Sypiając z katem

25.11.09, 10:35
Przeczytajcie...

facet.interia.pl/ciekawostki/news/sypiajac-z-katem,1400785,2528
    • claire.ampres Re: Sypiając z katem 25.11.09, 10:47
      Przeczytałam fragment. Nie jestem w stanie czytać takich rzeczy.
      To coś, co przekracza moje pojmowanie.
    • salsa13only Re: Sypiając z katem 25.11.09, 10:50
      Przeczytałam ale muszę dojść do siebie...
      Człowiek człowiekowi...
    • lolcia-olcia Re: Sypiając z katem 25.11.09, 10:56
      Szok...zabrakło mi słów... współczuję takim rodzinom, tych facetów
      to tylko za nogi i o ścianę...
      Po latach dorosłe dzieci mają zniekształcony obraz rzeczywistości i
      całe życie muszą borykać się z bagażem z przeszłości...
    • aglajaaa Re: Sypiając z katem 25.11.09, 11:03
      "Nie chciała, by jej przyszłe małżeństwo wyglądało jak związek jej rodziców. Oni wiecznie się kłócili o drobiazgi, ojciec zbyt dużo pił. Nie, z całą pewnością ona będzie żyła inaczej."
      Taaaa... pieprzona karma, czy co(?)

      Nie czytałam całego tekstu...
      Najgorsze jest to że kobieta tłumaczy tego faceta przed całym światem, przed sobą, szuka winy w sobie... i oczywiście ją znajduje...
      Obrażenia fizyczne... kości się zrosną, rany zagoją... ślady zostaną...
      Psychika... zaryzykuję(?) stwierdzenie, że się nie zagoi...
    • ane-tal Re: Sypiając z katem 25.11.09, 11:24
      Rownież nie doczytałam.Ja nie jestem wstanie pojąć takich zachowań,
      tolerowania i usprawiedliwiania sytacji. Czy miłość może być aż tak
      ślepa? A może to nie miłość.. - tylko brak wiary że samemu sobie
      człowiek nie poradzi- no ale jak można tak myśleć..jak można być tak
      uzależnonym od drugiej osoby, która w tym przypadku jest "katem".
      • lolcia-olcia Re: Sypiając z katem 25.11.09, 11:39
        lub myślenie, że tak jak jest to "normalne" ( cokolwiek w tym
        przypadku znaczy normalne...) a innego życia nie znają lub boją się
        poznać..
        Nie wiem ja nie byłabym w takim związku.
    • srebrnalza Re: Sypiając z katem 25.11.09, 11:52
      >Psychika... zaryzykuję(?) stwierdzenie, że się nie zagoi...
      Psychika się nie zagoi, długotrwały strach i lęk zostają już na
      zawsze chyba, nawet jeśli zacznie się żyć inaczej, od nowa, "to"
      kiedyś wróci i przypomni wszystko z powrotem.
      Pod zamkniętymi powiekami obrazy wracają przez bardzo długi czas.

      Chciałabym zamknąć oczy, a potem je otworzyć, i żeby okazało się,że
      to są historie tylko na papierze, fikcja literacka, która w
      rzeczywistości nie ma racji bytu.

      Trudno zrozumieć, czemu kobiety "milczą", patrzą na strach w oczach
      swoich dzieci i są bezsilne. Jeśli nie dla siebie, czemu nie zrobią
      tego dla dzieci..
      Nie mogę pogodzić się z myślą, że dzieci z takich "rodzin" nie będą
      może potrafiły kiedyś żyć normalnie. Na starcie jest im już coś
      zabrane.
    • finka9 Re: Sypiając z katem 25.11.09, 12:15
      Idiotka.
      • madziulka_wawa Re: Sypiając z katem 25.11.09, 18:17
        wiesz Finko...myślę, że nie można określać tej kobiety
        mianem "idiotki". Ja wprowadzie nie doczytałam tekstu do końca, ale
        jestem zrozumieć tę kobietę.
        Jak się domyślam Finko jesteś niezależną, pewną siebie kobietą.
        Są kobiety, które tak bardzo się boją, że nie są w stanie nic
        zrobić.
        Być może Kobieta (chociażby ze względów finansowych) nie wyobraża
        sobie wychowania dzieci bez ojca. Być może strach ją paralizuje
        nawet przed odejściem.
        Ja myślę, że to jest patologia, której nie jesteśmy w stanie pojąć
        bo mamy silniejsze osobowości, pracę i jesteśmy w stanie się
        utrzymać. Patrząc z "naszej" perspektywy rozwiązanie jest
        jedno...odejść.
        Do tego dochodzi środowisko w jakim się obracasz, to co zostało
        wyniesione z domu. Łatwo jest osądzić kogoś w takiej sytuacji
        jako "idiotkę".
        Myślę, że ta kobieta po prostu jest tak zaszczuta, że absolutnie
        zatraciła już swoją godność.
        Potrzbuje kogoś kto Jej pomoże i pokaże, że jest wartościową osobą
        i że może żyć inaczej.

        • finka9 Re: Sypiając z katem 25.11.09, 18:37
          Poniosło mnie ,jak zawsze kiedy jestem zbulwersowana.Sama
          doświaczyłam brutaności ze strony faceta którego kochałam.Mylisz
          się Madziu ,nie jestem pewną siebie kobietą ,ale w życiu nauczyłam
          się jednego-spuszczanie wzroku i uległość tylko potęguje agresję u
          takich skurwieli.
          • madziulka_wawa Re: Sypiając z katem 25.11.09, 18:46
            rozumiem.
    • robert.83 Re: Sypiając z katem 25.11.09, 18:46
      Powiem tak. Nie czytałem więcej niż kilkanaście zdań. Nie chcę
      wiedzieć, że są tacy faceci, nie chcę się nad tym zastanawiać, nie
      chcę dzielić włosa na czworo, dywagować i poddawać pod wnikliwą
      analizę.

      Psychol to psychol.

      A kobietę zabrałbym od niego i dopilnował, że już nigdy go nie
      zobaczy. Z żadnego powodu, w żadnym sądzie, na żadnym zdjęciu. On
      zniknie. Jego nigdy nie było.
      • robert.83 Re: Sypiając z katem 25.11.09, 19:00
        A zaszeregowanie (tytuł okna) tego artykułu:

        Ciekawostki - Facet w INTERIA.PL - seks, forma, styl, erotyka

        zasługuje na slecjalną nagrodę za debilizm.
        Nie ma on nic wspólnego z seksem, formą, stylem czy erotyką. Nie ma
        też nic wspólnego z ciekawostką ani z mężczyzną.

        Nie wystarczy mieć kawałek prącia, żeby być mężczyzną. To nie tak
        działa.
        • lolcia-olcia Re: Sypiając z katem 25.11.09, 19:26
          dzięki Robert za mocne, ale trafne słowasmile przywracasz mi wiarę w
          mężczyzn, bo coraz więcej dupków się spotyka
          • robert.83 Re: Sypiając z katem 25.11.09, 19:36
            To nie były mocne słowa. Nie myl tego zera z mężczyznami.

            Apel do kobiet:
            Nie marnujcie nawet sekundy na słuchanie o tym, że "on" się zmieni.
            • lolcia-olcia Re: Sypiając z katem 25.11.09, 19:37
              bo ON nigdy się nie zmieni
      • finka9 Robercie 25.11.09, 19:15
        Bardzo dobrze zrobiłeś ,że nie doczyłałeś do końca.Ja bardzo
        żałuje ,że to zrobiłam.Będę mieć w nocy koszmary.
        • robert.83 Re: Robercie 25.11.09, 19:20
          Zrób coś ciekawszego co przyćmi tamten temat. Śmierć frajerom -
          ciekawe czy byłby taki mocny w swojej wadze. Palant.

          Tak sobie pomyślałem, niech tylko trafi do pudła. Tam sobie będzie
          zlizywał ze ścian tongue_out.
          • finka9 Re: Robercie 25.11.09, 19:28
            Najbardziej przeraził mnie fragment o jego dewiacjach
            seksualnych.Taki człowiek zdolny jest do wszystkiego.I gdyby nie
            przypadek,może za parę lat skrzywdziłby córkę...Przeraża mnie
            ludzkie okrucieństwo.Dla mnie to niepojęte.
            • robert.83 Re: Robercie 25.11.09, 19:38
              Nawet nie wiem o czym mówisz z tymi dewiacjami - tak jak mówiłem nie
              doczytałem do końca i nie zamierzam. Moje zdanie jest ustalone.
    • hellish.monster historia z happy endem 25.11.09, 19:24
      dla Mariana, niestety.

      A można by się nad nim tak pięknie poznęcać! Za znęcanie się nad psem to można by zaproponować pieprzcięcie w łeb celem ogłuszenie s....na, przywiązanie do łóżka za nogi i ręce. Poczekać aż się ocknie i na jego oczach wyciąć mu fiuta i kazać mu go zjeść. A co!

      Żona? Przeraża mnie bierność kobiet, pozwalanie na takie traktowanie i zgotowanie piekła dzieciom. Nie była ubezwłasnowolniona. Wychodziła z domu do pracy, miała rodzinę, znajomych. Uciec mogła. Szlag mnie trafia! Słabość, poddanie się. Pewnie w imię zasady "bo co ludzie powiedzą". Hahaha... Żenua!

      Robert zasługuje na medal. Jako jedyny wykazał się zdrowym rozsądkiem. Jako jedyny uratował życie swoje, siostry i matki przede wszystkim. Ale to nie tak powinno być - to matka powinna walczyć o życie i spokój dzieci. Za wszelką cenę!

      Takie moje zdanie na ten temat. Ja też nienawidzę swojej matki za to, że nie odeszła od ojca jak ją tłukł [nie przy dzieciach, dzieci nic nie widziały] - wszystko wyszło po latach... I w imię czego ja pytam? Obecnego szaleństwa...??
      • finka9 Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:30
        Święte słowa...
      • madziulka_wawa Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:31
        spłycasz...

        uwierz, że są słabi, zaszczuci ludzie.
        • finka9 Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:34
          Madziu,a gdzie w tym wszystkim dzieci ? Przecież je też bił a ona
          skulona patrzyła.Jeśli przóbował takich "zabaw" łóżkowych z żonę i
          ciągle mu było mało,może któregoś dnia wpadłby na pomysł ,żeby
          spróbować z córką?
        • hellish.monster Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:35
          Matka, która jest odpowiedzialna za dwójkę dzieci powinna mieć siłę by się
          wyrwać z takiego piekła. Jak nie chce dla siebie, to powinna to zrobić dla
          dzieci. Jak sobie wyobrażasz teraz życie tej dwójki? Zaszczutej córki, która
          nienawidzi matki i syna, który był zmuszany do sypiania z własną matką? Po akcji
          z psem już ta kobieta powinna zaj...ać tego psychola. Nie wiem jak mogła
          pozwolić na to z synem...
          • lolcia-olcia Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:36
            jeśli nie dla siebie to dla dzieci powinna odejść
          • madziulka_wawa Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:40
            wiecie co... ja nie doczytałam tego do końca..więc może już
            zaprzestanę dyskusji i przyznam Wam rację.
            • hellish.monster Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:44
              madziulka_wawa napisała:

              > wiecie co... ja nie doczytałam tego do końca..więc może już
              > zaprzestanę dyskusji i przyznam Wam rację.

              to może przeczytaj i wtedy nikomu nie będziesz zarzucała, że "spłyca"
              • lolcia-olcia Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:47
                ten facet to ostatni sku****l ale zona jako dorosla i odpowiedzialna
                kobieta nie powinna godzic sie na takie traktowanie siebie i dzieci,
                nie wiem na co czekala. Według mnie nic jej nie usprawiedliwia.
                Zmarnowała sobie życie i dzieciom,
                • hellish.monster Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:49
                  lolcia-olcia napisała:

                  > Według mnie nic jej nie usprawiedliwia.
                  > Zmarnowała sobie życie i dzieciom,

                  no i między innymi o tym są moje posty
                  • lolcia-olcia Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:58
                    tak , ale jak napisała madziulka_wawa
                    spłycasz...

                    uwierz, że są słabi, zaszczuci ludzie.

                    i to do tego napisałam, nie doczytała artykułu,
                    • hellish.monster Re: historia z happy endem 25.11.09, 20:01
                      lolcia-olcia napisała:

                      > tak , ale jak napisała madziulka_wawa
                      > spłycasz...

                      nic nie spłycam.
                      ale jak ktoś czegoś takiego nie przeżył, jak nie ma dzieci - nie zrozumie
                      • lolcia-olcia Re: historia z happy endem 25.11.09, 20:24
                        wiem, ze Ty nie spłycasz,popieram i zgadzam sie z Tobą
      • aglajaaa Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:44
        I widzisz... bo te kobiety się zwyczajnie boją coś zmienić...
        Nie potrafią, czują się bezsilne, bezbronne...
        Wydaje im się, że tkwią w tym dla dobra dzieci.. Że tam nigdzie nic na nich nie
        czeka, że nie ma wyjścia z tej sytuacji, że uciekając czy zwracając się do kogoś
        o pomoc skrzywdzą dzieci...
        To takie uzależnienie od tyrana-oprawcy...
        I bardzo rzadko zwracają się o pomoc do kogoś, bo one wyraźnie widzą w tym
        wszystkim swoją winę(!)

        Należy zwrócić uwagę, że najczęściej to właśnie te dorastające w piekle dzieci
        zmieniają tę sytuację... Podejmują działania.

        To nie jest takie proste jak się może wydawać tym, którzy są jedynie
        obserwatorami...
        • hellish.monster Re: historia z happy endem 25.11.09, 19:47
          aglajaaa napisała:

          > Wydaje im się, że tkwią w tym dla dobra dzieci..


          a gdzie tu dobro dzieci ja się pytam?! jak patrzą jak ojciec wali głową matki o
          ścianę i każe jej zlizywać gołąbki ze ściany, jak syn jest zmuszany do
          pieprzenia się z matką? No gdzie tu dobro dzieci ja się pytam - GDZIE?!
          • vidmo76 Re: Sypiając z katem... 25.11.09, 19:56
            I że to gad jeden po ziemi tyle czasu łaził!!
            SS i NKWD razem wzięci to przy tym przypadku, niewinne istoty.
            Żywcem skurwysyna powinni skórować!!
          • aglajaaa Re: historia z happy endem 25.11.09, 20:01
            Nie czytałam do końca artykułu... nie wiem co działo się w tym konkretnym przypadku...
            Jednak uwierz, że tak właśnie bywa... Wiem, że jest to niepojęte ale te kobiety bardzo często tak myślą. Pewnie dlatego, że zmiana tego stanu związana jest czymś nieznanym, a chyba bardziej boją się tego, że to nowe będzie jeszcze gorsze... Że to co mają Tu znają a gdzies Tam nie będzie lepiej... że on i tak ich znajdzie i będzie niszczył im życie, że nigdy sie nie uwolnią... że jeszcze bardziej się w tym wszystkim zaplączą. Nie ma w nich wiary w przyszłość, wiary w siebie...
            Z ich ust możesz usłyszeć: "przecież to ich ojciec..." My powiemy co to za ojciec, co to za człowiek... A one(?) One po latach jak się uwolnią od tego koszmaru i spojrzą z pewnej perspektywy przyznają, że zniszczyły życie nie tylko sobie... Ale to dopiero po latach...
            Irracjonalne działania, myśli... i naiwna wiara w to, że kiedyś to się skończy... samo się skończy...
            Ale to samo nie następuje...
            • hellish.monster Re: historia z happy endem 25.11.09, 20:06
              aglajaaa napisała:

              > Irracjonalne działania, myśli... i naiwna wiara w to, że kiedyś to się skończy.
              > .. samo się skończy...
              > Ale to samo nie następuje...

              i to jest właśnie clue wszystkich takich historii
    • b.wicia Re: Sypiając z katem 25.11.09, 20:57
      Nie doczytałam do końca, bo aż się nie miło czyta..a pomyśleć, że kiedyś tam
      ślubował jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską...
    • noajdde Re: Sypiając z katem 25.11.09, 22:08
      Przerażające. Mam jednak nieodparte wrażenie, że w połowie jest wymysłem jakiegoś reportera. Tak przynajmniej wynikałoby ze sposobu narracji, poza tym takie historie dobrze się sprzedają. Nie mogę również pojąć dlaczego taka patologia trwa tak długo. Ile czasu (ile dzieci trzeba spłodzić) potrzeba aby pojąć jakim potworem jest partner?
    • tehuana Re: Sypiając z katem 26.11.09, 00:44
      tego nie da sie czytac
      • finka9 Najtrudniej 26.11.09, 20:06
        uwierzyć w prawdę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja