do odważnych...

18.02.09, 14:10
czy któraś przerwała toksyczny związek...
łącznie 10 lat, nie mam siły i motywacji na dalsze 10,
by czekać, że coś zaskoczy,
było już jedno rozstanie, jeden powrót,

czemu mam wyrzuty sumienia, gdy myślę o sobie, gdy chcę
odbudować siebie, gdy chcę być szczęśliwa....

czy są jakieś Kobietki w podobnej sytuacji,
jak sobie poradziłyście?
    • marzeka1 Re: do odważnych... 18.02.09, 19:26
      "czemu mam wyrzuty sumienia, gdy myślę o sobie, gdy chcę
      odbudować siebie, gdy chcę być szczęśliwa....
      "- bo jesteś współuzależniona w toksycznym związku.Życie ma się jedno i szkoda
      przeżyć je jako człowiek nieszczęśliwy.
      • ekarpinska Re: do odważnych... 18.02.09, 19:48
        Ja też jestem w takim związku, 9 lat już, małżeńskim zresztą. Bardzo chciałabym
        to wszystko zakończyć i zacząć żyć na nowo. Zupełnie jednak nie mam odwagi
        wprowadzić słów w czyny. Boję się, że sobie w życiu nie poradzę, że on beze mnie
        też sobie nie poradzi. Z drugiej strony nic nas przy sobie nie trzyma. Co robić?
        Nawet tu również pisałam, że życie jest jedno i co? Nadal w tym tkwię.

        Życzę odwagi.
        • too_funky Re: do odważnych... 18.02.09, 21:19
          dzięki Kobietki,

          jakie są jeszcze symptomy współuzależnienia w takim związku?
          • bezsenniak Re: do odważnych... 18.02.09, 21:46
            tracisz swoje zainteresowania bo jego pasje są ważniejsze, ograniczasz kontakty
            ze swoimi przyjaciółmi na rzecz wyłącznie jego towarzystwa, biegniesz mu rano po
            świeże bułeczki do piekarni, bo tak bardzo ma na nie ochotę, wyręczasz go we
            wszystkim, nawet w tych bardziej męskich pracach, boisz się odejść, bo... (tu
            tysiące powodów, ale żadnego konkretnego, dla którego chciałabyś rzeczywiście
            zostać)

            tak to przynajmniej wygląda u mnie
    • 18_lipcowa1 odwagi to trzeba miec zeby w takim syfie trwac. 18.02.09, 22:00
      i glupoty -jeszcze wiecej.
      • bezsenniak Re: odwagi to trzeba miec zeby w takim syfie trwa 18.02.09, 22:11
        może głupia, może sentymentalna, może tchórzliwa jestem, bo przecież trzeba
        będzie odejście jakoś wytłumaczyć, uargumentować, nie tylko jemu ale i jego
        rodzinie...a jak zaczynam sobie układać w głowie, co chciałabym powiedzieć to
        pierwszą myślą jest 'boże, o co mi w ogóle chodzi? jestem niedorzeczna, inni
        biją swoje żony, piją, a ja mam chyba za dobrze i miesza mi się w głowie...'
    • mloda_kobitka2 Re: do odważnych... 18.02.09, 23:21
      Ja przerwałam toksyczny związek po łącznie 8 latach. W małżeństwie
      3. Mamy małe dziecko. Mój mąż mnie NIE bił, pracował, a jednak
      pokazałam mu drzwi...
      I powiem ci szczerze,że to najmądrzejsza decyzja jaka w zyciu
      podjęłam. Obecnie, po 4 miesiącach, nie spotykam się z nikim i jest
      mi z tym naprawde dobrze! Gdzieś głęboko wierzę,że sa dobrzy
      mężczyźni... Ja poznając swojego męża, byłam bardzo młoda i prawdę
      powiedziawszy z perspektywy czasu widzę,że szczególnie nie
      wybierałam tego JEDYNEGO... teraz tego żałuję.
      Życzę Ci dużo siły. Pozdrawiam.
      • bezsenniak Re: do odważnych... 19.02.09, 16:39
        Gratuluję odważnego i mądrego wyboru.
        I zazdroszczę.
      • noelka79 Re: do odważnych... 20.02.09, 10:20
        Kobitko, miałam podobnie. Tyle, że dwa lata- tuż przed i tuż po rozwodzie były
        najtrudniejsze z dotychczasowych. Radość, że się uwolniłam, a potem katolicka
        obłuda otoczenia, problemy z samotnym wychowywaniem dziecka, wieczory, gdy nie
        ma się do kogo przytulić... Teraz wyszłam na prostą, już wiem czego unikać, ale
        gdyby nie wsparcie przyjaciół, nie dotrwałabym do tego momentu.
        Warto zawalczyć o siebie, ale to wymaga jeszcze więcej sił, niż trwanie w chorym
        układzie. W każdym razie- życzę powodzenia!
        • bezsenniak Re: do odważnych... 20.02.09, 15:57
          A ja idę na terapię indywidualną. Może mi się w głowie rozjaśni, co powinnam
          dalej z tym wszystkim zrobić. Jeśli na nią nie pójdę, to zostanę sama ze
          wszystkimi problemami, a tak będę miała chociaż swojego psychoterapeutę...
        • bartek742 Re: do odważnych... 08.09.09, 09:21
          > najtrudniejsze z dotychczasowych. Radość, że się uwolniłam, a potem katolicka
          > obłuda otoczenia, problemy z samotnym wychowywaniem

          Sądzisz, że społeczeństwo powinno pochwalać rozwody i rozpady małżeństw?

          Również Kościół tego nie uznaje, więc trudno oczekiwać akceptacji dla kogoś, kto łamie złożoną przysięgę
    • pewexy Re: do odważnych... 07.09.09, 21:13
      tak znam zwiaek rozwiazany rozwodem po okolo 30 latach(toksyczny).
      Trzeba walczyc o swoje ,zyc tak by czuc sie spelnionym,wartosciowym
      a przedewszystkim szczesliwym,czas ucieka szybko.
      Nie dac sobie wmowic"nie dasz rady" , sama lub sam zginiesz", nikt
      nie zginie,ostatnie slowo odnosnie celu i kierunku twego zycia
      nalezy tylko i zawsze do ciebie!

      Pozdrawiam,zycze powodzenia:)
    • anna_sla Re: do odważnych... 08.09.09, 21:15
      hmm.. powiedzmy, że ja. Odeszłam, tyle, że 3 m-ce później wpadłam w głęboką
      depresję i ściągnął mnie z powrotem, a ja zbytnio nie protestowałam, bo nie
      byłam w stanie..

      Drugi raz kazałam mu się wynosić gdy byłam w drugiej ciąży. Nie odszedł, ale
      nasz związek się wyleczył.. właśnie po 10 latach :D
      • natalka189 Re: do odważnych... 04.01.10, 22:39
        ja 3 lata bylam w zwiazku z chlopakiem ktory byl natarczywy upierdliwy i robisz
        ze mna co chcial manipulowal mna tak bardzo ze jak wyjechal to ja siedzialam
        przez 2 tygodnie w domu w lozku i czekalam na niego jak zerwalam z nim poczulam
        sie o niebo lepiej i znalazlam meza ale jak piszecie o tych rozwodach to nadal
        sie boje brrrr..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja