcz
          przeciwnie. Jest samodzielna i bardzo zaradna. U mojego brata, żona
          nie poszła do pracy. Całe życie była podobna do ciebie. Wiecznie
          nieszczęśliwa, niedoceniana, zrzędząca. Jej dzieci nie umieją
          zagotować sobie wody na herbatę, a ona z miną meczennicy zakręca za
          nimi pastę do zębów. Wychowała sobie nierobów (26 i 24 lata) nie
          pracują, nie uczą się i żadają od rodziców kieszonkowego. Ty się
          poprostu boisz i właściwie dobrze ci tak jak jest. Lubujesz się w
          tym, że ci jest źle, a nic nie chcesz zrobić, bo wolisz robić obiad
          i podlewać kwiatki niż z wywieszonym językiem i menażkami ze
          stołówki pędzić po dziecko do przedszkola. Tak wybrałaś i tak masz.
    • loona1621 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 18.01.09, 12:00
      Magdo, czytam Twój post i aż nie mogę uwierzyć. To tak, jakbym
      napisała go sama. Opisałaś prawie moją historię życia. Chciałam,
      żebyś wiedziała, że nie jesteś sama. Może jedyna różnica, to taka, że
      u mnie co wieczór jest 4B (czyli cztery browary jak to mówi mój mąż)i
      mamy tylko jedno dziecko, no i u mnie jest ta odmienna od Twojej
      sytuacja, że razem pracujemy. Ale mam podobnie. Nie dostaję prezentów
      (bo szkoda kasy), życzeń na urodziny też nie (bo 10 lat temu ja mu
      zapomniałam złożyć i do tej pory jestem za to ukarana), kocha tylko
      siebie, komputer i pieska. Ja i dziecko jesteśmy jak przedmioty,
      które można przestawić w kąt. Na mnie krzyczy, dziecko wyzywa (nawet
      brzydkimi słowami) i jeszcze mówi, że jestem leniwa (w domu wszystko
      robię sama po pracy, do późnej nocy), gruba świnia (bo mam delikatne
      wałeczki po bokach, a on wolałby modelkę), brzydka (bo mam rozstępy
      po dziecku i powinnam lepiej o siebie zadbać, żeby "tego" nie mieć),
      i wiele innych niemiłych rzeczy. Ale powiem Ci, że się nie
      zastanawiaj. Nie warto. Na pewno uda Ci się jeszcze ułożyć sobie
      życie z kimś, kto będzie dla Ciebie dobry, kto Cię będzie naprawdę
      kochał. Życie masz tylko jedno i nie zmarnuj go wiecznie czekając na
      zmianę swojego męża, bo to nie nastąpi. Jest jaki jest i się nie
      zmieni (to taki typ faceta, sama to przerabiam dziesiąty rok). Zrób
      coś ze swoim życiem dla siebie i swoich dzieci. One też mogą mieć
      lepsze i spokojniejsze życie. Bo od prób bicia, do skatowania cię na
      śmierć droga nie daleka. Nie pozwól mu sobą pomiatać. Jesteś taka
      samo ważna jak on. Nie poddawaj się i walcz o swoje życie. Skoro
      inaczej się nie da, po prostu go zostaw, dasz sobie radę, jest wiele
      takich osób jak Ty.
      • bezsenniak Re: rozwód czy kolejna szansa.... 18.01.09, 12:20
        loona1621...coraz bardziej się przekonuję, że nasze losy są tak bardzo do siebie
        podobne...ja też pracuję razem z mężem. I to jest straszne, bo zanim się z nim
        rozwiodę będę chyba musiała zmienić pracę, którą tak bardzo lubię, nie wyobrażam
        sobie widzieć go codziennie, to byłaby męczarnia...Daję sobie czas na decyzję
        jeszcze, załatwiam zaległe sprawy, tak żeby potem zająć się już tylko odejściem.
        Ale już wiem - nie chcę mieć z nim dziecka, bo to nieodpowiedzialny, zajęty
        wyłącznie sobą i swoimi przyjemnościami człowiek. I tylko wciąż słyszę, że to ja
        jestem pojebana, że wszyscy beznadziejni, tylko on...chodzący ideał...
        Nie widzę swojego życia w tym pustym domu, w którym nic nie należy do mnie,
        wszystko do niego...Boże, jak mi źle :(
        • loona1621 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 18.01.09, 21:12
          Kochana, widzę, że nawet bardzo podobnie jest u nas. On ci mówi, że
          jesteś pojebana? U mnie takie wyzwiska są na porządku dziennym.Do
          tego jestem tępa, na niczym się nie znam (bo on najlepiej wie
          wszystko, a to co ja mówię jest głupie), jak mnie budzi rano, to mówi
          np. wypierdalaj na dwór z psem. Szczyt marzeń na pobudkę, co nie?
          • magda2008-pl Re: rozwód czy kolejna szansa.... 18.01.09, 21:47
            Dziewczyny dzięki za odpowiedzi.Ja jestem o tyle w dobrej
            sytuacji,że mój mąż na codzień jest dobry,stara się,mówi mi "skarbie
            kochanie" i wogółe śmiejemy się,jest ok nawet z podziałem
            obowiązków,ale te najgorsze dni przychodzą gdy się pokłócimy,wtedy
            to totalnie nic nie robi,leży na łóżku przed tv i ma wszystko w
            poważaniu,nawet dzieci wtedy mu są obojętne.Wkurza mnie to i
            awantura gotowa a jak to bywa w awanturach lepszych i gorszych mało
            kto w złosci w słowach przebiera.
            • bezsenniak Re: rozwód czy kolejna szansa.... 18.01.09, 22:36
              Mój mąż jest tak zajęty sobą, że zauważa mnie wyłącznie wtedy gdy jest głodny.
              Wtedy rzeczywiście słyszę 'kotku, zjadłbym coś'...Ale jak głód mu przechodzi, to
              znika mi z oczu, zamyka się w swoim pokoju i siedzi dopóki sen go nie
              zmorzy...Nie kłócę się z nim, bo nie mam kiedy, skoro on jest tak zajęty, że
              nawet jak do niego idę i zagaduję, to nie odpowiada wcale albo coś tam odburkuje
              pod nosem. No i seksu nie ma...Od końca listopada nie dotknął mnie, że mnie
              kocha nie słyszałam już od dobrych dwóch lat.
              Co myślicie o tym? Nie kocha mnie już, prawda?
              Tak zresztą jak i ja jego :(
              • magda2008-pl Re: do bezsenna 18.01.09, 23:09
                Pierwsze co przyszło mi na myśl po przeczytaniu to,że twój "pan"
                kogoś ma,bo facet bez seksu długo nie wytrzyma no chyba że jedzie na
                tabletkach hamującycj popęd chyba BORA.A nie zauważyłaś niczego co o
                tym by świadczyło?
                • bezsenniak Re: do bezsenna 18.01.09, 23:34
                  Wiesz, rzadko sam gdzieś wychodzi, choć czasem zdarza się, że mówi, że jedzie do
                  jakiegoś klienta (jest informatykiem). Może ma romans internetowy? A może jest
                  tak wielkim niskolibidowcem, że mu seks niepotrzebny? Juz nawet podejrzewałam go
                  o jakiś ukryty homoseksualizm, ale to też odrzuciłam. Może po prostu stracił
                  zainteresowanie żoną, przestała mu się podobać, a głupio mu powiedzieć, że nie
                  chce z nią już być?...Przecież przysięgał jej miłość, wierność itp. Jestem
                  bardzo samotna, zależna od niego, bo wszystko co moje tak naprawdę podpisane
                  jest jego nazwiskiem. Wszystko jego, ja sama już pewnie do siebie nie należę.
                  Sił nie mam już na tą sytuację. A on zachowuje się jakby się nic nie stało, nic
                  nie działo, bo ciuchy wyprane, obiad ugotowany, dom posprzątany, znaczy, że w
                  formie jestem...Tylko, że ja kochać chce, a nie mam kogo. Nawet psa nie mam, bo
                  zabronił mi mieć. Nawet bliskiej koleżanki, bo straciłam kontakt z tymi
                  najbliższymi, bo mnie przy nich ośmieszał, więc doszłam do wniosku, że nie mogę
                  się już z nimi widywać tak często...
                  Dziewczyny, co ja mam zrobić?
                  • loona1621 Re: do bezsenna 19.01.09, 07:16
                    U mnie też był i jest brak seksu i też najpierw podejrzewałam go o
                    romans, ale ja znalazłam powód jego braku zainteresowania. Radziłabym
                    przejrzeć historię w komputerze, albo wyczekać aż niby pójdzie spać i
                    wtedy zobaczyć co robi. Ja doznałam szoku, bo przyłapałam mojego męża
                    wielokrotnie jak sam się zadowala przed komputerem czy jakimś filmem.
                    On sam ze sobą robi to chyba najlepiej, bo jak robił to ze mną, było
                    to szybko, bez patrzenia w oczy, mechanicznie i tylko po to by jego
                    zaspokoić, o mnie nie myślał wcale.
                    • magda2008-pl Re: 19.01.09, 09:32
                      Dziewczyny jestem w szoku,nie brak seksu u was mnie zszokował,ale to
                      że facet odrzuca (nie wiadomo z jakirgo powodu)żonę tylko tym,że
                      zaspokaja się sam jak w przypadku loony1621,ochyda.Brzydzę się
                      samozaspokajaniem facetów i nie wiem,nie ręczę co bym zrobiła widząc
                      coś takiego u mojego faceta,ale na pewno do łóżka już więcej z takim
                      amantem bym nie poszła.Dziewczyny znajdzcie sobie kogoś,nie mówię
                      tutaj tylko o kolezance,przyjaciółce ale o facecie.Moja koleżanka
                      też miała takie życie popaprane 24h na dobę,ona szła spać a eks na
                      komputer,romans a potem po północy znikał z domu i wracał rano i tak
                      w koło.Wiecie co ją uratowało...dobre relacje z koleżankami,które
                      zabierały ją na piwi itp.do lokali,pubów na narty.Tam poznała
                      wspaniałego faceta,zupełne przeciwieństwo swojego durnia i on po
                      wielu miesiącach swoją miłoscią i troską dał jej siłę,aby odeszła od
                      swojego eks.Teraz tryska wręcz szczęściem.Miejcie koleżanki do
                      pogadania i nie tkwijcie przy takich wariatach bo im o to chodzi
                      zeby Was zdołować,zacznijcie spotykać się po kryjonu.Ściskam Was i
                      napiszcie coś...a loona1621 napisz jak twój eks zareagował jak go
                      przyłapałaś na "robocie"bo mnie ciężko sobie wyobrazić coś takiego
                      mimo,że się słyszy.
                      • loona1621 Re: 19.01.09, 11:02
                        Generalnie napisałam o tym tylko dla tego, że tutaj (powiedzmy)
                        jestem anonimowa, bo tak to się tego strasznie wstydzę. Za pierwszym
                        razem jak go na tym złapałam, to było jakieś dwa lata po naszym
                        ślubie (czyli trwa to już siedem lat), to bardzo się zaczerwienił i
                        obiecał, że nigdy więcej tego nie zrobi. Ale niestety trwa to nadal,
                        widzę jak wieczorami tylko czeka aż pójdę spać. Przedtem jeszcze się
                        krył, teraz nawet mu się nie chce kasować historii z internetu czy
                        filmów z pulpitu, które ściągnął, żeby sobie mówiąc wprost zwalić
                        konia! Czasami robi to nawet wcześnie rano (zazwyczaj wtedy jak ma
                        kaca). Nigdy nie mogłam pojąć tego, jak można tak robić, mając obok
                        siebie żonę w łóżku? Zawsze się zastanawiałam czego mi brakuje?
                        Dlaczego mnie nie chce? Czy jestem aż tak brzydka i nieatrakcyjna?
                        Ale widocznie nie, skoro inni mężczyźni mnie adorują? Chyba nie
                        jestem takim strasznym paszkwilem, żeby nie chcieć iść ze mną do
                        łóżka?
                        Magdo, nie napisałam Tobie wcześniej (koleżanka bezsenniak akurat to
                        wie), dziękuję za radę i powiem Ci, że ja po prostu nie wytrzymałam
                        już jakiś czas temu, spotkałam kogoś i jestem z nim (póki co jeszcze
                        po kryjomu) i jestem w trakcie szykowania mojej córki do opuszczenia
                        domu. Mam koleżanki, z którymi wychodzę czasami, ale wstydzę się im
                        powiedzieć o tym co robi mój mąż, bo uważam, że to uwłacza mnie
                        przede wszystkim.Powiedziałam ostatnio mojej mamie, była w szoku.
                        Mój drugi partner kocha mnie ponad wszystko, już nie raz mi to
                        udowodnił, czeka aż rozwiążę moje małżeństwo i chce być ze mną na
                        dobre i złe. Nie mówi mi, że mam wałeczki na boku, czy rozstępy po
                        dziecku. Patrzy na mnie tak, jakbym była Claudią schifer i widzę
                        miłość w jego oczach.
                        • bezsenniak Re: 19.01.09, 11:29
                          A ja niczego nie jestem w stanie sprawdzić, bo mój mąż jest informatykiem i ma
                          wszelkiego rodzaju zabezpieczenia na swoim komputerze, to raczej on może się
                          dowiedzieć o wszystkim, co tylko tu napiszę. Nie mam pojęcia, czym on się
                          zajmuje, kiedy zamyka się w pokoju. Wiem tylko, ze wtedy jest nieobecny,
                          niedostępny i że nie wpuszcza mnie już do swojego świata.
                          W nocy śpimy w dwóch narożnikach łóżka, jak najdalej od siebie, żeby się tylko
                          nie dotknąć. Zresztą ja wzdrygam się za każdym razem kiedy mam z nim jakikolwiek
                          kontakt fizyczny. Czuję, że to obcy człowiek, więc i dotykać mnie nie powinien.
                          Jestem bardzo zmęczona. Z tym bezsenniakiem to prawda - poszłam spać po 1 w
                          nocy, ale od 4 już nie śpię. Boli mnie głowa od prawie dwóch tygodni. Nie wiem,
                          jak to wszystko wytrzymać...
                        • magda2008-pl Re: do loona1621 19.01.09, 15:56
                          loona,nie mów koleżankom o tym co robi twój mąż,tutaj jesteś
                          anonimowa,a jak jakaś życzliwa koleżanka doniesie twojemu eks to
                          będzie się za tobą ciągło latami.Bardzo się cieszę,że masz kogoś i
                          też nie daj po sobie poznać eks mężowi bo nie warto,ale dzięki temu
                          że go masz jeszcze nie oszalałaś bo to najlepsze lekarstwo.To,że
                          twój mąż tak robi to tylko świadczy o jego GŁUPOCIE bo normalny
                          facet tak nie robi,być może to jego geny albo nawyk,a może i
                          rodzinne.Z niczego takie coś sie nie dzieje.Pozdrowionka.
                          P.S. masz bardzo mądrą mamę,a ja dzięki tym postom również
                          zrozumiałam,że nie takiego dłupiego chłopa jak mi się wydawało.
              • horpyna4 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 19.01.09, 19:22
                Jak jeszcze raz usłyszysz 'kotku, zjadłbym coś', to odpowiedz:
                'piesku, ja też bym coś zjadła, jak będziesz przygotowywał dla
                siebie, to zrób też coś dla mnie'.
                Znajoma po takiej odzywce męża była mniej delikatna. Spytała: 'a co,
                rączki oberwało?'
                Najgorzej to rozpaskudzić chłopa. Potem bardzo trudno takie
                zachowania wyprostować.
                • magda2008-pl Re: do horpyna4 19.01.09, 21:05
                  Witaj!!!
                  Kobirto świetna rada,poprostu bomba.Mój facet jest zaradny,ale też
                  zdaża się,jak każdemu,więc podsunełaś mi pomysł.Pozdrawiam
      • die_blume Re: rozwód czy kolejna szansa.... 19.01.09, 14:39
        Loona, jesteś z facetem, który wyzywa twoje dziecko i wyzywa ciebie
        przy dziecku? Wybacz, ale gdyby mój mąż wyzwał nasze dziecko, nie
        byłabym z nim pieciu minut. Pozwalasz fundować swemu dziecku nerwice
        na przyszłośc, chyba ze juz ją ma, jesli nie cos gorszego. Po co z
        kimś takim siedzisz? Nie szkoda życia?
        • loona1621 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 19.01.09, 21:24
          No wlasnie szkoda (zjadlo mi polska klawiature)i dlatego dojrzalam
          do decyzji o rozwodzie. Jakos wczesniej sie chyba balam.
          • bezsenniak Re: rozwód czy kolejna szansa.... 21.01.09, 21:32
            Chciałam Wam coś jeszcze napisać, ale brak mi dziś słów.
            Nie wyobrażam sobie swojego dalszego życia. Nie mam wystarczającej odwagi, by
            cokolwiek zrobić. Jeśli odejdę to gdzie się podzieję?
            I samotności się boję, choć do niej akurat powinnam dawno przywyknąć...
            • horpyna4 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 21.01.09, 22:01
              Oj, dziewczyny...
              Najgorsze jest, jak się nie potrafi żyć samotnie. Bo lęk przed
              samotnością skłania do tkwienia w patologicznych związkach.
              Niektórzy faceci zdają sobie z tego sprawę i zupełnie nie liczą się
              z partnerkami, a nawet wyżywają się na nich. Bo wiedzą, że ofiara
              będzie wszystko potulnie znosić.
              Jeżeli kobieta jest samodzielna, to po pierwszym takim numerze facet
              dostaje kopa. I taka kobieta nie zwiąże się z byle kim.
              Jesteście młode. Zacznijcie myśleć inaczej i uczcie się radzić sobie
              same. Może trzeba się dokształcić, poszukać dobrej pracy?
              • marzeka1 Re: rozwód czy kolejna szansa.... 21.01.09, 22:06
                "Jeżeli kobieta jest samodzielna, to po pierwszym takim numerze facet
                dostaje kopa. I taka kobieta nie zwiąże się z byle kim. "- masz rację, tu jest
                klucz do wielu rzeczy. Jak kobieta uzależniona od faceta, także finansowo, z
                zakłóconym poczuciem wartości ma zdobyć się na niezależność????
                Mnie robi się zwyczajnie smutno, jak czytam te opowieści, bo szkoda życia na
                tkwienie w związku z dupkiem, nieszanującym swojej kobiety, dupkiem.
                • m_wait Re: rozwód czy kolejna szansa.... 22.01.09, 20:53
                  Tak się mądrzysz...A jak nie jest samodzielna, albo bezradność ma
                  wmawianą latami? A jak ma dzieci i nie stać jej na wynajem, a jak
                  nie ma dość sił i odwagi by szukać pomocy. Łatwo jest napisać matce
                  10 i 5 latka,że dostanie alimenty,odliczenia jako samotnie
                  wychowująca dzieci,że są przedszkola,szkoły,świetlice,że na 1/2
                  etatu może pracować poza domem a potem w domu.Ale takie rzeczy
                  zrozumie niestety osoba, która własnie jest samodzielna a nie ofiara
                  przemocy.
                  Co to znaczy wyjść za byle kogo?! Bo przemoc w domu dotyczy byle
                  jako wyglądających o bylejakim wykształceniu? To dziewczynie z
                  wyższym wykształceniem nie może wmówić,że nic sobą nie reprezentuje?
                  Dziewczyny drogie życzę wam naprawdę dużo siły i normalnego domu.
                  Naprawdę istnieją domy gdzie po latach bycia razem ludzie się
                  szanują i kochają, gdzie nie ubliża się drugiemu, gdzie się go
                  wspiera z całych sił. Dopiero z moim mężem doświadczam takiej
                  normalności-ale zanim go poznałam naprawdę miałam piekło na ziemi.
                  Mimo to nadal moje poczucie własnej wartości i wiara, że jestem w
                  stanie sobie poradzić są nędznie niskie. Ale do czasu ;)

                  • vincentyna Re: rozwód czy kolejna szansa.... 25.01.09, 01:36
                    Do Magdy,jej wlasny cytat:
                    "Mamy odmienne poglądy,zainteresowania "

                    Jak dla mnie to jest to, znaczy powod dla ktorego to malzenstwo sie nie
                    sprawdza, reszta to detale...
Pełna wersja