kamysz
19.02.10, 11:23
Interesuje mnie męski punkt widzenia.
Wiem, że niektórzy po przeczytaniu stwierdzą, że jestem chyba chora, ale trudno, zakochana kobieta nie kieruje się logiką.
Cztery dni temu, po 5 miesiącach znajomości, mój (były już) mężczyzna powiedział: "chcesz więcej i pewnie masz rację, myślałem cały dzień i ja tego nie widzę, nie mogę dać Ci tego czego oczekujesz, możemy iść do kina albo mogę Cię odwiedzić, ale...".
Do tamtego momentu wydawało mi się, że wszystko zmierza ku dobremu. Poznaliśmy się na portalu randkowym. Spotykaliśmy się ponad 5 miesięcy, większość z tego czasu on spędził na służbowych wyjazdach, ale wtedy codziennie godzinami gadaliśmy przez komunikatory. Wyjeżdżał za każdym razem na kilka tygodni, a ja czekałam. Pod jego nieobecność opiekowałam się jego domem i zwierzakami. Kiedy był na miejscu, spędzaliśmy ze sobą praktycznie każdy wieczór, noc, weekend, święta. Razem gotowaliśmy, razem sprzątaliśmy. Nie zdarzyło nam się pokłócić. Wydawało mi się, że jesteśmy do siebie podobni. Lubiliśmy jedno obok drugiego czytać, słuchać muzyczki, sączyć winko. Mieliśmy podobne poglądy. Podkreślał, że jestem mądrą/inteligentną kobietą, że mam podobne do niego poczucie humoru.
Zdążyłam się solidnie zakochać.
Nie wiem, co się stało. Wiem natomiast, że wczoraj reaktywował swoje konto na wspomnianym portalu.
W każdym razie ciekawi mnie, czy mężczyźni żałują czasami, że może zmarnowali szansę na coś dobrego, bo przez chwilę wydawało im się, że to chyba nie to. Czy mówicie sobie Panowie czasami "ale byłem głupi..."?
Pewnie to nie najmądrzejsze, co teraz napiszę, jestem zbytnio zbolała, bo ta rana jest tak świeża i cały czas cholernie boli, no i wiadomo, że nadzieja umiera ostatnia. Ale gdyby teraz on do mnie zadzwonił albo napisał, że np. miał zaćmienie, nie wie co go podkusiło itp., to pewnie przyjęłabym go z otwartymi ramionami. Ale tego już pewnie nigdy nie zrobi. Bo właściwie coś podobnego się stało na samym początku, spotkaliśmy się kilka razy, on stwierdził, że nie będziemy pogłębiać naszej znajomości, a potem się znowu odezwał i od tego momentu liczę te nasze 5 miesięcy. Dlatego chyba na trzecie podejście nie ma co liczyć.

A czy Wy, Panowie, zaryzykowalibyście i próbowali kolejny raz?