Dlaczego musza spotykac sie solo

09.07.09, 17:25
Hej, to nie bedzie mail przpelniony pretensjami, tylko zastanawiam
sie nad czyms. Moj maz ma grupe przyjaciol. Gdy sie poznali, wszyscy
byli singlami. To bylo trzy lata temu. Teraz mniej niz polowa z tej
8 znajomych wziela slub. Wszyscy byli zapraszani na wesela, miedzy
innyi nasze.Powiedzmy,ze ich znam (z tych wesel wlasnie) a oni znaja
mnie, jednak gdy maja wyjsc razem do pubu, czy na kregle, zawsze
wychodza jako single. Tak jakby nic sie nie zmienilo. Z jednej
strony to rozumiem, ale z drugiej strony, ja tez by chciala pograc z
nimi od czasu do czasu w kregle...Przeprowadzilam sie do miasta,w
ktorym mieszka maz, nie mam tu znajomych, mam jego a on ma
znajomych, ktorzy nie akceptuja nikogo wiecej.Zastanawiam sie czemu
tak sie dzieje, i czy byloby to natretne, gdybym sie wprosila na
taka 'impreze' :) Pozdrawiam
    • marita_ie Re: Dlaczego musza spotykac sie solo 09.07.09, 19:13
      mysle, ze twoje przemyslenia sa po czesci uzasadnione. skoro mąż wie, że nie
      masz zadnych znajomych i nikogo nie znasz powinien ci w tym pomoc.pomyslec o
      tym, że ty siedzisz w domu sama, a on sie bawi. nie twierdze, że powinien
      wszedzie ci ze soba zabierac, ale moglby sprobowac cie zabrac od czasu do czasu
      do ludzi. ;)) porozmawiaj z nim co cie gryzie.
      • ohayou82 Re: Dlaczego musza spotykac sie solo 10.07.09, 07:19
        A pewnie że, się wpraszaj i nie zapomnij o żonach kolegów. Zadzwoń zaproponuj na
        pewno będzie fajnie.
        • sijena ide...no i co?! 10.07.09, 13:27
          Powiedzialam, ze ide z nim tym razem. Skonczylo sie klotnia i on
          stwierdzil,ze nie idzie....czemu?!
          • evrin Re: ide...no i co?! 10.07.09, 14:26
            > Powiedzialam, ze ide z nim tym razem. Skonczylo sie klotnia i on
            > stwierdzil,ze nie idzie....czemu?!

            bo na tych spotkaniach udaja dalej singli?
            Bo nie dojrzal do normalnych spotkań parami?
            bo sie Ciebie wstydzi?
            Bo ktos moglby Ci cos o nim powiedziec?

            chora sytuacja, współczuję Ci.
          • pan_i_wladca_mx Re: ide...no i co?! 10.07.09, 14:27
            bo ma SWOJA paczke znajomych, z ktora to zna sie pewnie dlugo i szczesliwie, bo
            lubi spedzac z nimi czas jako np. tomek a nie tomek-maz basi, bo moze sie
            wyluzowac, wypic piwo i opowiadac glupie rzeczy nie narazajac sie na
            przewrazliwiona zone.

            kazdy, nawet ozeniony facet, ma prawo do wlasnych przyjaciol i wlasnych
            zainteresowan, to ze jest mezem nie oznacza, ze dedykuje ci cale swoje zycie.

            czas sie ogarnac, zaczac robic cos wokół siebie SAMEJ
            • mala220 Re: ide...no i co?! 10.07.09, 18:14
              bez sensu. nie rozumiem Twojego męza, tym bardziej ze wie ze nie masz znajomych.
              Wychodzil sam- przed slubem, ale teraz ma Ciebie wiec powinniscie wychodzic razem..
              u mnie przed slubem maz wychodzil ze znajomymi, ale teraz wychodzimy wszyscy
              (zony tez) i z kilkuosobowej grupy zrobila sie kilkunastoosobowa! Oczywiscie
              czasem sie zdarza ze faceci ida sami,ale nie rozumiem tego dlaczego- skoro znasz
              te osoby, nie bierze Cie ze soba. Na pewno sie nie wstydzi, gdyz inaczej by Cie
              z nimi nie poznal..
              A moze w czasie gdy faceci wychodza, Ty zaproponuj spotkanie ich żonom? moze sie
              zaprzyjaznicie? Skoro oni mogą, to czemu Wy nie?
              Powodzenia
            • evrin Re: ide...no i co?! 10.07.09, 20:16
              Wychodzenie samemu z paczka znajomych to jedno a paniczna reakcja przed zabraniem na takie spotkanie zony to drugie - i TU autorka widzi problem. Moj maz czasem wychodzi z kolegami, bede mnie i vice versa, ja z kolezankami ale znamy swoich znajomych. Autorce zdaje sie chodzi o to ze maz NIGDY jej nie zabiera, NIGDY razem sie nie spotykaja, dla mnie to jest chore i daje niestety popis do puszczenia wodzy fantazji, co tez sie na takich spotkaniach dzieje. zareagowalbys tak samo jak maz autorki? kłotnia i nie pojsciem?!

              I podkreslam ze jestem zwolenniczka autonomii w związku i z mezem spedzamy czasem czas odzzielnie, bo to tylko dobrze robi dla związku, każdego, nie tylko malzenskiego. Ale uwazam tez ze nie jest normalne ze nasz druga polowa, ktora kochamy i o ktora sie martwimy spedza czas NIE WIADOMO z kim, bo ona nie zna tych ludzi. Ja bym sie szczerze marwila o meza nie wiedzac gdzie i z kim idzie, nie majac z tymi ludzimi kontaktu w razie czego.
              • sijena Re: ide...no i co?! 16.07.09, 15:48
                Towarzystwo,z ktorym sie spotyka jest mieszane. Nie mam nic
                przeciwko,zeby wychodzil z nimi, ale nie rozumiem czemu on NIE CHCE
                mnie zabrac ze soba.
                Wracajac do tematu - definitywnie nie idzie. Zostaje ze mna w domu i
                ma obrazona mine bo...(tu chyba zabolalo mnie najbardziej) bo przeze
                mnie nie moze cieszyc sie z obronionego magistra z
                przyjaciolmi...serio mam go dosyc, a jestesmy 5 miesiecy po slubie!
                • wanioliowa Re: ide...no i co?! 16.07.09, 16:14
                  czy towarzystwo bierze na te spotkania swoje połówki?

                  Jeśli tak - masz prawo strzelać focha.

                  Jeśli nie - to nie masz prawa, bo być może ustalili że spotykają się w 8 osób a
                  nie 16 i potem 32 jak będziecie mieć po 2 dzieci.
                  W takich paczkach polówki nie wchodzą - i zostaje tylko stara ekipa a połowki
                  muszą to uszanować.
                  • mala220 Re: ide...no i co?! 16.07.09, 19:41
                    no tak, moze tak byc, ale czemu jej tego spokojnie nie wytlumaczy?? tylko
                    strzela focha?
                    gdyby przyszedł i powiedzial mi spokojnie "słuchaj kochanie, rozumiem ze jestes
                    zla ze wychodze ale to moja stara paczka i kiedys ustalilismy ze nawet jak sie
                    ozenimy/wyjdziemy za maz to nadal bedziemy sie spotykac. nic zlego nie robie,
                    chce zebys to zrozumiala czemu Cie nie biore" i byłoby po problemie.
                    Ale w sytuacji gdy facet nic nie wyjasnia i strzela fochy- ze nie ide, to
                    pomyslalabym ze cos jest nie tak...
                    • 4litery Re: ide...no i co?! 13.08.09, 12:46
                      mala220 napisała:

                      > no tak, moze tak byc, ale czemu jej tego spokojnie nie wytlumaczy?? tylko
                      > strzela focha?
                      > gdyby przyszedł i powiedzial mi spokojnie "słuchaj kochanie, rozumiem ze jestes
                      > zla ze wychodze ale to moja stara paczka i kiedys ustalilismy ze nawet jak sie
                      > ozenimy/wyjdziemy za maz to nadal bedziemy sie spotykac. nic zlego nie robie,
                      > chce zebys to zrozumiala czemu Cie nie biore" i byłoby po problemie.
                      > Ale w sytuacji gdy facet nic nie wyjasnia i strzela fochy- ze nie ide, to
                      > pomyslalabym ze cos jest nie tak...

                      Ale skąd wiesz, że nie rozmawiali o tym dawno temu. Małżeństwem są co prawda od
                      5 miesięcy, ale zakładam że jako narzeczony zachowywał się podobnie. Autorka
                      wątku zaakceptowała to, a teraz zaczyna "ojmisiunudzęsię".

                      Ale fakt, niezabieranie żony nigdzie jest dziwne trochę. Nie ma innych
                      znajomych, poza tą paczką?
                      • lelabo Re: ide...no i co?! 18.08.09, 15:43
                        4litery napisał:

                        > Ale skąd wiesz, że nie rozmawiali o tym dawno temu. Małżeństwem są
                        co prawda od
                        > 5 miesięcy, ale zakładam że jako narzeczony zachowywał się
                        podobnie. Autorka
                        > wątku zaakceptowała to, a teraz zaczyna "ojmisiunudzęsię".

                        Po pierwsze napisała, że się przeniosła do miasta męża. Czyli przed
                        ślubem możliwe, że on wychodził sam, ale ona nie widziała w tym nic
                        złego, bo być może byli związkiem na odległość.
                        Po drugie napisała, że nie ma znajomych. Nie wiem może Ty i inni na
                        tym forum są tak cudownymi duszami towarzystwa, że grono
                        sprawdzonych kumpli mają już po dwóch dniach mieszkania gdzieś. Ale
                        zapewniam, że normalnemu człowiekowi na to potrzeba minimum kilku
                        miesięcy. Dla niego dziewczyna się oderwała totalnie od swoich
                        koleżanek i pewnie kolegów, a on jest skończonym dupkiem, że nie
                        chce jej pomóc w poznaniu nowych ludzi. Nie musi wychodzić z nimi
                        cały czas, ale skoro są tam ludzie w parach i te pary nie przychodzą
                        na spotkania (powód jest tu najmniej istotny), to gdyby facet był
                        facetem z jajami zaproponowałby jedno spotkanie w większym gronie,
                        niech się połówki poznają, jak nie będą chciały się dalej kolegować
                        między sobą to już ich wina. Ale facet powinien jej pomóc znaleźc
                        jakieś towarzystwo.

                        Nie napisała nic czym się zajmuje. Ale jeśli nie uczy się, nie
                        pracuje to sorry, ale szanse na poznanie kogokolwiek ma minimalne.
                        Ma niby wyjść na ulicę i zaczepiać każdą samotną osobę i pytać czy
                        nie chciałaby zostać jej znajomym? Paranoja. Ma męża, więc raczej
                        sama na podryw po knajpach latać nie będzie. Szanse na spotkanie
                        innej dziewczyny w barze są bliskie zeru. Szanse na spotkanie innego
                        faceta są już większe, tylko nie wiem czy ona i jej mąż na pewno o
                        tym marzą.

                        Ja byłam w takiej samej sytuacji - przeprowadziłam się do miasta
                        mojego faceta i dopóki nie stworzyłam swojej grupy znajomych on
                        zabierał mnie na wszystkie spotkania jego przyjaciół. Potem sama
                        zrezygnowałam z częsci ich spotkań, dając mu okazję do męskich
                        wieczorków. Ale teraz mój facet jest w takiej sytuacji, bo
                        przenieśliśmy się do mojego miasta i teraz on jest bez znajomych.
                        Poznałam go z kilkoma moimi kolegami, o których wiem, że mogliby się
                        dogadać i jakoś im idzie budowanie koleżeństwa. Spotykają się teraz
                        sami, beze mnie. Nie wyobrażam sobie, żebym miała wyjśc ze znajomymi
                        i powiedziec facetowi, że go nie wezmę i niech sam sobie znajduje
                        kolegów.
            • odzim22 Re: ide...no i co?! 16.07.09, 21:38
              Potwierdzam, dokładnie tak to działa. Jest ekipa która baluje ze sobą od n lat,
              wspólne tematy, specyficzny humor, wpólne skojarzenia, wspomnienia. Nowy w
              klubie byłby 5 kołem u wozu i tylko psułby atmosferę.

              Moja żona wie jak to działa i nigdy nie chciała brać udziału w spotkaniach
              "klubu" bo wie że prawdopodobnie umarłaby z nudów.
              • mala220 Re: ide...no i co?! 16.07.09, 22:14
                no ok, ja to rozumiem, ale Ty jej to wytłumaczyles na spokojnie.
                A maz autorki watku robi fochy i nic nie mowi- dlaczego? ma cos do ukrycia?
                • wanioliowa Re: ide...no i co?! 16.07.09, 22:30
                  no na forum do tego nie dojdziemy w żaden sposób. Chyba jedynie mąż się musi
                  wypowiedzieć, spekulacjami i tak do prawdy sie nie dojdzie.
    • orsella porozmawiać spokojnie 19.07.09, 17:03
      sijena przede wszystkim uspokój fantazję, bo ona działa niestety
      bardzo mocno, w szczególności w takiej sytuacji. Powinnaś
      porozmawiać z mężem o swoich wątpliwościach i potrzebach - spokojnie
      porozmawiać, nie dopuszczać do kłótni. Mąż na pewno potrzebuje
      prywatności i trzeba to uszanować, ale oczywiście od czasu do czasu
      może uda zorganizować się spotkanie dla wszystkich par.
      • mala_recydywistka Z doświadczenia - długo ale na temat ;) 28.07.09, 13:23
        Sytuacja jest dość trudna, ale nie bez wyjścia. Rozumiem specyfikę takiej paczki
        - i ja i mąż mamy sprawdzoną grupę przyjaciół, z którymi znamy się od szkoły
        średniej, przebalowaliśmy razem studia, celowo zamieszkaliśmy w niewielkiej
        odległości od siebie i nadal widujemy się bardzo często. Ja jestem w tej
        szczęśliwej sytuacji, że pobrałam się z mężem "wewnątrz" grupy - więc problemu
        bycia tym, które do paczki zostało "doklejone" żadne z nas nie ma.
        Ale jednocześnie widzę, jak trudno bywało i bywa partnerkom/żonom co niektórych
        kumpli - na początku przychodziły/były przyprowadzane na imprezy i
        najzwyczajniej w świecie się męczyły. Z jednej strony czuły się pod obstrzałem
        spojrzeń tych kobiet, które ich partnerów znają od X lat, z drugiej - nie
        rozumiały o czym mówimy, z czego się śmiejemy, nudziły je po raz setny
        opowiadane te same opowieści, których my nigdy nie mamy dosyć. No i większość
        odpuściła dalsze spotkania. No ale jako kobieta zaczęłam mieć z tego powodu
        wyrzuty sumienia. Że powinnam je pewnie lepiej przyjąć, jakoś sprawić, żeby
        poczuły się pewniej na niepewnym i trudnym gruncie jakim jest banda przyjaciół,
        którzy ich ukochanych znają znacznie dłużej niż one same.
        Ale uczę się na błędach, mój mąż i pozostali w grupie również. Okazało się, że
        doprowadzanie do wyobcowania partnerek przyjaciół ma strasznie krótkie nogi. One
        nie są szczęśliwe, bo oni wychodzą bez nich. Oni w sumie też nie za szczęśliwi,
        bo po spotkaniu wracają do skwaszonej ukochanej. No i w efekcie częstotliwość i
        jakość naszych grupowych spotkań zaczynała kuleć.
        I chyba też trochę czasu nam zajęło zrozumienie, że skoro wszyscy mamy tak
        niewiele wolnego czasu, to szkoda go tracić na spotkania bez swojej drugiej
        połówki. No i po pewnych zabiegach powciągały nam się kobity do naszej paczki. I
        jest zdecydowanie lepiej! Fuks w tym taki, że przyjaciołom się bardzo fajne
        babki trafiły. A jedna została nawet moją przyjaciółką. I teraz spotykamy się
        głównie "zbiorczo", bywa że czasami w starym gronie, bywa że "panowie na prawo,
        panie na lewo" - bez dzielenia od kiedy się znamy i kto tu jest "przyjezdny".
        Ale przyznaję, że sporo zależy od kobiet, które są w towarzystwie twojego męża -
        bo tak jakoś wychodzi, że to najczęściej kobiety starają się scalać grupę. Ale
        inicjatywa może przecież wyjść od ciebie: to ty zainicjuj spotkanie, namów męża
        aby zaprosił swoich (na razie tylko swoich) przyjaciół do was na kolację czy
        nawet na wódkę z pogaduchami, a ty przygotujesz coś dobrego do zjedzenia. Domy z
        miłą atmosferą i dobrym jedzeniem zawsze przyciągają. Po kilku takich
        spotkaniach mąż się zdziwi, kiedy jego stare koleżanki aby się umówić najpierw
        zadzwonią do ciebie, a nie do niego. Uda się!
        • sowaowa srednio długo ale na temat ;) 29.07.09, 01:05

          jeśli chcesz by cię tam zabierał, to go o to nie proś nigdy. Raczej
          wypychaj go na siłę na te spotkania, równocześnie robiąc zabójczy
          makijaż i wkładają ekstra ciuch- bo Ty w tym czasie udajesz się na
          imprezę ze swoimi znajomymi. Tylko trzymaj się dobrze tej roli do
          końca- wraz z powrotem w super humorze. I pod rzadnym pozorem nie
          pytaj go jak było, i zbywaj półsłówkami jego pytania o Twój wieczór
          i... demonstrój szampański nastrój. Ale nie udawaj kogoś kim nie
          jesteś- nie idź na tańce jeśli wolisz teatr. Ma tylko widzieć że się
          super bawiłaś i niezbyt dokładnie wiedzieć z kim , jak i gdzie :) To
          udaje się najlepiej jeśli rzeczywiście dobrze się bawisz, więc baw
          się :). Nie licz na efekt po jednym razie, ale im bardziej będziesz
          samodzielna/samowystarczalna, im bardziej będziesz mu się wymykać "do
          świata" tym większe szanse że nie będzie chciał cię spuszczać z oczu.
          • hugo43 Re: srednio długo ale na temat ;) 29.07.09, 11:47
            ja tak robie:)maz sobie chodzi,a raczej chodzil gdzie chcial.tyle,ze
            ja srednio jestem zainteresowana jego znajomymi.ja tez sobie
            wychodze na spotkania z kolezankami.i jak na razie maz robi to coraz
            rzadziej,bo jak mowi zle sie czuje jak ja chodze bez niego:)jak kuba
            bogu tak bog kubie:)
    • allum22 Re: Dlaczego musza spotykac sie solo 06.08.09, 09:49
      znajomi mojego męża w większości mnie nie akceptuja, ale mąż zawsze zabierał i
      zabiera mnie na ich spotkania (no chyba, że są to spotkania tylko w męskim
      gronie, ale one zdarzają się rzadko). po pewnej ilości takich spotkań grupowych,
      kiedy ja się usmiechałam jak idiotka i udawałam, że smieszą mnie ich prymitywne
      zarty i zachowania, mąż zauważył, że jego pseudo-przyjaciele wcale nie są tacy
      wspaniali i teraz bliższy kontakt utrzymujemy juz tylko z wybrancami;) spróbuj
      zaaranżować jakieś wspólne spotkanie, może zaproś ich do was. a jak tak się nie
      da, to chociaż spróbuj się umówić z żonami tych juz nie-singli i może one
      jaśniej nakreślą Ci sytuację. Czy mają taki sam problem ze swoimi partnerami...?
    • diegosia zaprosic 17.08.09, 10:39
      Moze rzeczywiscie powinnas zamiast wpraszac sie na "ich" spotkanie,
      sama zaprosic znajomych meza do Was.
      Recydywistka opisala to wg mnie bardzo dobrze - te paczki maja to do
      siebie, ze gadaja ciagle o tym samym i tak naprawde postronni nudza
      sie czesto okrutnie. Ale co innego samej podjac decyzje o
      niechodzeniu na takie spotkania a zdecydowanym NIE (i to w wersji
      przez Ciebie przedstawionej) ze strony meza...
      Moj maz ma tutaj paru starych kumpli i chetnie mnie zabieral na piwo
      z nimi, ale po jakims czasie zaczelam go samego na nie wysylac.
      Wypije w spokoju, nie musi martwic sie o samotna kobiecine u swego
      boku, wiec powiedzmy raz na trzy spotkania ide z nimi.
      U mnie jest podobnie - moj maz lubi moich znajomych, moze z nimi
      pogadac, idziemy czasami na miasto / do knajpy / cos zjesc, ale ja
      bardzo lubie wybrac sie na spotkanie bez niego. Nie musze sie nim
      zajmowac (nudzisz sie misiu?) i pogadac o starych (hlip) dobrych
      czasach kiedy to bylismy mlodzi i piekni :)

      Sek jednak w tym, ze zadne z nas nie zabrania drugiemu spotkania ze
      stara paczka, nie "ukrywa" jej przed partnerka/partnerem.
      No, moze Twoj maz nie "zaskoczyl" ze przez to czujesz sie odtracona?
      Chyba trzeba mu troche pomoc i wlasnie zaprosic znajomych (z ich
      partnerami - kto wie, moze maja podobne odczucia???) - moze
      znajdziecie wlasnie zloty srodek - spotkania wylacznie dla starej
      paczki (coby o dawnych wyglupach pogadac)i spotkania w wiekszej
      grupie. No mysle, ze jest to do zrobienia!
Pełna wersja