Kryzys przedślubny...?

16.08.09, 21:54
Sama nie wiem od czego zacząć. Mam ustaloną datę ślubu - za 1,5 miesiąca. I
zaczęło się. Koszmary senne i coraz większe wątpliwości. Nie wiem jak sobie z
tym poradzić. Najgorsze, że jesteśmy ze sobą naprawdę długo. Znamy się i
rozumiemy bez słów, ale nie ma już między nami tego durnego zauroczenia. Wiem,
że to głupie. Mamy ze sobą tyle wspólnego, zawód, przyjaciół, zainteresowania.
Nasz związek przeszedł już niejedno, a mi się chce płakać i nie wiem co mam ze
sobą zrobić. No i oczywiście na horyzoncie pojawił się ktoś nowy - historia
rodem z rzewnej powiastki - i nigdy nie sądziłam, że mi się coś takiego
przytrafi. I jeszcze 2 miesiące temu wszystko było ok. A teraz porażka.
Najgorsze, że u mnie zawsze rozum był na pierwszym miejscu, a teraz nie umiem
sobie samej przetłumaczyć co i jak. Najchętniej zamknęłabym się gdzieś sama.
Nie chce nikogo zranić. A wiem, że on załamałby się. Czy to tylko schiza przed
nowym? Nie wiem. Dodam tylko, że ten drugi, sam się wycofał jak dowiedział się
że jestem zaręczona. Zresztą między nami nic nie było i nie ma, ale chyba
przez niego zaczęłam się nad wszystkim zastanawiać. Nie mogę z drugiej strony
rzucić przecież wszystkiego. Proszę, czy którakolwiek z Was miała tak też
przed ślubem, czy te wątpliwości są wpisane w całą tę imprezę? Ha, chyba boję
się dorosnąć.
    • fergie18 Re: Kryzys przedślubny...? 16.08.09, 22:09
      lepiej nie bierz teraz ślubu.....poczekaj jeszcze trochę....Wasz zwiazek wcale
      nie musi być idealny nawet jak jesteście że sobą dlugo i wiele przeszliście - ja
      bym poczekała ze ślubem-przed rodziną i znajomymi można się zasłonić problemami
      zdrowotnymi albo jakimś wyjazdem/operacją jesli nie chce się mówić prawdy
    • malgoszac Re: Kryzys przedślubny...? 16.08.09, 22:24
      odwolaj slub albo zmien date na pozniejsza
      z doswiadczenia powiem, ze to do niczego dobrego nie doprowadzi...
      • czarna_mysz Re: Kryzys przedślubny...? 17.08.09, 00:41
        Nie jestem doświadczona ale wydaje mi się, ze to zwykły lęk przed ołtarzem:)
        często to bywa. Usiądź z partnerem pewnego dnia wygodnie na kanapie i
        porozmawiaj z nim o tym. Jak dużo przeszliście to i pewnie i to zrozumie. Może
        rozmowa coś ci da a może przesuniecie ślub?.
        • malgoszac Re: Kryzys przedślubny...? 18.08.09, 19:54
          lek przed oltarzem?
          ...albo sie kogos chce na meza albo ma sie watpliwosci
    • gad.forumowy Re: Kryzys przedślubny...? 17.08.09, 03:31
      mm_2009 napisała:
      > Sama nie wiem od czego zacząć. Mam ustaloną datę ślubu - za 1,5
      > miesiąca. I zaczęło się. Koszmary senne i coraz większe
      > wątpliwości. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.

      Uciekaj!!

      mm_2009 napisała:
      > Najgorsze, że jesteśmy ze sobą naprawdę długo. Znamy się i
      > rozumiemy bez słów, ale nie ma już między nami tego durnego
      > zauroczenia. Wiem, że to głupie. Mamy ze sobą tyle wspólnego,
      > zawód, przyjaciół, zainteresowania. Nasz związek przeszedł już
      > niejedno, a mi się chce płakać i nie wiem co mam ze sobą zrobić.

      I właśnie tu, w długości trwania tego związku tkwi sedno problemu. Mam wrażeie, że nie zaiskrzyło, nie ma tego "czegoś". Jest wam ze sobą dobrze, ale nic poza tym.

      mm_2009 napisała:
      > Proszę, czy którakolwiek z Was miała tak też przed ślubem, czy te
      > wątpliwości są wpisane w całą tę imprezę? Ha, chyba boję się
      > dorosnąć.

      Nie wiem czy to strach przed dorosłością, ale zastanów się nad wpływem rodziców na twoje obecne życie.
      A wątpliwości - chcę uchronić cię przed historią którą przerabiałem osobiście.

      Reasumując - uciekaj.
      • misiu.stefan Re: Kryzys przedślubny...? 17.08.09, 13:43
        Ja przed ślubem byłam przerażona.
        Jak ktoś mnie pytał:I jak nastrój, to za każdym razem odpowiadałam
        FATALNIE. bo tak było. Strach przed zmianami w życiu, przez
        wyprowadzką z domu, strach przed samym dniem ślubu. Do tej pory
        wszystko było poukładane, miało swoje miejsce. A teraz? Tylko ciągła
        niepewność jak to będzie.

        Narzeczony nie rozumiał moich nerwów. O co mi chodzi? Czego tu się
        denerwować? On się wcale nie denerwował.

        Teraz bardzo się cieszę, że ślub (cały ten teatr) już za mną.
        A lepszego męża niż mam nie mogłabym sobie wymarzyć.

        Musisz zastanowić się czego się obawiasz? Czy wspólnej przyszłości z
        tym konkretnym facetem czy tego całego bajzlu, ktory towarzyszy
        ślubom?
        • maua_mee Re: Kryzys przedślubny...? 17.08.09, 15:59
          Ja też byłam przerażona przed ślubem. I też pojawił się na horyzoncie jakiś tam
          'przyjaciel', którego to ja spławiłam.
          Mogę Ci powiedzieć, że u mnie to już było zmęczenie materiału- ciągłe
          przygotowania, ustalanie z rodzicami, co zrobić i jak i zerowa pomoc ze strony
          męża. Ok, może nie zerowa, ale nie zgadywał w moich myślach, co powinien zrobić,
          jak powinien zareagować na tamto czy owamto i nie przejmował się tym, że jakaś
          pierdoła nie jest załatwiona. I przez te emocje, które sama nakręcałam,
          zastanawiałam się, czy ja w ogóle dobrze robię. Usiedliśmy razem, wypłakałam
          się, wykrzyczałam mu, jaki to on zły i niedobry, posłuchałam sama siebie i
          zobaczyłam, jaka jestem głupia.
          Reasumując- u mnie to był przejaw stresu, a męża mam cudownego i jestem naprawdę
          szczęśliwą mężatką.

    • marina111 Re: Kryzys przedślubny...? 17.08.09, 16:26
      zostało mi 3tyg do slubu, jakis czas temu tez pojawił się drugi.
      Moim zdaniem on sam się nei pojawił. Ja pozwoliłam na to bo sie
      bałam slubu. Zauroczył mnie ktos na kogo w normalnych
      okolicznosciach (bedac wolna osoba) nigdy bym nie spojrzała.
      Zerwałam z nim kontakt. Na moim narzeczonym moge polegac wiem ze
      mnie kocha. Jestem spanikowana zmianami ale moge rzucac sie w
      ramiona kazdego faceta zeby tylko odsunac od siebie zmiany. Kiedys
      to przeciez i tak nastapi.

      Mysle ze te watpliwosci sa ze strachu. Nie ma ludzi idzealnych ale
      jesli dobrze ci z narzeczonym to nierezygnuj z niego z powodu
      przedslubnego stresu. Apogeum mojego stresu juz przezyłam i wiem ze
      nie warto rzucac wszystkiego bo wieleosob mozna zranic niepotrzebnie
    • caysee Re: Kryzys przedślubny...? 17.08.09, 21:59
      Wedlug mnie powinnas zapomniec o tym innym. Z tego co piszesz masz fajnego
      chlopa, z ktorym mozesz zbudowac dobry zwiazek. Tego innego w ogole jeszcze nie
      znasz, po pierwszym zauroczeniu moze sie okazac, ze w ogole do siebie nie
      pasujecie. Nie warto dla czegos takiego zrywac dobrego zwiazku.
    • mm_2009 Re: Kryzys przedślubny...? 18.08.09, 19:39
      Dzięki wielkie dziewczyny za rady - wszystkie.
      Minęły 2 dni bez jedzenia i na niezłym odlocie i nie jest niestety lepiej. Muszę
      jeszcze ochłonąć i chyba pogadam z moim facetem. On widzi, że coś jest nie tak i
      nawet dziś spytał o co chodzi, ale byłam na granicy łez zanim zdążyłam się
      odezwać, więc zmieniłam temat. Jedyne czego mi teraz naprawdę trzeba to dojąć do
      ładu ze sobą i najchętniej chciałabym być sama, ale to nie jest w tej chwili
      możliwe - niestety.
      Co do tego drugiego, to trzyma dystans jak na razie. Zobaczymy co z tego
      wyniknie. Dzięki jeszcze raz.
      • 40cztery Re: Kryzys przedślubny...? 19.08.09, 16:25
        mm_2009 napisała:
        > Minęły 2 dni bez jedzenia i na niezłym odlocie i nie jest niestety lepiej.

        zrezygnuj ze ślubu. Niestety po ślubie nie będzie lepiej. Im dłużej, tym
        bardziej miłość opada. I slub naprawdę tego nie zmieni. Jak masz z kim to
        zaczynaj do nowa, puki krzywda będzie niewielka

        40cztery
    • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 10:32
      Hej i jak to się dalej toczy? Ja mam identyczną sytację, tez nie
      jem , nie spie, tylko mysle a slub za dwa tygodnie
      • alicja.84 Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 11:09
        Hello Wam. Ja jestem 2 miesiące przed ślubem, ale narazie kryzysu nie przeżywam:) Wydaję mi się, że nie znalazłabym fajniejszego narzeczonego (wyrozumiały, tolerancyjny, ciepły). Ale z tego co obserwuję w Waszych wypowiedziach to cała sprawa rozbija się o to, że pojawia się ktoś inny. Uważam, że trzeba się dobrze zastanowić, czy ryzykować fajny związek na rzecz niepewnej przyszłości? A z drugiej strony zawsze będzie Cię nurtowac, to jakby to było z tamtym...życie to sztuka wyboru uff
        • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 11:21
          No pojawił się ktoś inny ale w tym senk własnie. W związku kilku
          letnim brak jest chemii, emocji , wszystko jest nudne i jednostajne.
          Nie tak chyba jednak wyobrażalam sobie malżeństwo. Ludzie są dziwni,
          zamiast cieszyc sie z tego co mają, a mają dużo, szukają czegoś -
          kłopotów.
          • alicja.84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 11:24
            Ale po jakimś czasie z tym nowym też emocje się wypalą. Taka już chyba natura
            człowieka, ciągle mu mało. A co masz w planie zrobic? Decydujesz się na ślub,
            czy uciekasz sprzed ołtarza;-)
            • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 11:37
              Narazie mam totalny metlik w głowie, musze sciemniac ze jestem chora
              bo nie jem, nie spie, w pracy nic nie robie bo nie umie sie skupic.
              Do tej pory byłam szczesliwa, wydawało mi sie, że wszystko jest
              spera a teraz płakac mi sie chce z nerwów i w ogóle
              • alicja.84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 11:46
                Współczuję, to musi byc wyniszczająca sytuacja, ale długo tak nie możesz udawac.
                Tak czy inaczej się wyda. Decyzję trzba podjąc. A jak długo znasz tego drugiego?
                • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 11:52
                  Znam kilka dni i probuje sonie wytlumaczyc, ze to
                  chilowe "zauroczenie" bo tak jest czesto z czyms nowym, ale rozum
                  mówi jedno a ja drugie robie. Strasznie to głupie, bo nigdy nie
                  akceptiwałam rzadnej formy zdrady ( u mnie jak u innych), ale teraz
                  wszystko sie zmieniło o 180 stopni. Wiem, ze jestem potworem, ale
                  ciezko mi, przez to wszystko w ogole nie ciesze sie ze slubu.
                • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 11:57
                  Ja za chwile mam slub wiec sytuacja moze sama sie rozwiąze. Jedyne
                  czego jestem pewne, to ze gdydby do slubu bylo dużo dalej to bym
                  chyba jakas przerwe sobie zrobiła, nie wiem sama, może chila rozłąki
                  by mi pomogła zrozumiec, ze moge stracić Kogoś naprawdę dobrego
                  • alicja.84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 12:18
                    Ciężka sprawa, ale wydaje mi się, że zauroczenie przejdzie a człowiek może
                    okazac się nie tym, czego oczekiwałaś... Ryzyko chyba jest zbyt wielkie, żeby
                    rzucac wszystko.
                    • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 12:46
                      No napewno. Ale wiesz zamiast zaprzestac non stop esemesuje ... :)
                      • alicja.84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 13:00
                        bo tak to działa hehe, to jest zakazany owoc i przez to tym bardziej
                        podniecający, ale powinno przejść niedługo ;-)
                      • pan_i_wladca_mx Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 13:41
                        ciekawe co bys powiedziala jakby twoj narzeczony esemesowal miesiac przed slubem
                        z jakas nowa kolezanka, nalogowo i z wypiekami na twarzy.. ah ta empatia
                        • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 13:43
                          Załamałabym się .. Wcale się nie tłumacze, wiem ze robię źle, ale
                          ten zakazany owoc ... :)
                          • alicja.84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 15:33
                            Zakazany owoc ciągle krąży mi nad głową...hehehe, napisz za 2 tygodnie czy ślub
                            się odbył;-)
                            • bacha84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 19:41
                              Odbedzie sie na pewno. Moj terazniejszy narzeczonym tez kiedys byl jak zakazany owoc, ktory z czasem staje sie czyms normalnym. Szkoda ze w zwiazku mija pikanteria, "motyle w brzuchu" , ale za to pjawiają sie inne rzeczy oparcie, zrozumienie, pomoc, blisko innej osoby.
                              • alicja.84 Re: Kryzys przedślubny...? 25.08.09, 21:12
                                I wydaje mi się, że te rzeczy, które wymieniłaś są dużo ważniejsze niż motyle w
                                brzuchu, a pikanteria może pojawić się na innym polu :D
                                • prl1 Re: Kryzys przedślubny...? 26.08.09, 15:32
                                  Jestes bardzo niedojrzala osobą, z tego co widać w tych postach. Myślisz, że
                                  jeśli napiszesz "wystarczającą" liczbe sms'ów to ci przejdzie to co zaczynasz
                                  odczuwać wzgledem tego nowego kolesia? Zdaj sobie sprawę, że to co robisz
                                  nakręca i niego i niedługo trudno bedzie ci sie od niego opedzić. A jeśli mimo
                                  wszystko wezmiesz ślub (to już tuż!) a po tym okaże się że Twój nowo poślubiony
                                  mąż dowie sie o tym wszystkim - jaki to początek nowej drogi??? Ślubuję Ci
                                  miłość, WIERNOŚĆ i UCZCIWOŚĆ małżeńską - te 3 elementy są sensem związku
                                  małżeńskiego. Jeśli już przed startem olewasz sobie 2 z nich, niestety sama
                                  prosisz sie o to, żeby w twym życiu było źle
    • ilkaana Re: Kryzys przedślubny...? 27.08.09, 10:58
      Ja też miałam gorszy okres przed ślubem, ale nigdy nie miałam wąpliwości, czy to
      ten mężczyzna. Wszystko zależy od tego, co tak na prawdę nie daje Ci spokoju.
      Jeśli czujesz, że to nie ten, odwołaj ślub i zobacz co będzie dalej, pobądźcie
      ze sobą na spokojnie, przyjrzyj się Waszym relacjom bardzo dokładnie(z drugiej
      strony nie oczekuj euforii po związku, w którym jesteś kilka lat, przecież to
      niemożliwe, uczucia się zmieniają!). Ale jeśli boisz się samego ślubu czy
      jakichś zmian po nim, to bardzo prawdopodobne, że dopadł Cię zwyczajny stres
      przed tym ważnym krokiem, ale nie ma się czego obawiać.
      A może po prostu jesteś za młoda i musisz się wyszaleć, pobawić w życiu, zanim
      komuś powiesz "tak".
Inne wątki na temat:
Pełna wersja