everyday25
28.07.09, 05:45
Jak poradzić sobie z teściową, która próbuje na siłę przejąć opiekę
nad naszym kilkumiesięcznym dzieckiem? Dała mi kiedyś odczuć, że
najlepiej jakbym po macierzyńskim od razu wróciła do pracy, bo (w
domyśle) ona musi się wykazać (przed resztą rodziny i sąsiadkami)
jako wspaniała babcia i opiekunka. W ogóle nie pyta, ile chcę zostać
na wychowawczym, tylko: "A kiedy wracasz do pracy?". Teściowa nie ma
zajęcia - nie pracuje, siedzi w domu. Czasem mam wrażenie, że jestem
już niepotrzebna. Urodziłam dziecko i moja rola się już skończyła. I
najlepiej jakbym już do pracy wróciła. Czuję się jak reproduktor. I
kiedy jestem u teściów w odwiedzinach cały czas słyszę, że jedna
sąsiadka się wnukiem zajmuje, druga będzie się zajmować, trzecia
sobie nie radzi, kolejna schudła 10 kg przy opiece na wnukiem (i ona
też by chciała, bo kolejne diety nie przynoszą efektu. Odkąd
pamiętam - teściowa wiecznie się odchudza). Ona jest zazdrosna nawet
o to, że ja tak szybko schudłam po ciąży i że teraz ważę mniej niż
przed ciążą i pyta mojego męża - "co ty jej zrobiłeś, że spodnie na
niej wiszą?" Koszmar. Odwlekam jak mogę moment, w którym będę
musiała oddać jej córkę w opiekę:( (tak jest oczywiście z góry
założone, że jak wrócę do pracy, to ona będzie się małą zajmować...
Tylko nikt nie pytał mnie o zdanie w tej kwestii... To, czy ja chcę
siedzieć z dzieckiem jest nieistotne. Babcia już czas odlicza do
mojego powrotu do pracy, a mnie się tam nie spieszy. Choćbym miała z
zasiłków żyć).
Powiedzcie, jak sobie z tym poradzić. To kolejna bezsenna noc przez
ten problem. Jak wytłumaczyć teściowej, że nic na siłę, że ja chcę
się teraz pocieszyć własnym dzieckiem w spokoju? Aluzje do niej nie
docierają... Im bardziej ona na mnie naciska, że mam jej małą
zostawić i jechać gdzieś, że mam jej dać małą na spacer, że ona jej
zupki będzie gotować, to ja się bardziej opieram i zamykam. Dopóki
ja sama nie będę czuła takiej potrzeby, dziecka z nią nie zostawię...