a miesiąc po ślubie... :(

21.07.09, 20:05
Cześć
Jak w temacie. jestesmy miesiąc po ślubie a ja zaczynam sie
zastanawiać czy to była dobra decyzja. za 2 miesiące mamy zamieszkać
razem. Czekamy na kredyt. ale....owszem wiedziałam jaki potrafi być
w czasie kłotni, ale zbyt go kochałam i tolerowałam. czesto była to
krotka wymiana zdan a za pare godzin wszystko wracało do normy. Co
prawda nasza ost. poważna kłotnia była poł roku, ale teraz koszmar
powrócił.. potrafi byc naprawde przykry. niejednokrotnie doprowadza
do łez...ubliża wyzywa a teraz ma nowe argumenty. typy jaki ja byłem
głupi, gdzie ja miałem oczy, bo bedzie rozwod...
płacze i nie moge uwierzyc ze miesiac po slubie mozna sie tak
zachowywac. przeciez to ma byc sielanka a nie koszmar...
    • gladys_g Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 20:21
      ja jestem fanem mieszkania razem bez ślubu - można człowieka w miarę dobrze
      poznać i zobaczyc jak działa związek z daną osobą.
      jedyne, co mogę radzić - nie zachodź za szybko w ciażę - z dzieckiem trudniej Ci
      będzie ewentualnie odejść. Chociaz kredyt chyba uwiązuje bardziej... generalnie
      nie zazdroszczę.
    • jadgr Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 20:48
      jeny dziewczyno, nie masz za fajnie;
      na żarty oczywiście można postraszyć wymianą na inny model ale takie
      coś to przesada; weż kopnij barana w dupę bo chyba się poczuł za
      pewnie; a tak zupełnie serio to powiedz mu to co napisałaś na forum,
      tylko bez łez i bez krzyku a ze stoickim spokojem; co prawda myśl o
      rozwodzie to prawdziwa ostateczność ale tak jak osoba wcześniej
      pisała nie myśl na razie o dziecku i nie myśl że ono by go zmieniło;
      a z kredytem też nie jest tak strasznie, bo w przypadku rozwodu
      można sprzedać mieszkanie obciążone na hipotece czyli całe pieniądze
      idą na spłatę kredytu; ale to mam nadziję nie będzię się tyczyć
      ciebie; tylko nie pozwól żeby zniszczył twoje spojrzenie na
      małżeństwo czy trwały związek; życzę powodzenia;
      • nibylandia23 Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 20:57
        poki co mąż jest obrażony. dość śmieszne, ale żyje w przekonaniu że
        to ona walnie focha i to ja mam go przepraszac...że się na mnie
        wkurzył i wyzył.
        o dziecku nie mysle w takiej sytuacji. zaczynam sie wahac co do
        kościelnego (za rok) ale zobaczymy...
        milcze i czekam na jego krok. bo to zawsze ja sie starałam i
        wyciagałam pierwsza reke...niech zobaczy że nie zawssze wszystko
        idzi po jego mysli..
        • wanioliowa Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 21:56
          ulga... myślałam że macie kościelny. Daj sobie dziewczyno spokój ze ślubem
          kościelnym, dzieckiem, kredytem i wszystkim co masz zamiar z tym facetem
          tworzyć. wiesz czemu? bo będzie tylko gorzej.
        • majaa Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 22:21
          Nie no, to spoko...na razie jesteście tylko po 'rejestracji';), a o
          ślubie to Ty raczej nie myśl, jeden błąd już popełniłaś i wystarczy.
          Mało prawdopodobne, żeby mąż się zmienił, a bardziej pewne, że
          będzie gorzej. Możecie spróbować jeszcze o tym pogadać na spokojnie,
          ale marne szanse...
          • nibylandia23 Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 22:51
            zdaje sobie sprawe że może byc tak samob lub jeszcze gorzej, ze sie
            nie zmieni. ale jak mysle o tych cudnych chwilacch tych planach
            szczesliwych dniach to nie moge uwierzyc ze to sie tak moze wszytsko
            posypac.
            aż mi głupio przed rodzina...nie chce byc na jezykach :(
            • majaa Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 23:15
              Co Ty wygadujesz, dziewczyno...chcesz brnąć w bagno i się
              unieszczęśliwiać tylko po to, żeby zachować pozory przed rodziną???
              Toż to jakaś paranoja...
              • nibylandia23 Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 23:21
                nie, wiem to paranoja...mozna sie troche powstydzic ale przynajmniej
                nie spieprzyc sobie życia. z minuty na minute myśląc o tej jego
                wielkiej awanturze czuje coraz wieksza wsciekłosc i odraze do niego.
                nie ma co ukrywac mój mąż zachowuje sie jak gówniarz, pan i władca
                przed którym trzeba sie płaszczyć i przepraszac za zakłocenie
                spokoju. ie omieszkałam mu tego powiedzieć...wytknełam mu wszystko
                mam tylko nadzieje że wyciagnie jakis wniosek z tego i dorośnie do
                małzeństwa. jeśli nie, to ja pasuje...

                • majaa Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 23:37
                  Dobrze, że mu wytknęłaś, oby tylko spokojnie i rzeczowo, żeby
                  wiedział, że mówisz zupełnie serio i nie pomyślał: powrzeszczy,
                  pohisteryzuje i jej przejdzie...i znowu będzie po staremu. Może to
                  go otrzeźwi...
                  • nibylandia23 Re: a miesiąc po ślubie... :( 21.07.09, 23:45
                    fakt faktem najpierw jego słowa doprowadziły do płaczu
                    niejednokrotnie. ale gdy sie już uspokoiłam, odpłaciłam mu piekne za
                    nadobne, tyle że nie jego słownictem i nie na jego szczeniackim
                    poziomie...spokojnie, inteligentnie ale dobitnie, mam nadzieje.
                    • horpyna4 Re: a miesiąc po ślubie... :( 22.07.09, 09:44
                      No, nie wiem, czy pasujecie do siebie, skoro aż tak różnicie się
                      słownictwem. Pomyśl o tym. I pamiętaj, że może być tylko gorzej.

                      Facet może się zmienić tylko wtedy, jeżeli tego naprawdę chce, ale i
                      wtedy nie zawsze mu się to udaje.

                      Twój uważa, że jest w porządku. Nie ma więc żadnej motywacji do
                      bardziej kulturalnego zachowania, skoro nie widzi, że jest chamem.
                      • mala220 Re: a miesiąc po ślubie... :( 22.07.09, 11:05
                        Twoj mąż zachowuje sie jak pan i wladca- jak juz bylo wspomniane, ale pan i
                        wladca pewny tego, ze Ty nie odejdziesz i za wszelka cene bedziesz sie starała
                        utrzymac malzenstwo. Tak bynajmniej wynika z jego słów. W kazdym małzenstwie
                        zdarzaja sie awantury, ale ja nigdy nie uslyszalam od swojego meza, ze "bedzie
                        rozwód", "po co mi to było". Uwazam ze maz sie nie zmieni.. no chyba ze
                        faktycznie sie przestraszy ze odejdziesz.. wtedy zmieni sie byc moze.. na jakis
                        czas...
    • biedronka.online Re: a miesiąc po ślubie... :( 22.07.09, 13:04
      ja bym na bardzo długi czas zapomniała o drugim ślubie o dziecku nie
      wspominając i obserwowała sytuację, ale twój wybór
    • marzeka1 Re: a miesiąc po ślubie... :( 22.07.09, 14:08
      Ty lepiej o dziecku i ślubie kościelnym zapomnij, bo raczej będzie gorzej niż
      lepiej.Sam z siebie się nie zmieni, bo i niby dlaczego? Ludzie tak szybko się
      nie zmieniają, to raczej ty uważaj, by nie schrzanić sobie życia. Rodzina pogada
      i tyle, ty- masz za dużo do stracenia. Myślę, że albo nie do końca go znałaś,
      albo wcześniej przymykałaś oczy na jego wady, myśląc,że po ślubie się zmieni. A
      on dopiero wtedy pokazał, kim jest.
      • nibylandia23 Re: a miesiąc po ślubie... :( 22.07.09, 15:54
        o dziecku nie ma mowy na długi czas. fakt...duzo w tym racji,
        przymykałam oczy na jego fochy i zachowanie. może dlatego ze na pół
        roku pokazał że sie stara i musze przyznać że się zmienił, teraz mu
        cos odbiło i to poważnie...
        mam rok czasu na popracowanie nad nim, ale jak sam nie bedzie chciał
        i w śroku przed samym soba nie przyzna się do swoich błedow i wad to
        jak walenie głowa w mur....
        • marzeka1 Re: a miesiąc po ślubie... :( 22.07.09, 17:15
          "mam rok czasu na popracowanie nad nim,"- mówimy o dziecku, które wychowujesz,
          czy o dorosłym facecie, który został twoim mężem????? A jak zagrozisz odejściem,
          to co? Znowu trochę postara się, poudaje, wyjdziesz za mąż w kościele, strzelisz
          dzieciaka i masz gotowy kanał.
          By na serio z kimś się związać trzeba zobaczyć, jaki jest NAPRAWDĘ, nikt nie
          jest bez wad, ale są wady, które wykluczają drugą osobę z bycia partnerem,taką
          wadą jest dla mnie przemoc w jakiejkolwiek formie.
        • sonieczka.2 Re: a miesiąc po ślubie... :( 22.07.09, 19:06
          Wg mnie to nie ty masz pracować nad jego zmianą, tylko on sam ma tego chcieć. Nie ładuj się w kościelny bo tylko pokażesz mu, że cokolwiek zrobi czy powie, niezależnie jak bardzo cię skrzywdzi, to ty prędzej czy później i tak mu wybaczysz. Dziecko jeśli czujesz taką potrzebę- ty nie on, to urodź, tylko niech dziecko nie będzie przeszkodą do odejścia, gdy nie da się inaczej. W końcu to ty i twoje zdrowie psychiczne i fizyczne jest najważniejsze. A kto powiedział, że sama matka nie może wychowywać dziecka? Mam koleżankę, ma syna 9 lat i faceta, z którym jest dopiero 2 lata po ślubie. Ale za mąż za niego wyszła dopiero gdy przekonała się, że on dorósł i do roli ojca i męża. Tobie też radzę najpierw o tym się przekonać a dopiero potem myśleć o ślubie kościelnym. A rodzina? Powinna raczej cię wspierać jeśli zależy im na twoim szczęściu a nie potępiać.
    • chicarica Re: a miesiąc po ślubie... :( 23.07.09, 12:38
      Powiem tak.
      Wstrzymaj na razie decyzję o kredycie, zamieszkajcie razem w wynajętym
      mieszkaniu, z którego możecie się szybko wyprowadzić.
      Zadbaj o dobrą antykoncepcję.
      I miej oczy i uszy szeroko otwarte.
      Daj sobie, powiedzmy, pół roku na decyzję. I nie mów facetowi że rozważasz różne
      opcje, bo się będzie starał, aż Cię nie udupi dzieckiem, potem wyjdzie z niego
      to samo. Jak się faktycznie zmieni, można myśleć o dalszej przyszłości z tym
      panem. Jak nie, to sorry i do widzenia.
    • madziaq Re: a miesiąc po ślubie... :( 23.07.09, 17:13
      Powiem tak. My niby mieszkaliśmy razem przed ślubem, ale pierwsze miesiące "po"
      też były dośc ciężkie, przynajmniej z mojej perspektywy. W sumie nie wiem
      dlaczego, tak wyszło. Mąż dużo (za dużo) pracował, do tego studiował, doszedł
      remont mieszkania, przeprowadzka, urządzanie i ogólny kociokwik z tym związany.
      Różowo nie było, sporo się kłóciliśmy wtedy. Ja płakałam, bo "mam oczy w mokrym
      miejscu" i dużo mi do płaczu nie trzeba, on się wkurzał, że zamiast rozmawiać
      sensownie to ryczę. Ogólnie lipa :-P Ale nigdy (NIGDY!) w żadnej naszej kłótni
      mąż mi nie ubliżył. Ja jemu oczywiście tez nie. Generalnie pozytywnym objawem
      było to, że oboje dązyliśmy do rozwiązania sporu, nie potrafiliśmy wytrzymać w
      twz. cichych dniach. Nasz rekord to chyba jakieś "ciche dwie godziny".

      Teraz jest lepiej, skończył wreszcie studia, doszedł do tego, że praca na 3
      etaty nie sprzyja zdrowiu fizycznemu ani psychicznemu ;p Więcej czasu spędzamy
      razem, ogólnie jakoś tak samo wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Jest jakaś
      szansa, że i u was tak się stanie. Może macie jakieś duże stresy, brak pracy,
      kłopoty finansowe itp? Chociaż to ubliżanie i teksty w stylu "gdzie ja miałem
      oczy" nie wróżą medług mnie najlepiej...
    • caysee Re: a miesiąc po ślubie... :( 24.07.09, 21:06
      A mnie takie jedno pytanie gnebi - czemu jako malzenstwo nie mieszkacie razem???
Inne wątki na temat:
Pełna wersja