twetet
23.07.09, 17:19
Muszę się gdzieś wygadać,bo oszaleje!Mam kompletnie dość rodziny,(chociaż
bardzo ich kocham...męża,rodziców,braci,)a najbardziej rodziny męża!
W domu jest napięta atmosfera.Mieszkamy w małym mieszkaniu,ja z mężem i
dzieckiem zajmujemy najmniejszy pokój,następnie dwaj bracia maja wspólny duży
pokój,a rodzice zajmują gościnny.No,cóż jeżeli jest tyle osób na tak małym
mieszkaniu w końcu nie trudno o konflikt.Każdy potrzebuje chwili dla siebie,
spokoju ale tutaj niestety się nie da.Ja z dzieckiem zazwyczaj jesteśmy w
gościnnym ponieważ tam jest więcej miejsca na zabawę,praktycznie spędzam tam
czas od rana do wieczora,mąż jak jest po pracy lub gdy ma wolne nie wychodzi z
naszego pokoju.Nawet kawy czy jedzenia sobie nie zrobi,czeka,aż ja mu
zrobie.Jedynie przyjdzie na kilka minut gdy nikogo oprócz mnie i małego nie ma
w pokoju,no wychodzi jeszcze do toalety i na papierosa.Nie wiem dlaczego tak
się zachowuje,mówi,że nie czuje się swobodnie,że denerwują go wszyscy,a po
pracy chce odpocząć i mieć czas dla siebie(nie wiem czy faktycznie,aż tak
ciężko pracuje)Siedzi całymi dniami na kompie.Mąż ma nerwice żołądka.Przez dwa
lata odkąd jesteśmy razem z 70kg zleciał na 56kg.Mieliśmy trudny okres przez
ten czas.W skrócie:Wyprowadzka z domu rodzinnego,wspólne wynajmowanie
mieszkania,kłótnia między nim,a jego rodzicami o wyprowadzkę i nasz
związek,ciąża,oszczerstwa pod moim adresem typu "to nie jest twoje dziecko"
jego rodziców,przeprowadzka po zgodzie do rodzinnego domu męża,przygotowania
do slubu,ponownie kłótnia między mężem,a teściami,przeprowadzka do mieszkania
moich rodziców,kłótnia między moimi rodzicami,a teściami,odwołanie ślubu
kościelnego,zawarcie cichego ślubu cywilnego z udziałem tylko mojej
rodziny,złościwość teściów,rozprowadzanie przez nich plotek na nasz i mojej
rodziny temat,miesiąc przed rozwiązaniem,pogodzenie męża z teściami,próba
przekabacenia męża na ich stronę i porady jak ma nas poustawiać,wzajemne
obarczanie się za nie doszły ślub i wyprowadzkę między moją,a jego
rodziną,napięta atmosfera między mną,rodzicami,a mężem,narodziny synka,kłótnie
o widywanie teściów z wnukiem,pogodzenie mojej rodziny oraz mnie z teściami po
długich kłótniach z mężem,nasze wpadnięcie w długi,przez nie doszły ślub(na
który wzieliśmy kredyt i daliśmy na przechowanie teściom którzy nie oddali
nam tych pieniędzy,a gdy mieszkaliśmy jeszcze u nich za wszystko musieliśmy
płacić 600zł + inne bez opóźnień co się odbiło na nie zapłaconych rachunkach
telefonicznych oraz ratach kredytu na samochód),pomoc finansowa moich
rodziców,pobyt dziecka w szpitalu,przez nasze kłopoty finansowe,moi rodzice
wpadli w poważne długi,zero zainteresowania i pomocy ze strony teściów tylko
ciągłe naśmiewanie i wyrzuty(im zaczeło się dobrze powodzić jak wygrali pewną
sprawę uważają się za bogaczy ale żeby coś dać małemu,jakiś drobiazg to nie
mają pieniędzy tak samo brat męża który jest chrzestnym i zarabia 5tys
miesięcznie),na razie nie mamy kontaktu,a ja się z tego ciesze,bo są
fałszywi...syna traktują jak obcego...dwaj bracia to są ich oczka w głowie i
mają dosłownie wszystko naj...nie chce od nich nic,tylko świątego
spokoju.Jednak to się może zmienić…Moim rodzicą wiecznie coś przeszkadza w
naszym zachowaniu,a to,że komputer chodzi i telewizor na raz,że kupujemy np.
łóżko dla dziecka,nowy monitor itp.a im nic na ten temat nie powiedzieliśmy,że
niepotrzebne rzeczy w pokoju znosimy do piwnicy i ją zagracamy(tyle,że
większość jeszcze się przyda),że znowu przemalowaliśmy pokój,że mąż nie pomaga
przy dziecku,nie wychodzimy wspólnie na spacery,że robie mu kawę,jedzenie i
zanoszę do pokoju,że za bardzo go bronie i mu ulegam,że nie powinniśmy się
przytulać przy wszystkich,szeptac między sobą,nie podoba im się też jak
czasami założe bluzkę z dekoltem,za długo siedze w łazience itd.Wszystko by
chcieli wiedzieć co,gdzie,jak…Wiecznie się wtrącają.Zapomnieli,że nie jesteśmy
małymi dziećmi które trzeba prowadzić za rączkę.Ja rozumien,że się o nas
martwią,cały czas to powtarzają,a szczególnie mi,są zdania,ze bez nich bym
sobie rady nie dała i jak teraz nie wezme się za męża to potem w ogóle mi nie
pomoże jak będziemy na swoim.Wiem,ze mają racje w niektórych sytuacjach np. z
mężem,że powinien się zająć małym,nie siedzieć tyle przy komputerze,a wziąć
się do porzytecznej pracy,ja to widzę i nie muszą mi tego przypominać,a potem
trzaskać drzwiami,krzyczeć,że nic nie robie z ich uwagami,z mężem też nie mam
lekko,kłócimy się głównie o rodzine,o te wtrącanie i że ja wszystko robie jak
ich w domu nie ma,a dwaj bracia jak święte krowy siedzą i nic nie robią,że
jest niesprawiedliwość w tym domu,bo tylko nas się czepiają,a bracia całymi
dniami przesiadują w domu i w niczym nie pomogą ale nikt im uwagi nie
zwróci.Ale też np. o moje i jego obowiązki,jego zdaniem to ja powinnam
siedzieć cały dzień z dzieckiem,robić mu kawkę i jedzonko,a on chodzi do pracy
i zarabia pieniądze więc ma prawo po pracy czy też w wolny dzień robić co mu
się podoba.Nie trafia do niego,że ja też mam prawo do odpoczynku od dziecka,że
chcę gdzieś wyjść spotkać się z kimś,wyrwać się z tych czterech ścian,on na
to,że przecież w domu nic praktycznie nie robie…tylko posprzątam w
pokoju,czasami w łazience,kuchni,zrobie pranie,a potem oglądam z dzieckiem
bajki lub wychodze na spacer,bawie się,karmie,kąpie małego,kłade spać to czym
mam być przemęczona i co to będzie jak pójdę do pracy jak tak bręcze,że
zmęczona jestem.A on ciężko zasuwa w pracy i chce odpocząć,nie ma zamiaru ze
mną jeździć po koleżankach,bo niektórych nie lubi,a inni za daleko mieszkają
tak samo po rodzinie.Uważa,że się czepiam,bo u innych żona wszystko robi i nie
narzeka,bo wypłate dostaje,a mężowi na wieczór jeszcze plecy wymasuje…Może
faktycznie ma racje…nie robie,aż tyle co inne kobiety,bo to moja mama zajmuje
się gotowaniem,prasowaniem,ogrodem,a tu jeszcze bym chciała,żeby on mi przy
dziecku pomagał…sama już nie wiem. Może sytuacja by się zmieniła gdybyśmy sami
zamieszkali,bo mąż głównie nie chce siedzieć w gościnnym pokoju z dzieckim
ponieważ są tam moi rodzice,jak zostajemy sami jest inaczej.Na dzień
dzisiejszy jest to nie możliwe ponieważ jesteśmy zadłużeni i nie stac nas było
na opłaty,a co dopiero na jedzenie itp. Wszyscy na siebie patrzą krzywo,mąż
oznajmnił,że jak tak dalej będzie to się wyprowadza do swoich,a jak ja nie
chce to zostane tutaj z synem.Powiedziałam,że absolutnie się nie zgadzam,bo
tyle złego nam wyrządzili,mieszkało się u nich okropnie(tylko pokój był duży w
tym plus),byłam prawie za służącą,a i tak im się nic nie podobało,byłam w
zaawansowanej ciąży,pranie robiłam ręcznie,dzwigałam wode w garkach po
schodach,bo automat się popsuł,nik mi nie
pomagał,przemęczona,smutna,zaniedbana,bo nawet prysznica nie mogłam wziąć,jak
chciałam się umyć jechałam do rodziców,mieli zimno w domu,cały czas głośno,bo
są imprezowiczami,jeszcze opłaty sobie życzyli za wszystko,właśnie u nich
wpadliśmy w te bagno z którego moi rodzice próbowali nas wyciągnąć i sami
wpadli!Teraz mają żal do nas,że nie staramy się i narzekamy gdy oni chca
pomóc.Dla teściów to by była satysfakcja gdybyśmy wrócili,głośno by się śmiali
za plecami,że jednak nie wytrzymaliśmy i nie wyszliśmy na prostą.Mam
dosyć,wszystko na mojej głowie.Jak ktoś ma pretensje do męża to mi o tym
mówi,ja to wysłuchuje,denerwuje się na męża,ale bronie go i na odwrót jak mąż
skarży się na rodziców.Ale lepsze to niż jakby mieli sobie prosto w oczy
powiedzieć,bo wtedy byłaby kłótnia i jeszcze gorsze pretensje które ja muszę
wysłuchiwać.Nie mogę zasnąć w nocy z nerwów,na rano nie mogę się
dobudzić,schudłam 10kg,codziennie boli mnie głowa,jestem zmęczona,nic mnie nie
cieszy.Mam ochotę uciec od nich wszystkich.Przez dwa lata zrobiłam się
kłębkiem nerwów,nieszczęśliwym człowiekiem,co rano budzę się i myśle czy
dzisiaj nie dostane ochrzanu za kogoś,czy ktoś z banku nie zadzwoni,że muszę
spłacić zaległ