ostro.zakrecona
31.07.04, 17:52
poznalam go wkrotce po tym jak rozstal sie z zona.
nie dogadywali sie, inne mieli priorytety w zyciu.
ona miala swoj swiat, daleko byli od siebie.
odszedl, mimo, ze kochal i nadal kocha.
miedzy nami zaiskrzylo od pierwszego spotkania.
rozumiemy sie bez slow, jestesmy podobni.
zaproponowal spotkania bez zobowiazan, bez myslenia o przyszlosci.
zgodzilam sie, myslac, ze milosc do zony w koncu przejdzie,
bo jesli nie da sie razem zyc trzeba pocierpiec i ukladac zycie na nowo.
spotykamy sie czesto, od 2 miesiecy, jest swietnie.
interesuje sie moim zyciem, praca, wszystkim.
jak sie troche upije snuje wizje wspolnej przyszlosci, dziecka, itp.
ale- czasem rano widze, ze chce abym jak najszybciej wyszla.
co jakis czas mowi, zebym ukladala sobie zycie z kim innym, ze niepotrzebnie
marnuje mi czas, ze nie bedzie do mnie dzwonil jakis czas.
i nie dzwoni- dzien, albo piec, i abarot.
wiem, ze dla mnie to facet na zycie.
przyczailam sie niczym tarantula.
cala jestem czekaniem, pierwszy krok zawsze zostawiam jemu.
bardzo sie mecze, chociaz nie daje tego po sobie poznac.
karmie sie nadzieja, ze w koncu nam sie ulozy, ze pokocha.
on jest ostrozny, rozsadny, rozwazny.
dzieli wlos na czworo. nie kieruje sie w zyciu emocjami.
jak to widzicie?
prosze o madre komentarze.