Takie tam

01.04.10, 22:39
Notka wprowadzająca:
Chciałbym mieć wątek nie o wyglądzie.
Koniec notki wprowadzającej

"Nie musi być idealnie"

Ty hasłem/odkryciem chciałem się z Wami podzielić. Dotarło do mnie dziś z jakiejś nowej strony. Poprawiło mi to humor i chyba wyprostowało kilka zbędnych zwojów w mózgownicy.
Może to tylko mój problem, a może nie tylko, ale chyba stałem się niewolnikiem perfekcjonizmu. Cel niby fajny, nie? Dążenie do doskonałości. Ale kiedy przyjrzymy się sprawie bliżej już przestaje być tak różowo.

Perfekcjonizm może spowodować zburzenie pewnej równowagi. Człowiek po prostu przestaje się cieszyć z tego co ma, z tego kim jest, z każdego dnia. Stawia sobie pewne wymagania, marzy (i to jak!) o tym, żeby było lepiej. To "wielkie", to kim chciałbym być, jak chciałbym spędzić życie itp... to przysłania świat tak bardzo, że nie ma miejsca na jakikolwiek moment oddechu. NIGDY nie daje się sobie prawa powiedzenia, że co prawda jest ch..owo, ale w sumie nie tak źlesmile. Pytanie ile tak można?

Ile dasz radę, Drogi Znudzony Czytelniku, tak przeć do przodu niezadowolony z siebie? Ile czasu będziesz czekał na to, żeby się uśmiechnąć do siebie samego, zatrzymać (zatrzymać, ale to trudne!) na chwilę.

Smutne jest to, że w ostatecznym rozrachunku, pozbawiając siebie dopływu jakiejś satysfakcji... taki człowiek zaczyna zwalniać. Cele pozostają słuszne i zbawienne. Ale wykonanie - masakra. Ten dopływ satysfakcji jest potrzebny(!!!!) - to nie jest coś co można w nieskończoność lekceważyć itp.

Bo może przyjść taki dzień, kiedy dystans między ja-docelowy a ja-aktualny stanie się nie do zniesienia. Spirala poczucia porażki i zastoju kręci się coraz szybciej.

Co dalej? Załóżmy, że takie coś opisane wyżej faktycznie występuje (czasem, tu i tam, u tej i tamtego). Nie wiem jeszcze. Wiem, że to zdanie "nie musi być idealnie" pomyślałem dziś kilka razy. Może trochę spuściłem z tonu? Może byłem dla siebie milszy? W końcu po kiego grzyba wyznaczać astronomiczne cele (takie"życiowe"/codzienne), których nie ma szans osiągnąć? Może lepiej dostosować cele do realiów, poluzować, ale za to czasem je zrealizować.

Wyznaczanie osiągalnych celów. Taak, to jest coś w czym DLA SIEBIE szukam sposobu. Chcę poczuć, że coś jednak wypala, że coś drga.
    • mortis74 Re: Takie tam 01.04.10, 22:50
      tylko trzeba pamiętać o jednym
      to co napisałeś to jedna strona
      życie z dnia na dzień to druga strona (tu podobno zatracasz się)
      znajdźcie się gdzieś w połowie między jednym a drugim
      nie gigantyczne cele
      nie jakoś to będzie
      tylko chcę coś małego
      i jak zrobię tak i tak to to dostanę
      chyba o to chyba proste takie jakieś
    • robert.83 O poczuciu własnej wartości będzie 01.04.10, 23:02

      Zastanawiałem się nad nieśmiałością (czyli na razie jadę dookoła tematusmile). Nieśmiałością taką codzienną, głupio przeszkadzającą w prostym zwyczajnym życiu.

      Przykładzik:
      Sprawy papierkowe w urzędach. Pojawia się (hipotetycznie) problem związany z tym, że nie wiemy jak dokładnie daną sprawę załatwić: gdzie się udać, co wypełnić, jak uzasadnić. Pod mózgoczaszką wzbiera fala dziwnej niechęci do załatwiania czegokolwiek! Irytacja i przeczuwanie kłopotów (to na pewno nie będzie takie proste...).

      Nieśmiałość. Boimy się ośmieszenia w oczach urzędnika i ludków w kolejce. Taaa, oni NA PEWNO wszyscy wiedzą dobrze gdzie i po co stoją, będzie wstyd.

      No i tu pytanie. Dlaczego jedni są nieśmiali w tym sensie. Dlaczego jedni zwracają uwagę na zdanie innych, a drudzy mają to zupełnie gdzieś? Przecież "sankcje" dla obu są takie same (czyli żadne lub faktycznie chwila śmiechu). Jeden będzie sparaliżowany, a drugi nawet nie wpadnie na taki pomysł, żeby sprawę roztrząsać.

      Poczucie własnej wartości. Moim zdaniem to różni te dwie osoby. Nieśmiały potrzebuje usłyszeć, że wszystko jest ok. Potrzebuje potwierdzać swoją wartość i słuszność decyzji. Dużo kosztuje go podważenie przez kogoś innego jego autorytetu, wytknięcie błędu.
      Ten drugi nie potrzebuje. Drugi WIE ile jest wart (nie mówi, że dużo... ale co do tego u licha ma jakiś kolo z okienka ze stęplem?).

      Skąd on wie? Jak on się taki ulągł, że po prostu wie i nie przejmuje się tym co powie ktoś z otoczenia? Wyniósł to z domu? Pewnie tak, po części. Przesiąkł tym dzięki kontaktom z ludźmi?

      Mam wrażenie, że nieśmiałość wynika z irracjonalnie niskiej samooceny. IRRACJONALNEJ - czyli oderwanej od tych faktycznych "sankcji", jakie mogą mieć miejsce w przypadkach niepowodzeń i błędów. Wynosimy to z domu, z dzieciństwa lub poprzez inne silne bodźce w trakcje życia.

      Praca domowa: Czy poprzez podniesienie samooceny można bardzo (bardzo bardzo) obniżyć poziom nieśmiałości? Czy mały sukces na jednym polu może pociągnąć "wyluzowanie" się na innym?
      • mortis74 Re: O poczuciu własnej wartości będzie 01.04.10, 23:14
        Robson
        z domu tego nie wyniesiesz
        nie wiem skąd to się bierze ale się bierze
        może z ulicy może z życia
        wszystko zależy jak to robisz na co dzień
        z tej całej pokręconej historii życiorysu kolegów muzy też
        nieśmiałość
        chyba nie znam
        stres w urzędzie raczej znam ale to też inaczej
        każdy inny proste nie ?
        • robert.83 Re: O poczuciu własnej wartości będzie 01.04.10, 23:42

          Tak, każdy jest inny i to jest jasne. Chorobliwa nieśmiałość akurat nie jest
          moim problemem. Zastanawia mnie za to jak różne osoby w podobnych sytuacjach
          zachowują się różnie. Jak to jest, że tyle osób jest nieszczęśliwych,
          niespełnionych a obok żyją ci uśmiechnięci.

          Tak już ogólnie.... chciałbym nauczyć się być szczęśliwym człowiekiem.
          • kawamija Re: O poczuciu własnej wartości będzie 01.04.10, 23:54
            robert.83 napisał:

            > Tak już ogólnie.... chciałbym nauczyć się być szczęśliwym
            człowiekiem.

            wiesz co .......zyjemy w jakiejś niewoli czegoś co ludzie
            nazywają "szczęściem" ...są ze sobą by byc szczęśliwi i rozstają się
            by w końcu być szczęśliwymi..........pieprzyć to....wróciłam z
            imprezy....wystarczy, że już wiem kogo chce słuchać, z kim chce iść
            na kawę, do kogo tęsknie, czego pragnę....jak dużo gadania by
            paplać, jak dużo prawie rozmów....wrrr.....jak się umie określić
            swoje rejony w tym całym rozgardiaszu to juz dużo.......pewnie dalej
            już owo szczęście jest wink
            • mortis74 Re: O poczuciu własnej wartości będzie 01.04.10, 23:58
              Kawa szacun
              • kawamija Re: O poczuciu własnej wartości będzie 02.04.10, 00:02
                mortis74 napisał:

                > Kawa szacun

                ....che,che nie podlizuj się wink
                • mortis74 Re: O poczuciu własnej wartości będzie 02.04.10, 00:05
                  nie pasi to nie łykaj tongue_out
                  • kawamija Re: O poczuciu własnej wartości będzie 02.04.10, 00:13
                    mortis74 napisał:

                    > nie pasi to nie łykaj tongue_out

                    echh pierwsze skojarzenie było mocno erotyczne, więc udam że w ogóle
                    nie myślałam o tym o czym pomyślałam big_grin big_grin big_grin

                    a ponieważ to wątek o poczuciu własnej wartości więc napisze
                    dzięki
                    i łyknę....kolejny łyczek drinia, co sobie go sącze
                    obecnie wink







    • aglajaa.a Re: Takie tam 01.04.10, 23:17
      Czuję jakby w tym wątku napisane było "nie przeszkadzać"... ale zaryzykuję i się
      wypiszę tu...

      Nie musi być idealnie... zapamiętać...

      Ale jeśli tytuł takie tam... to może uda mi się wrzucić przemyślenia pierwszego
      dnia kwietnia, bo nie mam gdzie ich wypisać, a jak widzę literki które sama
      napisałam tooo.. łatwiej jest niż z myślami, łatwiej pamiętać, co ważne ma być...

      I chyba ta ucieczka od niedoścignionego perfekcjonizmu może być ratunkiem...
      Przyspieszyć trzeba, by żyć, by móc cieszyć się widokami, czuć zapachy, smakować
      a nie przyglądać się temu przez brudną szybę..

      Wyznaczanie celów, osiągalnych...
      Postanowiłam, że będę się rozpieszczać... tak właśnie.
      Znajdę dobrych ludzi i uczucia, znajdę ciepło i zrozumienie i... znajdę bo
      potrzebuję, znajdę booo... bo dlaczego nie(?)

      To już mogę się wylogóć.
      • robert.83 Re: Takie tam 01.04.10, 23:38
        > Znajdę dobrych ludzi i uczucia, znajdę ciepło i zrozumienie i... znajdę bo
        > potrzebuję, znajdę booo... bo dlaczego nie(?)

        Dokładnie. Po drodze do ideału (ideału filozofa oczywiściesmile) zawsze możesz
        zahaczyć o jakichś nowych znajomych tudzież kumpli ewentualnie przyjaciółki. Po
        drodze do tej Twojej nie-mam-pojęcia-jakiej idealnej pracy możesz wspomóc budżet
        epizodami w innych, nieidealnych faktoriach. I w trakcie CIESZYĆ się z tego. To
        nie jest zdrada marzeńsmile.
    • claire.ampres Re: Takie tam 01.04.10, 23:21
      Robert... masz ogromne tendencje do komplikowania spraw prostych. To, co opisałeś w pierwszym poście kilkakrotnie Ci tłumaczyłam smile Zamiast kombinować i wymyślać teorie, żyj. Zwyczajnie, po prostu. Działaj. I DBAJ O SWOICH LUDZI. Bez wielkich idei, bez wydumanych teorii. Rozumisz, czy nie rozumisz? wink
      Zejdź na ziemię, spójrz na siebie, na innych. Wyjmij głowę z chmur smile
      • robert.83 Re: Takie tam 01.04.10, 23:34
        claire.ampres napisała:

        > Robert... masz ogromne tendencje do komplikowania spraw prostych. To, co opisał
        > eś w pierwszym poście kilkakrotnie Ci tłumaczyłam smile

        Brzmi to jak autorytarny werdykt. Ale niestety, Claire, nie Tobie (i nie mi) wyrokować co jest sprawą prostą a co nie. Zauważ jak starałem się rozbić te "sprawy:" na czynniki pierwsze. Chodziło mi o to, żeby nazwać to, o czym i tak wszyscy wiemy (lub się z tym nie zgadzamy). Nazwać po to, żeby zwrócić na to uwagę. "Klucz do zmian" nie zawsze musi leżeć w "sprawach trudnych". Samo stwierdzenie, że warto po prostu żyć jest na pewno po prostu słuszne. Ale trudno je przekuć na to co właściwie mam robić. Nic? Nic nie zmieniać i nie zastanawiać się? Wtedy żyłbym z dnia na dzień i w ogóle nie wpływał świadomie na to w którą stronę żyję.

        Różne rzeczy różnym ludziom przychodzą naturalnie. Ale po to co nie przyszło trzeba już sięgać samemu. I stąd przemyślenia i nazywanie "prostych rzeczy".
        • claire.ampres Re: Takie tam 01.04.10, 23:41
          Właśnie o to rozbijanie wszystkiego na czynniki pierwsze mi chodzi i opisywanie tego w sposób taki... barokowy. Czasami zamiast pół dnia zastanawiać się, czy warto do kogoś zadzwonić, czy nie warto, jak on/a to odbierze i co sobie pomyśli i jakie będą konsekwencje itd... po prostu czasami warto to zrobić zamiast rozmyślać i rozbijać to na czynniki pierwsze. To tylko ilustracja.
          I nie burz się tak, ja nie wydaję wyroków, jedynie wydałam opinię. Przemyślenia są ważne i konieczne, ale jeśli prowadzą do konkretnych działań. Ciągłe teoretyzowanie, ulepszanie się w myślach, rozmyślanie o celach bez ich faktycznej realizacji bywa męczące. Sam tego doświadczasz, sam o tym piszesz. To może jest trochę racji w tym, co śmiałam napisać?
          • robert.83 Re: Takie tam 01.04.10, 23:53
            Nie no fajnie, że napisałaś co myślisz. Zawsze lubię Cię czytać, nawet jeśli się nie zgadzam. Wyraziłaś konstruktywną krytykę, ja konstruktywną krytykę konstruktywnej krytykismile.

            Agla zasugerowała, że na wątku wisi napis "nie przeszkadzać". Swoją drogą jej wyczucie zaskakuje mnie któryś razsmile...

            Prawdy w tym jest tyle, że chciałem napisać to co mam w głowie nie patrząc na brak odzewu. Liczyłem się z tym, że napiszę to tylko dla siebie, a tu się okazuje, że jeszcze ktoś nie śpi.

            Gdybym miał pozostać w sferze teorii, napisał bym po prostu, że do d..y jest i tyle. Ale widzisz, to "poluzuj" to dla mnie pewne drobne po drobne odkrycie. Coś, co mogę tanim kosztem przenosić na żywot swój bezpośredni. Syty głodnego nie zrozumie - w tym sensie, że ludzie z różnymi słabościami nie zrozumieją do końca siebie wzajemnie, dopóki nie doświadczą (siebie wzajemnie lub słabości).

            Czasem jest tak, że zostawiając sprawy samym sobie popychamy je w złym kierunku. Co jeśli nie zastanawiając się nad tym czy warto zadzwonić po prostu nie zadzwoniłbym? Co jeśli bez pracy nad sobą miałbym wszystko i wszystkich w dupie? Co jeśli mój "naturalny stan" polegałby na tym, że po prostu niczego nie chcę i odwalcie się wszyscy ode mnie?smile

            Nie jest tak. Ale mogłoby być.
            • claire.ampres Re: Takie tam 02.04.10, 00:05
              Pisząc na forum lepiej się liczyć jednak z odzewem zamiast brakiem odzewu wink

              Widzisz Rob, trochę się tu nie rozumiemy. Drugi raz jakby lekko sugerujesz, że ja sugeruję pozostawienie spraw samym sobie, nicnierobienie. A jest dokładnie odwrotnie. Myślałam, że dość wyraźnie to napisałam... Znasz moją historię, wiesz, że z kilku względów rozumiem różne słabości oraz długotrwały letarg. I wiesz, że przełamałam go. Pracuj nad sobą, ale teorię zamieniaj w praktykę, wtedy to będzie miało sens. Zrób to dla siebie samego i tych, dla których jesteś ważny.

              Już nie przeszkadzam wink Dobrej nocy.
              • aglajaa.a Re: Takie tam 02.04.10, 00:26
                Przepraszam, że sie tak bezczelnie wtrącę w rozmowę, wybaczycie(?)
                Claire, ale jak to tak... Robert zna Twoją historię (wychodzenia z letargu) a
                ja... jak to tak(?) ja nie znam żadnych historiiwink

                A tak poważnie... sama potrafiłaś wyjść czy jednak z pomocą(?)
                • kawamija Re: Takie tam 02.04.10, 00:30
                  aglajaa.a napisała:

                  > Przepraszam, że sie tak bezczelnie wtrącę w rozmowę, wybaczycie(?)

                  Ech Ty....wink
                  • aglajaa.a Re: Takie tam 02.04.10, 00:34
                    nooo cooo(?) nie chciałam przeszkadzać, bo ja czasami jeszcze jakieś szczątkowe
                    przebłyski taktu miewam...
                    • kawamija Re: Takie tam 02.04.10, 00:36

                      ..oj miewasz, miewasz....wink

                      spokojnej Nocy.

                • claire.ampres Re: Takie tam 02.04.10, 09:36
                  > ja nie znam żadnych historiiwink

                  Bo pewne słowa padają tylko w miejscu, którego starannie unikasz. Oraz okolicznościach, których unikasz równie starannie wink
                  • aglajaa.a Re: Takie tam 02.04.10, 09:50
                    Nie unikam "okoliczności"..
                    miejsca też nie unikałam kiedyś...
                    ooo(!)
    • kawamija Re: Takie tam 01.04.10, 23:48

      Robert FOR YOU......wink

      www.youtube.com/watch?v=f1f9mmSXRxA
    • robert.83 Stare czasy 05.04.10, 10:57

      Odkopałem, bo tak to trzeba nazwać, listy sprzed lat... listy takie specjalne.

      Poczytałem to sobie do poduszki ale... chyba wszystko się pozmieniało. Muszę przyznać, że sporo w nich widać niedojrzałości, odkrywania dopiero tego co "tam" jest. Tam - w życiu we dwójkę.

      I tak sobie myślę, że dobrze byłoby wiedzieć czego się chce, nie? Czego się szuka. Kogo się szuka.

      I kim się jest.

      Mam tendencję do tego, żeby swoje niepowodzenia tłumaczyć własnymi błędami, nieumiejętnością tudzież głupotąsmile.

      Ale prawda jest taka... że znalezienie Kogoś dla siebie jest po prostu trudne. I to nie jest wina moja, Wasza (tych co szukają). To nie kupno zegarka...

      Chcemy akceptacji nas, akceptacji tej drugiej strony. To duża rzecz... wyjątkowa. Dlatego trudna.
      • asia_156 Re: Stare czasy 05.04.10, 11:46
        Nie ma ludzi idealnych, ale są tacy, z których wadami da się żyćsmile
        • robert.83 Re: Stare czasy 05.04.10, 12:08

          I wady mogą być uzależniające smile.
          • asia_156 Re: Stare czasy 05.04.10, 17:47
            To co dla jednych jest wadą, dla drugich wcale nie musi się nią okazaćwink A czy
            uzależniające...hmm...być może...smile
    • robert.83 Droga do Poznania 09.04.10, 12:01

      Pozdrawiam poznaniaków, ale nie o tymsmile.

      Poczytałem sobie dziś trochę ciekawych wypowiedzi na naszym forum,
      między innymi rozmowę Agli z Zarovichem o tym jak to mężczyźni
      powinni bądź nie powinni podchodzić do poznawania kobiet (luźna
      interpretacja tematu, reklamacje możecie... przesłać mailemtongue_out).

      Sposób i cel poznawania ludzi

      Jaka jest różnica między polowaniem a poznawaniem osób? Czy poznając
      kogoś ciekawego od razu włączamy się w tryb podrywczy? Celem
      nadrzędnym jest znalezienie partnera i możliwie szybka "selekcja"
      aplikantów?

      Ktoś napisał, że daje trzy miesiące na inicjatywę spotkania twarzą w
      twarz, potem spuszcza "internetowego kolegę" z wodą.

      Nikt nie szuka przyjaciół? Znajomych? Ciekawych kontaktów czy
      szczerych rozmów? Nikt nie szuka po prostu kogoś, kto wcale nie musi
      być materiałem na ojca dzieci?

      Czego szukacie, Forumowicze??

      A może właśnie "tracić czas" na przyjaźń, zwykłą znajomość? Bo takie
      ciśnieniowe podejście kojarzy mi się z anonsem "szukam żony stop ja
      wysoki brunet stop ty maks 25l stop gotujący domator stop". Kurwa
      STOPsmile!!

      Nie znam się na tym. Naprawdę - to nie figura stylistyczna. Po
      prostu nie znam się na prawidłowych podejściach do tego tematu. Nie
      oceniem i nie uważam, że trzeba tak albo inaczej... Tylko głośno
      zastanawiam się nad tym jak to się odbywa u WAS i czego tak naprawdę
      chceMY.
      • aglajaa.a Re: Droga do Poznania 09.04.10, 12:33
        Ja już wiem, że reklamację napiszę... jak czas znajdęsmile i będzie bardzo dłuuuuga i z ogromną ilością "(!)"

        na maila, mówisz... ojjj, nie wiem czy będziesz chciał te wykrzykniki czytaćbig_grin
        • robert.83 Re: Droga do Poznania 09.04.10, 12:41

          Nie pytaj tylko montuj to zażaleniesmile.
      • kawamija Re: Droga do Poznania 09.04.10, 14:11

        ja nie o Poznaniu..ja tylko się chciałam zapytać czy Robert maila
        czasem czyta ?..... aaaaa ?

        K.
      • lilyrush Re: Droga do Poznania 09.04.10, 14:25
        robert.83 napisał:


        > Ktoś napisał, że daje trzy miesiące na inicjatywę spotkania twarzą w
        > twarz, potem spuszcza "internetowego kolegę" z wodą.
        >
        > Nikt nie szuka przyjaciół? Znajomych? Ciekawych kontaktów czy
        > szczerych rozmów? Nikt nie szuka po prostu kogoś, kto wcale nie musi
        > być materiałem na ojca dzieci?
        >
        Jam Ci to smile
        I zdania nie zmienie. Jak sie wolna kobieta poznaje z wolnym facetem w miejscu
        typu sympatia to szybko wiadomo w jakim kierunku ma ta znajomość ma podążać. No
        przynajmniej ja dość szybko to wiem. i jeśli to ma byc kumple, znajomy itp to
        spoko, możemy sobie lata klikać w tego kompa i gadać przez ten telefon. Zresztą
        nie raz mi sie tak zdarzyło.
        Ale jeśli obie strony deklarują, ze ma to pójść w stronę ewentualnej znajomości
        typu związkowego to soryyy, nie ma przebacz wink
        • robert.83 Re: Droga do Poznania 09.04.10, 15:05

          Zgoda - portale randkowe to specyficzny grunt i tam +/- wiadomo o co
          chodzi. Ale też (walczę!smile) w pewnym punkcie znajomości nie jest to
          już "użytkownik symatii" ale człek zwykły... i znów opcji robi się
          więcej niż tylko ten/nieten.
          • lilyrush Re: Droga do Poznania 09.04.10, 15:42
            Widzisz- kwestia w tym, ze nie masz o co walczyć ze mną, bo ja takich zwykłych
            ludzi z sympatii to znam kilku i to nawet już lata. Ale niektórych pogonie po 3
            m-cach wirtualności i koniec. Taka moje kobieca intuicja.
            • robert.83 Re: Droga do Poznania 09.04.10, 16:02

              Walczę "w sporze"... to co, że nie mam o co i tak naprawdę się
              rozumiemysmile.
    • robert.83 Nie kocha się.... 11.04.10, 15:20

      Nie kocha się "za coś".

      Rozmowy toczą się wokół naszych atutów i wabików. Kombinujemy każdy po swojemu jak tu... co tu... itp. Ważymy wzrostem i wagą (ciała, ego i portfela) swoje szanse na prywatny cud.

      Czy my przypadkiem nie robimy jakiegoś besęsu?smile

      Ile można przepraszać za bycie sobą? Ile można tuningować wady i dostosowywać siebie do zamówień publicznych? Każdy z nas stara się być sobą i akceptować siebie, ale jednocześnie wsłuchujemy się w to co myślą współplemieńcy. Może zbyt dokładnie wsłuchujemy.

      Jeśli nie będziesz sobą, zrezygnujesz z tego, aby być kimś trochę innym/lepszym... ostatecznie kim będziesz? Może nikim.

      Kto z Was boi się... być sobą?
      • mappi Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 19:02
        bycie sobą
        jest ważne
        ale tylko dla siebie samego...na dłuższą metę
        ...niczemu nie służy

        jeśli widzi się drugiego człowieka
        szczególnie gdy przejawia dla nas jakąś wartość
        ....to te przemiany
        wszystko... dzieję się samo
        niejako z automatu
        rozwój.... i akceptacja

        najłatwiej odnalaźć się w drugim człowieku
        i tu nie ma co się napinać z tym swoim "ja"
        ...przecież nie sposób nie być SOBĄ we wzajemniej relacji

        inaczej nie ma sensu

        ...to tyle


        acha....i wiem jaka jestem...nie boję się siebie
        • czarny.onyks Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 19:19

          jestem sobą, staram się....nie udaję....
          ale i też zmieniam się nadal....
          pod wpływem ludzi, zdarzeń....choć okres dojrzewania dawno mam już za sobąwink

          ale czasem się siebie boję...
      • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 19:25
        Nie kocha się za coś... to prawda, ale nie zawsze pokochać coś można...

        nooo dobrze, miało byc bez przebłysków smutnych myśli... zatem będziewink

        Być sobą, nie podporządkowywać się czemuś/komuś, nie dostosowywać się do
        oczekiwań czy zamówień.
        Być sobą i znaleźć w czyichś oczach akceptację na takie właśnie Bycie, na
        prawdę, na niedoskonałość. Bo to piękne musi być... mieć kogoś kto kocha tę
        twoją prawdę, wewnętrzną, zewnętrzną... przed kim nie stosujesz żadnych
        ulepszaczy, żadnych masek.. kogoś, kto dotarł najgłębiej, kto wie, rozumie..
        Kogoś, przed kim staniesz zupełnie nago, odarty z wszelkich zasłon (nie tylko
        ciała ale i duszy) i nie wstydzisz się tego, że jesteś sobą, jesteś właśnie taki..
        Ale to chyba oczywistość, nieee(?) To chyba właśnie tak ma być... bo inaczej to
        nie ma sensu.
        • robert.83 Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 20:24
          Zniechęciło mnie to, że ludzie chcą widzieć tylko to co... chcą widzieć. Dawałem
          z siebie akceptację ale naumiałem się jej nie oczekiwać.

          Nigdy nie stawiałem siebie ponad kimś - po prostu uważam to za brak szacunku dla
          drugiego człowieka. Z "po japońsku" pochyloną głową starałem się zrozumieć i
          poznać. Ale to nie takie proste.

          Zauważyłem, że ludzie mylą tą otwartość/szacunek/skromność ze słabością i
          bezwartościowością. Nauczyłem się mechanizmów zdobywania uznania. To śmieszne,
          ale ludzie cenią często ze strachu. Są konformistami.

          Oczywiście nie mówię teraz o miłości, czy o prawdziwym szacunku... tylko o tym
          jak głupie te mechanizmy są.

          Dlaczego nie doceniamy tego co ma wartość? Dlaczego w tylu miejscach trzeba się
          "dobrze sprzedać", zamiast "dobrze zbudować"?

          The games we play.
          • bugelka Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 21:04
            robert.83 napisał:

            >
            > Dlaczego nie doceniamy tego co ma wartość? Dlaczego w tylu miejscach trzeba się
            > "dobrze sprzedać", zamiast "dobrze zbudować"?
            >
            > The games we play.

            Wycięłam ten kawałek, bo jest mi szczególnie bliski...
            Od 3 lat obserwowałam wymianę władzy na pozorantów, krętaczy, szantażystów,
            mobbingowców...
            Ci wartościowi odeszli z własnej woli.

            Jak zwykle nic szczególnego nie mam do powiedzenia. Po prostu: wartościowi nie
            są w cenie.
            >
            >
          • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 00:04
            Można żyć bez świadomości akceptacji(?) piszesz, że nauczyłeś się jej nie oczekiwać...

            Chłopak, zburz ten mur(!) Właśnie wpuszczając tam... głęboko, można poznać człowieka, dać poznać siebie ale też poznać kogoś, i ta akceptacja... ona jest konieczna... poznanie tego co ukryte tam, jest konieczne... inaczej wyglada mi to na ciągłe zamknięcie w niepewności i strachu, na życie w strachu...

            I właśnie te gry, to sprzedawanie się... to nie o to przecież chodzi... a może właśnie o to, i zamiast uskuteczniać antyreklamę, należy nauczyc się technik skutecznej sprzedaży(?)


            /Nie chcę już więcej dokonywać analiz i teoretyzować, analizować... nie chcę już więcej gubić się w słowach.../
            • robert.83 Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 07:47
              /Nie chcę już więcej dokonywać analiz i teoretyzować, analizować... nie
              chcę już więcej gubić się w słowach.../

              A czego chcesz?
              • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 10:43
                Cytatem odpowiem... właśnie odczytanym i tak dziwnie zgranym z moimi dzisiejszymi myslami:

                "to do zycia się brać a forum zostawić sobie na jesień szarą smile
                no i brać się za kochanie ludzi smile"

                ... zmniejszać liczbę moich braków
                szukać czegoś co można poczuć i dotknąć...
                rozsmakować się w czymś...

                /potrzeba realnej kawy, realnej bliskości, o której dziś pisze Mappi jest mi szczególnie bliska../
                • robert.83 Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 21:29

                  Przybądź do Wawy to poszukamy tej "realnej kawy"smile.
                  • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 21:41
                    Ale Ty o naszej Kawie(?)

                    ooo, jeśli Ty pomożesz mi Kawy poszukać w Wawie, to przybędę z pewnościąsmile
                    • robert.83 Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 21:47

                      Nie, ale chętnie też taksmile.
                      • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 22:03
                        W każdym razie... realna kawa, tak(?)

                        Uważaj, bo ja teraz mogę juz nie odpuścić... tej kawysmile
                        • robert.83 Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 22:29

                          Taksmile.
                          • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 22:59
                            smile
                            A ta realna to tylko w Wawie jest(?)

                            /tak tylko pytam...wink/
                            • robert.83 Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 23:04

                              Co Ci chodzi po głowie?smile
                              • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 23:10
                                Niiiicsmile zupełnie nic...

                                Ja mam słabe pomysły ostatnio, więc nic już nie mówięwink
                                • robert.83 Re: Nie kocha się.... 13.04.10, 08:56
                                  Jakbyś jednak "coś" to nie, nie tylkosmile.
                                  • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 13.04.10, 23:26
                                    dobrze, że jeszcze na to "coś" pozostawiasz miejsce... bo mi jednak po głowie to
                                    "coś" chodziwink
                                    • robert.83 Re: Nie kocha się.... 14.04.10, 21:24
                                      > "coś" chodziwink


                                      ? No co?? smile
                                      • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 14.04.10, 22:29
                                        T.

                                        /od kilku dni T. znów tak głośno tłucze się chodząc po mojej głowie, ze.. o niczym innym mysleć nie mogę, spać nie mogę.. nic nie mogęwink/

                                        boo na pomorzu to chyba nie ma "realnej kawy"... ale T. to też pomorzesmile
                                        • robert.83 Re: Nie kocha się.... 15.04.10, 08:06
                                          Wow. Agla "mysleć nie mogę, spać nie mogę" to poważny przypadek!
                                          Sprawdziłaś dokładnie to pomorze?smile Myślisz, że toruńska kawa może
                                          przywrócić Ci myślenie i sen?
                                          • aglajaa.a Re: Nie kocha się.... 15.04.10, 10:42
                                            T. tłucze mi się po głowie i mysli wszystkie zajmuje głównie z innych powodów...
                                            ale potrzeba tej realnej kawy również potwornie mnie męczy...

                                            Taaak, sądzę (bo nie myślę wszak od pewnego czasu) że kawa w T. pomo(r)ze
                                            przywrócić mi sen i myslenie... bo czymże ja będę jeśli myśleć nie będę... to
                                            mój znak rozpoznawczywink

                                            Sprawdziłam Pomorze, szukanie realnej kawy na Pomorzu, od dni kilku (a nawet
                                            dotknięcie jej) nie pomogło... może gdyby to było bliżej morza(?)

                                            Pomo(r)esz mi przywrócić sen i myślenie(?)smile
            • robert.83 Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 07:59
              Można żyć bez świadomości akceptacji(?) piszesz, że nauczyłeś się jej
              nie oczekiwać...

              Najwyraźniej można próbować. smile

              co mam zrobić? Sam siebie utwierdzam w tym, że to ma sens, że to kim
              jestem jest ok. Gubię się czasem i piszę bzdury na forum. Jeśli mam sie
              połapać to sam muszę o to zadbać.
              • mortis74 Re: Nie kocha się.... 12.04.10, 08:09
                można
                może to przejaw egoizmu ale można
                jeżeli sam dla siebie jesteś ok to i znajdą się inni którzy tak będą to widzieć
                wszyscy nigdy ale kilku tak
                pozdro
      • listopad02 Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 19:34
        Ja zawsze uważałem, że kocha się za coś, i że bardziej kocha się kogoś niż siebie.
        Wtedy ważniejsza jest druga osoba, jak ona czuje się dobrze, to i nam sie poprawia.
        A nie zamierzam udawać nikogo bo się nie da, ale mogę zrezygnować z wielu rzeczy dla kogoś.
        • robert.83 Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 19:56

          Poświęcenie, codzienne "staranie się" dla niej, tej drugiej osoby... to powinno
          być, jasne. W tym zgadzam się i z Tobą i z Mappi. Ale jest jeszcze to
          dopasowywanie się na siłę, sztucznie. Przed samym sobą granie kogoś kim może
          wolelibyśmy być. A może wolałaby ta ona, druga osoba.

          Przyznam. W moich myślach powstaje sprzężenie "coś nie zagrało >> zmień się >>
          to może zagra". Ale to na dłuższą metę bez sensu.

          O ile jestem sobą, bo tak po prostu mam. O ile zmieniam to co myślę, że mogę i
          chcę... to mam zwyczaj nie wpuszczać ludzi za głęboko... nie wierząc, że to co
          zobaczą będą w stanie zaakceptować. Ku wielkiemu zaskoczeniusmile zbudowałem sobie
          mur, o którym nawet nie wiedziałem.

          Nie wpuszczam i siebie. Stąd pytanie czy tylko ja mam taki problem?
      • lilyrush Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 19:36
        robert.83 napisał:


        > Jeśli nie będziesz sobą, zrezygnujesz z tego, aby być kimś trochę innym/lepszym
        > ... ostatecznie kim będziesz? Może nikim.
        >
        > Kto z Was boi się... być sobą?
        >
        Cóz- ja jestem sobą. I jestem sama. I jakoś to przeżyje, jeśli tak będzie
        musiało byc. Bo ja juz sprawdziłam, ze jeśli mam udawać kogoś innego to wole w
        ogóle nie być.
        A ponieważ mam dziecko, to wole, żeby nie było półsierota.
        • robert.83 Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 19:59
          > Cóz- ja jestem sobą. I jestem sama. I jakoś to przeżyje, jeśli tak będzie
          > musiało byc. Bo ja juz sprawdziłam, ze jeśli mam udawać kogoś innego to wole w
          > ogóle nie być.
          > A ponieważ mam dziecko, to wole, żeby nie było półsierota.

          I to chyba dobra droga jest.
          • marrie38 Re: Nie kocha się.... 11.04.10, 21:16

            Tak, zawsze starałam się być sobą.
            Zawsze miałam swoje poglądy, nie wsydziłam się ich.
    • z_malej_litery Re: Takie tam 11.04.10, 22:06
      A ja już sama nie wiem, a żyję dłużej od ciebie o dobre dziesięć lat.

      Bo jeśli jest się takim jakim się jest a życie rozczarowuje, to czy
      to coś znaczy? I jeśli się siebie lubi i akceptuje, a nie dostrzega
      się tego w oczach i reakcjach innych, to co? A jeśli się kogoś
      poznaje - ma, na kim szaleńczo zależy i ma się świadomość, że on jest
      inny i nie umie zaakceptować tego, co jest, to czy odejść od niego
      czy się zmieniać?

      Jestem ponurym i milczącym człowiekiem i co gorsza - mocno dosłownym.
      Z trudem przychodzi mi rozmowa, a jednak dawno temu pojęłam, że nie
      uda mi się w życiu, jeśli taka pozostanę. I się zmieniłam, zresztą
      nie tylko w tym. Bo pragnę ludzi wokół siebie, bardzo ich pragnę...

      może niekoniecznie dosłownie do Twych słów, Robercie, ale tak sobie
      właśnie myślę.
    • robert.83 Sens po drodze 05.05.10, 20:14

      Można powiedzieć, że trochę cierpię na "bezsensność"smile. Przynajmniej w jakimś stopniu.

      Dziś podczas pospolitejsmile aczkolwiek dość męczącej czynności, jaką jest bieganie, naszła mnie myśl, że chyba dziś nie zrobię dystansu, że chyba pikawa mi strzeli po drodzesmile... a za nią (myślą tą) naszedł mnie uśmiech i konkluzja, że przynajmniej się staramsmile.

      Może to i nie takie głupie, zamiast czekać na realizację marzeń, celów itp... po prostu być zadowolonym z tego co z siebie dajemy?

      W końcu... czym jesteśmy? Tym co osiągamy czy tym, jak na to pracujemy? Kto bardziej zasługuje na szacunek: facet śpiący na kasie czy inny, pracowity gość?

      Może to całe szczęście to po części sam proces "rafinacji" nas samych... a nie tylko docelowa bajka o domku, kominku i nielimitowanym seksie?smile

      PS. Poza tym... jeśli będziemy czerpać satysfakcję z samej pracy (np. nad sobą) to osiąganiu tych przereklamowanych sukcesów możemy tylko pomóc.

      Zapisać: starać się nie dla "celu", ale dla samego starania.

      Sorry, bo to może wyglądać żenująco to całe moje pisanie. Ale nie mam innego, lepszego miejsca.
      • marzec-love Re: Sens po drodze 05.05.10, 22:53
        1- zdecydowanie pracowity gość.
        2-ta droga do celu,jest czasem dużo ważniejsza niż on
        sam.Przypomniałam sobie bajkę z dzieciństwa-żółwik i zajączek
        ścigają się,na mecie oczywiście zając jest pierwszy,czeka i czeka na
        kolegę,mija noc,wreszcie jest-Byłem pierwszy,byłem pierwszy!
        krzyczy.Tak-mówi spokojnie żółwik-ale co zobaczyłeś po drodze do
        mety?
        3-Twe pisanie nie jest żenującym żartem prowadzącego,więc NIE-
        sorry.Piszesz mądrze-wszyscy o tym marzą.
        4-Pies,najlepszy towarzysz do biegania-nie gada,nie panikuje,kocha i
        wybacza.
        5-spokojnej nocy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja