historia pocieszająco-załamująca :)

02.11.10, 11:54
Poszłam w piątek z koleżanką do knajpy, coby popłakać na temat nieodwzajemnionej miłości. Chciałyśmy gadać, więc wybrałyśmy knajpę "dla niemieckich emerytów" - z cichą muzyką, bez tłumów. W sali, w której siedziałyśmy przez cały wieczór wymieniły się trzy pary.
1. Oboje koło pięćdziesiątki, zadbani, roześmiani. Ewidentnie początki, a w zasadzie to przyjaźń, ale już trochę ściemnianie pod kątem miłości smile. Rozgadani, zapatrzeni, zadowoleni straszliwie.
2. Pani tuż przed czterdziestką, blondynka, wypindrzona, trochę wyglądała jak kura domowa przebrana za laskę. Pan przed pięćdziesiątką, nałogowy randkowicz, aluzje seksualne co drugie zdanie. Mnóstwo komplementów, trochę napięcia, momentami chwile ciszy. W chwilach, gdy pan wychodził do klopa, pani dzwoniła do dzieci.
3. Oboje przed trzydziestką. Milczenie. Czasem kilka słów. Zjedli, wypili do końca piwo. Do niej zadzwonił telefon. Pogadała, rozłączyła się. Zrelacjonowała rozmowę, dodając kilka słów od siebie. Pan coś mruknął.
Czemu pocieszająco - bezdyskusyjnie szczęśliwi bywamy tylko w pierwszej fazie związku smile
Więc - w jedynej, którą czasami przeżywam.
A potem załamka. Jedyna para za stażem - pustka. "No to po co nam było w to gnać?". Na cholerę tak czekać?
    • fripo Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 11:59
      hahahahahahahahahaha
      Jak znajdziesz prawdziwą miłośc to pogadamysmile
      • nula8 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 12:04
        Obawiam się, że z moim charakterem i nastawieniem nie znajdę, więc raczej nie pogadamy.
        Z drugiej strony, sądzę, że prawdziwych miłości znalazłam już parę w życiu. Czy gdyby mi z nimi coś dłuższego wyszło, to dziś ćwierkałabym nadal? Czy siedziałabym w knajpie, pewnie po to, żeby walczyć z monotonią, milcząc, bez tematów do rozmowy?
        Nobody knows smile
    • mankatoja Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 12:44
      hm...no tak.....wyszlo na to ze zwiazek to nic fajnego
      a jednak tak nie jest
      niefajny jest wtedy gdy laczymy sie z niewlasciwym czlowiekiem
      a wlasciwy to taki z ktorym jest na dobrze niezaleznie od mijajacego czasu
    • tapatik Pozwolę się nie zgodzić. 02.11.10, 14:05
      Istnieją osobnicy, którzy potrafią zawsze bez względu na staż utrzymać w kobiecie napięcie, zainteresowanie, podniecenie, wściekłość, radość, znowu podniecenie... i tak cały czas.
      • robert.83 Re: Pozwolę się nie zgodzić. 02.11.10, 14:42

        Tapatik, trochę (trosz-kęsmile) racji jest w tym co mówisz. Faktycznie jak ktoś chce to może się tego wszystkiego nauczy... Ale widzisz... są kobiety i kobiety. I te drugie potrafią myśleć pozaprogramowo i z takiego lovelasa znającego wszystkie tricki nic sobie nie robią.

        Wierne powtarzanie tego jak to można kobietę zawsze i wszędzie mieć na swoich warunkach to coś poniżej Twojego poziomu.

        Żebyś się przypadkiem sam nie okiwał z tym NLP.
    • robert.83 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 14:52

      > 1. Oboje koło pięćdziesiątki, zadbani, roześmiani. Ewidentnie początki, a w zas
      > adzie to przyjaźń, ale już trochę ściemnianie pod kątem miłości smile. Rozgadani,
      > zapatrzeni, zadowoleni straszliwie.

      Oj misiu misiusmile. Czy Ty przypadkiem nie postawiłaś samoudowadniającej się tezy?

      No jak się założy, że skoro uśmiechnięci to na początku to... się potem to udowodni bez problemusmile. A co jeśli to ich 30 rocznica była? A co jeśli oni tak po prostu wyglądają i facet lubi ją tak podrywać w nieskończoność? Może mają pięciopak wnuczkuf już...

      Nie każda cisza wynika z problemu. Czasem cisza wynika z takiego trochę zachwytu chwiląsmile.

      No i trzecia rzecz... może być parka co wygląda na znudzoną ale nie może żyć bez siebie. Nie znasz takich? Wiesz... ci co drą koty, mają ciche dni itp... ale jak jedno krzywo kaszlnie to drugie już zupkę studzi i kocyk niesiewink.
      • nula8 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 15:05
        Nowi byli, podsłuchiwałam smile. Tzn. bardziej takie spotkanie, wiesz, nasza klasa po latach.
        Ta teza to taka bardziej wymuszona była, żartobliwa. No i załamująca również, nie powiem...
        Nawet nie jest teoria... Ostatnio miałam niewątpliwą nieprzyjemność spędzenia czasu z moim dziadkiem, który (mimo prawie dziewięćdziesiątki i żony) ma kochankę, całe życie wykonywał szereg skoków w bok, przepijał kasę i w ogóle wszystko miał w dupie. Kilka lat temu obchodziliśmy pięćdziesięciolecie związku moich dziadków. Full wypas, msza w katedrze, medal od prezydenta, goście, obiad w świetnej knajpie... Przysięgam, czegoś tak przygnębiającego nie przeżyłam w życiu!
        I tak się właśnie zastanawiam. Ciągnie ku temu drugiemu człowiekowi i ciągnie. Serce boli, płakać się chce, a może nie warto? I mam świadomość tego, że niezależnie od wyników tych rozważań, nie zrezygnuję z ciągoty ku drugiemu człowiekowi... ot, takie listopadowe nudy.
        Nie znoszę listopada!
        • robert.83 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 15:49
          Ale jak to jest powiedz mi? Bo skoro Ty nie chcesz iść w tropy dziadka, ja też... to pewnie wiele innych osób też nie chce. To czemu tego nie widać?

          Może to mniej spektakularne jest? Może te 'normalne' pary też są, tylko nie rzucają się w oczy?
          Może jak już się znajdzie kogoś co myśli tak jak my to zaczyna się samemu kombinować na boku?

          Chciałbym, bardzo chciałbym, móc zaufać tak wiesz... bezgranicznie. I byłbym (ha! może i byłem kiedyś) zaszczycony, gdyby ktoś tak zaufał mi. Tego szukam i na tym mi zależy.
          • nula8 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 15:56
            Myślę, że właśnie dlatego jesteśmy samotni może najbardziej. Nie chcemy powielać błędów innych, za dużo myślimy, za bardzo przebieramy. A trzeba po prostu zamknąć oczy i próbować. A nuż się uda, a jak nie - przecież wszyscy są nieszczęśliwi - jak mówi moja mama sad
            • robert.83 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 16:24

              Wczoraj jakiś koleś mówił mi, że nigdy samotny nie byłem, dziś miałbym być najbardziej... smile.

              Nie wiem, Nula, nie znam się na tymsmile. Myślenie o tym to zamawianie doła z dostawą do domu.

              A co do przebierania...
              Coś się zmieniłosmile. Chyba trzeba trochę czasu, żeby przypomnieć sobie jak to jest po prostu dobrze się czuć w swoim towarzystwie. Niczego nie poganiać, nie wkładać w ramki, szablony itp... Zaciekawić się kimś, polubić bycie z nim.

              Sporo tu u nas opowieści jacy to nie jesteśmy przemyślni i jakie to mamy dążenia mażenia i wyobrażenia. Normalnie cuda na kiju. Tak sobie opowiadamy trochę się chwaląc jacy to jesteśmy wyjątkowi i jak to ciężko....
              I w tym wszystkim można zapomnieć zupełnie, że jest jeszcze drugi ludź. Może nie idealny, może bardzo nieidealny... i może właśnie bardzo bardzo fajny.
              • kawamija Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 16:57

                wiesz co Robert, piszesz to, co ja pisałam i w co wierzyłam rok temu.........dziś już myślę inaczej.....ale.......może Tobie się uda, czego Ci oczywiście baaaaardzo życzę smile
                • robert.83 . 02.11.10, 17:09
                  A ja życzę Tobie. Wszystko jedno czy wierzysz w coś Ty czy ja... bo w sumie co to zmienia?smile
                  • kawamija Re: . 02.11.10, 19:36
                    robert.83 napisał:

                    > A ja życzę Tobie. Wszystko jedno czy wierzysz w coś Ty czy ja... bo w sumie co
                    > to zmienia?smile

                    no właśnie.... smile........bo i tak nafilozofujemy się, naklikamy w te klawiatury, nadumamy jak to być powinno........i tak człowiek zasypia sam...albo z 9 latką, co sypianie ze mną traktuje jako nagrodę za dobre sprawanie big_grin big_grin big_grin
        • praktyczna Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 08:59

          nula8 napisała:

          > Nowi byli, podsłuchiwałam smile. Tzn. bardziej takie spotkanie, wiesz, nasza klasa
          > po latach.
          > Ta teza to taka bardziej wymuszona była, żartobliwa. No i załamująca również, n
          > ie powiem...
          hmmm a na wstepie pisalas, ze poszlyscie z kolezanka poplakac nad losem i dlatego szukalyscie "cichej" knajpki.. a Ty podsluchiwac poszlas ?smile
          Uwazam, za odwazne na podstawie podsuchanych kilku minut rozmowy budowac tak daleko idace teorie o zwiazkach tych ludzi.
          Ci z 30 latkowie mogli byc faktycznie dwojgeim pracownikow na delegacji, tych dwoje starszych, rozgadanych moglo byc spotkaniem z NK smile po latach. a Ta wypindrowana pani z panem randkowiczem (zastanawiam sie jak taki wyglada) mogla byc zawsze wypindrowana (mam koleznake w pracy, ktora od lat maluje sie jakby pracowala w teatrze - silny, mocny makijaz) a wspopmniany pan randkowicz mogl byc po prostu takim czlowiekiem z natury (wieczny podrywacz) a spotkali sie w celu podpisania umowy na kupno akcji, auta, dzialki czy mieszkania smile
          Wersji tych spotkan moznaby moznaby mnozyc - ale przeciez nie o to chodzi.
          Uwazam, ze kazdy z nas jest inny .. ma inne potrzeby i kazda milosc jest inna ...
          Natomiast szarosc dnia codziennego dopada kazdy zwiazek - jedni uwazaja to za koniec inni zdaja sobie sprawe, ze zycie to nie tylko motyle w brzuchu i wzajemna adoracja ...
          To jak z pogoda - czasami slonce czasami deszcz a czasami mgla smile
      • titta Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 17:52
        Albo w ogole para nie byli... Ostatnio na wyjezdzie slozbowym za taka pare robilam ze znajomym z pracy: lazilismy po knajpach (bo jesc i odpoczac trzeba) i patrzyc na siebie nie moglismy wink
    • kawamija Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 15:45

      Ja już za bardzo nie jestem pewna jak to z tym szczęściem jest.......ale powiem Ci, że uwielbiam obserwowac ludzi w knajpach....uwielbiam.....zastanawiać się czemy tu przyszli i gdzie wracają.....więc z przyjemnością pzreczytałam, że inni też tam mają wink
    • tygrysgreen Re: historia pocieszająco-załamująca :) 02.11.10, 17:08
      nie lubię takiego generalizowania.
      mam znajomych z długimi stażami i choć nieraz koty drą, inaczej się nie da, dalej zapatrzeni w siebie jak w obrazek.
      a z drugiej strony pierwsza randka to nieraz bywa taka porażka, że pozostaje tylko dopić piwo i zmykać.
    • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 16:51
      Czy ktos tu sobie jakieś jaja robi,czy mnie się tylko tak wydaje?

      Ale ja tam mówię tak:swój swego zawsze znajdzie i na swego trafi.Prawie zawsze przypadkiem!!!!!

      Co komu pisane,nawet jak sie z ta obraczka z deka pomylil!

      Ja troche wierze w zrządzenie losu!!Nie da sie wszystkiego zaplanowac!

      A co facetow! To oni po prostu winą makaron do lasek z premedytacja,a udają ,że tego nie robia!
      • llollobrygida Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 17:02
        Skoro wątek znalazł się na głównej, to skorzystam.
        Ciekawa jestem, jak widziani bylibyśmy przez Was w tej knajpie - czasem zachodzimy.
        Około 60-tki obydwoje, z 10-letnim stażem. Uśmiechy, żywa rozmowa, zaglądanie w oczy.
        W domu raczej nuda i samotność. Każde sporo pracuje, po powrocie telewizor, internet. Miło ale ciut nijako, ożywiamy się jak gdzieś wyjdziemy.
        Wychodzimy konsumować kulturę albo popływać czy poćwiczyć, ale tylko w lokalu możemy na siebie popatrzeć, nie na ekran, scenę czy trenerkę. I wtedy, kiedy patrzymy, uśmiechamy się.
    • maryjan_pazdzioch Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 17:19
      Faceta z kobieta laczy seks, a w konsekwencji (najlepiej liczne) potomstwo i wokol tego kreca sie najwazniejsze relacje mesko-damskie. Chodzi o to by przekazac geny i zapewnic potomstwu przetrwanie. Reszta to tematy zastepcze i z d* wziete wypelniacze czasu, ktore sa jedynie wymyslem naszych czasow.

      Dzisiaj ludzie z niewiadomych przyczyn mysla, ze jak beda w zwiazku to HGW co to sie nie bedzie dzialo. Fajerwerki, cuda-niewidy, ochy achy ch*e muje dzikie weze i co tam jeszcze. Z takimi dziwnymi naiwnymi wyobrazeniami rozpoczynaja nowa znajomosc, wchodza w jakas relacje i czekaja na te niesamowite wydarzenia, ktore juz juz na pewno powinny zaraz nadejsc. I tak czekaja i czekaja, a tu ni huhu zadnych fajerwerkow.

      Wtedy pojawia sie rozczarowanie, a w konsekwencji zaczyna sie festwial płaczu (najlepiej przy jakichs debilnych rzewnych pioseneczkach o niespelnionej milosci, ktora ch* strzelil z powodu jakichs z sufitu wzietych powodow), uzalania sie nad soba, rozmyslania o d* marynie i innych bzdetnych czynnosci, ktorych w ogole by nie bylo gdyby nie bezsensowne oczekiwania.

      Oczywiscie zaraz znajdzie sie masa roznych pomagaczy i doradzaczy (i jak to mowi Pazdzioch "ale nie za nic!"), ktorzy beda pierd* glodne kawalki jak utrzymac zwiazek, co robic by sie nie znudzic i tym podobne bzdety, polecac poradniki, terapie itd.

      Tymczasem regula jest prosta i wymienilem ja na poczatku. Facet i kobieta to seks i potomstwo.
      To zajmuje wystarczajaco duzo czasu. Im liczniejsze potomstwo tym lepiej, bo nie bedzie czasu na dyrdymaly, a facet nie bedzie myslal o stukaniu kogos na boku, gdyz zwyczajnie nie bedzie go na to stac. Przykladowo majac piatke dzieci prawdopodobienstwo tego, ze facet bedzie chcial rozwodu jest znikome. Po oplaceniu alimentow zostalo by mu g*, a takich aparatow, ktorzy porzuciliby na pastwe losu matke z piatka swoich dzieci tez za duzo nie ma. Zadna kobieta tez go nie bedzie chciala, bo po co jej facet, ktory nie jest w stanie zapewnic bytu jej i potencjalnemu potomstwu (przeciez cala kase musialby oddawac poprzedniej rodzinie). Nawet na agencje towarzyska (jak zwie sie dzisiaj dumnie burdel) nie bylo by go stac.

      Jesli faceta z kobieta laczy cos wiecej niz seks i dzieci to super, ale to bardziej wyjatek niz regula. Od hobby, pogawedek i wspolnych zainteresowan facet ma kolegow, a kobieta kolezanki.

      Natura tak zaprogramowala faceta, ze do zwiazku z kobieta potrzebne mu sa tylko dwie rzeczy - fiut i forsa (przed era pieniedzy forsa = zasoby materialne - jedzenie, ubrania czy cokolwiek innego co zapewnia przetrwanie). Naprawde jedyne czego kobieta powinna oczekiwac od faceta to dobry seks i poczucie bezpieczenstwa/zapewnienie bytu jej i potomstwu. To przeciez takie proste...
      • robert.83 Paździochu 09.11.10, 17:36

        Miło się to czyta i aż kusi, żeby się zgodzić....

        Ale to by było za proste. Ładnie żeś przyjął słuszną wagę seksu w relacji... oddałeś mu należne miejsce i w ogóle... ale pominąłeś inne potrzeby. Nie masz ich? Nie chcesz z kimś pogadać czasem? Nie chcesz się razem pośmiać czy pogdybać?

        I co? Do domu jak wracasz to pukasz żonę a potem karmisz i przewijasz dzieciaki? I nic nigdy więcej? To spróbuj, Mądralo, tak sobie żyć przez 2 miesiące i zobaczymy jaki będziesz 'po prostu' zadowolony. Fajne to wszystko... i to bardzo... ale do tego potrzeba jeszcze parę innych drobiazgów.
        • kawamija Re: Paździochu 09.11.10, 17:42

          przeczytałam a nawet wydrukowałam sobie...........bo nie mam za wiele czasu teraz, by czytać i analizować .......

          i sporo racji w tym jest.....
      • gyubal_wahazar Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 17:51
        Maniek,

        Fajnie, fajnie, ale kiedy coś ostatnio z takim podejściem wyrwałeś ? No i sam widzisz ... No chyba, że się nie afiszujesz.

        Innych zastrzeżeń nie zgłaszam
      • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 18:45
        do marian pazdzioch-no ja zawsze tak myslalam....ale.....rodzenie wiecej niz 1 dziecka mnie nie interesuje....Co do tego trzymania faceta na liczne potomstwo...normalny facet po prostu ucieknie...lub zrezygnuje z dzieci,kaze usunac...NIE TE CZASY!

        Ja nie jestem kobietą prostą w kazdym znaczeniu tego slowa ,niestety.Pisze niestety ,bo taki kobietom zyje sie latwiej...Na mezczyzn jednak zdarza mi sie patrzec dosc prosto! Choc to trudne jest,bo jak pamietam to niezle baty zawsze za to dostawalam spoelczne!!! Ja po prostu bylam wyklęta,prześladowana!!!! I tak jest do dzis!
        • gyubal_wahazar Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 18:51
          Nie taję, że zafrapował mnie Twój wątek martyrologiczny. Rzuciłabyś nieco światła ?
      • waganiemama Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 18:56
        cóż, można żyć na poziomie żarcia, wydalania i powielania genotypu
        zwierzęta tak robią i żyją
        • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 19:07
          dowaganiemama-ja nie jestem bezduszna,ale gdyby podrywal mnie onazis to na serio bym sie zastanawiala nad liczba potomstwa
          Serio,naprawde! I oczywiscie nad tym co i za ile im za to kupie.
          Ja sama przeliczam swoja kase na liczbe dzieci i ceny,jak najwyzsze wszystkiego!!!!! Jestem hojna materialistka i dobrze sobie zdaje sprawe,ze....swoje dobra w przypadku wiecej niz jednego dziecka bede musiala podzielic na iles tam razy.Ja po prostu taka jestem i co na to poradze!! Przeciez ja bym sie zalamala nerwowo gdybym w zamian za 5 dzieci kupila im np Tico ,a nie hehehhe."Porsche Kajman".
          Czy znowu zostane wyrugowana z takich mozliwosci.
        • llollobrygida Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 19:40
          waganiemama napisała:

          > cóż, można żyć na poziomie żarcia, wydalania i powielania genotypu
          > zwierzęta tak robią i żyją

          Im wyższe ewolucyjnie tym bardziej to skomplikowane smile
      • tastefully7 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 19:01
        Hmmm... coś w tym jest. Co więcej, to myślę, że Ci, którzy nadal wierzą w wielką miłość, to uważają, że to, co napisane powyżej nie jest prawdą. Ale niestety rzeczywistość przeważnie taka jest. Problemy, róźne frustracje, zabieganie... Nie oszukujmy się - życie nie jest sielanką. Owszem, to cudowne, jeżeli po kilku, kilkunastu latach bycia ze sobą potrafimy tworzyć nadal udany związek, potrafimy rozmawiać ze sobą, szanować się. Związek to ciągła praca nad sobą, partnerem. Myślę, że ważne jest też to, jeśli uświadomimy sobie, że w związku, w małżeństwie mają prawo być też złe dni. Wtedy nie będziemy lub będziemy mniej rozczarowani. A najgorsze, to wierzyć, że zawsze będzie wszystko piękne. To nie (je)bajka smile
        • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 19:11
          do tastefully-ale kupowanie komus drogich prezentow to dla mnie sama radosc.i sorry....dla mnie to wielka miłość...
          • tastefully7 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 19:15
            iamhier napisała:

            > do tastefully-ale kupowanie komus drogich prezentow to dla mnie sama radosc.i s
            > orry....dla mnie to wielka miłość...

            No dobrze, ale nie rozumiem, jaki to ma związek z moją wypowiedzią? smile
            • senseiek Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 21:39
              > No dobrze, ale nie rozumiem, jaki to ma związek z moją wypowiedzią? smile

              Poczytaj jej inne wypowiedzi na innych forach- to jakas psycholka..
              • tastefully7 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 21:54
                senseiek napisał:

                > Poczytaj jej inne wypowiedzi na innych forach- to jakas psycholka..

                Senseiek, oszczędzę sobie big_grin Ale dzięki smile
                • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 09:31
                  do tastefully-to ty tu jeszcze cieciujesz paronoiczko?
                  Bachory robic z mezem idz,to po 5 czy 6 przestaniesz nekac otoczenie!!
                  Bo żółte papiery ci wysmaruje!! Tylko zawału nie dostan!
                  Bo obsesje masz.No,ale sprawne dzialania aparatu sprawiedliwosci i psyciatrycznego pogotowia szybko naucza sie zasad wspolzycia spolecznego.A to moze byc przyczynek do rozwody,pamietaj!!

                  I lecz sie,lecz .NFZ czuwa!
                  I nie zadzieraj sie z tymi z ktorymi zawsze przegrasz!
                  • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 09:33
                    I PULS SOBIE ZBADAJ!Bo za dużo na ciebie kasy pójdzie jak ktos cie wezmie w obroty Temidy!
              • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 09:25
                do senseik-lecze takich jak ty.Zawodowo!
      • wj_2000 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 23:19
        maryjan_pazdzioch napisała:

        > Faceta z kobieta laczy seks, a w konsekwencji (najlepiej liczne) potomstwo i wo
        > kol tego kreca sie najwazniejsze relacje mesko-damskie. Chodzi o to by przekaza
        > c geny i zapewnic potomstwu przetrwanie. Reszta to tematy zastepcze i z d* wzie
        > te wypelniacze czasu, ktore sa jedynie wymyslem naszych czasow

        To bardzo trafne obserwacje! Zgadza się to w 100% z moimi przemyśleniami (no może tą wielką potrzebą seksu u kobiet. Z punktu widzenia ewolucji jest korzystne jedynie by kobieta odczuwała silne libido, gdy jest w okresie płodności, libido męskie - także w stosunku do kobiety poza okresem płodności, na przykład ciężarnej - jest ewenementem w przyrodzie i jego celem jest zatrzymanie ojca przy matce, bez czego nie odchowała by ona (kiedyś) potomstwa).
        Problem człowieka współczesnego polega na tym, że medycyna oraz wydajna produkcja żywności pozwala przeżyć niemal każdemu dziecku. Kiedyś (a tamten okres kształtował nasze ludzkie instynkty, nadal działające). Nie wiem czy każdy rozumie potęgę postępu geometrycznego. Gdyby małżeństwa płodziły i wychowywały 10 dzieci, za sto lat od dzisiaj byłoby nas na Ziemi 4 000 miliardów. Zbiegło się to z wynalezieniem pigułki i innych skutecznych środków anty. W efekcie małżeństwa decydują się na 1, czasem dwoje, a często na 0 dzieci. I faktycznie trzeba z grubsza przy tym pozostać.
        No to jak zapełnić życie? Nie ma żadnej NATURAlnej recepty. Natura wypracowała sposób na życie opisany przez maryjana_paździocha przy założeniu, że nie ma środków antykoncepcyjnych!!!!!!!
        Może ktoś kiedyś coś wymyśli. Ale na razie dola człowieka i perspektywy szczęśliwości rysują się w czarnych barwach. Można, co najwyżej minimalizować frustrację i cierpienie minimalizując swoje oczekiwania. Przymknąć oko na flircik partnera, na przykład! Wiara w dozgonną miłość jest tak infantylna, że szkoda gadać.
        • wj_2000 Errata 09.11.10, 23:24
          Miało być poza tą wielką potrzebą seksu u kobiet, o której pisze paździoch na końcu. Ogromny zasięg oziębłości u kobiet jest tego przejawem.
          • llollobrygida Re: Errata 10.11.10, 08:50
            wj_2000 napisał:

            > Miało być poza tą wielką potrzebą seksu u kobiet, o której pisze paździo
            > ch na końcu. Ogromny zasięg oziębłości u kobiet jest tego przejawem.

            Ewolucyjnie kobiety są przystosowane do seksu z większą ilością partnerów. Monogamia to męski wymysł, aby każdy miał okazję kopulować, nie tylko ci najlepsi. Walki samców odciągnęłyby ich od innych ważnych dla władców plemiennych spraw jak napadanie na sąsiednie plemiona. Kobiety są oziębłe bo są skupione na wychowaniu małych dzieci albo do cna znudzone seksem z jednym i tym samym, marnym zazwyczaj partnerem.
    • titta Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 17:49
      Widzisz, sa osoby, ktore widzac sie z rodzina (rodzicami, rodzenstwem) cos tam burkna, pomilcza i zajma sie telewizorem. Sa ludzie, ktorzy zawsze znajda cos ciekawego do opowiedzenia, posmieja sie i zawsze bedzie za malo wspolego czasu.
      Daje przyklad rodziny, jako zwiazku miedzylodzkiego pozbawionego napiecia. Po 20 latach razem pewnie tego napiecia juz za duzo nie bedzie, ale to czy bedzie o czym pogadac i posmiac sie zalezy od naszego nastawienia do zycia.
      • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 18:51
        choc tak naprawde jak widze mezczyzne,ktory ewidentnie ma silna miete do innych kobiet i stara sie na nie nie patrzec,bo zaraz mu skoczy cisnienie i nadal twierdzi,ze kocha swa zone i jej nie zdradza,to nie mam lepszego ubawu!
        • titta Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 21:29
          A uwazasz, ze jak by sie nie staral na nie nie patrzyc, to by dowodzilo to milosci?

          • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 09:38
            do "titta"-24 godz.na dobe szpiegowania,podsluchow,nękania otoczenia,posrednich grozb karalnych żoneczki skutecznie męzowi zniszcza krążenie! No i innym paniom też.Ale do czasu,do czasu.Nie kazdy bedzie znosil terror dla dobra cudzego zwiazku,rodziny? Cha cha cha!
            Ja sie nie poswiece.

            No,coz psycholki sa posrod nas.Niestety czesc z nich rodzi chore dzieci w kolejnej fali urojeniowej zapewne! Toż to nieprzewudywalne jest to 'cuś"!Jeszcze komus krzywde zrobi z jakimis innymi oszolamami,ktorzy pasa cnoty pilnuja u reszty.Widocznie nudza sie w zyciu!
    • magdap7 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 09.11.10, 20:49
      Ja mam prosty związek przyjacielski. Trzeba nie dawać sie wrednym ludziom i szanować wzajemnie. Opiekować sie sobą. A papierki do kosza. Nie ma nudy, są tylko nowe postanowienia i pomysły. A po ślubie będzie tak samo. Po papierkowym oczywiście, bo kościelny nie do zrealizowania.
      Podsycam to wyjazdami i lotami samolotem. Wtedy to działa jak marchewka i kij.

      Mgduch
    • entombet Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 06:00
      ja Ci powiem tak, olej zwiazki, szukanie faceta, fazy milosci etc jak przestaniesz szukac to sie okaze ze takie "problemy" same Cie znajduja
      znajdz sobie hobby, cos co zajebiscie lubisz robic i na co zawsze znajdziesz czas i ochote (tu trzeba wlozyc troche pracy, poszukac, nie byc na nie dopoki sie nie sprobuje, wyjsc poza swoje ramki, jak Ci ktos proponuje ide ze znajomymi puszczac latawce/na kurs garncarstwa/bodypainting/surfing/jesc mrowki to nie mowisz nie to nie dla mnie tylko idziesz z nimi i albo bedzie fajnie albo wiesz ze Ci sie nie podoba ale przynajmniej sprobowalas)
      jak juz znajdziesz hobby to sie nim zajmij, poznaj ludzi z ktoryi mozesz to robic i nagle brak faceta przestanie byc problemem
      zaczniesz zyc dla siebie, posiadanie drugiej polowki juz nie bedzie takie wazne bo masz swoj swiat, swoich przyjaciol, pasje i cieszysz sie zyciem
      a jak Ci sie chlop trafi to nigdy nie rezygnuj z pasji i raczej go w to nie wciagaj, trzeba miec wlasne miejsce w zyciu i byc dobrym po pierwsze dla siebie
      jak chlop widzi ze bez niego tez bedziesz szczesliwa to sie stara, jak widzi ze jest sensem Twojego zycia to sie nie stara, bo po co?

      ja mam swoje nurkowanie, i zycze Ci zebys znalazla cos swojego
      powodzenia i pozdrawiam smile
      • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 09:50
        do entombert-kobieto,tu nikt nie moze szukac milosci,bo kilka psycholek rewiduje ich kompy!Ba! nawet śledzi w realu.Tylko te oszolomy nie wiedza,ze popelniaja przestepstwo ,a ktos nimi sprawnie manipuluje,badz....ich prowokuje.Ale znasz takie powiedzenie:sraj suce w oczy,w suka dalej swoje....Te typy tak maja! Tylko konsekwentym postepowaniem mozna to otumaństwo nauczyć elementarnej kultury !

        Pozdrawiam wszystkich nękanych singli! I tych normalnych w zwiazkach tez!
        • iamhier Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 09:58
          acha! i jeszcze jedno:nie kazdy prokurator ma sentyment do ciężarnych lub wieloródek! Po prostu kazdy musi miec RÓWNE SZANSE !
          • robert.83 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 10:26

            O czym Ty mówisz? Jaki prokurator? Jaki sentyment? Jakie rewidowanie kompa i śledzie w realu?

            PS. Śledzie w Realu??smile
            • waganiemama Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 10:43
              > PS. Śledzie w Realu??smile

              może promocję mają?
              weź zobacz i jak co to kup
              dawno śledzi nie jadłam
              • bursztynula Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 10:48
                ha Towarzystwo przed obiadkiem widzęwink

                kiedyś były takie z wiśnią w małych słoiczkach, przepychota mmmmm
                a teraz tylko kalifornijskie ze śliwką zostały... a to już zupełnie nie to...

                smacznego, jakby co smile
              • robert.83 Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 10:57

                Może złowić?
    • magatamo Re: historia pocieszająco-załamująca :) 10.11.10, 11:30
      > A potem załamka. Jedyna para za stażem - pustka. "No to po co nam było w to gna
      > ć?". Na cholerę tak czekać?

      to pewnie bicie piany pisac o tym na forum, ale zgadzam się z Tobą - z moich obserwacji tez wynika, ze związki są mocno przereklamowane, albo raczej - z mojego punktu widzenia jest duuuuuużo więcej minusów niż plusów

      a moze nasze oczekiwania są większe niż rzeczywistosć może nam dać?

      ja w każdym razie przedkładam niezależność i emocjonalny spokój nad opiekę nad wyrośnietym pięciolatkiem i wspólne wzloty i upadki - z przewagą tych drugich, kiedy po kilku wspólnych latach zaczyna sie rozglądać za spódniczkami
      pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja