leeshy
17.10.03, 08:09
"Kim jest nudziara?
Dorota Smoleń
czytelnia.onet.pl/0,3694,0,1,nowosci.html
a fragmenty do poczytania tutaj:
czytelnia.onet.pl/0,1127641,do_czytania.html
Ma trzydzieści lat, zasady, humanistyczne wykształcenie i poczucie humoru.
Nosi wyłącznie czarne ciuchy. Ma dwie stuknięte przyjaciółki, które raz po
raz wplątują ją w jakieś tarapaty. Właśnie wyleciała z pracy na uczelni, bo
dała w twarz dziekanowi, który ją podrywał w sposób niewybredny i bardzo
jednoznaczny. Nie mając wyboru zaczyna pracę jako polonistka w liceum,
chociaż boi się panicznie, bo z pedagogiki miała na studiach jedynie
wyżebraną tróję.
Nie ma szczęścia do facetów. Jej przyjaciółki dawno się rozwiodły, a ona nie
złapała jeszcze męża. Ale wszystko wskazuje na to, że w najbliższej
przyszłości jej życie się zmieni. Czy pomoże jej w tym nowy, starannie
opracowany image? Jak poradzi sobie z klasą, na której bardziej doświadczeni
nauczyciele połamali zęby? Czy przydatna okaże się księga wróżb, wahadełko
kupione za ostatnie pieniądze i uważna lektura horoskopów? I skąd taki
niespodziewany urodzaj na amantów?
Kto chce poznać miłą trzydziestolatkę i jej perypetie życiowe, osadzone w
szkolno-towarzyskiej, do głębi polskiej rzeczywistości na pewno z
przyjemnością sięgnie po książkę Moniki Szwai. Zabawna to lektura, trochę
refleksyjna, dobrze napisana i na pewno nie nudna, chociaż akcja rozwija się
w przewidywanym kierunku. Zahacza o ważne sprawy: mówi o wzajemnym szacunku
nauczycieli do uczniów i uczniów do nauczycieli, o problemach współczesnej
szkoły, o nieuleczalnych chorobach, które nie oszczędzają najbliższych, o
pogoni za bogactwem, o budzeniu pasji w młodych ludziach, o dobrych i złych
wyborach. Narratorka – „nudziara” – bardzo jasno zaznacza swój punkt
widzenia: żadnego wyścigu szczurów, żadnych chorych ambicji, zwyczajne,
uczciwe życie, miłość, przyjaźń - to ma największą wartość..
Szkoda, ze „Jestem nudziarą” nie ukazała się wcześniej. Teraz występuje tylko
jako jedna z wielu określanych wspólnym mianem „polskiej Bridget Jones”. Nie
lubię tej etykietki, bo przykleja się ją wszystkim książkom jak leci, jeśli
tylko bohaterka jest młodą, samotną kobietą próbującą ułożyć sobie życie.
Jest to bardzo wygodny termin, pozwalający sklasyfikować daną powieść często
ze szkodą dla niej – po pierwsze to określenie niesie w sobie zarzut
wtórności wobec angielskiego pierwowzoru, od którego tak naprawdę ciężko
odejść, bo Fielding wykreowała swoją bohaterkę na obraz i podobieństwo
wszystkich kobiet świata, stąd jej oszałamiająca popularność i setki
naśladowców. Autorka „Nudziary” poszła trochę po tej linii, bo niektórzy jej
bohaterowie są żywcem przeniesieni z „Dziennika” (zwariowane przyjaciółki i
tajemniczy, sprawiający wrażenie sztywniaka amant). Po drugie hasło „polska
Brigdet” zniechęca - jeśli ktoś przeczytał już trzy albo cztery powieści o
pannie X, która ma kłopoty z nadwagą i mniej lub bardziej rozpaczliwie szuka
męża, by go w końcu znaleźć - to raczej nie sięgnie po kolejną taką samą.
Chyba, że wybitnie lubi, albo jest nieustannie spragniony happy endów. A nie
ma co ukrywać, że właśnie do takiego czytelnika (czytelniczki) są adresowane
te książki: lekkie, łatwe, przyjemne w odbiorze opowiastki, które szybko się
czyta i jeszcze szybciej o nich zapomina.
Seria Prószynskiego, w której ukazała się „Jestem nudziarą” obejmuje książki
dobre i książki marne. Powieść Moniki Szwai na szczęście należy do tych
dobrych – godziny poświęcone na jej lekturę nie uważam za czas bezpowrotnie
stracony, ale na pewno nie wrócę do niej po latach.
Dorota Smoleń
źródło: Czytelnia.onet.pl
2003-10-16Copyright 1996 - 2003 Onet.pl SA"