Teściowa a dziecko...

28.07.09, 05:45
Jak poradzić sobie z teściową, która próbuje na siłę przejąć opiekę
nad naszym kilkumiesięcznym dzieckiem? Dała mi kiedyś odczuć, że
najlepiej jakbym po macierzyńskim od razu wróciła do pracy, bo (w
domyśle) ona musi się wykazać (przed resztą rodziny i sąsiadkami)
jako wspaniała babcia i opiekunka. W ogóle nie pyta, ile chcę zostać
na wychowawczym, tylko: "A kiedy wracasz do pracy?". Teściowa nie ma
zajęcia - nie pracuje, siedzi w domu. Czasem mam wrażenie, że jestem
już niepotrzebna. Urodziłam dziecko i moja rola się już skończyła. I
najlepiej jakbym już do pracy wróciła. Czuję się jak reproduktor. I
kiedy jestem u teściów w odwiedzinach cały czas słyszę, że jedna
sąsiadka się wnukiem zajmuje, druga będzie się zajmować, trzecia
sobie nie radzi, kolejna schudła 10 kg przy opiece na wnukiem (i ona
też by chciała, bo kolejne diety nie przynoszą efektu. Odkąd
pamiętam - teściowa wiecznie się odchudza). Ona jest zazdrosna nawet
o to, że ja tak szybko schudłam po ciąży i że teraz ważę mniej niż
przed ciążą i pyta mojego męża - "co ty jej zrobiłeś, że spodnie na
niej wiszą?" Koszmar. Odwlekam jak mogę moment, w którym będę
musiała oddać jej córkę w opiekę:( (tak jest oczywiście z góry
założone, że jak wrócę do pracy, to ona będzie się małą zajmować...
Tylko nikt nie pytał mnie o zdanie w tej kwestii... To, czy ja chcę
siedzieć z dzieckiem jest nieistotne. Babcia już czas odlicza do
mojego powrotu do pracy, a mnie się tam nie spieszy. Choćbym miała z
zasiłków żyć).
Powiedzcie, jak sobie z tym poradzić. To kolejna bezsenna noc przez
ten problem. Jak wytłumaczyć teściowej, że nic na siłę, że ja chcę
się teraz pocieszyć własnym dzieckiem w spokoju? Aluzje do niej nie
docierają... Im bardziej ona na mnie naciska, że mam jej małą
zostawić i jechać gdzieś, że mam jej dać małą na spacer, że ona jej
zupki będzie gotować, to ja się bardziej opieram i zamykam. Dopóki
ja sama nie będę czuła takiej potrzeby, dziecka z nią nie zostawię...
    • enith Re: Teściowa a dziecko... 28.07.09, 07:12
      To nie zostawiaj. Jeśli nie jesteś przekonana do teściowej, jako opiekunki do twojego dziecka, zwyczajnie nie korzystaj z jej pomocy i wynajmij nianię. Nie rozumiem, kto podjął za ciebie decyzję o tym, pod czyją opieką będzie dziecko? To ty nie masz nic do powiedzenia w sprawie własnego potomka? Nagabywana przez teściową odszczekuj, że wrócisz do pracy wtedy, gdy uznasz to za stosowne. I powtarzaj to do znudzenia, jak zdarta płyta. W końcu dotrze. A póki co, ciesz się swoim czasem z dzieckiem i nie pozwalaj, żeby teściowa psuła ci ten okres swoimi utyskiwaniami. Weź natomiast pod uwagę, że jeśli pokażesz teraz teściowej jej miejsce (nie pozwolisz się jej zająć dzieckiem), możesz nie być w stanie liczyć na nią w przyszłości (na zasadzie kary). Rozważ wszystkie opcje, także te, które może nie pasują tobie, ale mogą być z korzyścią dla dziecka. W końcu wiele osób uważa, że lepiej, gdy dzieckiem zajmuje się np. babcia, a nie obca kobieta.
    • marysiasss Re: Teściowa a dziecko... 28.07.09, 07:54
      Musisz się odrobinkę zdystansować... Za bardzo analizujesz wszystko co się wokół
      Ciebie dzieje, jesteś bardzo negatywnie nastawiona, dużo w Tobie złości i
      goryczy. Z jednej strony też bym się wkurzała gdyby teściowa w kółko wałkowała
      ten sam temat, ale co się przejmujesz? Niech sobie gada! Jednym uchem wpuść,
      drugim wypuść i rzuć co jakiś czas komentarz. Mąż też mógłby Ci w tym pomóc. Z
      drugiej strony powinnaś się cieszyć, że masz na tyle komfortową sytuację, iż
      będziesz mogła kiedyś spokojnie wrócić do pracy i nie będziesz musiała maluszka
      do żłobka oddawać. Niewiele kobiet może pozwolić sobie na taki luksus... A kiedy
      oddasz malutką pod opiekę babci to już tylko Twoja sprawa! A teściowa może sobie
      gadać ile chce :) Cierpliwości i więcej dystansu życzę!
    • majaa Re: Teściowa a dziecko... 28.07.09, 14:37
      everyday25 napisała:

      Jak wytłumaczyć teściowej, że nic na siłę, że ja chcę
      > się teraz pocieszyć własnym dzieckiem w spokoju? Aluzje do niej
      nie
      > docierają...

      Więc nie używaj aluzji, tylko mów wprost (co nie znaczy
      niegrzecznie), to co myślisz: że chcesz nacieszyć się własnym
      dzieckiem i nie spieszy Ci się jeszcze do pracy. Widać, że nie
      przepadasz za teściową, ale nie szukaj konfliktu na siłę. Nawet
      jeśli jej pobudki do zajęcia się małą są tak egoistyczne, jak
      piszesz, to wcale nie znaczy, że będzie złą babcią i opiekunką,
      jeśli zajdzie taka potrzeba. Oczywiście decyzja należy do Ciebie i
      męża i nikt niczego nie może Wam tu narzucać, ale może zastanów się
      spokojnie czy Twoje obawy związane z osobą teściowej i niechęć do
      niej mają jakieś konkretne, rozsądne uzasadnienie.
      • mala220 Re: Teściowa a dziecko... 28.07.09, 15:57
        nie bierz tego wszystkiego do siebie. Duzo gorzj by bylo, gdyby tesciowa
        komentowała Twoje zachowanie.. ze nie umiesz dziecku zupki zrobic, ze ona by to
        epiej zrobila, ze nie jestes dobra matka itp.
        Widac ze babka ma do Ciebie szacunek, ale musisz mowic jej wprost.
        Moze po prostu jej wszystkie kolezanki zajmuja sie wnukami, i ona tez by chciala..
        ja jestem w 33 tc a moja mama tez w kolko powtarza, ze bedzie sie malutkim
        zajmowac, ze bedzie przyjezdzac itp. chce pomoc, moze tesciowa nie zdaje sobie
        sprawy ze sie narzuca. tak bardzo chce pomoc i Cie odciazyc, ze po prostu
        wychodzi jej na odwrot, i Ty to inaczej odbierasz?
        Pogadaj z mezem, potem pogadajcie (na spokojnie) z tesciowa, powiedz ze nie
        spieszy Ci sie do pracy, ze chcesz pobyc z dzieckiem.. moze czasem zostaw małą u
        niej, niech tez sie nacieszy, to w koncu babcia, a moze niech wyjzie z malutka
        na dwor i pokaze wszystkim sasiadkom, ze i ona jest dobra babcia?
        moim zdaniem ona chce tak bardzo pomoc, ze az przeszkadza.. i nie zdaje sobie z
        tego sprawy..
    • rokitka00 Re: Teściowa a dziecko... 28.07.09, 21:37
      Powinnaś być jej wdzięczna, że w ogóle chce ci pomóc. Być może robi to zbyt
      natarczywie, ale wie ile jest pracy przy tak małym dziecku i wie że potrzebujesz
      czasem odpocząć. Podejdź do tego od tej strony.

      Wytłumacz jej że doceniasz jej pomoc, ale na razie chcesz zająć sie dzieckiem
      sama, a jak będziesz chciała wrócić do pracy to na pewno skorzystasz z jej
      oferowanej pomocy.
    • fajny-dom Re: Teściowa a dziecko... 31.08.09, 22:56
      Dlaczego odbierasz to jako przejęcie na siłę opieki nad dzieckiem??
      Przecież teściowa chce pomóc,nic Ci z jej strony nie zagraża,przecież dziadkowie
      też mają prawo cieszyć się wnukami i zapewniam Cię,że bardzo je kochają.Jest to
      inny rodzaj miłości niż Rodziców i dzieciom dla pełnego rozwoju taka miłość jest
      potrzebna,nie pozbawiaj jej swego dziecka bo je skrzywdzisz.Dziwię się,że nie
      pozwolisz teściowej iść z dzieckiem na spacer??? Przecież w tym czasie miałabyś
      czas wolny dla siebie i męża.A może jesteś zazdrosna o własne dziecko??? Nie
      potrzebnie,Ty zawsze będziesz dla niego z mężem najważniejsza.Nie piszesz co
      jest powodem,że nie chcesz dopuścić teściowej do dziecka (tak to odbieram)???Czy
      nie potrafi się nim zajmować,czy jest nie odpowiedzialna???
      Myślę,że masz problemy z sobą i własnym pojęciem o swojej roli jako matki.Wierz
      mi a wiem to z doświadczenia,moja córeczka ma dwa lata,że dziadkowie są bardzo
      dzieciom do pełnego rozwoju,to je bardzo wzbogaca.Niestety nasi dziadkowie
      mieszkają daleko i mogę Ci tylko pozazdrościć!!!
    • krzysztof-lis Re: Teściowa a dziecko... 01.09.09, 14:52
      > Tylko nikt nie pytał mnie o zdanie w tej kwestii... To, czy ja chcę
      > siedzieć z dzieckiem jest nieistotne. Babcia już czas odlicza do
      > mojego powrotu do pracy, a mnie się tam nie spieszy. Choćbym miała
      > z zasiłków żyć).

      A gdzie tu miejsce na zdanie męża, chyba ojca tego dziecka? Może on też chce
      posiedzieć na wychowawczym?
    • anna_sla ja to rozumiem, miałam TAK SAMO 02.09.09, 09:11
      ja akurat Cię doskonale rozumiem, miałam podobnie tylko chodziło o koleżanki
      mojej teściowej. W dodatku naszym sąsiadom zza ściany też urodziło się wkrótce
      dziecko a mama naszej sąsiadki zza ściany to dobra przyjaciółka mojej teściowej
      i teściową już w ogóle wyobraźnia ponosiła. Wyobrażała sobie, że będą razem
      chodzić z wózeczkami i w ogóle kraina szczęśliwości..

      Najbardziej wkurzało mnie to, że jak karmiłam piersią to ona mi dziecko
      łaskotała pod moją PACHĄ! Nie czułam prywatności przy (dla mnie) tak krępującej
      czynności. W sumie posunęła się do tego, że zaczęła do mojej córki mówić
      "córciu" (własnej nie miała) i już wiedziałam, że muszę szybko to uciąć. Z
      wcześniejszych doświadczeń wiem, że jak daje sie jej palec ciągnie całą rękę aż
      zwichnie w barku. Tak nam ona np. pomagała przy urządzaniu nowego mieszkanka,
      przeprowadzka mebli, wykładziny itd. Dyrygowała nami tak jakby to było jej, moje
      zdanie się nie liczyło, ustawiała po swojemu, pod siebie kupiła mebel kuchenny
      (zastępczy) i zniosłam to tylko dlatego, że istotnie docelowo kiedyś potem miała
      (za kilka lat, w planach 2 może 3) ta szafka trafić do niej.

      A mąż? Olewał to. Miesiącami apelowałam do niego, że jest mi źle i coraz gorzej.
      Nie miałam własnego zdania odnośnie wychowywania córki, chodziła z nami nawet na
      rehabilitację!! Uczestniczyła podczas domowej wizyty rehabilitantki! Nie
      stosowała się do moich zaleceń, nigdy nie wróciła z dzieckiem na czas do domu.
      Dostając dziecko na spacer obchodziła dumnie z wózeczkiem swoje koleżanki! Jak
      już córa podrosła potrafiła z nią pojechać do innego miasta! Zrobiła z nas
      muzeum z czego eksponatów do oglądania była tylko dwójka ;P (mój mąż i moja
      córka a potem jeszcze i moje bliźniaki - och jaki to był dopiero szał!). Kiedy
      mi coraz gorzej, czułam, że kipię, tym mocniej naciskałam męża, a on nic z tym
      nie zrobił!! Do kobiety mówiłam, starałam się najłagodniej jak mogłam, bo
      ogólnie to jestem nietaktowna, ale ona nic sobie z tego nie robiła, zbywała i
      uważała, że mam jej wybaczyć, bo ona tak się cieszy wnuczką!! Tyle, że ja czułam
      się osaczona.

      Pół roku minęło i jak zawrzało! Wybuchnęłam! Kiedy odprowadziła mi dziecko po
      5-cio godzinnym spacerze!! a miała iść tylko na max godzinę-dwie, nie dałam jej
      ani pampersów na zmianę ani mleka! Bałam się sama dzwonić do niej, bo
      nawrzeszczałabym, dzwoniłam do męża do pracy a ten do niej z poleceniem, ze ma
      dziecko odprowadzić. Przyszła z fochami, a ja wówczas z naciskiem powiedziałam,
      że nie tak to miało wyglądać, że nie tak się umawiałam z nią przez telefon, że
      potwierdziła, że prosto ze spaceru wróci do mnie do domu z nią. Obraziła się jak
      dziecko i stwierdziła, że widać jeszcze nie dorosła by zrozumieć czego od niej chcę!

      A potem wszędzie nasmarowała mnie, rycząc łzami krokodylimi, jaka ja jestem zła
      i niedobra przekręcając fakty!! I padło magiczne zdanie "przyjdzie koza do
      woza"!! Przeryczałam pierwszy miesiąc, a potem byłam taka wściekła, że ją
      znienawidziłam zwłaszcza za to zdanie. Bolało jeszcze długo, ale na sercu
      zrobiło mi się lżej, spadł ogromny kamień, a że miałam depresję poporodową to to
      była już płynna droga do "dojścia" do siebie. Rzeczywiście bez jej obecności
      szybciej stanęłam na nogi. Ona oczywiście zarzekła się, że do nas nie przyjdzie,
      a mi to było w to mi graj. Mąż jeździł sam do niej z dzieckiem, ale za często
      nie znajdował czasu, bo naprawdę dużo pracował i mimo, że mieszka zupełnie nie
      daleko, bo tylko 2km w tym samym mieście, ale bywał u niej tylko raz w miesiącu.

      Całe moje dalsze życie układałam z wykluczeniem teściowej. Nie stawałam jej na
      przeszkodzie do widywania dziecka, mąż zapraszał ją do ans nie raz, ale ja
      osobiście nie, bo zawzięłam się, że KOZA DO WOZA NIE PRZYJDZIE!! Usamodzielniłam
      się na tyle, że sama poradziłam sobie z bliźniaczą trudną ciążą (+
      półtoraroczniak obok), a potem z ich wychowaniem. Nie była wzywana do pomocy, w
      rezultacie czego sama wychodziłam na spacery z nimi, sama chodziłam do
      przychodni (jeśli z jakiegoś powodu mąż nie mógł mi pomóc). Nie była informowana
      z powodu poważniejszych chorób dzieci ani ich ewen. hospitalizacją. Radziliśmy
      sobie sami, choć mojemu mężowi się to nie podobało, ale wtedy wygarniałam mu to,
      że mógł temu zaradzić, bo ja apelowałam do niego gdy robiło się zbyt napięcie
      między mną a jego mamą. W ogóle od samego początku najpierw obwiniał mnie i
      argumentów nie słuchał, ale potem zrozumiał (dosłownie pół roku później od
      zaistniałej sytuacji, czyli córka miała rok). Długo uważał, że przesadzam, ale
      potem już tylko potakiwał :D:D:D w końcu sytuację zaakceptował i w końcu
      przestał nawet myśleć o tym, że jak coś to zadzwoni do mamy o pomoc.

      To wszystko sprawiło, że zemściłam się za jej zachowanie (głównie to jakie
      odstawiła po obrażeniu się na mnie) i za to stwierdzenie o kozie. Pożałowała
      tego, ale oczywiście wypierała sie, że nie mówiła niczego takiego, tylko, że my
      mamy wspólnych znajomych, tak jak nasze mamy obracają się w jednym środowisku, a
      teściowa nie kryła się ze swoimi żalami, bo cały świat musiał poznać jej
      krzywdę, a wszyscy głaskali ją po główce. Więc ta krzywda doszła i do mojej
      mamy. Nawet raz pożarły się oto, bo teściowa zaczęła szukać w rodzinie i swojej
      i mojej(!!) kogoś kto ją poprze i wyszło na to, że wszyscy stanęli przeciwko
      niej, bo akurat problem widzieli na własne oczy i poparli mnie. Skłóciła się ze
      wszystkimi! Tylko (sorki) stare dewoty stanęły za nią (czyli jej brat i jej
      starsza przyrodnia siostra). Skłóciła sie nawet ze swoją młodszą siostrą, z
      którą zawsze każde święta spędzała od samego początku. One we dwie zawsze razem
      i nagle taki przełom..

      Przeryczała ta moja teściowa długie miesiące przez to wszystko (cały świat
      przeciwko niej, to okrutne!), ale najbardziej bolało ją to, że nawet gdy dzieci
      były poważnie chore z zaleceniem hospitalizacji, ona dowiadywała się o tym
      ostatnia. W sumie jej upór zelżał kiedy byłam w drugiej ciąży. Czekała i
      czekała, kiedy poproszę, kiedy zadzwonię, w końcu czułam się fatalnie, prawda?
      Ciągle leżałam, miesiącami z domu nie wychodziłam, bolał mnie brzuch, nieraz
      było mi słabo. Radziłam sobie sama sporadycznie prosząc swoją mamę by
      przyjechała mi czasem pomóc. Ranki rozpoczynałam od: naszykowania sobie stosu
      pieluch, chusteczek, ubranek, przekąsek drobnych i telefonu DO ŁÓŻKA! Po
      śniadaniu dziecka, kładłam się lub na wpół leżąco a córeczka bawiła się tylko w
      tym jednym pokoju niestety. Z resztą nigdy sama nie wychodziła do pomieszczeń
      gdzie nie było innej dorosłej osoby, bała się, nie wiem czemu, ale na dobre to
      wyszło w końcu, tyle, że w toalecie też mi asystowała, bo wpadała w panikę gdy
      wychodziłam. Pokój miałam zabezpieczony, zero kantów, zero niebezpieczeństw. Raz
      tylko zostawiłam cukierniczkę na stole i przysnęłam :D Cukier miałam na pół
      pokoju :D No i czekała tak moja teściowa prawie aż do samego końca ciąży, w
      końcu zrozumiała, że jeśli ona nie przyjdzie to nie zobaczy swoich "nowych" wnuków.

      I był moment, że mogła to zakończyć. Samą końcówkę ciąży miałam paskudną (ok.
      miesiąca). Leżałam z bólami i było mi wszystko jedno. Przychodziła i zabierała
      córę do siebie nieraz na długie dnie, nie protestowałam, nie miałam na to siły.
      I wkrótce potem przedwcześnie urodziłam, w opiekę nad córką sprawowały dwie
      babcie na zmianę i to też nie było po myśli teściowej, bo liczyła na to, że to
      ona cały czas z nią będzie. I tak to się zaczęło, zaczęła częściej przychodzić
      po moim powrocie, była szansa to zakończyć, ale potem wywinęła podobny numer jak
      przy mojej małej córeczce. A kiedy zabrała mojej koleżance jednego z moich
      bliźniąt z rąk to była kolejna pogadanka. To potem przyszła spytać oficjalnie
      czy może częściej przychodzić (co 2-3 dni) i pomagać mi przy bliźniakach.
      Odmówiłam! Wróciła do domu z płaczem. Podjęła się opieki za pieniądze nad innym
      dzieckiem w sąsiedztwie i to ją bardzo zmieniło i rozładowało.
      • anna_sla Re: ja to rozumiem, miałam TAK SAMO 02.09.09, 09:17
        Dopiero teraz robi się normalniej, ale dziś bliźniaki mają już 3 lata, a ona
        jest pod 60-tkę i zwyczajnie nie daje rady fizycznie ich jeszcze ogarnąć. Za
        dużo latania przy nich jest, a ona już jednak spracowana kobieta jest.

        Wiele rzeczy robi sztucznie, zaczęła od wychwalania mnie na siłę po koleżankach.
        Chyba liczyła, że to do mnie dotrze i w sumie doszło, ale głupia to ja nie
        jestem i widzę ile w tym szczerości ;P Nieraz ją z resztą przyłapywałam na tym
        gdy zbijałam ją czymś z tropu :D Olewam to, zwisa mi już co o mnie gada. Przez
        tyle lat to ja się już uodporniłam (minęło prawie 5 lat już)..



        Pewnie powiecie "czy warto było?". Doznałam uszczerbku na zdrowiu, naszarpałam
        się przy tych dzieciach sama, dobiłam kręgosłup. Fizycznie było okrutnie ciężko,
        namęczyłam się strasznie.. ale za to nic nie zastąpi mi tego komfortu
        psychicznego a to dla mnie ważniejsze, bo fizycznie sprawna a psychicznie
        zwichnięta to żadna dobra matka :D Dlatego uważam, że WARTO BYŁO!!
        • black_tangens Re: ja to rozumiem, miałam TAK SAMO 02.09.09, 09:27
          anna_sla napisała:

          > Dopiero teraz robi się normalniej, ale dziś bliźniaki mają już 3 lata, a ona
          > jest pod 60-tkę i zwyczajnie nie daje rady fizycznie ich jeszcze ogarnąć. Za
          > dużo latania przy nich jest, a ona już jednak spracowana kobieta jest.
          >
          > Wiele rzeczy robi sztucznie, zaczęła od wychwalania mnie na siłę po koleżankach
          > .
          > Chyba liczyła, że to do mnie dotrze i w sumie doszło, ale głupia to ja nie
          > jestem i widzę ile w tym szczerości ;P Nieraz ją z resztą przyłapywałam na tym
          > gdy zbijałam ją czymś z tropu :D Olewam to, zwisa mi już co o mnie gada. Przez
          > tyle lat to ja się już uodporniłam (minęło prawie 5 lat już)..
          >
          >
          >
          > Pewnie powiecie "czy warto było?". Doznałam uszczerbku na zdrowiu, naszarpałam
          > się przy tych dzieciach sama, dobiłam kręgosłup. Fizycznie było okrutnie ciężko
          > ,
          > namęczyłam się strasznie.. ale za to nic nie zastąpi mi tego komfortu
          > psychicznego a to dla mnie ważniejsze, bo fizycznie sprawna a psychicznie
          > zwichnięta to żadna dobra matka :D Dlatego uważam, że WARTO BYŁO!!
          >
          I bardzo dobrze zrobiłaś, bo dziecko powinni wychowywać rodzice: matka i ojciec
          a nie nieodpowiedzialna babcia. Owszem można od czasu do czasu dać dziecko babci
          ale tylko gdy jest ona odpowiedzialna i dotrzymuje słowa. A tak u twojej
          teściowej nie było. Tak więc dobrze, że to ty byłaś przy maluszku, bo to jest
          ważny czas dla rozwoju dziecka.
          Poza tym mam wrażenie, że twoja teściowa chciała z tobą konkurować, że nie mogła
          zaakceptować faktu, że jest stara i już z wózkiem chodzić nie będzie. Mam
          wrażenie, że jej namolne dążenie do wychowywania małych dzieci jest takim
          substytutem, kobieta chce się jeszcze poczuć młodą mamą. Pewnie twoja teściowa
          nie ma jakiegoś hobby czy celu w życiu.
          • anna_sla Re: ja to rozumiem, miałam TAK SAMO 02.09.09, 21:19
            > Mam wrażenie, że jej namolne dążenie do wychowywania małych dzieci jest
            > takim substytutem, kobieta chce się jeszcze poczuć młodą mamą

            nie mam pojęcia co jej było, może to menopauza, którą jakoś około tego okresu
            przechodziła (nie wiem jak długo to u niej trwało, wiem, że jak urodziłam córcię
            to jeszcze ją przechodziła). A może to, że nie miała własnej córki (ma dwóch
            synów) a zawsze chciała córeczkę. Ona jest raczej z tych osób co nie potrafią
            się nudzić. Od lat uprawia działkę i wręcz spędza na niej każde wolne dni od
            wiosny po jesień, wręcz się na niej przepracowuje i jeszcze wzięła działkę ode
            mnie, bo ja suma sumaru musiałam zrezygnować, bo teraz już wcale nie mam kiedy
            na nią chodzić.

            Cieszę się, że to minęło i to dużą zasługą było to, że podjęła się opieki nad
            tym dzieckiem w sąsiedztwie. Teraz urodziła się temu dziecku siostrzyczka i
            teraz ona od lutego ma zostać podopieczną mojej teściowej. Ma wreszcie swoją
            dziewczynkę ;)
    • sanrio Normalnie! 02.09.09, 12:25
      Po prostu jej to powiedz, piszesz tak jakbyś w ogóle tej opcji nie brała pod
      uwagę! Siłą Cię wyślą do pracy? Zostajesz w domu i już, jak możesz się w ogóle
      tak przejmować, to Ty jesteś matką i nic nikomu do tego!
    • caysee Re: Teściowa a dziecko... 02.09.09, 20:01
      Kurcze, ile ja bym dala za taka tesciowa :) Mi nie bedzie mial kto pomoc nawet w
      krytycznych sytuacjach odebrac dziecka z przedszkola, a twoja tesciowa sama
      garnie sie do przejecia opieki. Wedlug mnie okropnie wyolbrzymiasz ta sytuacje,
      twoj post wyglada tak, jakbys byla zazdrosna, ze dziecko bedzie spedzalo czas z
      babcia a nie z toba i jakbys chciala na zlosc jej zostac dluzej w domu, byleby
      ona nie mogla sie zajmowac twoim dzieckiem, na co najwyrazniej ma ogromna
      ochote. A jak ci sie nie chce wracac do pracy naprawde, to w czym twoj problem?
      Jesli was na to stac i obydwoje z mezem sie na to zdecydujecie, to przeciez
      tesciowa wam dziecka nie odbierze.
    • emma_me Re: Teściowa a dziecko... 10.09.09, 12:05
      w pierwszej kolejności porozmawiaj z mężem. Skalkulujcie czy możecie sobie
      pozwolić na twoje pozostanie w domu. W zależności od dochodów możesz ubiegać się
      o zasiłek wychowawczy. Z jednej pensji na pewno ciężko wyżyć, chyba, że mąż
      naprawdę nieźle zarabia. W kwestii teściowej musisz się zastanowić czy to tylko
      Twoje uprzedzenie do jej osoby czy czujesz, że źle zajmie się dzieckiem. Prawda
      jest taka, że babcia zdecydowanie lepiej zaopiekuje się małą niż najlepsza
      niania. Ja nie ubóstwiam swojej teściowej głównie za wścibstwo jednak wiem, że w
      żaden sposób nie skrzywdzi moich synków i zajmie się nimi najlepiej jak potrafi.
      Zaakceptowałam fakt, że jest taka a nie inna. Oczywiście zwracam jej uwagę
      jednak tylko w sprawach dotyczących dzieci.
    • linka.k Re: Teściowa a dziecko... 12.09.09, 19:33
      Postaw na kompromis, w końcu jakieś plusy tej sytuacji też są.
      Przedstaw mężowi swoje zdanie i swoje warunki, niech on z matką porozmawia o
      waszych planach i założeniach odnośnie wychowania dziecka, ale z drugiej strony
      może warto choć raz w tygodniu zostawić dzidziusia u niej, niech się nacieszy,
      namęczy, obejdzie sąsiadki, raczej poradzi sobie z dzieckiem, jakoś w końcu
      Twojego męża wykochała. A Ty w tym czasie wysprzątaj mieszkanie, idź do
      fryzjera, na basen, zrób sobie maseczkę, umów się na pogaduchy z przyjaciółkami
      i idź na randkę z mężem :)
      A następnego dnia odbierz dziecko, podziękuj teściowej, jak się dowartościowuje
      kobieta to może zaakceptuje Twoje warunki, a jak nie to dasz jej popalić, a ona
      będzie wiedzieć co straciła.

      Ps. Pamiętaj, żeby nie zaniedbywać męża :)
      • everyday25 Re: Teściowa a dziecko... 29.09.09, 15:29
        Raz jeden jedyny pozwoliłam teściowej iść z Małą na spacer.
        Poprosiłam o powrót o konkretnej godzinie. Oczywiście tak się rolą
        przejęła, że musiałam po nią zadzwonić, żeby wróciła. A ja? Ja nie
        mogłam sobie miejsca znaleźć. Ani nie odpoczęłam, ani zakupów nie
        zrobiłam. Żadna przyjemność, niestety. Ja sobie naprawdę radzę ze
        sprzątaniem mieszkania, myciem okien, gotowaniem obiadów, zakupami,
        praniem, prasowaniem. I moje dziecko mi w tym nie przeszkadza.
        POtrafię sobie czas zorganizować. Za to moja teściowa jakoś ze swoim
        domem nie daje sobie rady. Wiecznie bałagan - w domu i przed domem,
        zadowolona jest jak obiadu nie musi gotować, tylko jak pojedzie i
        coś w mieście kupi, bo ona nie ma czasu. Cały czas tylko auto i
        jazda po mieście i sklepach.
        A z tego co wiem, to teściowa na wychowanie swoich dzieci czasu nie
        miała, bo ciągle "inne" zajęcie miała. Jej dziećmi się mama i
        siostra zajmowały. Może teraz chce coś nadrobić? Nie wiem...
        POza tym dziecko jest karmione piersią, co wybitnie mojej teściowej
        przeszkadza, "bo jak dziecko jadło z butelki, to wiadomo było ile
        zjadło". Mleka nie odciągam i nie zamierzam odciągać (chociaż
        próbowałam). A jak słyszę od obcych ludzi, jak to ona opowiada jak
        SCHUDNIE jak się będzie małą opiekować to mi niedobrze. A co to?
        Hantel mały jest? Przenośna siłownia czy co?
        PS. O męża staram się dbać, jakoś nie narzeka:)
        • everyday25 Re: Teściowa a dziecko... 29.09.09, 15:52
          A z tym "wykochaniem" męża... No tak go teściowa "wykochała", że do
          dzisiaj muszę go uczyć czułości, przytulania,
          jakiegoś "uszczypnięcia" przypadkiem, objęcia... Myślałam, że on
          taki nieporadny tylko na początku naszego związku będzie, a okazało
          się, że on nie umie okazywać uczuć:( W domu mojego męża tego nie ma.
          Nie ma przytuleń, ciepłych uścisków, buziaków na pożegnanie przed
          podróżą. Wszystko takie na dystans. Zero serdeczności. Także co do
          tego "wykochania" to mam wątpliwości...
    • babarada Re: Teściowa a dziecko... 12.07.17, 22:27
      Nie mów jej aluzjami, tylko wyłóż kawę na ławę, widocznie się nie domyśla. Proponuje zapisać dziecko do jakiegoś klubiku na kilka godzin, żeby nie siedziała z nim cały dzień bo obawiam się, że będzie we wszystko ingerować. Nie bój się wyrażać swoich emocji, ustalenie zasad na samym początku w przyszłości zaowocuje lepszą relacją z rodziną. Wszystko powinno być powiedziane w spokoju. Jeśli masz jeszcze jakieś nurtujące spostrzeżenia dotyczące rodziny i dziadków zapraszam na mój blog babarada.pl
Pełna wersja