Czy bycie z kimś...

27.11.09, 11:07
... blisko jest równoznaczne z byciem zależnym od tej osoby(?)
Czy jest możliwa niezależność przy pełnym oddaniu siebie komuś(?)

booo... ja się gubię..
booo... ja się nie znam...

wiem... kolejne z guuuupich pytań Agli big_grin
do przemyślenia na weekend wink
    • listopad02 Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:11
      Oczywiście że zależnym, poświęconym.
      Zależnym i uważającym na tą osobę, uwarunkowanym od jej stanu zdrowia, od jej potrzeb i nastroju i wielu innych rzeczy.
      Trzeba to zauważać.
      • aglajaaa Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:21
        Czyli.. tak jak myślałam, niezależność się kończy...

        Nie lubię słowa "poświęcenie"... bo miłość z poświęceniem chyba nie powinna mieć nic wspólnego...

        Ale.. ja się nie znam...
        • listopad02 Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:30
          Oczywiście że poświęcenie, nie myl tego z karąsmile
        • timiy2 Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 14:31
          aglajaaa napisała:

          > Ale.. ja się nie znam...
          >
          za dużo razy to powtarzasz... ale czy tak jest na prawdę?
          • aglajaaa Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 16:42
            Nie znam się...
            Od samego początku piszę tu o swoich brakach...
            • raggnarok Re: Czy bycie z kimś... 28.11.09, 01:30
              Ja to mogę tylko teoryzować, ale drogą logiki na pewno powstaje jakieś
              uzależnienie. Jeśli związek jest dobry to ta zmiana zależności nie powinna być
              odczuwalna. Zresztą ja to nie wiem.suspicious
    • ane-tal Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:18
      Czy jest możliwa niezależność przy pełnym oddaniu siebie komuś(?)

      coś mi tu nie gra w tym pytaniu - jaka niezależność przy pełnym
      oddaniu.?

      Można być blisko i posiadać swoją niezleżność...
      Można być blisko i nie widzieć nic po za tym...
      Wszystko zależy od tego jak bardzo dajemy sie ponieść owej
      bliskości - czy cenimy sobie swoja niezależność lub czy sie
      zatracamy bezinteresownie.
      Wszystko zalżey od indywidualnego podejścia.
      Fajnie jest się zatracić , mieć kogoś bliskiego - ale trzeba
      pamietać żeby zostawić "odrobine" powietrza sobie i drugiej osobie.
      • aglajaaa Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:26
        Noooo właśnie w samym pytaniu jest sprzecznośc, pozorny(?) brak sensu...
        Rozpatrujemy bycie z kims jako pełne oddanie siebie temu komuś (inaczej tego sobie nie wyobrażamy) ale z drugiej strony przeraża nas to uzależnienie od kogoś...
        I brak tej "odrobiny powietrza" jak to ujęłaś...
        • ane-tal Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:31
          nie wiem agla- ja chyba nigdy nie chciałam być zależna aż tak
          bardzo - czułabym sie słaba.
    • la_rana Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:24
      Ależ moja droga! Dlaczego Ty chcesz się w pełni "oddać komuś"? [whatever that
      means!]. A co z Tobą? Z Twoją przestrzenią, z Twoim życiem? Nie ma sensu się
      oddawać komukolwiek. Owszem, jaką część siebie, swojego życia, swojej
      przestrzeni, ale - tylko CZĘŚĆ

      Bo chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że jak przychodzi co do czego, to Ty, ta
      która oddała siebie w pełni, zostaniesz z niczym? Ta druga osoba sobie pójdzie,
      a Ty zostaniesz tak po prostu - z pustką...

      Cholera, ale ze mnie optymistka, hie hie hie... i to tak przed weekendem, no... suspicious
      • aglajaaa Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:30
        Nooooo właśnie, Monia... ale można być tak "na pół gwizdka" w 20, 40, 80 procentach ?
        To jest to "bycie" (?)
        To chyba za mało...
        Ale takie całkowite oddanie nie jest zatraceniem siebie(?)

        kurcze, ten guuuupi idealizm jeszcze nie wygaszony tak się odzywa...
        • la_rana Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:42
          Ja to ostatnio strasznie jakoś tak chamsko do tego wszystkiego podchodzę, wiesz?
          Egoistycznie może nawet. Było tak, że przez 6 lat ktoś miał 100% mnie. Było to
          totalnym bezsensem, ponieważ jak pisałam wcześniej - jak przyszło co do czego ja
          zostałam z... pustką [a tamten ze wszystkim co sobie wziął, a co ja mu oddałam].
          Dlatego teraz: jeżeli będę oddawała się Komuś, to w 95% suspicious by później jak coś
          się wydarzy, to na podstawie tych 5% procent, które sobie zostawiłam - móc
          odbudować się na nowo. A jak sie odbuduję i znowu w coś "wdeptnę" suspicious i jak znowu
          przyjdzie co do czego - oddam siebie w 90% i tak do momentu, aż nie będę się
          oddawać nikomu w żadnym procencie big_grin

          Agla, wybacz, że sprowadzam Cię na ziemię, ale moja dobra rada to taka: wyłącz
          idealism mode, a włącz w końcu realism mode. Na dobre Ci to
          wyjdzie...
          • aglajaaa Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:50
            "wyłącz idealism mode, a włącz w końcu realism mode. Na dobre Ci to
            wyjdzie..."


            Wieeeem...

            Mądrze gadasz smile
            • la_rana Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 11:52
              aglajaaa napisała:

              > Mądrze gadasz smile

              heh, dziękuję za uznanie smile
              czasem nawet komuś takiemu jak ja coś się uda... wink
          • ane-tal Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 12:08
            La_rana dobrze radzisz- wiem coś na ten temat.
            • la_rana Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 12:14
              ane-tal napisała:

              > La_rana dobrze radzisz- wiem coś na ten temat.

              Ano! wink to życiowe doświadczenia sprawiają, że mądrości nabieramy. Szkoda, że
              poprzez przykre doświadczenia i szkoda, że po jakimś czasie dopiero, ale jak to
              się mówi: lepiej późno niż wcale...
              • ane-tal Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 12:18
                no dokladnie...te przykre doświadczenia...a poszły sobie w
                diabły..nie myśleć , nie wspominać - mamy andrzejkowy weekend -już
                mnie to napełnia optymizmem smile
                • la_rana Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 12:42
                  ane-tal napisała:

                  > nie myśleć , nie wspominać

                  Ależ nie! Myśleć i wspominać, ale tylko i wyłącznie po to by wyciągać wnioski z
                  przeszłości, by było lepiej w przyszłości! smile

                  > mamy andrzejkowy weekend -już
                  > mnie to napełnia optymizmem smile

                  Andrzejki, heh... ja nie poimprezuję, bo żałoba, zresztą - nawet mi się nie
                  chce. Marzy mi się odpoczynek i odespanie tygodnia. Za to w sobotę napiję się
                  piwka, a jakże, bo przecież od czasu do czasu się należy. A że piwko wypite
                  będzie w zacnym "towarzystwie", to czemu nie...?? big_grin
                  • ane-tal Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 12:58
                    la_rana wspominałam przez rok czasu- wystarczy.Wnioski
                    wyciągnięte smile.Ja mam taki szary zwyczajny tydzień - że poprastu
                    weekend wpływa na mnie pozytywnie - coś sie dzieje smileAndrzejki w
                    domu ze znajomymi organizuje smile
    • kawamija Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 13:36

      ..........a ja uwielbiam angielskie stand by me....czyli bądż
      przy mnie.....jak wygrywam i jak upadam, jak mi sie chce i jak mam w
      doopie cały świat.....bądz przy mnie - czyli pozwól mi czasem nieco
      sie oddalić a za chwile byc bardzo, bardzo blisko.....

      takie tam marzenia big_grin
    • claire.ampres Re: Czy bycie z kimś... 27.11.09, 15:00
      Ja to widzę tak: daję z siebie 100% i tyle samo potrzebuję od Niego. Jednak to
      nie oznacza totalnego uzależnienia i braku własnej przestrzeni na pasje,
      zainteresowania czy po prostu chwilę na bycie sam na sam ze sobą. I nie
      rezygnuję z dotychczasowych przyjaźni, podobnie nie oczekuję tego od niego.
      Oczywiście, pewne proporcje się zmieniają siłą rzeczy. Ale jestem dla Ukochanego
      na 100% wsparciem, kocham go bezgranicznie, chcę z nim spędzać dużo czasu.
      Jednak miłość dla mnie nie jest poświęceniem (bo to męczeństwo), a oddaniem
      (marzy mi się mądre miłowanie). Nie zatracam siebie, bo wtedy dla niego
      przestaję być tą osobą, w której się zakochał.

      Aaa... w ogóle to tu się zatrzymam, bo się jeszcze rozmarzę (a nie daj boże i
      rozmażę) i dopiero będzie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja