samotnaodniedawna
18.04.09, 20:54
Chciałabym żeby odpowiedziały mi osoby, ktore były kiedys w taiej
sytuacji lub sa teraz .
Jestem z mezem prawie 2 lata po slubie , dotychczas mieszkalismy
sami w USA, ale 2 tygodnie temu przylecielismy do Polski, mielismy
mieszkac z tesciowa w jej dosyc duzym domu, mielismy mieszkac na
górze. Jednak nie wyszlo tak jak chcielismy poniewaz jego matkama
bardzo silny wpływ na niego, musi robić to co mu kaze, a czasem robi
ponad to zeby sie chyba podlizac. Trzeba sie z wszystkim zgadzac
siedziec i rozmawiac, a jak zawołałam meża na góre to sie obrazila,
nie mozna nic, dosłownie nic . W kazdym razie nie wytrzymalam i
postawilam sprawe jasno, ze chce zamieszkac z nim sama , wynajac cos
malego, ale sie nie zgodzil, powiedzial ze tak nie bedziemy robic,
wiec pojechalam do rodzicow, przez tesciowa zostalam zwyzywana od
najgorszych.
Sprawa jednak jest powazna, ale nie bede opisywac szczegółów, maz w
czasie rozmowy telefonicznej, nie przyznal mi racji a podczas klotni
z nia nie wstawil sie za mna ani slowem.
Został wychowany w ten sposob ze trzeba miec szacunek do matki, a
dla nich szacunek to zdanie matki jest najwazniejsze i nie wazne co
powie , to trzeba to robic, nikt nie ma prawa do wlasnego zdania,ani
prawa myslenia w inny sposob.
Ja wychowalam sie w miescie, nigdy nie doilam krow, nie robilam prac
w polu, a tam ciagle jest wypominane ile oni robili i jacy sa
pracowici. Teraz mimo ze dzialke maja mala to trzeba siac kartofle i
inne rzeczy, a moj maz zamiast chwile spedzic ze mna, to w ciagu
dnia praktycznie go nie widzialam bo ciagle robil cos dla matki i
wlasnie gdy prosilam by przestal, bysmy zrobili remont i zaczeli cos
robic dla siebie wybuchla ta straszna klotnia.
Maz - to juz nie moj maz, ten ktory byl dla mnie wszystkim zawsze
byl ze mna wszedzie ,zawsze mnie kochal i wspieral teraz wyial sie
na mnie i spedzi reszte zycia ze swoja mama. Ja i nasz synus
zostalismy sami, a ja ciagle placze i kocham go, ale tam nie wroce,
nie do tego domu.