odkurzona... "przyjaźń"(?)

08.10.09, 21:58
Załóżmy, że po latach odzywa się do Was ktoś, kto był przyjacielem (nie tylko z nazwy, ale wierzyliście, że takim prawdziwym). W którymś momencie jednak zawiedliście się na nim... ale Wy także nie byliście w porządku, bo zbytnio daliście mu odczuć, że boli Was to, że go nie było, że nie miał dla Was Czasu, nie miał Słowa kiedy tego bardzo potrzebowaliście... Obustronny żal, poczucie niezrozumienia, krzywdy... Zamilknięcie na lata...

I teraz próba nawiązania kontaktu... Wchodzicie w to(?)


Możliwe jest takie zjawisko odkurzonej przyjaźni(?) Czy to może byc jeszcze przyjaźń czy jednak coś o mniejszym znaczeniu(?)
    • frip0 Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 08.10.09, 22:06
      Agla jestem własnie w takiej sytuacji jak Ty. Z tym, że ja zerwałem
      kontakty z kumplami,ale zrobiłęm krok i nie zostałem
      odrzucony.Żałuje tylko jednego, że tak późno...
    • mgliste.marzenie Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 08.10.09, 22:23
      Nie. Przeżyłam to i nie. Moja przyjaciółka, tam się wtedy wydawało, zawiodła, na
      całej linii. Nie chcę wchodzić w szczegóły. Zawsze mogła liczyć na mnie i dość
      często, jak na to patrzę z perspektywy czasu, z tego korzystała. W sytuacji
      nawet nie trudnej, a wymagającej przyjaźni, zawiodła. Po latach, odezwała się,
      ale powody znów nie były bezinteresowne. A może to nie była przyjaźń? Może to
      ja, jedynaczka, o silnej potrzebie drugiego człowieka, tak to widziałam.
      • czarny.onyks Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 08.10.09, 23:00
        znam takich pseudoprzyjaciół...
        którzy są wtedy, gdy czegoś potrzebują...
        gdy maja coś do załatwienia
        gdy ciągle szukają pomocy
        gdy potrzebuja kogos kto wysłucha...

        ale brak im czasu i zrozumienia, gdy ja pierwszy raz w zyciu znalazłam się w potrzasku....
        i musiałam liczyć na siebie...
        • aglajaaa Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 08.10.09, 23:11
          Bo ja... zwyczajnie potrzebuję kogoś... a wiem, że nie zaufam nikomu nowemu...
          Znaczy, może i zaufam, ale to będzie trwało niesamowicie długo... A to ktoś
          przed kim nie muszę się otwierać od początku, kto wie, zna...
          Ale mam świadomość, że to będzie substytut... a może właśnie to złudzenie
          bliskości, którego się wystrzegam...
          • czarny.onyks Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 08.10.09, 23:13
            a może warto spróbować?
            czasem trzeba dojrzeć na nowo do przyjażni...


            ja po wielu latach od nowa odnalazłam swoja przyjaciółkę....
            gdy wydawało się, że nasze drogi sie rozeszły...
            • li_sa_li Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 09.10.09, 00:05
              Tez podchodziłam do Przyjazni tak jak Wy .Pozniej zastanawiałam sie
              nad sama sobą, kim ja byłam w tym wszystkim Przyjacielem? Skoro
              nastawiałam sie na to, ze kiedy bede potrzebowała pogadac, pomocy
              to pojde i dostane.Mowie sobie, gdzie tu Przyjazni w takim razie?
              Czy w Przyjazni mamy prawo skazywac innych na takie oddanie wbrew
              nim? Czy mamy prawo odejsc kiedy nie dostajemy tego czego
              potrzebujemy? Przeciez przede wszystkim to mu siebie uwazamy za
              czyjegos Przyjaciela, wiec czy takim podejsciem sami nie zawodzimy
              innych?
              Co innego chyba, kiedy ktos odchodzi mimo ze wprost dajemy do
              zrozumienia ze potrzebujemy pomocy, kiedy mowimy to wprost prosząc
              o pomoc, bo nie mozna liczyc ze skoro uwazamy kogos za Przyjaciela
              to on jest jasnowidzem i MUSI sie domyslec.Czy mowicie wprost?
              Mam Przyjaciela,czasem jest tak ze idziemy w swoja strone ale po
              czasie jedno albo drugie dzwoni i zaczynamy tą Przyjazn w miejscu w
              którym skonczylismy, bogatsi o nowe doswiadczenia, odczucia.Nie
              zaczynamy od nowa,a poprostu idziemy dalej w tej znajomosci.
              Czy mamy prawo kogokolwiek tak ograniczac sobą ?
              Jesli nie umiemy byc Przyjaciólmi nie nazywajmy innych Nimi.Odejdz
              jesli czujesz ze przesyciłas soba kogos, ale pamietajmy ze przede
              wszystkim jestesmy i bylismy dla kogos kims waznym, dla kogos kto ma
              prawo do własnego jestestwa mimo ze oddzielnie ale obok.
              Ja nie zabiegam o znajomosci w kyórych silnie byłam z danym
              człowiekiem związana tylko wtedy kiedy po staraniach czuje ze juz
              nie jestem potrzebna, ale nie przekreslam tej znajomosci. Zawsze
              mnie cieszy kiedy ktos wraca. Nie jest moze to juz tak silne ale
              jest i to sie liczy chyba najbardziej.
              Jesli natomiest znajomosc opiera sie na tym ze czuje sie
              wykorzystywana nie nazywam tego Przyjaznią. Człowiek zbyt czesto
              naduzywa tego słowa, zbyt pochopnie.

              Czy ja bredze? hahawink Mozliwe.
              Dobranocsmile
    • dona_76 Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 09.10.09, 08:18
      Miałam przyjaciółkę. Taką prawdziwą przyjaciółkę na dobre i na złe.
      Wszystko zaczęło się w trzeciej klasie szkoły podstawowej i
      przetrwało całą szkołę średnią, chociaż wtedy widywałyśmy się już
      rzadziej, bo uczyłyśmy się w różnych miejscowościach. A jak poszłam
      na studia, to pomału zaczęło się psuć. Chyba pojawiła się zazdrość.
      Pojawiali się też kolejni adoratorzy i okazało się, że moja przyjaźń
      nie jest już jej do niczego potrzebna. Próbowałam to jeszcze
      ratować, ale bezskutecznie, aż w końcu się poddałam. Od momentu,
      kiedy się ostatni raz widziałyśmy minęło już parę lat. Wiem, że
      wyszła za mąż i że podobno teraz jest w ciąży. Spróbuję odnowić tą
      znajomość, chociaż wiem, że na pewno nie bedzie tak jak dawniej. Tak
      jak było na początku, ale strasznie szkoda mi tego, co było...
      • w_jak_wruda Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 09.10.09, 10:55
        Wg mnie na prawdziwym przyjacielu nie mozna sie zawiesc, do tego, nawet jesli
        nie ma sie kontaktu przez jakis czas to przyjazn trwa i jest dokladnie w tym
        samym miejscu. Ta sama ilosc zaufania. Takich ludzi nazywam przyjaciolmi.

        Czy odswiezac taka "zerwana" przyjazn? Hmm... Moze bez oczekiwan...
    • claire.ampres Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 09.10.09, 10:51
      mi się wydaje, że niektóre przyjaźnie miały po prostu krótki okres zdatności, że
      się tak brzydko wyrażę. czasem ludzie mówią, że jeśli przyjaźń / miłość się
      skończyła, to przyjaźnią / miłością nigdy nie była. jakoś nie mogę się z tym
      zgodzić. myślę, że niektóre tego typu związki mimo że się mocno popsuły po
      latach, to były bardzo ważne w naszym życiu i gdy rozkwitały w pełnej krasie,
      były bardzo prawdziwe.
      czy można do zerwanej przyjaźni wrócić?
      moje doświadczenia mówią, że nie. inni może doświadczyli czegoś odwrotnego. ja
      patrzę na to tak: przyjaźń to przede wszystkim obustronne zaufanie. jeśli się je
      zniszczy, nieważne, jak, kto i dlaczego, to nie da się go odbudować, tak
      całkowicie. zawsze będzie ta zadra gdzieś tkwiła, nigdy znowu do końca nie
      zaufamy tej osobie. no, chyba że naiwność nas omami...
      nie da się wejść do tej samej rzeki dwukrotnie. oklepane, ale prawdziwe. parę
      razy próbowałam, ale to już nie te same wody były...

      no ale powodzenia smile może Tobie się uda smile
      • t.drk Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 09.10.09, 19:31
        ostatnio jakby trace kontakt z serdecznym kumplem... no cóz..jest szczesliwy i
        jakby ma mniej czasu, nawet gupiego smsa-jak zyjesz itp. juz mowiłem mu, ze
        chyba spiszę go na straty, ze bylem potrzebny tylko jak było zle i ze nie bede
        pierwszy sie odzywał i prosił.... moze skoro jest u niego dobrze, to ok. ale tak
        myslałem, co by było, gdyby cos złego z nim się dzialo........mimo wszystko
        chyba bym się nie wahał i zrobiłbym co można,zeby pomóc.
        • claire.ampres Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 09.10.09, 20:34
          myślisz, że powiedzenie mu, że go spiszesz na straty było właściwym bodźcem do
          uruchomienia częstszych kontaktów i zainteresowanie się tym, co u Ciebie? no
          chyba, że to w żartach... smile

          no ale znam dobrze takie sytuacje, kiedy znajomości / relacje rozłażą się w
          szwach, bo jedna z osób zakochała się i cały świat wokół przestał istnieć.
          szkoda, szkoda...
          • t.drk Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 14:49
            nie wiem czy to był bodziec... i tak nic to nie dało...chciałem zeby wiedział,
            co jest grane, bo wie, ze nie lubie niedotrzymywania słowa i olewajacego
            stosunku do ludzi. wiec postanowiłem sie nie narzucać... milcze, ale tak mnie
            cholernie łapy swędzą, zeby cos napisac lub zadzwonic.... ale coż...znow
            bedzie..ze jest ok i sielanka i pozdrawia.... i tyle...
            kurde, jak to cięzko z tym jest....
            • czarny.onyks Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 15:03
              tak bywa
              gdy nasz przyjaciel sie zakocha to wtedy przyjażń często bywa wystawiona na ciężkę próbę...

              on nie rozumie problemu
              my czujemy się odstawieni na boczny tor...
            • claire.ampres Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 15:51
              nie chcę się tu "wymandrzać", ale takie słowa miały małe szanse na "coś-danie".
              niemniej, to prawda, że to bolesne sytuacje. i trzeba dobrze wyczuć granicę, w
              której po jednej stronie jest jeszcze sensowna walka o tę rozmywającą się
              znajomość, a po drugiej żałosne "proszenie się".
              trzymam kciuki, naprawdę.
              • t.drk Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 16:06
                ja nie mam nic przeciwko jego szczęściu..fajnie ze jest ok, bo przynajmniej się
                nie martwię, ze cos u niego nie-tak.
                tylko ze został jakis wewnerzny wkurw, ze sie kogos polubiło jak brata, zaufało,
                ze jak coś..to poprostu jest...a myslałem ze to przyjaciel na dobre i złe... a
                widocznie tylko na złe...ehhh.
                • claire.ampres Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 16:14
                  zawsze mi imponowała taka męska przyjaźń...

                  cóż... może powalcz jeszcze o nią? zamiast robić mu wyrzuty ("ale jesteś, jak
                  czegoś potrzebujesz, to przychodzisz, a jak ja czegoś chcę to Ty...") czy
                  szantażować ("bo Cię spiszę na straty!"), powiedz mu delikatnie, ale wprost, że
                  przykro Ci, że tak się między wami pozmieniało... albo coś w tym stylu. chodzi
                  mi o rozmowę zamiast jednostronnych wyrzutów.

                  ech, no jednak się mądrzę smile zresztą chyba faceci inaczej się komunikują, a ja
                  Ci takie raczej "babskie" rozwiązania podsuwam. no nie wiem, co Ci napisać po
                  prostu...
                  • t.drk Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 16:25
                    dzieki clair..ale kumpel to wszystko wie...
                    cały czas jednak zyje z nadzieją, ze chociaz sie nie odzywa, to jest tym moim
                    serdecznym kumplem nadal..
                    ale nie będe sie narzucał, nie bede juz prosił o rozmowę...juz jakby sie
                    przyzwyczaiłem, ze nie rozmawiamy...
                    dzięki Bogu to nie jedyny serdeczny kumpel...bo w przeciwnym razie byloby ciężko..
                    • claire.ampres Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 16:27
                      smile
        • czarny.onyks Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 16:39
          a może prawdziwy przyjaciel wie, że trzeba czasem dać czas ....
          daj mu nacieszyć się miłością..
          poczekaj....
          nie narzucaj się....

          a on....albo dostrzeże Twój brak i sam Cię znajdzie
          albo ...Wasze drogi sie rozejdą
          • t.drk Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 17:04
            tez doszedłem do tego wniosku...
            moze on mnie kiedys znajdzie, przypomni sobie... ale "odwdzieczajac się" za
            pamięc mogłbym wowczas usniesc sie honorem i nie gadac z nim...ale ... chyba nie
            potrafiłbym...
            • czarny.onyks Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 17:57
              jesli on jest dla Ciebie ważny, jeśli jest Twoim przyjacielem to nie będziesz unosił się honorem...

              i poczekasz....

              a jeśli sie nie uda...znajdziesz nowego przyjaciela....
    • robert.83 Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 10.10.09, 18:25
      To zależy co rozumiesz przez "zawiedliście się na nim".

      To co zabija przyjaźń (na śmierć) to zdrada - sprzeniewierzenie zaufania. Jeśli zostałaś oszukana z zimną krwią, jeśli okazało się, że przyjaciel nie traktuje Twoich spraw jak własne... to spal most.

      Jeśli przewinieniem przyjaciela było to, że nie zrozumiał, nie poświęcił czasu, nie docenił problemu, nie chciał lub nie umiał pomóc... to tylko określa zażyłość przyjaźni. Może nie traktuje Cię jak siostrę, ale nadal może być Twoim przyjacielem.

      Przyjaźń ma wiele twarzy, ale nie toleruje masek.
    • s-t-x Re: odkurzona... "przyjaźń"(?) 14.10.09, 20:32
      Twój znajomy chyba nadal darzy Ciebie dawnym uczuciem inaczej nie myślałby o
      Tobie. Być może dręczy go poczucie winy za to co kiedyś się wydarzyło albo nie
      wydarzyło chociaż powinno dlatego ogranicza się do prób. Przecież to bardzo
      proste napisać wprost albo porozmawiać (przecież ma na Ciebie "namiary") Nie
      słyszałem aby przyjaźń raz zerwana kiedykolwiek się odrodziła natomiast "coś o
      większym znaczeniu" na pewno.
      Nawet gdyby stare rany zabolały ponownie nie będzie gorzej niż jest.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja