Dodaj do ulubionych

Ratunku!!! Niesforny szczeniak...

12.05.05, 10:17
Mam straaszny problem z moją 7 mies. suczką. Jest dość bystra, szybko
nauczyła sie podstawowych komend, nie było problemu z załatwianiem się, ale
za nic, ale to ZA NIC nie przychodzi na zawołanie jak ją spuszczam ze smyczy,
no nie ma bata. To dla mnie straszny kłopot. Ilez to razy spóźniłam się do
pracy czy na zajęcia, bo godzinami usiłowałam ją złapać.
Mam fajną książkę ale jedyne rady jakie znalazłam, to żeby na 30-metrowej
smyczy uczuć pieska przychodzenia, a dopiero go z niej spuścić. Problem w
tym, że takiej smyczy nie mam i nie bardzo mi ''leży'' kupowanie (kosztuje
sporo, a tak naprawdę nikt mi nieczego nie zagwarantuje), a poza tym ta
smycz, która ma też jest długa i na smyczy sunia podchodzi kiedy każę.

Druga sprawa to wieczne ciągnięcie za smycz- muszę na nią sporo się
nakrzyczeć żeby szła normalnie, ale to działa tylko kilka minut- nie ma mowy,
żebym brała ja ze sobą np. na zakupy, bo po powrocie mam ręce do kostek- ona
jest bardzo silna (mama: husky, tatuś: wilczurek:)). Zawoidły książkowe
metody, a na szkolenie nigdy mnie nie będzie stać... CO robić??
Dodam, że suczka jest płochliwa i jak na nia krzyczę mam wrażenie, że ona w
ogóle nie wie o co mi chodzi...

Przepraszam, że tak długo sie rozpisałam, ale strasznie kocham mojego pieska,
nie chciałabym musieć go oddawać, a mąż powiedział, że nie ma zamaru męczyć
sie z nieułożonym psem całe jego psie życie... POMÓŻCIE!!!
--
I'm so in love with you...
Obserwuj wątek
    • nxo Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 12.05.05, 19:38
      Ja stosowałam metodę ciągniesz - koniec spaceru. Mówiłam "nie ciągnij", stawałam
      na środku ulicy, czasem kazałam psu usiąść i tak stałam, kilkadziesiąt sekund,
      czasem dłużej. Nieraz spacer polegał więcej na staniu niż na chodzeniu, ale po
      kilku miesiącach metoda przyniosła efekty i pies nie ciągnie. Tak, tak, nie licz
      na szybkie rezultaty, trzeba mieć dużo cierpliwości i wytrwałości. Co do
      uciekania - mój "głuchnie" tylko jak są w pobliżu inne psy, poza tym przychodzi,
      ale też jest szczeniakiem, no i z dnia na dzień jest coraz lepiej, cieszy mnie
      każdy mały sukcesik, choćby to, że odwróci łepek na moje wołanie podczas zabawy
      z innym psem - tu też się nastawiłam na długotrwałe wychowywanie. A stosuję
      metody opisane przez Jan Fennel, proponuję Ci zainwestować w jej książki
      "Zapomniany język psów" i "Zapomniany język psów w praktyce", bo z tego co
      piszesz to ewidentnie suczka nie uważa cię za osobnika Alfa i jeśli tego nie
      zmienisz to będziesz z nią miała problemy zawsze. Pozdrawiam i życzę powodzenia
      --
      *****************************
      Śmierć sygnaturkom!
      • aniani3 Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 09.08.05, 23:34
        no jakbym przeczytała o mojej suczce - 8 miesiecy, w domu nie sika, ale czasem
        potrafi jeszcze gdzieś cichaczem przykucnać, ciagnęła na spacerze tak, ze rece
        miałam sine.
        Znalazłam na to sposób. Kupiłam dwurzędową kolczatkę zapinaną paskiem skórzanym
        i szeroką smycz. Mój mąż powiedział, ze chyba zwariowałam, posokowiec i
        kolczatka! Obciach w dzielnicy. Sąsiedzi prowadzaja posokowca na cieniutkiej
        smyczce i cieniutkiej czerwonej obroży.

        Ale nie miałam wyjścia, bo moja suka to czołg w ataku.
        Problem zniknął, po pierwszym załozeniu to był nie ten pies.
        Wierzyć mi się nie chciało. Bała sie tych kolców i cofała sie, a ja w końcu
        mogłam normalnie spacerować.
        Dzis troche sie już przyzwyczaiła, ciągnie ale tak lekko, poczuje kolczatke to
        cie cofa.
        Dziś wychodze na spacer z przyjemnoscią.

        Radzę jak najszybciej kupić kolczatkę - moim zdaniem to jedyne szybkie wyjście.
        Jak pies się nauczy chodzić, to zastąpisz ją zwykłą obrożą.

        Próby ze stawaniem nie miały u mnie, bo w 4 osobowej rodzinie kazdy psa inaczej
        wyprowadza.

        • jola_wroc Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 10.08.05, 09:06
          Tak tak mój kundelek też ciągnął jak oszalały, kiedyś nawet tak pociądnął z
          ninacka że mnie przewrócił :)
          wkurzyłam sie i kupiłam kolczatkę (pół kolczatkę), troche ciągnał, ale jak ja
          go pociagnełam to sie opanował na dłużej, teraz ciągnie tylko wtedy gdy mu
          pozwalam, jak już za mocno albo nie chce mi się za nim lecieć, to lekko
          naciągam smycz i mówie do niego po imieniu, wtedy idzie ładnie, oczywiście
          czasem zapomni mu sie i znów odejdzie od nogi, ale już nie ciągnie.
          • amelia42 Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 10.08.05, 10:09
            e tam, kolczatka to wcale nie jest dobry pomysł. Po pierwsze nie wyobrażam
            sobie charta w kolczatce ( z resztą chyba by nie było takich rozmiarów), a po
            drugie nie zawsze działa. Na moją dożycę nie działało kopletnie nic! Mój
            półtoraroczny whippet jest bardzo niesfornym psiakiem i też ciągnie na
            spacerze, że ręka boli. Nic na niego nie działa ale zastanawiam się nad kupnem
            specjalnych szelek, może to coś pomoże.
            --
            Galgos espanoles - dajcie im szansę!


            :)
        • anajo Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 22.08.06, 14:52
          ...na niesforne psy polecam szkolenia, ktore pewnie sa organizowane w kazdym
          miescie, jest to swietny sposob na posnanie psa swojego psa i bardzo pomaga w
          szkoleniu...ksiazki sa dobre, ale pod okiem specjalisty idzie to owiele
          szybciej a i pies moze troche socjalizowac i z innymi psami i z ich
          wlascicielami... jezeli ciagnie na spacerze a jest to duzy pies to proponuje
          kolczatke dla dlugowlosych lub lancuszki zaciskowe dla krotkowlosych skutkuje
          na 100% i pies szybko sie uczy bo go to uwiera i tyle... jezeli ciagnie to
          nalezy szybkim ruchem i stanowczo pociagnac do siebie i dac komende tak pies
          moze sie nauczyc ze powinien chodzic przy nodze jezeli tego wymagamy...
          oczywiscie poczatki sa trudne i trzeba powtarzac ten ruch az pies bedzie musia
          poddac sie :) zycze sukcesow w szkoleniu!!!
      • urszula64 Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 28.06.06, 17:27
        szczeniak nie wie o co chodzi, kiedy na niego krzyczysz. a czy ty wiesz od razu
        o co chodzi szczeniakowi, kiedy szczeka wniebogłosy ? tylko tyle, że doprowadza
        cię do szału. on nie zna naszego języka, trzeba go tego nauczyć. ale uważaj,
        krzycząc na szczeniaka, może on się zrobic uparty jak osioł! z resztą, skoro go
        kochasz to na niego nie krzycz. ta metoda wychowawcza nie skutkuje.
        a co do ciągnięcia na smyczy, faktycznie to trudna sztuka, moja mała goldenka
        po znamym terenie porusza się swobodnie i nie ciągnie, ale kiedy idziemy gdzieś
        dalej zupełnie nie wie,że idzie się wzdłuż chodnika a nie w poprzek:D
    • garmuduru Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 15.08.05, 02:13
      Ja mam też whippeciątko, bardzo niesforne. Z ciągnięciem na smyczy żadnych
      problemów, w ogóle nie ciągnie, ALE ... nie da się złapać , jak spuści się ze
      smyczy, a jak pojawi się w okolicy pies, to już w ogóle, co bywa niebezpieczne,
      bo whippety są szybkie, boję się, żeby nie uciekła z parku do domu, bo ulica,
      wypadki i ntym podobne historie.
      Nie wiem, co robić. Gdy wołam whippeciątko, podnosi głowę, ale śmieje się i nie
      chce przyjść, jest jeszcze młoda i głupiutka, ale jak nad tym pracować? Gdy
      wołam ją do siebie w domu, zawsze przychodzi.

      Myślę o zapisaniu nas do psiego przedszkola, nie bardzo mnie na to stać, ale
      pies jak dziecko - chce się dla niego jak najlepiej.
      • noemi_kh Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 16.08.05, 11:14
        Ja też myślałam o szkoleniu, ale znajomi i nieznajomi odradzali, przynajmniej w
        moim mieście nie ma porządnej szkoły, ludzie tylko biorą kasę i godzinami
        prowadzaja tego psa w kółko w kolczatce powtarzając komendy... moim zdaniem to
        nie tędy droga, a pieniążki ciężkie. Myślę, że suczka nauczy sie tego z
        wiekiem. Suki są bardzo przywiązane do domu, rodziny. Moja już też coraz
        częściej przychodzi, zdarzają się oczywiście całonocne eskapady po okolicy, ale
        ponoć w jej wieku to normalne (ma 10 mies.), nie zdarza się to zbyt częśto, no
        i zawsze wraca. W moim przypadku najlepszym lekarstwem na psie problemy okazała
        się cierpliwość i łagodność. Pozdrawiam!
    • ishel Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 23.08.05, 16:20
      Żadnych kolczatek! Kolczatka jest obrożą szkoleniową, w większości krajów
      europejskich zakazana w codzinnym użyciu. Żeby pies nieciągnął polecam
      kantarek - rodzaj "uprzęży" na pysk - gdy pies ciągnie odwraca mu się łeb -
      skutecznie oducza ciągnięcia nawet największych uparciuchów, a przy tym jest
      uważany za najbardziej "humanitarny" sposób oduczenia psa ciągnięcia.
      A co do wracania... Rzeczywiście polecam ćwiczenia z długą linką albo na
      terenie zamkniętym. Powinno to polegać na częstym (co 5 - 10 min) przywoływaniu
      psa i nagrodzeniu każdorazowego przyjścia smakołykiem. Można też
      (przetestowałam na moim husky'm i działa - ale nie w lesie :) ) kupić gwizdek i
      na spacerach lub w domu ćwiczyć z psem przychodzenie na sygnał. Początkowo u
      mnie wyglądało to tak: gwizd-przyciągnięcie psa-kiełbaska. Po krótkim czasie
      sunia skojarzyła gwizd z czymś smacznym. Teraz nie mam problemu - biega luzem
      na polach i łąkach i pomimo innych psów wraca. Gwizdek nie działa w lesie oraz
      gdy trwa pogoń za sarną/zającem :) Ale taki charakter ma husky...
      Pozdrawiam
      • noemi_kh Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 24.08.05, 04:24
        Oj naczytałam się, naczytałam... Niektóre rzeczy trudno zastosować, ale ogólnie
        widać, że autor zna się na rzeczy.

        Niestety dzisiaj moja sunia zrobiła (grugą noc z rzędu) kupę w domu, nie wiem
        co jest z nią, bo wychodzenie i piszczenie ma opanowane od wielu miesięcy :(
    • t_t_o_o Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 24.08.05, 11:05
      Ludzie opanujcie się z tymi kolczatkami, a może od razu elektryczną obroże(są
      takie metody i to niestety jest praktykowane)albo na łąańcuch i do budy...
      Trzeba dużo cierpliwości i pracy mam 1,5 rocznego owczarka niem., chodził na
      szkolenia i na 30 m smyczy i efektów dużych to nie przynosiło, ale wiek psa
      robi swoje wyszumiał się i teraz przychodzi na każde zawołanie(a mialem takie
      same problemy). Duzo pracy i cierpliwości i napewno bedzie ok.
      Pozdrawiam
      • bullfrog Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 24.08.05, 11:55
        Zgadzam się całkowicie. Ja mam półtoraroczną sunie labradora. To jest poprostu
        energia w czystej postaci (2 do 4 godzin "wybiegiwania dziennie + normalne
        spaceru na "siusiu")Próbowałam wszystkiego. Czasem psa łapałam dopiero po 2
        godzinach 3 km od domu z pomoca armi sasiadów.
        Najważniejsze!!!!! Nawet jakby Cię poprostu szlak na miejscu trafiał NIGDY NIE
        BIJ I NIE KARĆ jak już przyjdzie. Bo pies się nauczy, że nie warto przychodzić
        bbo to oznacza lanie.
        nie polecę niestety skuteczniejsze metody od tej którą dał t_t_o_o . Pies musi
        dorosnąć:) teraz moja sunia przyłazi na każde zawołanie.
        I pamiętaj, że wybiegany pies to nie tylko szczesliwy pies, ale też
        posłuszny...bo zmęczony;)
        --
        "...nie wierzę nikomu, kto krwawi przez 5 dni i nie umiera..."
      • agaumka Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 24.08.05, 12:53
        ja mam haska i uwiwesz mi że tych psów nie da się nauczyć połuszeństwa jeżeli
        mieszkasz w mieście to pół biedy bo chociaż nie ucieknie Ci do lasu za jakąś
        zwierzyną . Ą co do posłuszeństwa to jedyny ratunek w tym żebyś za każdym razem
        chwaliła ją jak przyjdzie i dawała jej coś do jedzenia nigdy nie trzymaj jej na
        uwięzi to może się na uczy przychodzić na komendę ale pamiętaj jak raz
        przyjdzie to nie próbój później jej sprawdzać drógi raz te psy to nie owczarki
        niemieckie na jednym spacerze przychodzą tylko raz póżniej zaczną to traktować
        jak zabawę i będą chciały żeby ktoś zanimi latał po górkach jak idota tzn. coś
        w rodzaju kotka i myszki. JEŻELI CI ZNÓW UCIEKNIE TO POPROSTU ZLEKCEWAŻ JĄ I
        IDŹ DO DOMU JAK ZAUWAŻY ŻE NIKT SIĘ NIĄ NIE INTERESUJE TO SAMA PRZYJDZIE

        P.S. SORRY ZA BŁĘDY
    • gosiath Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 24.08.05, 14:48
      Jest jeden niezawodny sposób. My na swojego psa urządzalismy polowania bo nie
      było mowy żeby wrócił. Potem znajomi dali nam książkę. Główna metoda do
      wyelominowania różnych rzeczy nie tylko przychodzenia jest rzucanie w psa.
      Najlepsze sa klucze. My po takim 15 minutowym treningu z kluczami pozbylismy
      sie problemu. Po prostu idziesz z psem i go wołasz jak nie przyjdzie to rzucasz
      kluczami (Pęk zależy od wielkości psa musi poczuć ale bez przesady)Koniecznie
      trzeba trafić. Pies po paru trafieniach zacznie przychodzić. Potem jakby
      zaczynał głuchnąć wystarczy mu dzwiek kluczy i przyjdzie szybciutko.To najmniej
      czasochłonna metaoda i 100 procentowa. Działa tę na szczekanie i jakby pies
      wchodził na tzpczan. Ja nie uzywałam do innych rzeczy bo oprócz tego nie miałam
      z psem żadnych problemów, ale znajomi stosowali w innych celach .Polecam.
        • gosiath Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 25.08.05, 11:35
          Właśnie wielu na trochę kontrowersyjne pomysły reaguje podobnie, i maja potem
          niegrzeczne psy. Mój ma juz pare lat i oczy też, psy znajomych tez nie zostały
          kalekami, a rzucać mozna różnymi przedmiotami to nie muszą być klucze. Nie wiem
          czy miałes kiedys problemy z psem bo ja miałam już psa z którym przeżyłam
          hooror i w wychowaniu obecnego korzystałam nawet z pozoru głupich pomysłów .Mam
          teraz bardzo grzecznego psiaka.
          • ishel Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 25.08.05, 14:08
            Mam sunie syberian husky - to nie sa latwe psy do ulozenia. A jednak -
            opierając sie TYLKO na ksiazce "Okiem psa" Fishera mam suczkę, która zna swoje
            miejsce w domu (co nie znaczy ze nie walczy by byc wyzej w hierarchi :) ). A do
            przywolania psa wystarcza gwizdek (i ciastka w kieszeni :) ) Wraca bez problemu
            (z wyjątkiem lasu - ale to jest do wybaczenia :) ) Poza tym ciezko rzucic w psa
            czymikolwiek jak:
            1.on oddala sie z predkoscia swiatla
            2.jest jakies 200m dalej :)
    • cattaraugus Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 24.08.05, 15:07
      W ogóle nie znam takiego problemu, chociaż mam psy myśliwskie niekoniecznie
      chcące chodzić przy nodze, a już na pewno mające masę własnych spraw do
      załatwienia w terenie :-)


      noemi_kh napisała:
      > Mam straaszny problem z moją 7 mies. suczką. Jest dość bystra, szybko
      > nauczyła sie podstawowych komend, nie było problemu z załatwianiem się, ale
      > za nic, ale to ZA NIC nie przychodzi na zawołanie jak ją spuszczam ze smyczy,
      > no nie ma bata. To dla mnie straszny kłopot. Ilez to razy spóźniłam się do
      > pracy czy na zajęcia, bo godzinami usiłowałam ją złapać.

      Przespałaś jedną rzecz, kiedy psina miała kwarantannę po szczepieniach i nie
      mogła wychodzić z domu. Gdy piesek jest w innym pokoju, a Ty w innym, to
      wówczas dajesz jakiś sygnał dźwiękowy (gwizdek lub własny gwizd), psiak wówczas
      przychodzi zaciekawiony co się dzieje. I w tym momencie dostaje smakołyk.
      Ponawiasz zabawę kilka razy dziennie. Po dwóch dniach psiak już nie przychodzi
      z drugiego pokoju, ale przylatuje jak rakieta, żeby dostać smakołyk. Gdy po
      kilku tygodniach takiej zabawy wychodzi po raz pierwszy na spacer działa jak
      pies Pawłowa - jeden sygnał dźwiękowy i masz psa przy nodze patrzącego, czy
      dostanie ciastko. Oczywiście z czasem ciastka dawkujemy rozsądnie, dajemy na
      przykład za co trzecie, czwarte, czy co piąte przyjście do nogi na sygnał
      dźwiękowy.

      Tak się ratuje psu życie, gdy na przykład pies zmierza na ulicę. Tak uratowałem
      swojego gończego polskiego. Gdyby nie był uwarunkowany na gwizdek i ciastko to
      by mi wybiegł na ruchliwą szosę i już bym go nie miał. A tak powstrzymałem psa
      w pół sekundy, stanął jak wryty, wykonał zwrot o 180 stopni i już biegł do mnie.

      Nic straconego. Z 7-miesięczną suczką nadal można taki trening w domu
      przeprowadzić.


      noemi_kh napisała:
      > Mam fajną książkę ale jedyne rady jakie znalazłam, to żeby na 30-metrowej
      > smyczy uczuć pieska przychodzenia, a dopiero go z niej spuścić. Problem w
      > tym, że takiej smyczy nie mam i nie bardzo mi ''leży'' kupowanie (kosztuje
      > sporo, a tak naprawdę nikt mi nieczego nie zagwarantuje), a poza tym ta
      > smycz, która ma też jest długa i na smyczy sunia podchodzi kiedy każę.

      Zawracanie głowy. Przez wiele dni i tygodni męczy się tylko oraz plącze na tej
      lince i pies, i człowiek. A efekt i tak nie jest taki, jak opisałem powyżej.

      Pozdrowienia

      C :-)
      • gosiath Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 25.08.05, 11:28
        To tak nie do końca. Mój pies był uczony przychodzenia od pierwszych dni.
        Szybciutko przychodził na zawołanie w domu i na dworze na poczatku też ,ale jak
        miał pare miesiecy to na spacerze przychodził na kazde zawołanie ale jak tylko
        wyczół, ze go chcemy juz zapiąc na smych albo że zblizamy sie do domu to juz
        był koniec, pies przestawał reagować na wołanie. Przez całą zime urządzalismy
        polowania na psa dopóki śniegi nie stopniały i mozna było porzucać kluczami. To
        był okropny okres odechciewało się spacerów.
    • agni_me Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 25.08.05, 11:59
      Zacznij od szkolenia psa w domu. Wołasz, przychodzi, dostaje nagrodę - psa
      głaszczesz, a co trzecie, czwarte przyjście nagradzasz czymś dobrym do
      jedzenia. W domu też zaczynasz się z psem bawić - piłka to najlepsza metoda.
      Rzucasz, wołasz, pies przynosi piłkę, nagradzasz i tak dalej. Nigdy nie pozwól
      by psu się wydawało, że może cię nie posłuchać i zlekceważyć polecenie. Dobra
      do karania psa jest smycz, nie przychodzi - rzucasz w psa smyczą, krzywdy mu
      nie zrobi, a przekona, że masz baaaaaaardzo długie ręce. Potem staraj się to
      robić w terenie czymś ogrodzonym, choćby ogródek kuzynki. Nie biegaj za psem -
      uzna to za świetną zabawę. On sam musi przyjść. Dopiero potem las czy łąka.

      Gwarantuję ci, że mając w ręce smycz i piłkę zrobisz z psem wszystko.
      Najciekawsze psie towarzystwo nie będzie tak atrakcyjne jak ty.
      • izak28 Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 16.10.05, 18:03
        Myśmy mieli podobny problem z naszą suczką beagielką. Jednak rady treserów z
        psiego przedszkola poskutkowały. Teraz, gdy wołamy ją na plaży, a ona znalazła
        coś bardziej interesującego, po prostu odwracamy się i idziemy w drugą
        stronę... Gdy zauważy, że nas nie ma, podnosi nos od ziemi i pędzi w naszą
        stronę z prędkością światła. Ta metoda kosztuje mnie sporo nerwów, ale mąż ją
        cały czas uskutecznia, bo jak wybiegać beagla bez spuszczania go ze smyczy ???
    • weronika63 moje propozycje 1 17.10.05, 11:12
      Proponuje nastepujace konsekwentne cwiczenia:
      - na nieciagniecie:
      spacerowanie na smyczy (ale nie bardzo dlugiej) z obroza w postaci takiego
      lancuszka zaciskajacego sie na szyi, ale koncowka lancuszka laczaca ze smycza
      musi tak isc do gory, zeby obroza szybko sie mogla poluzowac, a nie pozostawala
      zacisnieta na szyi psa, najlepiej pocwiczyc to najpierw na wlasnym przegubie
      (jest to zreszta obroza polecana tylko do okresu uczenia sie, jak juz pies sie
      nauczy, raczej nalezy zastapic ja inna; wg mnie mozna cwiczyc tez ze zwyczajna
      obroza), obroza nie powinna byc za luzna, ale i nie za ciasna, musi byc
      przestrzen na dwa palce pomiedzy szyja psa a lancuszkiem.
      Psa prowadzimy konsekwentnie po jednej swojej stronie (u nas po lewej),
      koncowke smyczy trzymamy w prawej dloni przy piersi, a w lewej dloni tez
      trzymamy smycz, tak, zeby ten kawalek smyczy pomiedzy dlonmi lekko zwisal
      (chyba dla leworecznych musi byc to odwrotnie z tymi stronami prawa i lewa).
      Kiedy pies zaczyna ciagnac, lewa dlonia lekko go szarpiemy, ale - uwaga - musi
      byc to szarpniecie "w poziomie" (na poziomie szyi psa) a NIE w pionie!
      Szczegolnie jest to wazne przy trenowaniu ze szczeniakami, bo u nich kregi
      szyjne sa niewyksztalcone, stad niektorzy wlasnie ten rodzaj obrozy uwazaja za
      niedobry, podczas gdy chodzi o swiadome jej uzywanie. Musi byc to takie
      szarpniecie, zeby pies je poczul nieprzyjemnie ale nie bolesnie, kontrolowaniu
      tego sluzy wlasnie trzymanie smyczy w obu dloniach, "szarpiac" lewa reka (w
      poziomie!) nadajemu temu gestowi zdecydowanie, ale smycz zaraz mozemy poluzowac
      i nie dusimy psa.
      I tak sobie chodzimy, chodzimy, po kilka minut pare razy dziennie, skrecamy w
      lewo, w prawo, caly czas korygujac psa W POZIOMIE, dazac do tego, zeby pies
      szedl za nami na nienaprezonej smyczy. To jest wlasnie cel, zeby smycz zwisala
      luzno pomiedzy nami a psem, a mimo to pies podaza za nami. Na zakonczenie
      cwiczen dac malenkiego smakolyka lub poglaskac (jestem zdania, ze nie nalezy
      opychac psa lakociami, nagroda ma byc pieszczota ze strony pana lub pani).

      Do cwiczen z chodzeniem dodalabym od czasu do czasu cwiczenie z przyciaganiem
      uwagi psa - mowic do niego, wydawac dzwiek, zeby pies spojrzal na nas, sledzil
      nasza postac, potem go poglaskac, obdarowac pieszczota i pochwalic.

      Strasznie dlugi to opis i wyglada skomplikowanie, przepraszam, ale jest
      superlatwy i wydaje mi sie bardzo skuteczny.
      • weronika63 Re: moje propozycje 2 17.10.05, 11:54
        Na przychodzenie do nogi
        - na wracanie z daleka, kiedy pies daleko odbiegnie - najbardziej mi odpowiada
        gwizdek, ale nie taki zwyczajny, straszny dla uszu czlowieka, tylko specjalny
        dla psow, do kupienia w sklepach specjalistycznych (mysliwskich czy z
        artykulami dla zwierzat), ma dzwiek czasem prawie nie do uslyszenia dla
        czlowieka (mozna w nim ustawic ton), a doskonale slyszalny i wrecz atrakcyjny
        dla psa, slyszalny z ogromnej odleglosci. Cwiczyc najpierw w domu, za kazdym
        razem, kiedy pies przybiegnie, nagradzac go smakolykiem (mozna jedno ciasteczko
        podzielic na malenkie czesci, zeby pies po cwiczeniu nie byl objedzony samymi
        ciasteczkami:-) z jednoczesnym poglaskaniem, potem na zmiane smakolyk i
        pieszczota, potem wystarczy samo poglaskanie za nagrode. Potem cwiczyc poza
        domem, za kazdym razem nagradzajac czyms smacznym plus poglaskanie itd...
        Naprawde to lepsze niz drzec sie i wolajac psa biegac za nim:-))

        - na zwyczajne przychodzenie do nogi - tradycyjnie, zwabiac smakolykiem
        wypowiadajac komende, nagradzac po przyjsciu. Ale w przypadku, gdy to sie nie
        uda, czy w przypadku starszych niezdyscyplinowanych psow, wymyslic nowe haslo,
        nie upierac sie przy starym, na ktore pies nie chce reagowac. To nowe haslo
        polaczyc z nagradzaniem czyms, co pies wprost uwielbia (warto nawet na chwile
        zrezygnowac z rozsadnego podejscia do psiej diety.I podobnie konsekwentnie
        cwiczyc - za kazdym razem, kiedy pies zareaguje na nowa komende, nagradzac
        czyms, co pies uwielbia, zeby skorzystac z madrosci Pawlowa i wyrobic w psie
        odruch.

        Co do sposobu z kluczami, to sa takie urzadzenia do kupienia, blaszki na
        sznureczku wydajace dzwiek. Podobno nie chodzi o to, zeby psa trafic (tym
        bardziej kiedy jest daleko:-)), tylko zeby polaczyc dzwiek blaszek (kluczy, czy
        czegos innego) z odpowiednia komenda. Potem juz wystarczy sam dzwiek i pies
        powinien reagowac. Powinien.... Nam ten sposob nie wyszedl, zazwyczaj sami
        biegalismy szukajac w trawie tych cholernych blaszek (kluczy nie odwaze sie
        rzucic, z obawy czy je znajde), a pies hulal daleko majac w nosie nas i blaszki.

        Aha, bardzo, ale to bardzo madre jest, zeby komende wydawana glosem polaczyc z
        gestem, przynaleznym do tej komendy (ruch reki do gory, ukosny czy cos takiego)
        i uczyc tego psa (wymaga to naprawde cwiczen). Przydaje sie idealnie, gdy pies
        nie slyszy (bo np. gluchnie na starosc czy z powodu choroby) czy kiedy jest
        halas i pies nas widzi ale nie slyszy. Lub kiedy to nam glos wysiadzie.

        Znajoma uratowala w ten swojego sposob psa, ktory byl na spacerze z kims innym
        i widzac ja po drugiej stronie ulicy chcial przebiec szeroka jezdnie, a
        nadjezdzaly samochody. Nie uslyszalby jej. Wykonala ruch reka
        oznaczajacy "lezec", a potem "czekaj" i pies poslusznie sie polozyl.


    • margie Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 29.06.06, 13:24
      No, skoro suczka jest plochwila, to krzykiem i zlym wolaniem wykonujesz sama
      sobie krecia robote- w zyciu nie przyjdzie:)) Pomysl z dluga smycza jest OK,
      ale rzecz w tym, ze pies nie moze tego kojarzyc ze smycza absolutnie- wiec
      cieniutka i lekka linka, tasma. odchodzisz od psa na mozliwie najwieksza
      odleglosc i wolasz go to siebie kuszac smakolykiem. Jak przyjdzie, chwalisz,
      glaszczesz i dajesz smakolyk. Pies musi kojarzyc przychodzenie z pozytywna
      reakcja wlasciciela. Na co dzien, na szarpanie jedyna rada- kolczatka-
      sciagniecie psa gwaltownym zdecydowanym ruchem - takim szarpnieciem- poczuje
      uklucie i sie uspokoi. Masz psa mieszanca dwoch silnych niezaleznych ras plus
      plochliwosc- konsekwencja, stanowczosc i duuuzo serca:) a beda efekty:))
      --
      czołowa hiena w pełnej krasie:))
    • diana_x Re: Ratunku!!! Niesforny szczeniak... 19.07.06, 23:03
      ja również ma problemy ze szczeniakiem; przeczytałam kilka mądrych książek i
      chodziłam do psiego przedszkola;
      przedszkole przydało się do tego, że szczeniak przyzwyczaił się do obecności
      innych psów i nauczył się siadać i ruszać na komendę;
      książki dały mi więcej:
      - sposób z kluczami sprawdził się w domu - kiedy szczeniak podgryzał moją córkę
      lub meble albo szczekał wtedy rzucałam klucze obok niego, najlepej na podłgę
      żeby zrobił się huk i mialam spokój; teraz wystrczy, że sięgam po klucze (są to
      specjalnie na te okazje przygotowane klucze więc nie boi się naszych kluczy od
      domu);
      - w książce przeczytałam, że człowiek powinien przyjąć pozycję Alfy i w tym celu
      przede wszystkim nie powinien w przejściach puszczać psa przodem. tak więc mój
      pies nauczył się, że przed drzwiami siada i wchodzi lub wychodzi tylko na moją
      komendę (siedzi tak długo aż jej nie wydam);
      potwierdzam - skuteczna jest tylko wytrwałość i konsekwencja.
      teraz po waszych radach zakupię gwizdek i będę uczyć go przychodzenia:)
      --
      Co dzień jak dziecko otwieram umysł i serce i odkrywam nowe uczucia, nowych
      ludzi i nowe punkty widzenia...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka