mochacino
05.07.09, 18:52
Witajcie,
hmm moze to i blahy problem, jednak ja juz sobie z nim nie radze.
Musialabym zaczac od poczatku, jednak za duzo by opowiadac. Sprobuje
w skrocie wytlumaczyc sytuacje. Jestesmy malzenstwem ponad 3 lata,
tylez samo mieszkamy za granica. Zaczynalismy od zera, wszystko co
mamy to dzieki naszej pracy i wysilkowi. Moj maz niestety w pewnym
momencie podjal zla decyzje, jesli chodzi prace, byl
samozatrudnionym, interes nie szedl, popadalismy w dlugi, troche to
zdrowiem przyplacilam, ale juz sie wyprostowalo, od kilku miesiecy
ma on pozadna prace, ale ciagle pozostaly kredyty, ktore pozwolily
nam wyjsc z opresji. W dzisiejszych czasach prawie kazdy zyje z
kredytami i nie w tym nic dziwnego, jednak my jeszcze przez kilka
miesiecy musimy wyliczac troche kase, czasem czegos sobie odmowic,
ale w moich oczach nie jest to cos strasznego, wiem, ze to jeszcze
przez jakis czas. Mamy wspolne pieniadze, lecz 2 rozne konta, nie
wiedziec czemu dawno nie zagladalam na konto meza, po prostu to co
mi mowil wystarczalo mi. Dzis sie okazalo, ze nie mowil mi prawdy,
na koncie brakuje pieniedzy, bo wybieral je np na fajki, ktore
wlasnie rzucamy, czasami kupujemy papierosy (wiem glupota) zwykle
zapalam kilka on bierze reszte, jak sie okazalo kupowal duzo wiecej,
tu sa papierosy cholernie drogie, wiec w ciagu ostatnich 2 tygodni
wzial pieniadze ktore by wystarczyly na pelen zbiornik paliwa albo
na prad na 2 miesiace, w naszej sytuacji to bardzo duzo. Jestem
wsciekla, ze robil to za moimi plecami, w dodatku kiedy wszystko
trzeba liczyc. On jest osoba ktora nie potrafi sobie odmowic, w
sklepie jak dziecko pyta mnie, czy to czy tamto moze kupic, zadnej
samokontroli, przeciez doskonale wie, na czym stoimy. Byly juz
podobne momenty, ze oszukiwal mnie z kasa, a raczej nie mowil nic, a
pieniadze wybieral, na dorobku, na emigracji to wielce denerwujace.
Dzis zrozumialam, ze mu nie ufam, to tylko pieniadze, ale nie czuje
sie bezpiecznie, mam wrazenie, ze przy nim ciezko bedzie ze
stabilizacja, gdyz nie potrafi zapanowac nad kasa. Dzis
powiedzialam, ze chce jego karty, albo koniec. Troche to bylo na
wyrost, ale prosba, rozmowa nic nie wskoralam, wiec moze taki
radykalny krok czegos go nauczy.
Nie wiem, czy jest to zrozumiale, co napisalam, ciezko opowiedziec
kawalek zycia.
Macie jakies porady?
A moze jakies pyatnia? Wtedy latwiej bedzie mi sytuacje sprecyzowac.
Dzieki koietki za chwile poswieconego czasu.