leeshy
18.11.03, 08:27
Wszystkie kobity (no, prawie) dookola od jakiegos czasu maja lekkiego
pierdolca na punkcie Hiszpanii i wszystkiego, co z nia zwiazane.
Ucza sie hiszpanskiego. Zachwycaja sie Almodovarem. Robia gaspachio (czy jak
to sie tam nazywa). Ucza sie lub zamierzaja, a prznamniej zachwycaja sie
flamenco. Nota bene kupilem niedawno film na DVD "Pret a porter" Altmana z
dodanym jakims babskim pismidlem, w ktorym oczywiscie piano peany na temat
flamenco (ze rzekomo w nim w pelni ujawnia sie kobieca dusza).
Flamenco pare razy widzialem. Muzyczka mi sie srednio widz, a stojaca w
miejscu dziwnie ubrana kobita, tupiaca nogami, jakos wyjatkowo kobieca mi sie
nie wydaje. Juz ciekawsze sa dla mnie tance latynoskie, bo przynajmniej
dwuosobowe. Hiszpanski - owszem fajny jezyk, ciekawa literatura, ale do
niedawna kobiety rozmarzaly sie na punkcie francuskiego, skad wiec ta zmiana?
Almodovar - podobno doskonale potrafi pokazac kobiety w swoich filmach. Moze
i racja. Za to mezczyzn (mimo ze ich woli) jakos nie. W "Porozmawiaj z nia",
ktore tez oczwiscie jest obiektem zachwytow damskiej publicznosci dwoch
glownych bohaterow to ogolnie rozlazle figury, jeden placze z byle powodu, a
drugi jest nie do konca rozwiniety. Natomist glowne bohaterki to spiace
krolewny w stanie komy. Pojecia nie mam, czemu panie wpadaja w zachwyt widzac
takich mezczyzn. A moze tez chcialyby byc takimi spiacymi krolewnami?
Potrafi mi ktos wytlumaczc, o co chodz w tych zachwytach?