agas71
16.06.04, 15:46
znam z mojego biura dwie takie historyjki: żonaci panowie, b. sympatyczni
skadinąd i przystojni, mają romans z koleżanami (tj. jeden właśnie się po
wielu latach zakończył dość przyjacielsko, bo koleżanka ocknęła się, że moze
wypadałoby jakoś się ustabilizować, założyć rodzinę). Panowie od samego
początku świadomie podkreślają, że nie zamierzaja odejsc od zon. Druga
rozwiodła się z własnym mężem, i moim zdaniem - dośćbezmyslnie brnie dalej.
Żal mi zony, która podobno cierpi z tego powodu. Żal też koleżanki, bo ją
lubię, ale wiem tez, że świadomie godzi sie na taki układ. Czy to nie jest
rochę chore?