na.rozdrozu
27.01.09, 17:07
Co zrobić ze swoim życiem? Wiem, że nikt mi nie da prostej
odpowiedzi, ale może ktos przeczyta – zmyje głowę, albo pocieszy.
Cokolwiek. Po kolei: jestem z facetem prawie 5 lat. Na początku jak
zwykle – totalna fascynacja, zauroczenie, motyle, bla bla bla. Dla
niego rozstałam się ze swoim chłopakiem (dobrym, spokojnym
człowiekiem). On sie rozwiódł ze swoją żoną (oczywiście tłumaczenie,
że nie przeze mnie, tylko od wielu lat im sie nie układało itp.).
Teraz ja mam 30 lat, on 44. Od początku wiedzieliśmy, że mamy uparte
charaktery, ale chyba liczyliśmy że to nie jest problemem. Stopniowo
mimo fascynacji pojawiały się kłótnie, awantury, jego wyprowadzki i
ucieczki, jak to mówił w poszukiwaniu spokoju. Potem przeprosiny,
wprowadzki i po jakimś czasie powtórka z rozrywki. Teraz juz chyba
miłości już nie ma, są za to zobowiązania i wspólne działania. Razem
wybudowaliśmy dom, on czasami mi pomaga finansowo gdy moja firma ma
kiepskie miesiące. Mam na głowie kredyt, wielką pustkę przed sobą i
wyjałowieone emocje. I nawet ani śmiać, ani płakać nie umiem.
Czytam o Kaziu Marcinkiewiczu i myślę jakie to żałosne, że rzuca
dawne życie dla młodszej bo mysli, że znalazł swoje szczęscie. Ja
też tak myślałam i gorzko żałuję, bo chyba powieliłam schemat życia
z faceta z kryzysem koło 40-tki, chociaż on uważa, ze w żadnym
wypadku jego ta statystyka nie dotyczyła.
Nie znajdujemy porozumienia, potrafimy sie ranić. On przypisuje
tylko sobie nasze osiągnięcia, a tylko moje określa jako “nasze”. To
też mnie boli, bo ja ambicjoner jestem. Szpieguje mój komputer by
robić awantury jak dawny chłopak czasami napisze parę kurtuazyjnych
słów, a sam ma stały kontakt z byłą żoną. Tak, łaczy ich dziecko
(prawie dorosłe, ale wg niego wymagające ciągłej opieki) więc on ma
prawo. Ja nie mogę się z dzieckiem kontaktowac bo mu psychikę pewnie
złamię, a i jego rodziców jeszcze nie poznałam, bo “nie są na to
gotowi” :) Za to była żona ma z nimi stały kontakt.
Dużo by tego było. Powinnam to rzucić prwada? Też tak czuję, ale...
No właśnie – nie dam rady sama finansowo. Bo zaciągnęłam
zobowiazania mając na uwadze dwa źródła utrzymania. Nie mam nikogo
innego by zwrócić się o pomoc. Moja firma od paru miesięcy źle
prosperuje, ponoć kryzys, ale tego wytłumaczenia nie przyjmie bank,
który ściąga ratę za dom. Sprzedać go? Serce mi się kraje – to tyle
marzeń, snów, moje własne i pierwsze miejsce na ziemi. Ciągnąć ten
nierówny związek dalej? On chyba też nie jest szczęśliwy.
Czasami chciałabym cofnąc czas, nigdy go nie poznać, nigdy nie dojśc
do tego punku, w którym jestem.
I może miałabym więcej siły by wszystko zacząć od nowa, ale ja nawet
nie chcę kogokolwiek poznawać, nie chce żadnej nowej miłości,
wzruszeń. Jestem po prostu taka ... pusta. I z tym też mi źle –
zawsze miałam tyle zapału, energii. Mam wrażenie, że ta moja wielka
miłość zniszczyła wszystko dobre co było we mnie.