Małżeństwo to udręka dla mnie!

    • z_jak_zwirz niech go tesc (twoj ojciec) naprostuje 18.07.09, 01:02
      co sobie cwok bedzie u niego pod dachem pozwalal na rozroby.
    • gadolinn chyba to jest pod prad... 18.07.09, 06:52
      Twoj post oraz dopowiedzi (polowe przeczytale, a potem sie zniechecilem
      ich jednostronnoscia) maja sens jesli wszystko, co piszesz to prawda.
      Ale dobrze byloby, gdybysmy zobaczyli druga strone medalu. Bo prawda
      nigdy nie jest prosta, ani jednoznaczna. Zawsze jest troche prawdy po
      jednej stronie, a troche reszty po drugiej.
      • cheap_whore Re: chyba to jest pod prad... 18.07.09, 07:08
        goowno tam prawda, pisze pierdoly albo jakis zakazany psychol-log albo tez
        pismak szykujacy temat na sezon ogorkowy. Nie ma co ze soba zrobic.
    • cheap_whore Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 18.07.09, 07:06
      przestan sie mazac podrobko. Ty pewnie z tych co sie boja popatrzec tam na dole,
      co? A potem okazuje sie ze jestes aktywnycm michalem na forach dla wesolkow.
      Przynudzasz, brak muzyki, ale jakbys chial(a) sprobowac zrobic na tym pieniadze
      to daj znac na skrzynke. Mlodzi faceci tez maja wziecie u nas w agencji.
    • chubbba zwiewaj jak najszybciej - dla dziecka właśnie 18.07.09, 08:40
      z tego co piszesz we wszystkich swoich postach widać jak bardzo niedojrzali
      jesteście oboje ale twój mąż szczególnie, to jakaś zaburzona i agresywna
      osobowość, która nie potrafi się rozwijać ale trwa na poziomie małego chłopca
      zazdrosnego o swoje zabawki. Ty już osiągnęłaś wyższy poziom, może dlatego że
      zostałaś matką, może praca, nauka pozwalają ci się pozytywnie zmieniać i
      dojrzewać, a on wciąż jest na etapie zazdrosnego chłopaka zabezpieczającego
      swoją własność i bojącego się ją stracić. To dziecinne i żałosne, jak twoja
      córka będzie miała kilka lat zaobserwujesz takie zachowania u niej, ale to
      będzie normalny etap rozwojowy a u męża to jest infantylna osobowość. Jest taki
      termin - patologia więzi - to właśnie was dotyczy. Powinnaś się z nim rozwieść,
      tak naprawdę nigdy nie powinnaś za niego wychodzić, tylko byłaś zbyt młoda aby
      to dostrzec. Zastanów się jaki obraz małżeństwa i rodziny przekażesz swojej
      córce, która będzie patrzeć na wasze zachowania, nie mówiąc już o tym że z
      czasem twój mąż zacznie mieć pretensje i do niej, jej też będzie się czepiał że
      nie dość równo ustawiła buty czy za głośno rozmawiała przez telefon. Poza tym on
      ciebie wpędza w poczucie winy, ciągle się zastanawiasz czy to aby nie ty dajesz
      pretekst do awantur, ale z takim człowiekiem jakbyś się nie zachowywała - będzie
      źle. Rękoczyny to już ostatni dzwonek dla małżeństwa, przecież jeszcze rok, dwa
      i na to będzie patrzeć i ROZUMIEĆ twoja córka - jakie poczucie bezpieczeństwa
      jej dasz skoro będzie świadkiem awantur? Piszesz że najważniejsza dla dziecka
      jest rodzina, ojciec i matka - otóż masz racje ale nie za wszelką cenę. Czasem
      lepiej jest dziecku bez ojca czy matki, jeżeli przejawiają oni destrukcyjne
      zachowania, bo to zaburza i wykoślawia świat dziecka, nie będzie mieć wzorca
      normalnego i bezpiecznego domu i rodziny tylko obraz patologi więzi, jaki mu
      zafundujecie. Spróbuj przekonać męża do terapii, może terapeuta wytłumaczy mu
      (wam?) błędy postępowania, ale jeżeli to nie pomoże to zwiewaj z tego
      małżeństwa. Całkiem możliwe, że jesteście źle dobrani i oboje macie na siebie
      negatywny wpływ, z innym partnerem możesz zupełnie nie mieć takich problemów. Po
      prostu za szybko, zbyt młodo i bez dostatecznej wiedzy o sobie weszliście w ten
      związek. Ale możesz to naprawić, jesteś jeszcze młoda i masz asę czasu przed
      sobą, twoje dziecko jest jeszcze malutkie - znacznie lepiej zniesie rozstanie z
      ojcem teraz niż za 5 lat. Pomyśl o tym.
    • asicek Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 22.07.09, 10:41
      Piszesz: "nie jest taki zły, nie pije nie pali..." ALE BIJE!
      Piszesz, że jest dobry dla dziecka. JEŚLI TAK JEST TO BĘDZIE SIĘ O NIE TROSZCZYŁ RÓWNIEŻ PO ROZWODZIE, JESZCZE MOCNIEJ MOŻE.
      A jeśli krzyczy i wyzywa Cię przy dziecku lub gdy ono śpi TO ZNACZY, ŻE DOBRY DLA CÓRECZKI NIE JEST! Przyczyna: BO NIE SZANUJE JEJ MATKI!
      Piszesz, że się boisz. TO NORMALNE I ZROZUMIAŁE! Trzeba ten lęk pokonać. Rodzina Cię wesprze, przyjaciele cię wesprą, ale NIKT TEGO ZA CIEBIE NIE ZROBI I NIKT NIE WEŹMIE ODPOWIEDZIALNOŚCI. A myślisz, że dlaczego Twój mąż pyta się Ciebie, czy ma się wyprowadzać czy nie? Bo on TEŻ SIĘ BOI! BOI SIĘ WZIĘCIA ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA OSTATECZNĄ DECYZJĘ, WIĘC CHCE ŻEBY ONA NALEŻAŁA DO CIEBIE, ŻEBY ZNÓW W RAZIE POWROTU CIEBIE O NIĄ OSKARŻYĆ. Tak, Twój mąż jest tchórzem jakich mało!
      Jeśli chcesz ratowac małżeństwo to KONIECZNA jest terapia, a jeśli mąż się od niej ciągle wymiguje (3 spotkania to guzik nie terapia!) to rzeczywiście rozwód albo chociaż separacja.
      Powiadasz: straciliście szacunek. TO ZROZUMIAŁE. Jeśli jedna z osób się stacza to pociąga za sobą tą drugą. Teraz on nie ma szacunku do Ciebie, a Ty tracisz podwójnie bo nie dość, że dajesz sie mu wciągać w głupie awantury to tracisz sama do siebie szacunek!
      Jestem szczęsliwa mężatką, ale przedtem kilka lat byłam w związku z innym, właśnie toksycznym mężczyzną. Nie jestem aniołem, on był moim księciem i nie widziałam wad. Ale gdy przetarłam różowe okulary i zobaczyłam to odeszłam. Planowaliśmy wtedy ślub. Nie było łatwo. Nawet moi rodzice mówili żebym się zastanowiła i co robię. A on nachodził mnie jeszcze rok później (a jaki słodki jak miód!), co mnie tylko upewniło, że dobrze zrobiłam. Teraz, chociaz kiedys myślałam że jak zuciłam tamtego to pewnie będę sama i nikogo już nie spotkam (CHORE MYŚLENIE), mam cudownego męża, nie mówię że ideał, ale w kwestii szacunku nosi mnie na rękach i wielbi!Mężczyzna musi szanować kobietę!!!!!!!!!!!To ona ma być jego księżniczką a nie odwrotnie! Ciężko odejść od tzw. "pierwszego" mężczyzny w życiu kobiety. Ale czasem trzeba to zrobić, żeby resztę tego życia ratować i ratować psychikę dziecka. Dziecka za które musisz wziąć odpowiedzialność. Życze Ci powodzenia jakiejkolwiek decyzji nie podejmiesz i wspieram duchowo!
      • secondmichaela1 Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 14.08.09, 11:33
        Bardzo dziękuję Ci Asicek za to co napisałaś i za wsparcie. Tak
        trudno jest podjąc ostateczną decyzję. Ty jestes bardzo konsekwentną
        kobietą i dzięki temu jesteś szczęśliwa. Mi konsekwencji brakuje. To
        co piszesz - to prawda.
        • secondmichaela1 Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 17.08.09, 13:36
          Wczoraj znów doszło do rękoczynów. Dziś piszę tylko po to, żeby się
          wygadac, bo wiem jakie macie zdanie na temat wszystkiego co tu
          pisałam.
          Wczoraj było tak: mąż wrócił z pracy o 23, ja mu obiad przygotowałam
          i herbatę podałam na stole. On ogląda moje plecy i mówi, że go
          okłamałam, bo byłam na basenie w 2-częściowym kostiumie, a nie w 1-
          częściowym tak jak mówiłam. (była piękna pogoda, więc z mamą i z
          córcią pojechałam na basen i oczywiście byłam w 1-częściowym
          kostiumie-choc to chyba żadnego znaczenia nie ma). Znów się mnie
          czepia, ale ok. Położyłam się do łózka i oglądałam film. Potem
          pretensje męża, że znowu nic dla niego nie przygotowałam, tj. sexi
          strój na wieczór, itd. Pretensje, że się nie staram, że cały dzień
          się bawię na basenie, kiedy on pracuje, a jak wraca do domu to ja
          nic specjalnego dla niego nie robię. Ale starałam się nie odzywac za
          bardzo, żeby nie doszło do awantury. Jedno co to mi powiedział, że
          on jak będzie miał pierwszy wolny dzień to jedzie też na ten basen.
          I dzwoni do swojej mamy o 24.00. Myślałam, że pewnie chce się z
          rodzicami umówic na współny wypad na ten basen(mąż nie ma prawa
          jazdy). Rozmawia ze swoją mamą, a w rozmowie dowiaduję się, że w
          poniedziałek mąż idzie do pracy (mimo, że zawsze w poniedziałek ma
          wolne, a ja wtedy dłużej pracuję, więc nie miałby się kto zając
          dzieckiem) No ale mówi swojej mamie, żeby przyszła, więc ok.
          Mieliśmy też w poniedziałek zrobic zakupy - lodówka od tygodnia
          pusta, a podzieliliśmy się tak, że to mąż kupuje jedzenie, a ja
          kupuję wszystko co dla dziecka - gerberki, pieluszki, lekarstwa, itd.
          Więc mówię do niego, że powinniśmy ustalic tak, żeby on zostawiał
          jakieś pieniądze w domu, żeby jak on nie będzie miał czasu zrobic
          zakupów-sam ich i tak niegdy nie robi, bo potrzebny do tego samochód
          i ja, czyli kierowca, to wtedy ja bym zrobiła (on jak pracuje to
          cały dzień, a ja o 19 jestem już wolna).
          NIE..mój mąż nie będzie żadnych pieniędzy zostawiał w domu i on nie
          widzi problemu, bo zakupy można zrobic w poniedziałek rano (a ja
          akurat rano idę do pracy, więc nie mogę, on trochę puźniej wychodzi,
          ale sam nie będzie dźwigał).
          Bardzo się zdenerwowałam (teraz to jeszcze jest ok, ale jak dziecko
          będzie miało 3-4 latka to mamy wszyscy głodowac?)
          Ja zawsze wszystko dziecku na czas kupuję, a zakupy a to są, a to
          ich nie ma. Jakby jakieś pieniądze w domu zostawały to byloby ok.
          Zdenerwowałam się okropnie (jego praca to jest bardzo ważna, a ja to
          przecież mogę się do pracy, wg niego spóźnic w imię wspólnych
          zakupów-co za głupota). Wyszłam z łózka wściekła i krzyknęłam, że
          jakieś pieniądze ma zostawiac w domu, bo tak nie może byc. Poszłam
          do kuchni. To on pobiegł za mną i zaczął mnie popychac i krzyczec,
          że ja nie mam prawa na niego krzyczec itd. Chciałam wyjśc z kuchni,
          bo nie chciałam z nim tak rozmawiac, to mnie nie chciał wypuścic -
          kolejny raz przepychanka. Jak udało mi się wyjśc z kuchni to potem z
          pokoju mnie nie chciał wypuścic i krzyczał na mnie. Wkońcu moja mama
          przyszła, żeby zobaczyc co się dzieje bo od tych krzyków nie mogła
          spac. Chciałam wyjśc z pokoju, on nie chciał mnie wypuścic, żeby
          znów moją winę we wszystkim mi udowadniac, to wkońcu się tak
          zdenerwowałam, że go przepchnęłam siłą, żeby z tego pokoju się
          wydostac, a on mnie wtedy pięścią w plecy uderzył. Poszłam do pokoju
          obok, znowu płacz, straszne nerwy. Znów myśli, że tym razem to już
          koniec. Po paru minutach przychodzi i przeprasza, że żałuje itd. Nie
          przyjmuję przeprosin, tylko płaczę. To siedzi obok i mimo, że mówię
          żeby wyszedł i że ja z nim do drugiego pokoju nie pójdę to on też
          nie pójdzie dopóki nie dam się przeprosic. Takie przepraszanie na
          siłę.Potem znowu krzyki, że jestem harda, że to moja we wszystkim
          wina, bo ja wszędzie widzę problem. Jak poszedł wkońcu do drugiego
          pokoju to odrazu zadzwonił do swojej mamy, żeby się wyżalic, obrażał
          mnie i moją mamę.
          Proszę.....chcę się od niego uwolnic....duszę się...oszaleję.
          Dlaczego nie potrafię konsekwentnie powiedziec nie....taka jestem
          głupia. Wiem, że marnuję sobie, a byc może i dziecku życie. Jestem
          cholernie nieszczęśliwa. On oczekuje, że ja będę tańczyła tak, jak
          mi on zagra, a ja taka nigdy nie będę - mam charakter raczej nie
          potulny. Potem w głowie mi się wszystko miesza jak go słucham co
          mówi i mam przeświadczenie, że to wszystko moja wina.
          Już mnie nie obchodzi czyja wina.
          Pewnie nikt tego nie przeczyta - to i może lepiej, bo po co się
          zadręczac.
          • yoko0202 Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 17.08.09, 13:50
            jesteś wolnym człowiekiem, możesz rozpocząć i zakończyć związek czy małżeństwo
            wtedy, kiedy masz na to ochotę, a Twoje małżeństwo powinno zakończyć się już
            dawno temu.
            jesteś z tyranem, który unieszczęśliwia ciebie i unieszczęśliwi niedługo twoje
            dziecko - na razie jest małe, ale i tak wyczuwa z pewnością atmosferę, a
            niedługo zacznie rozumieć o wiele więcej, niż byś chciała.
            to TY jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu, tylko TY możesz sprawić żebyś
            sama była szczęśliwa i wychowała szczęśliwe dziecko.
            decyzja należy do Ciebie, nikt jej za ciebie nie podejmie i nikt za ciebie nie
            odejdzie od tego (....) - nie będę się wyrażać bo mnie zablokują.

            • secondmichaela1 Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 17.08.09, 14:48
              Wiem...bardzo bym chciała, żeby tę decyzję ktoś inny za mnie
              podjął...wiem, że to bardzo dziecinne myślenie. Nigdy w życiu nie
              stanęłam przed tak trudną decyzją. Nie wiem, czy sobie poradzę. A
              może to wszystko we mnie siedzi, może to ja jestem zła i z nikim mi
              dobrze nie będzie. A jak po paru latach spotkam kogoś, kto będzie
              mnie tak samo traktował. A może to moja wina, bo pozwalam się tak
              traktowac i nie szanowac. Takie mam teraz właśnie myślenie, które
              hamuje mnie przed jakąkolwiek decyzją. Nie chcę byc sama. Mój mąż
              był moim pierwszym prawdziwym chłopakiem, pierwszą ,,miłością''.
              Boję się z Nim życ, nie mam poczucia bezpieczeństwa, poza tym do
              niczego razem nie zmierzamy - mieszkamy u moich rodziców. Mąż trzyma
              pieniądze w kieszeni i na nic nie zbiera, zresztą bałabym się z Nim
              samym zamieszkac. Boję się przyszłości z Nim, nie widzę przyszłości
              z Nim. Żyję z dnia na dzień, nic nie planując, bo to nie ma sensu.
              Ale czuję też, że jestem w jakimś sensie psychicznie od niego
              uzależniona, tzn. jakby on mi dał spokój to ja bym nic nie zrobiła,
              żeby byc razem, ale ile razy było tak, że się kłóciliśmy poważnie,
              już go i wyganiałam i prosiłam, żeby się spakował i już go sama
              pakowałam. Wystarczy, że przyjdzie, przeprasza, mówi, że to nie jego
              100% wina, też moja, itd. itd. i ja pękam i od nowa to
              samo...godzenie...kłócenie. Dlatego piszę, że jestem głupia (zresztą
              on tak często mówi), ale głupia dlatego, że nie potrafię się
              zdecydowac na nic. Dlaczego tak jest...dlaczego?
              • yoko0202 bo się boisz 17.08.09, 15:14
                nie jesteś głupia - twoje reakcje są zupełnie normalne w takiej sytuacji, nie
                potrafisz tego skończyć bo się boisz, a myśl o rozstaniu jest dla ciebie jak
                myśl o wyrwaniu zęba bez znieczulenia przy zapaleniu okostnej, nikt przy
                zdrowych zmysłach na taką wizytę nie poleciałby z radością i ze śpiewem na
                ustach - ale fakt jest taki, że ten ząb po prostu wyrwać trzeba prędzej czy
                później, a im prędzej tym lepiej, wyleczyć się go nie da.
                jesteś najzupełniej normalnym dobrym człowiekiem, który zasługuje na normalne
                traktowanie i szacunek - a jeżeli kiedykolwiek spotkasz pana, który wykazuje
                podobne cechy jak twój obecny to odwrócisz się na pięcie i pójdziesz w swoją
                stronę.

                Ja swojego ex wywalałam z domu kilkanaście razy - wracał z różami i błagalnym
                spojrzeniem cocker-spaniela, więc miękłam; prawie wykończył mnie psychicznie, w
                końcu któregoś razu zacisnęłam zęby i nie wymiękłam. Wolałam być sama niż z
                maltretującym mnie psychicznie idiotą. I dzisiaj jestem szczęśliwa.

                Ale nikt tego za ciebie nie zrobi.
                Opcje są takie:
                1. On się nigdy nie zmieni, możesz po prostu pogodzić się z tym jak jest,
                siedzieć cicho, unikać awantur, i cierpieć w samotności do końca życia.
                2. Ewentualnie możesz spróbować walczyć, kłócić się, stawiać na swoim - i dalej
                cierpieć w samotności do końca życia
                3. Możesz odejść, odetchnąć głęboko, i zacząć cieszyć się życiem.
                • secondmichaela1 Re: bo się boisz 17.08.09, 15:21
                  Dziękuję, twoje spojrzenie na te sprawę mi może wreszcie coś
                  uzmysłowi. Pozdrawiam.
                  • yoko0202 Re: bo się boisz 17.08.09, 15:34
                    secondmichaela1 napisała:

                    > Dziękuję, twoje spojrzenie na te sprawę mi może wreszcie coś
                    > uzmysłowi. Pozdrawiam.

                    Sama sobie już dużo uzmysłowiłaś, skoro napisałaś ten post.
                    Aha, gadkami jak to on będzie dziecku opowiadał, że ty taka czy inna to w ogóle
                    bym się nie przejmowała - skoro z łapami do ciebie wyskakuje to już masz
                    podstawy żądać ograniczenia praw rodzicielskich, wizyty u dziecka jedynie pod
                    nadzorem a nie sam na sam itp itd.
                    • adela38 Re: bo się boisz 17.08.09, 17:10
                      Potrzebujesz pomocy.Mieszkasz z rodzicami- zwroc sie o pomoc do nich.Popros by
                      pomogli ci odizolowac sie od niego, popros o pomoc w wyproszeniu jego z domu i o
                      wniesienie o rozwod/separacje.Na poczatek.Rozwod mozesz wziac nawet jesli on sie
                      nie zgadza.Dom nie jest wasz tylko rodzicow, wiec on nie ma prawa w nim bez ich
                      zgody mieszkac.Mozesz wniesc o rozwod bez orzekania o winie.Powiedz mu, ze nie
                      jestes szczesliwa z nim i ze bedziecie lepszymi rodzicami zyjac
                      oddzielnie.Poniewaz on jest chorobliwie zazdrosny badz bardzo ostrozna i staraj
                      sie nigdy nie byc z nim sama ani sama z nim i dzieckiem.Tak na wszelki
                      wypadek.Niech on idzie do psychologa, ale najpierw sam.Jak znajdzie powod by do
                      niego chodzic, mozecie pojsc potem razem na terapie, ale mieszkac powinniscie
                      oddzielnie.
                      Powiem tak- klocicie sie o bzdury, nie macie szacunku do siebie, nie macie
                      wstydu wobec siebie, dziecka, rodziny, doszlo do rekoczynow...w takiej sytuacji
                      powinniscie zyc oddzielnie.Byc moze z innymi partnerami byloby wam dobrze -To co
                      teraz sobie pokazaliscie dyskwalifikuje was obu jako malzenstwo.Zlitujcie sie
                      nad waszym dzieckiem i oszczedzcie mu koszmarnego dziecinstwa.Moze miec fajnego
                      dochodzacego tate i fajna szczesliwa mame, ale chyba nie pod jednym dachem...
                • magradalena Re: bo się boisz 13.09.09, 17:05
                  Owszem, secondmichaela1, jesteś głupia i choćby ci tu dziewczyny tysiąc postów
                  pełnych dobrych rad i zyczliwości napisały, nie zrobisz nic, by zmienić swoją
                  sytuację. Ja dużo rozumiem, syndrom ofiary itepe, staram się zrozumieć. Ale
                  permanentnej głupoty nie rozumiem. Mam do Ciebie pytanie, czego ty w ogóle
                  oczekujesz? Czego oczekujesz dla siebie, swojej córki? I czego oczekujesz,
                  pisząc tu na forum? Żadna z nas do twojego domu nie przyjdzie i za ciebie sprawy
                  nie załatwi, żadna z nas walizek mu nie spakuje i pozwu rozwodowego nie wyśle.
                  Sprawa sama cudownie też się nie rozwiąże, to ci mogę obiecać. Dobra wróżka nie
                  przyjdzie i nie machnie swoją cudowną różdżką spawiając, że będzie jak w bajce.
                  Nie te czasy.

                  Tak, atakuję Cię, bo boli mnie twoje podejście. Jak można mówić - wiem, że źle
                  robię - i robić to dalej? Wybacz, ale inaczej niż głupotą i tchórzostwem nazwać
                  tego nie umiem.
                  Szczerze wątpię, by w twoim życiu coś się zmieniło. No, może poza tym, że - jak
                  pisały dziewczyny wcześniej - twój mąż pewnego dnia wybije ci zęby, złamie rękę,
                  zepchnie ze schodów, zgwałci, bez powodu zacznie walić twoją głową o kaloryfer
                  albo zrobi coś dziecku (zrobi fizycznie, bo psychiczną krzywdę robi mu już).
                  Może zmieni się to, że pewnego dnia nie będziesz już w stanie spojrzeć w lustro,
                  bo będzie ci się zbierało na wymioty widząc tam tchórzliwą, słabą kobietę która
                  nie potrafiła zawalczyć o lepszą przyszłość dla siebie i córeczki.
                  Zastanawia mnie, co musiałoby się stać, żebyś przejrzała na oczy. Do czego
                  musiałby się posunąć twoj psychopatyczny mąż? Jaką stawiasz mu granicę? Kiedy
                  zamierzasz działać? Jak zamierzy się na ciebie nożem? Jak zacznie cię dusić,
                  gwałcić? Cóż, wtedy może być ociupinę za późno. Ale jeszcze masz czas, prawda?
                  Na razie cię tylko kopie i znieważa.

                  Ale to tylko na twoje własne życzenie.
                  Bo przecież najgorsze ZNANE jest lepsze od nawet najlepszego NIEZNANEGO, prawda?
                  Nieprawda.

                  Zastanawia mnie jeszcze jedno. Czy twoi rodzice nie mają mózgu, a w najlepszym
                  wypadku uszu i serca? Wybacz, ale gdyby mój hipotetyczny mąż tylko mnie tknął, i
                  to na dodatek w domu mojego ojca, to...aż boję się pomyśleć, gdzie by wylądował.
                  Szpital albo cmentarz to jedyne prawdopodobne miejsca.

                  Życzę ci siły. Będzie ci potrzebna.


    • secondmichaela1 mąż kopnął mnie przy dziecku 09.09.09, 15:02
      Wczoraj mój mąż kopnął mnie przy dziecku, bo nazwałam go
      maminsynkiem. Maminsynkiem, dlatego że zawsze jak się kłócimy to on
      dzwoni do mamy i się żali - przeklina i wyzywa mnie.
      Wstał z agresją w oczach i mnie kopnął - a córka 1,7 roczna to
      widziała.
      Czy normalny człowiek tak robi? Potem powiedział, żebym się nad sobą
      nie użalała, bo to było lekko, a jakby chciał mnie naprawdę kopnąc
      to ...- wolę nie kończyc.
      Wieczorem, gdy spałam mąż przyszedł do pokoju z kwiatami i
      przeprosinami.
      Oczywiście je przyjęłam, wstałam i zrobiłam mu obiad.
      I taka właśnie jestem głupia. Wiem, że źle robię, że powinnam z tym
      małżeństwem skończyc, ale..
      Czy jestem w stanie powiedziec sobie NIE - tego już za wiele?
      Chyba pójdę do psychologa ze sobą - bo już nie wiem co powinnam
      robic.
      • rena.k Re: mąż kopnął mnie przy dziecku 10.09.09, 13:01
        Z psychologiem to dobry pomysł, dobrze by było żebyś skontaktowala
        się z błękitną linią, tam też mają psychologów. Warto, żeby ktoś
        naprawdę uświadomił Ci, że musisz z tym skończyć. I że możesz to
        zrobić tylko Ty i masz na to siłę.
        Trzymaj się ciepło :)
      • douglas.beauty Re: mąż kopnął mnie przy dziecku 10.09.09, 14:15
        > Wczoraj mój mąż kopnął mnie przy dziecku, bo nazwałam go
        > maminsynkiem. Maminsynkiem, dlatego że zawsze jak się kłócimy to
        on
        > dzwoni do mamy i się żali - przeklina i wyzywa mnie.
        > Wstał z agresją w oczach i mnie kopnął - a córka 1,7 roczna to
        > widziała.
        > Czy normalny człowiek tak robi? Potem powiedział, żebym się nad
        sobą
        > nie użalała, bo to było lekko, a jakby chciał mnie naprawdę kopnąc
        > to ...- wolę nie kończyc.
        > Wieczorem, gdy spałam mąż przyszedł do pokoju z kwiatami i
        > przeprosinami.
        > Oczywiście je przyjęłam, wstałam i zrobiłam mu obiad.
        > I taka właśnie jestem głupia. Wiem, że źle robię, że powinnam z
        tym
        > małżeństwem skończyc, ale..
        > Czy jestem w stanie powiedziec sobie NIE - tego już za wiele?
        > Chyba pójdę do psychologa ze sobą - bo już nie wiem co powinnam
        > robic.

        Do tej pory bylo mi Cie zal - ale po tym poscie juz nie.
        Masz typowy syndrom ofiary, az prosisz sie o to,zeby sie nad Toba
        znecac. Jak Cie ktos kopie to Ty wstajesz i "robisz mu obiad".
        Kobieto-miej troche szacunku do samej siebie!!
        Poza tym uwazam,ze nie masz prawa skazywac swojej corki na takie
        dziecinstwo! To nie XIX wiek - masz prace i swoje pieniedze, jestes
        niezaleznym czlowiekiem. Panu kopa w tylek, pozew o rozwod i
        alimenty a Ty na terapie. To lepsze niz wielomiesieczne uzalanie sie
        na forum.
      • yoko0202 www.niebieskalinia.pl 14.09.09, 20:07
        znajdź na tej stronie numer na niebieską linię w Twoim mieście, zadzwoń,
        porozmawiaj, może idź do nich na spotkanie, chociaż tyle na razie zrób dla
        dziecka i dla siebie - no chyba że czekasz, aż przypadkiem stanie się krzywda
        dzidzi, albo ciebie facet załatwi tak, że skończysz na pogotowiu, bo z tego co
        piszesz to tylko kwestia czasu
      • monykar Re: mąż kopnął mnie przy dziecku 21.09.09, 11:11
        www.niebieskalinia.pl/newsy.php?id=170&w=1024.
        www.niebieskalinia.pl/index.php?assign=informacje_prawne
        prawoity.pl/pisma/?pismo=pozew_o_rozwod
        i masz wszystko
    • venaaa Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 12.09.09, 23:40
      To są zachowania przemocowe. Wejdź sobie na forum Niebieskiej Linii
      i poczytaj Tu jest coś na ten temat:
      www.forum.niebieskalinia.pl/viewtopic.php?t=974&postdays=0&postorder=asc&start=0
      • bumer21 Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 19.09.09, 17:54
        przeczytałam ijestem przerazaona. Jestesw o tyle komfortowej sytuacji ze
        mieszkcie u was a to jest wazne. ale nasunelo mi siepytanie co na to rodzice?
        przeciez oni calyczas to slysza, co z bratem? nie raguja? w twoim mezu agresja
        sei nasila niesttey, szkoda bo to taki mlody czlowiek co za wsytd.Musisz go
        zostawic. I chodzic do psychologa
    • monikles Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 20.09.09, 09:42
      Czasami w takich sytuacjach trzeba sięgnąć po fachową pomoc. Polecam w
      Warszawie gabinet psychologiczny STAVROS(www.stavros.pl)
    • mirabeela ratuj sie 14.10.09, 23:39
      W tej chwili pisanie tych postow wcale Ci nie pomaga. Czego chcesz
      od forumowiczow? Jestes niepewna tego, czy rzeczywiscie rozpoznajesz
      problem. Ty i Twoj maz jestescie dziecinni. On ma 26 lat, Ty 22,5.
      On powini byc juz na tyle dojrzaly, żeby nie zachowywać sie w ten
      sposób.
      Poza tym on CIE NIE KOCHA. Mowie to tak normalnie. Nie kocha Cie.
      Wyrzuc go z domu. Na pol roku. Dla siebie.

      Jesteś młoda, będziesz jeszcze kocgos miala. Jest to Twoj pierwszy
      mezczyzna i to naturalne ze nie umiesz sie z nim rozstac, bo wydaje
      Ci sie ze bedzie i byl na zawsze i od zawsze.

      On kloci sie z Tob o bzdury. Bzdury. Jest niedowartosciowany, teraz
      agresywny. Nie ma co!!! Moim zdaniem predzej czy pozniej odejdziesz
      od niego, tyle ze to pozniej bedzie ozanczalo ze nie związesz sie
      juz z nimkim wiecej bo:
      bedziesz ksrzywiona, zmartretowana, zmaeczona
      bedziesz stara, brzydka, zrujnowana

      To jest Twoj czas. Masz sznase mzienic los.
      Pisząc tu dajesz wszystkim do zorzumienia, ze tego nie widzisz. To
      nie spowiednik!!! On jest niedojrzaly, psychopatyczny!!!

      Moim zdaniem powinnac mu powiedziec, ze masz kogos, ze sie zkims
      psotykasz, ze odchodzisz do tego kogos. On za miesiac, 2
      znajdziesobie druga Ciebie.
      • luszynu Re: ratuj sie 20.11.09, 10:56
        Tak, oczywiście powiedz mu, że kogoś masz i go to zabije. Możliwe że i Ciebie
        też. Mój mąż miał takie same objawy jak Twój. Zaczęło się wszystko 3 lata temu.
        Wszystko dla niego było dowodem, że go zdradzam. Przeszukiwał półki dzieci, moją
        torebkę, telefon. Wypytywał o telefony gdzie dzwoniłam i kiedy, brał bilingi.
        Robił awantury o wszystko, aż w końcu musiałam zrezygnować z pracy. Nie chciał
        iść do lekarza, uważał, że chcę z niego zrobić wariata, ale w chwili 'prześwitu'
        namówiłam go. Po lekach była znaczna poprawa po tygodniu. Okazało się, jak to
        lekarz powiedział, że ta choroba - zespół otella występuje wtedy kiedy się kogoś
        KOCHA ponad życie a nie tak, jak to moja przedmówczyni napisała, że on Cię już
        nie kocha, to brednie.Wizyty trzeba było powtarzać. Nas niestety nikt nie
        uprzedził i byliśmy tylko na kilku po czym zaprzestaliśmy. Po roku choroba
        wróciła. Tym razem było znacznie gorzej. Wspomnę jeszcze, że wszyscy byli dla
        niego źli, chcieli mu zrobić krzywdę, poza moją 17-letnią córką. To ona ściągała
        go z poddasza, kiedy mnie nie pozwolił się dotykać. Chodziła za nim, pilnowała
        go. Bo takich osób nie można zostawiać samych. Znam kobietę, której mąż sie
        powiesił. Właśnie ona namówiła go tym razem, aby udał się do lekarza i poszła z
        nim. Dowiedzieli się, że leczenie musi trwać około 5 lat i nie wiadomo, czy
        kiedykolwiek będzie w całości wyleczony i nie bedzie musiał brać tabletek. Modle
        się codziennie o to by nie wróciły tamte chwile płaczu, krzyku . . . Wiem tylko,
        że teraz zyje się nm znacznie łatwiej, jest spokojny, nic nie przypomina
        człowieka tego, który się o wszytsko czepiał.
        Także jeśli jeszcze nie zrobiłaś czegoś, czego możesz żałować do końca zycia to
        życzę powodzenia!
        Chcę jeszcze uprzedzić, że wzywanie karetki w przypadku jeśłi nie bedzie chciał
        iść twój małżonek do lekarza to nic dobrego, ponieważ wpadnie w szał, przyjedzie
        policja a jego wezmą w kaftan . . .
    • singlostanblogostan Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 20.11.09, 11:18
      bardzo serdecznie współczuję, moim zdaniem pobraliście się stanowczo
      za wcześnie, uważam,że najpierw każdy z nas powinien zrealizowac sie
      jako człowiek tj. studia, praca i dopiero potem zakładać rodzinę.Nie
      trwasz przy mężu dla dobra córki tylko ze strachu przed nim i samą
      sobą, "sklejanie" małżeństwa na siłę pod pretekstem dbałości o dobro
      dziecka to najgorsze z możliwych rozwiązań, dziecko czuje,że
      męczycie się ze sobą i też jest nieszczęśliwe,zestresowane,w trosce
      o siebie i dziecko zakończ ten koszmar, rozwód rodziców nie jest
      zyciową tragedia dla dziecka ani trwałym kalectwem emocjonalnym,
      znam ten temat z autopsji:)głowa do góry!dłużej tak życ nie możesz
      • white-szlachcianka Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 02.12.09, 11:26
        Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że nie ma sensu wychodzić w ogóle
        za mąż... Zwykłego chłopaka łatwiej rzucić ... A zawsze są jakieś problemy, im
        dłużej czytam ten wątek tym bardziej chce mi się wyć, że oni są aż tak beznadziejni.

        Uciekaj od niego, zabierz dziecko, bo to dla niej musi być straszne patrzeć na
        ciągłe awantury rodziców.
        • sandymann Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 06.12.09, 10:26
          Nie musi przeciez uciekac, wystarczy ze wyrzuci o z domu swoich
          rodzicow gdzie obecnie mieszkaja.
          A do malzenstw nie trzeba sie zniechecac, wystarczy podejsc
          rozsadnie do procesu wyboru faceta ;) Choc pewnie tez nie mozna
          przewidziec wszystkiego.

          Autorka watku jest reaktywna i robi z siebie Sierotke Marysie. Po
          kilku jej postach tylko sie w tym upewnilam. "Kopnal mnie", "wyzwal
          mnie" no i co? Dobre rady i glaskanie po glowie byly wczesniej. Nie
          korzystasz? To radz sobie sama po swojemu.
    • lili-2008 Re: Małżeństwo to udręka dla mnie! 28.12.09, 09:41
      Facet jest chorobliwie zazdrosny. Moim zdaniem za wcześnie się pobraliście.
      Zamiast się wyszaleć, nauczyć życia wpakowaliście się w dorosłość, która jeszcze
      nie była Wam pisana.
      Chcesz z nim spędzić resztę swojego życia? On się już raczej nie zmieni. Będzie
      zazdrosny, a z tej zazdrości będzie Cię ciągle kontrolować, upokarzać.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja