mm_2009
16.08.09, 21:54
Sama nie wiem od czego zacząć. Mam ustaloną datę ślubu - za 1,5 miesiąca. I
zaczęło się. Koszmary senne i coraz większe wątpliwości. Nie wiem jak sobie z
tym poradzić. Najgorsze, że jesteśmy ze sobą naprawdę długo. Znamy się i
rozumiemy bez słów, ale nie ma już między nami tego durnego zauroczenia. Wiem,
że to głupie. Mamy ze sobą tyle wspólnego, zawód, przyjaciół, zainteresowania.
Nasz związek przeszedł już niejedno, a mi się chce płakać i nie wiem co mam ze
sobą zrobić. No i oczywiście na horyzoncie pojawił się ktoś nowy - historia
rodem z rzewnej powiastki - i nigdy nie sądziłam, że mi się coś takiego
przytrafi. I jeszcze 2 miesiące temu wszystko było ok. A teraz porażka.
Najgorsze, że u mnie zawsze rozum był na pierwszym miejscu, a teraz nie umiem
sobie samej przetłumaczyć co i jak. Najchętniej zamknęłabym się gdzieś sama.
Nie chce nikogo zranić. A wiem, że on załamałby się. Czy to tylko schiza przed
nowym? Nie wiem. Dodam tylko, że ten drugi, sam się wycofał jak dowiedział się
że jestem zaręczona. Zresztą między nami nic nie było i nie ma, ale chyba
przez niego zaczęłam się nad wszystkim zastanawiać. Nie mogę z drugiej strony
rzucić przecież wszystkiego. Proszę, czy którakolwiek z Was miała tak też
przed ślubem, czy te wątpliwości są wpisane w całą tę imprezę? Ha, chyba boję
się dorosnąć.