secondmichaela
13.07.09, 14:38
Małżeństwo to udręka - wiem, co piszę. Pewnie niektóre z Was-
szczęśliwe mężatki nie zgodzą się ze mną.
A moja historia jest taka....
Początkowo love story..motylki w brzuchu, my tylko dla siebie,
itd.Nie widziałam życia poza nim, ale nie widziałam też jego wad-był
dla mnie księciem z bajki, a teraz jest monotonnym koszmarem.
Byliśmy pewni, że chcemy byc razem na zawsze-pobraliśmy się (ja 19
lat, a on 23 lata). Wszyscy zszokowani, że tak wcześnie (podejżenia,
że ciąża-ale to nie to), poprostu się kochaliśmy. Nasi rodzice też
wcześnie się pobrali, więc nie widzieliśmy w tym nic złego. Potem
powoli zaczynał się koszmar-o wszystko czepianie, chorobliwa
zazdrośc, a na wszystkie zarzuty reagowałam płaczem. Ludzie
widzieli, że jestem inna, często smutna, itd. Ale ja tego nie
widziałam. Nadal był księciem, tylko takim co się mnie ciągle czepia
i powoduje u mnie łzy, a nie radośc. Awantury o wszystko: zbyt
obcisłe spodnie, pasek za bardzo błyszczący, a to, że się
uśmiechałam do obcego chłopaka (a tak nie było), na basen jak chcę
pójśc to pewnie po to, żeby swoje ciało pokazywac (a nie popływac) -
ot takie myślenie jest mojego męża. Na konferencje, jak jestem
wysyłana z pracy to awantura gwarantowana-bo pewnie chodzę na nie po
to, żeby kogoś poderwac, w szkole-na studiach też pewnie flirtuję,
itd..itd...dużo trzeba byłoby wymieniac. Początkowo nie zwracałam na
to tak uwagi (płakałam i myślałam, że czymś prowokuję-ale czym?)
Jesteśmy małżeństwem od 3,5 roku. Czy się coś zmieniło? Może tylko
to, że teraz często nie mówię co myślę-bo to się kończy zawsze
wyzwiskami i kłótniami.
W niczym tak naprawdę nie jesteśmy zgodni-zawsze są małe kłótnie,
które potem rosną. Obydwoje podnosiliśmy na siebie ręce, brak
szacunku, zazdrośc to wszystko nas niszczy.
Czuję się jak w więzieniu...ciągle mnie wypytuje gdzie byłam, co
robiłam, a jak zapomnę czegoś powiedziec to awantura że kłamię, albo
awantura że wcześniej nie powiedziałam co miałam w planach robic.
Brak zaufania męża do mnie to też po części moja wina, bo wcześniej
go okłamałam, np. kiedyś byłam z mamą w kinie i mu o tym nie
powiedziałam, bo byłam na niego zła - wypominał mi to przez pół roku
przy każdej awanturze. Jak mu czegoś nie powiem, to jest awantura, a
jak mu powiem to też jest awantura-tylko że dłużej trwa, bo wtedy
kłóci się do momentu aż zrobię to co miałam w planach. Jestem
tłumiona, mam odcięte skrzydła. Nic nie mogę z nim zdziałac bo przed
wszystkim mnie hamuje.
Jestem poprostu zmęczona...co ja mam zrobic, żeby odżyc?
Powiem tak...byłabym zdecydowana się z nim rozwieśc, ale tu jest
poważny problem: mamy córeczkę półtoraroczną. Obydwoje ją bardzo
kochamy, ale nie potrafimy się nie kłócic. Poza tym wiem, że mąż
bardzo by walczył ze mną. Nie wiem, co mam robic. Może Wy macie
jakąs receptę, co zrobic?