kryzys w mlodym malzenstwie

31.07.09, 00:41
otoz mam problem ze swoim mezem, mieszkamy razem ponad 2 lata, jestesmy
malzenstwem od niedawna, ja juz naprawde nie wiem co moge zrobic, moj maz nie
darzy mnie szacunkiem, pala do mnie po prostu najzwyczajniej nienawiscia,
wyladowuje na mnie swoje frustracje i wszystkie inne niepowodzenia, do tego na
kazdym kroku klamie, najgorszew w tym wszystkim jest to ze nigdy, ale to nigdy
nie potrafi sie przyznac do bledu:(((jezeli tylko zrobi cos zle natychmiast
wybucha , ze to jest moja wina, wszystkie swoje bledy przekreca tak, zebym to
ja musiala przepraszac, nie da sie z nim na spokojnie porozmawiac, na kazda
probe powiedzenia ze sie o niego martwie czy czego ja sie boje i czego sie
obawiam reaguje zloscia,nigdy nie potrafi stanac w mojej obronie gdyz woli nie
wyjsc zle w oczach znajomych,woli doprowadzic mnie do placzu niz przytulic i
pocieszyc...a caly czas twierdzi ze mnie kocha, nie wiem naprawde juz nie wiem
co mam robic...jestem tak cholernie smutna...kiedy puszczalam go na imprezy
niegdy nie potrafil udowodnic ze na to zasluguje, potrafil zalac sie i spac
pod barem, mimo obietnic ze wroci, kiedy po niego pojechalam zamiast wyrzutow
sumienia na nastewpny dzien zrobil awanture ze trzeba bylo nie jechac, ilekroc
pozniej spotykal sie z tymi ludzmi po powrocie do domu byla awantura,
najzwyczajniej w swiecie sie na mnie wyzywal, ja nie akceptowalam jego
znajomych, oni nie akceptowali mnie, i zrobilo sie z tego jedno wielkie bagno,
kiedy w sylwestra spedzalismy romantyczny wieczor powiedzial mi ze nigdy, ale
to nigdy nie zostawi mnie dla tamtych ludzi, po czym kiedy na chwile
podjechali pod nasz dom wsiadl z nimi do auta i pojechal, sylwestra spedzilam
sama, wyrzutow sumienia tez nie bylo...a ja nawet nie krzyczalam, po prostu
tak mnie zranil ze nawet nie mialam sily...na co uslyszalam ze sama sobie
zapracowalam na takiego sylwestra:(((znalazl przy mnie spokoj, znalazl cieplo,
przestal prowadzic pijacki tryb zycia i pracowac w knajpie...wszystko ze niby
dla mnie...a teraz po 2 latach jednak mu tego brakuje, zrezygnowal z tamtych
znajomosci dla mnie, a mimo tego caly czas sie na mnie o to wyzywa...ciekawe
czy gdyby wybral tamtych ludzi , ktorzy mnie nienawidza rozpowiadaja na moj
temat bog wie jakie plotki, za kazdym razem kiedy poznaje kogos nowego musze
sie wybielac i tlumaczyc ze to nieprawda,ciekawe czy wyzywalby sie na nich
dlatego ze zrezygnowal ze mnie watpie...wszystko mi sie wali...przez te
wszystkie nerwy stracilam dziecko...maz poszedl wtedy na ostatnia impreze
(ciekawe na jak dlugo) i zrobil mi taka awanture , ze jakis czas pozniej
okazalo sie ze ciaza jest obumarla, stracilam dziecko, stracilam przez to i
prace, nie mam nawet grosza i nie mam gdzie pojsc, jestem w pracy na okresie
probnym ale jest jeszcze ktos inny, ma wieksze doswiadczenie i kwalifikacje
niz ja, dlatego nie wiem czy z tego okresu probnego cokolwiek
wyciagne...dlaczego on mowi ze mnie kocha a na kazdym kroku mnie rani, kiedy
proboje mu to uswiadomic wpada w szal...ja go naprawde tak bardzo mocno
kocham, bo kiedy jest dobrze jest naprawde kochany, ale jesli tylko na drodze
pojawia sie chocby najmniejszy problem do rozwiazania rodzi sie piekielna
awantura...jest to czlowiek ktory juz raz probowal targnac sie na swoje zycie,
martwie sie o niego caly czas, na pomoc psychologa nie chce sie zgodzic, caly
czas zarzuca mi ze nie ma we mnie wsparcia, z tym ze nic nigdy nie mowi, bo
kiedy ma jakis problem po prostu sie na mnie wyzywa i odpycha, jest to ponad
moje mozliwosci, do tego jest z rozbitej rodziny gdzie kazdy ma kazdego
kompletnie gdzies...poza mna nie ma tak naprawde nikogo, sam mi to kiedys
mowil wiec wytlumaczcie mi ...dlaczego tak mnie traktuje:((((
    • yulek_cezar Re: kryzys w mlodym malzenstwie 31.07.09, 01:10
      Po pierwsze: syndrom Józka co się miał po ślubie automagicznie z patologii
      wyleczyć. Po drugie: nieścisłości, nieścisłości. Jak mógł zerwać ze znajomymi,
      jak cały czas z nimi balował? Jak zerwał z pijackim życiem, jak zamiast wrócić z
      imprezy leżał pod stołem? Gdzie on to ciepło odnalazł, jak cały czas wrzesczy?
      Ja widzę raczej, że to ty w imie niewiadomo czego zrezygnowałaś ze wszystkiego
      co masz. W imię Józia, Józia-maltretatora. Czasem przykro jest patrzeć jak
      ludzie sobie życie marnują.
    • enith Re: kryzys w mlodym malzenstwie 31.07.09, 01:13
      Ty się poważnie pytasz czemu cię tak traktuje? Bo ma cię na własność, bo wyszłaś za niego POMIMO jego pijackich wybryków i awantur, więc nie ma kompletnie żadnej motywacji do zmiany. Wyszłaś za mąż za mężczyznę, który już przed zawarciem ślubu bardzo marnie rokował jako kandydat na partnera i zbierasz pokłosie swojej nieprzemyślanej decyzji. Idźcie na terapię, a jak mąż nie będzie chciał, idź sama.
      • nelle76 Re: kryzys w mlodym malzenstwie 31.07.09, 09:30
        Zostaw go i to jak najszybciej. Jesteś młoda, poboli i przestanie, a
        jeszcze sobie masz szanse ułożyć zycie. A nie po 20 latach mówić -
        jaka ja byłam głupia - i płakać, że czasu nie da się cofnąć. Nie daj
        sobą pomiatać, nikomu!
    • marzeka1 Re: kryzys w mlodym malzenstwie 31.07.09, 09:45
      "moj maz nie
      darzy mnie szacunkiem, pala do mnie po prostu najzwyczajniej nienawiscia,
      wyladowuje na mnie swoje frustracje i wszystkie inne niepowodzenia, do tego na
      kazdym kroku klamie, najgorszew w tym wszystkim jest to ze nigdy, ale to nigdy
      nie potrafi sie przyznac do bledu:(((" - I CO? nAGLE PO SLUBIE TAKIE SIĘ
      STAŁ????? Kobieto, wyszłaś za śmiecia, związałaś się z fatalny,m facetem i co?
      Myślałaś, że się zmieni????? Nie zmieni, będzie coraz gorzej. Szkoda twojego
      życia na takiego dupka, tylko się przypadkiem się z nim NIE ROZMNAŻAJ,bo
      udupisz się na całego. Gdzie ty takiego śmiecia znalazłaś?
    • gladys_g ależ to proste 31.07.09, 10:24
      powinnaś jak najszybciej urodzić Mu dziecko, na pewno wtedy się zmieni i zacznie
      Was szanować oraz przestanie pić.
      • pan_i_wladca_mx Re: ależ to proste 31.07.09, 11:15
        nieprawda! dopiero 2 dzieci zmnienia pijaka w porzadnego faceta!
        • gladys_g Re: ależ to proste 31.07.09, 11:16
          masz rację, oczywiście. O czym ja myślałam... jedno, też coś.
          • madlene224 Re: ależ to proste 31.07.09, 12:06
            tylko ze od ostatniego razu juz nie pije i w zasadzie nigdzie z kumplami nie
            wychodzi, wlasnie od momentu kiedy to dziecko stracilam,tylko czasem tak sie
            zachowuje jak powie sie cos nie po jego mysli...
            • madziaq Re: ależ to proste 31.07.09, 12:38
              Tak, czyli jak? Robi karczemne awantury z wyzwiskami itp? No to doprawdy nic
              tylko się cieszyć, że cię jeszcze nie zakatował, kiedy coś powiedziałaś nie po
              jego myśli. A przed ślubem oczywiście był wspaniały, do rany przyłóż i dopiero
              po ślubie stał się potworem?

              Pytanie podstawowe brzmi: gdzie miałaś głowę, jak za niego wychodziłaś? Bo chyba
              nie na swoim miejscu...
              • pan_i_wladca_mx Re: ależ to proste 31.07.09, 16:33
                glowe miala w bialej sukni, szczesliwa ze chlopa zlapala.
                autorko zrozum, ze masz w domu przemocowca, ktory naduzywa alkoholu!
                i nie, nie zmieni sie! moze byc coraz gorzej, nawet po jakims wydarzeniu, jezeli
                sie otrzasnie, to na krotko, niestety nowoczesna psychologia nie zna zmian
                osobowosci pod wplywem czegos innego niz okropnie traumatyczne doswiadczenie
                (zabicie czlowieka np.) lub choroba psychiczna!
            • marzeka1 Re: ależ to proste 31.07.09, 19:19
              "tylko czasem tak sie
              zachowuje jak powie sie cos nie po jego mysli... "
    • plutoniczna syndrom sztokholmski jak nic 31.07.09, 17:15
      madlene224 napisała:

      ja go naprawde tak bardzo mocno kocham, bo kiedy jest dobrze jest
      naprawde kochany, ale jesli tylko na drodze pojawia sie chocby
      najmniejszy problem do rozwiazania rodzi sie piekielna
      > awantura...

      nie ma znaczenia co my tu wszysci ci napiszemy, bo ty i tak w nic
      nie uwierzysz i go usprawiedliwisz.

      samą miłością człowiek nie żyje, a z niego żaden materiał na
      partnera.
      no, chyba że lubisz zabawy sado-macho.
      ty panicznie boisz się zostac sama (tzn. bez niego).
      jedyna rada - podnych ciąż z tym facetem, biegiem po rozwód i w nogi.
      • plutoniczna Re: syndrom sztokholmski jak nic 31.07.09, 19:28
        "żadnych ciąż" miało być
    • caysee Re: kryzys w mlodym malzenstwie 31.07.09, 18:41
      Kobieto, uciekaj gdzie pieprz rosnie, jeszcze znajdziesz sobie porzadnego faceta.
    • brzuszeknatalia Re: kryzys w mlodym malzenstwie 31.07.09, 19:05
      brdzo Ci współczuję.
      Napisałaś że go kochasz, dlatego pozwalasz na to wszystko..
      Będzie Ci bardzo trudno, ale powinnaś go zostawić. Pomyśl sobie, co
      będzie jak zajdziesz w ciaże i urodzisz dziecko? Twoje dziecko
      będzie się wychowywać w takiej chorej atmosferze,będzie patrzeć na
      ojca frustrata i zastraszoną matkę. Czy tego własnie chcesz dla
      swojego dziecka?
      Weź z nim rozwód.Ułożysz sobie jeszcze życie z kimś..że tak
      powiem..normalnym.
      Trzymam za Ciebie kciuki i życzę duuuużoooo siły, powodzenia i
      szczęścia.
      • marzeka1 Re: kryzys w mlodym malzenstwie 31.07.09, 19:21
        "Trzymam za Ciebie kciuki i życzę duuuużoooo siły, powodzenia i
        szczęścia. "- daremne pragnienia, nie rozwiedzie się, nie wyrzuci śmiecia ze
        swojego życia, rozmnoży się, kiedy tylko nadarzy się okazja i tylko szkoda, że
        spaprze tym dziecku życie, które dorośnie jako DDA. To że sama marnuje sobie
        przy kims takim życie- pal licho, tylko tego dziecka, które draniowi urodzi żal.
        • horpyna4 Re: kryzys w mlodym malzenstwie 12.08.09, 19:33
          Gorzej, że dzieci powielają zachowania rodziców, bo wyrastając w
          takiej patologicznej (tak, patologicznej - oby to dotarło do autorki
          wątku) rodzinie wyobrażają sobie, że tak być musi i że to jest
          normalne. Potem synowie chleją i tłuką żony, a córki chodzą z
          podbitymi limami, powybijanymi zębami i mówią, jacy ci ich męzowie
          kochani... tylko trochę nerwowi.
    • lady-513 Re: kryzys w mlodym malzenstwie 12.08.09, 19:09
      oni mają rację, chociaż słowa forumowiczów są dość agrasywne to
      jednak mają rację. Chyba to nie ma sensu, mój związek też. Dlatego
      słowa typu "odejdź od niego i gdzie znalazłaś takiego głupka"
      traktuję, jakby były mówione do mnie. Ale jeszcze nie biegnę po
      rozwód, boję się tego. Szkoda, że był mój ślub. Chociaż był piękny -
      to szkoda. ps. trzy dni przed ołtarzem też była awantura i poszłam
      na przysięgę jak na skazanie, ale poszłam. Takie głupie rzeczy
      ludzie robią. Dlaczego ja nie wiedziałam co jest dla mnie dobre? A
      teraz gadam, że jeszcze nie biegnę po rozwód. bez sensu
      • melixsa Re: kryzys w mlodym malzenstwie 14.08.09, 21:30
        Trzeba mieć niezłą potrzebę bycia popychadłem aby trwać w takim związku. Zwykła
        cierpiąca, która musi ratować swojego Misia, bo Miś mówi, że kocha; między
        jednym, a drugim kopniakiem w tyłek.
        Nie kochasz go, tylko nie masz zapewne lepszej perspektywy. Podpisany papierek,
        wspólne mieszkanie, utrzymywanie z jego dochodów. Trzeba by było trochę się
        napracować aby wyjść z tej patologii, ale lepiej płakać na forum, niż coś zrobić.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja